Nasze projekty
Paulina Malczyk

7 rzeczy, które dało mi duszpasterstwo akademickie

Sześć lat studiowania było dla mnie gonitwą z miejsca w miejsce, łapaniem różnych srok za ogon i szukaniem spełnienia w tym, co robię. Nie działo się to jednak przede wszystkim w murach uczelni, a w duszpasterstwie akademickim.

Reklama

Jak co roku w okolicach końca września i początku października wspominam czas, kiedy dopiero co wywiozłam z domu swoje rzeczy, a pozornie obce miasto miało stać się towarzyszem życia na najbliższe kilka lat. Przechodząc kilka dni temu obok akademików miałam w głowie tylko myśl „jak ja zazdroszczę tym ludziom, że czas studencki dopiero przed nimi!”. Oto 7 rzeczy, które dało mi DA, a których, jak sądzę, nie dałoby mi nic innego w tamtym czasie.

Odwaga

Do przekroczenia progu budynku duszpasterstwa akademickiego potrzebowałam 9 miesięcy i jednej koleżanki, która robiła za przewodniczkę. Jednak pisząc odwaga, mam na myśli miliony mikro kroczków, żeby przełamać strach przed nowymi ludźmi, sprawami, odpowiedzialności i robieniem wielu (wielu, wielu, wielu) rzeczy po raz pierwszy w życiu. Każdorazowe stawianie czoła nowej sytuacji zbudowały we mnie odwagę i poczucie, że duże sprawy zaczyna się od małego pytania “a może zrobimy?”

Reklama
Reklama

Kompas życia i nowy dom

Nie da się ukryć, że wyjazd w nieznane dla każdego wiąże się z czym innym. Studia i radzenie sobie z problemami pustej lodówki, braku papieru toaletowego oraz odwiecznej zagadki jak przeżyć sesję w grupie rówieśniczej myślącej podobnie dały poczucie nowego domu. Duszpasterstwo stało się miejscem, gdzie razem borykaliśmy się z tymi samymi problemami, płakaliśmy nad wielkimi klapowatymi miłościami i śmialiśmy do utraty tchu w środku nocy.  

Szkoła odpowiedzialności i działania

Reklama
Reklama

Przebywanie na co dzień wśród ludzi, którzy stali się bardzo bliscy zaprocentowało tym, że razem działaliśmy na wielu płaszczyznach. Od organizowania wyjazdów, przez duże wydarzenia ewangelizacyjne, aż po nieustanne przeprowadzki każdego po kolei. Fakt, że ktoś na ciebie liczy bardzo uczy odpowiedzialności (także grupowej) i często rezygnacji z szybkich wymówek.  

Relacje

Punkt, w którym wszystko się zaczyna i kończy. Relacje – z ludźmi i Bogiem. Na pewien etap i na całe życie. Wspólna wiara, modlitwa, dzielenie życia i przeżywanie codzienności. Pierwsze zrywy na roraty u dominikanów o 6:30, pierwsze “dorosłe” przesiadywanie w kawiarni. Jak to kiedyś przeczytałam w książce o serialu Przyjaciele, to był czas, kiedy przyjaciele są rodziną. Stawianie kroków w dorosłość było też uczeniem się kompromisów, rezygnacji, współpracy. Przez to, że jakoś z zasady przyjęliśmy za pewnik wzajemną sympatię i dobre nastawienie, przestrzeń do kształtowania charakteru była bezpieczna i sprzyjająca.  

Reklama

Możliwość spełniania marzeń, o których nie miałam pojęcia

Nagranie pełnoformatowej płyty, koncerty, wielkie remonty? Bycie w duszpasterstwie akademickim pokazało mi (i dało spełnić) marzenia, o jakich nie miałam pojęcia! Dla innych było to zdobycie wielu szczytów górskich, dla jeszcze kogoś rozwój intelektualny i duchowy. Wiedziałam, że jeśli tylko znajdę partners in crime, to nic nas nie powstrzyma przed realizacją nawet najbardziej szalonych pomysłów.

Poczucie przynależności

No właśnie. W tym czasie każdy niby był sam, a jakoś wszyscy byliśmy razem. Poczucie przynależności, zaufania i otwartości uzależnia! 

Najpiękniejsze wspomnienia

Co tu dużo mówić. Czas spędzony w duszpasterstwie akademickim był na tamtym etapie najlepszym co spotkało wielu z nas w życiu. Nie bez powodu nasi rodzice i dziadkowie wspominają “studenckie czasy” jako wspaniały okres w życiu. A wykorzystany w pełni z szacunkiem do siebie i siebie nawzajem i w Bożym Duchu jest nie do zastąpienia.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite