7 rzeczy, które dało mi duszpasterstwo akademickie

Sześć lat studiowania było dla mnie gonitwą z miejsca w miejsce, łapaniem różnych srok za ogon i szukaniem spełnienia w tym, co robię. Nie działo się to jednak przede wszystkim w murach uczelni, a w duszpasterstwie akademickim.

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak co roku w okolicach końca września i początku października wspominam czas, kiedy dopiero co wywiozłam z domu swoje rzeczy, a pozornie obce miasto miało stać się towarzyszem życia na najbliższe kilka lat. Przechodząc kilka dni temu obok akademików miałam w głowie tylko myśl “jak ja zazdroszczę tym ludziom, że czas studencki dopiero przed nimi!”. Oto 7 rzeczy, które dało mi DA, a których, jak sądzę, nie dałoby mi nic innego w tamtym czasie.

 

Odwaga

Do przekroczenia progu budynku duszpasterstwa akademickiego potrzebowałam 9 miesięcy i jednej koleżanki, która robiła za przewodniczkę. Jednak pisząc odwaga, mam na myśli miliony mikro kroczków, żeby przełamać strach przed nowymi ludźmi, sprawami, odpowiedzialności i robieniem wielu (wielu, wielu, wielu) rzeczy po raz pierwszy w życiu. Każdorazowe stawianie czoła nowej sytuacji zbudowały we mnie odwagę i poczucie, że duże sprawy zaczyna się od małego pytania “a może zrobimy?”

 

Kompas życia i nowy dom

Nie da się ukryć, że wyjazd w nieznane dla każdego wiąże się z czym innym. Studia i radzenie sobie z problemami pustej lodówki, braku papieru toaletowego oraz odwiecznej zagadki jak przeżyć sesję w grupie rówieśniczej myślącej podobnie dały poczucie nowego domu. Duszpasterstwo stało się miejscem, gdzie razem borykaliśmy się z tymi samymi problemami, płakaliśmy nad wielkimi klapowatymi miłościami i śmialiśmy do utraty tchu w środku nocy.  

 

Szkoła odpowiedzialności i działania

Przebywanie na co dzień wśród ludzi, którzy stali się bardzo bliscy zaprocentowało tym, że razem działaliśmy na wielu płaszczyznach. Od organizowania wyjazdów, przez duże wydarzenia ewangelizacyjne, aż po nieustanne przeprowadzki każdego po kolei. Fakt, że ktoś na ciebie liczy bardzo uczy odpowiedzialności (także grupowej) i często rezygnacji z szybkich wymówek.  

 

Relacje

Punkt, w którym wszystko się zaczyna i kończy. Relacje – z ludźmi i Bogiem. Na pewien etap i na całe życie. Wspólna wiara, modlitwa, dzielenie życia i przeżywanie codzienności. Pierwsze zrywy na roraty u dominikanów o 6:30, pierwsze “dorosłe” przesiadywanie w kawiarni. Jak to kiedyś przeczytałam w książce o serialu Przyjaciele, to był czas, kiedy przyjaciele są rodziną. Stawianie kroków w dorosłość było też uczeniem się kompromisów, rezygnacji, współpracy. Przez to, że jakoś z zasady przyjęliśmy za pewnik wzajemną sympatię i dobre nastawienie, przestrzeń do kształtowania charakteru była bezpieczna i sprzyjająca.  

 

Możliwość spełniania marzeń, o których nie miałam pojęcia

Nagranie pełnoformatowej płyty, koncerty, wielkie remonty? Bycie w duszpasterstwie akademickim pokazało mi (i dało spełnić) marzenia, o jakich nie miałam pojęcia! Dla innych było to zdobycie wielu szczytów górskich, dla jeszcze kogoś rozwój intelektualny i duchowy. Wiedziałam, że jeśli tylko znajdę partners in crime, to nic nas nie powstrzyma przed realizacją nawet najbardziej szalonych pomysłów.

 

Poczucie przynależności

No właśnie. W tym czasie każdy niby był sam, a jakoś wszyscy byliśmy razem. Poczucie przynależności, zaufania i otwartości uzależnia! 

 

Najpiękniejsze wspomnienia

Co tu dużo mówić. Czas spędzony w duszpasterstwie akademickim był na tamtym etapie najlepszym co spotkało wielu z nas w życiu. Nie bez powodu nasi rodzice i dziadkowie wspominają “studenckie czasy” jako wspaniały okres w życiu. A wykorzystany w pełni z szacunkiem do siebie i siebie nawzajem i w Bożym Duchu jest nie do zastąpienia.

 

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Dojrzałość to spojrzenie w boczne lusterko

Autorki książki "Wielki foch", s. Anna Maria Pudełko i Aneta Liberacka były gośćmi audycji "Nocne światła" w Radiu Plus. W rozmowie z Pawłem Krzemińskim rozmawiały o tym, jak rozumieć kobiecą emocjonalność, czym różnią się w przeżywaniu emocji kobiety i mężczyźni i co świadczy o prawdziwej dojrzałości.

Polub nas na Facebooku!

W rozmowie o książce “Wielki foch” s. Anna Maria Pudełko wyjaśniła, że książka powstała po to by się dzielić pozytywnym spojrzeniem na emocjonalność. – Często patrzymy na nią jak na przeszkodę, a nie jak na możliwość. Jeśli wsłuchamy się w to, co płynie z naszego wnętrza, emocje mogą okazać się naszym sprzymierzeńcem – powiedziała s. Pudełko. Zwróciła także, uwagę, że jakkolwiek łatwiej jest przyjmować miłe emocje, tak i trudne są bardzo ważnymi komunikatorami. – Jeśli przyjmiemy je w sobie, będzie nam np. łatwiej zrozumieć drugiego człowieka, a także przy następnej takiej trudnej sytuacji łatwiej będzie nam nie wybuchać, tylko skontenerować te emocje w sobie – wyjaśnia siostra.

Sporą część audycji poświęcono tematowi różnic między kobietami i mężczyznami. Jak powiedziała Aneta Liberacka, Pan Bóg wyposażył mężczyzn i kobiety inaczej, bo każdy z nas ma inną rolę w tym świecie. – Głównym powołaniem kobiet jest dar macierzyństwa, który jest realizowany na różne sposoby. Mamy też w sobie wrażliwość, którą można przekuć w miłość i empatię, ale może stać się też rozedrganiem i nademocjonalnością. Musimy się dowiedzieć, poznać, jakie jesteśmy, żeby lepiej panować nad emocjami – powiedziała Aneta Liberacka. Wskazała także na inną różnicę:

 

Kobieta zawsze idzie w stronę człowieka i relacji, a mężczyzna – w stronę świata. To ma być może swój początek w tym, że z innych „materii” powstaliśmy – mężczyzna z ziemi, a kobieta z żebra.

 

Aneta Liberacka zwróciła również uwagę na fakt, że przez wielozadaniowość i myślenie o wielu rzeczach jednocześnie kobiety potrafią jeden temat poprowadzić w różne strony, wielowątkowy proces, a mężczyzna potrafi z tego chaosu wyciągnąć konkret, jedną najważniejszą myśl. – Dzięki temu razem możemy świetnie współpracować – przyznała Liberacka. Jak powiedziała s. Anna Maria Pudełko bardzo istotne jest także podejście do różnic między kobietami i mężczyznami i to, czy postrzegamy je jako zagrożenie, czy dar czyli czy chcemy się przed nimi ochronić, czy z zaciekawieniem odkrywać.

 

– Pan Bóg stworzył nas dwoje i zostaliśmy tak zaprojektowani, że razem możemy się uzupełniać. Jesteśmy też przygotowani inaczej do naszych dróg powołania – kobiety do dawania życia, również fizycznie, w swoim ciele, a mężczyzna jest skupiony na konkretnych zadaniach, by tę kobietę i to nowe życie chronić. Po to jesteśmy różni, by się uzupełniać

 

– mówiła w audycji Aneta Liberacka. S. Pudełko dodała też, że zarówno kobiety jak i mężczyźni mają w sobie zarówno cechy męskie jak i kobiece, ale różnią się one natężeniem. Od środowiska, doświadczeń i pracy nad sobą zależy to, jak te cechy się rozwiną. – Pan Bóg stwarzając nas, dał nam wolną wolę, chciał, żebyśmy żyli w wolności. Wszystko zależy od nas, także to, jak kobieta wykorzysta swoją emocjonalność, wrażliwość – powiedziała Aneta Liberacka. Nie znaczy to jednak, jak wyjaśnia s. Anna Maria Pudełko, że mężczyźni nie mają w sobie wrażliwości. – Kobiecie daje poczucie bezpieczeństwa zwyczajna obecność. Mężczyzna ma w sobie właśnie taką wrażliwość, że jest w stanie tę obecność zapewnić – swoim spokojem, stabilnością. Potrafi oddzielić fakty i racjonalne myślenie od emocji i to może być bardzo pomocne – zauważyła.

W rozmowie podjęto także temat dojrzałości. S. Anna Maria Pudełko powiedziała, że według niej dojrzałość jest świadomością własnej niedojrzałości. – Jeśli potrafię nazwać to, co jest moją wadą, słabością, grzechem i w tej świadomości nie zamykam się, nie pogrążam, tylko widzę w tym szansę na rozwój, to to jest dojrzałość – tłumaczyła siostra. Aneta Liberacka nazwała dojrzałość spojrzeniem “w boczne lusterko”. – Kiedy jedziemy samochodem, nie wszystko widać w lusterku wewnętrznym. Warto nieco z boku przyjrzeć się, czy ten etap dojrzałości, reagowania na różne sytuacje, to coś, nad czym mamy kontrolę. Może trzeba krytycznym okiem spojrzeć na siebie, zobaczyć siebie samą z innej perspektywy – wyjaśniła Aneta Liberacka.

W dalszej części audycji pojawił się także temat wzorców, jakie przekazują swoim dzieciom matka i ojciec oraz budowania tożsamości córki i syna. Autorki książki “Wielki foch” mówiły także o tym, jak dojrzałość wpływa na przeżywanie i przekazywanie wiary.

Całej audycji można wysłuchać tutaj.

 

 

os/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap