Konflikty w rodzeństwie. Jak je rozwiązywać?

O źródłach konfliktów z rodzeństwem, naprawianiu relacji braterskich w dorosłym życiu i wychowaniu do komunikacji, rozmawiamy z Martą i Markiem Babikami, teologami i pedagogami prowadzącymi warsztaty z komunikacji dla małżeństw i rodzin w ramach inicjatywy „Strefa Rodziny”.

Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zofia Świerczyńska: Czym różni się relacja z rodzicami czy przyjacielem od relacji z rodzeństwem?

Marta Babik: Rodzeństwo to ktoś bardzo bliski, ktoś, kto został mi dany. Nie jest moim rodzicem, dorosłym ani przyjacielem, którego wybieram ze względu na pewne cechy charakteru. To jest takie ciekawe poczucie więzów krwi – ktoś przy mnie po prostu jest, wiem, że jest bliski, ważny. Natomiast nie mam wpływu na to, że on może być w moim życiu lub nie. Ta więź cały czas przetacza się przez życie.

 

O wpływie tej więzi na dorosłe życie przekonujecie się podczas warsztatów z rodzinami. Jakie są najczęstsze przykłady?

Marta Babik: Jest bardzo dużo różnych przykładów wpływu tej relacji na nasze życie. Od takich, w których jedno z rodzeństwa bierze ślub i motywuje siostrę czy brata, żeby sam pomyślał o ślubie, choć żyje już w długim związku – bo nagle okazuje się, że to się da zrobić, zorganizować, że to może być ciekawe doświadczenie. Są też trudy polegające na dominacji relacji z rodzeństwem nad małżeństwem, wtedy pojawia się poczucie, że mąż czy żona jest bardziej związany ze swoim bratem, siostrą niż ze mną. Bardzo często rodzeństwo przeżywa, jeśli bratu lub siostrze nie udaje się małżeństwo. Przychodzą i pytają co zrobić, jak pomóc. Jeszcze bardziej jako ciocie i wujkowie martwią się o dzieci, że rozbija się ich rodzina. Oczywiście jest też rodzeństwo, które potęguje konflikty małżeńskie, czyli nie dość, że małżeństwo już ma problem, to jeszcze brat czy siostra staje po stronie mamy, która próbuje małżonków godzić. Tworzą się takie „koalicje rodzinne” – wtedy ktoś przychodzi i mówi, że już nie ma problemu tylko z mężem, ale jego mamą, siostrą, i jeszcze kimś, bo cała rodzina jest przeciwko. Więc tych przykładów jest bardzo dużo – od pozytywnych po bardzo skomplikowane.

 

Zacznijmy od analizy pozytywnego wpływu. Na czym polega siła relacji z rodzeństwem?

Marta Babik: Pierwszą ważną rzeczą jest to, że nie jestem sam. Już w domu nie jesteśmy sami, co oczywiście ma też swoje minusy – trwa nieustanna walka o zabawkę, ubranie, uwagę rodziców, ale z drugiej strony ta osoba może mnie odciążyć, wyręczyć, pomóc. Dzięki niej mam się z kim pobawić, porozmawiać, posprzeczać; potrafi też robić coś, czego ja nie potrafię, może np. pomóc mi w zadaniu, w lekcjach, wstawić się za mnie u rodzica. Dzięki relacji siostrzano-braterskiej młodsze dziecko ma „utorowaną” drogę, bo starsze już coś wypróbowało, wynegocjowało u rodziców. To jest też ogromne doświadczenie różnorodności, że istnieją ludzie inni ode mnie i działając razem możemy osiągać więcej.

 

Czy to oznacza, że jedynacy są pozbawieni tego doświadczenia?

Marek Babik: Trudno jest odpowiedzieć w kategoriach zysków i strat. Ja sam jestem jedynakiem i nie mam tego doświadczenia rywalizacji o rodziców – ich uznanie czy uwagę, walki o jakieś zasady. To jest zupełnie obce. Ja to intelektualnie ogarniam, natomiast jeśli chodzi o emocje i doświadczenie jest to puste. Będąc jedynakiem miałem całą uwagę skierowaną na moich rodzicach, ale i oni całą kontrolę przekładali tylko na mnie. Dla mnie najtrudniejsza była walka ze stereotypem jedynaka. Dlatego nigdy się do tego nie przyznawałem, miałem ogromną satysfakcję, że ludzie nie rozpoznawali, że nim jestem. Nawet kiedy poznałem moją żonę, też tego nie rozpoznała (śmiech). Ten stereotyp powoduje, że patrzy się na człowieka przez pryzmat rozpieszczonego dziecka, egoisty, któremu się bez przerwy dogadza.

Marta Babik: Jedynak ma też świadomość, że jeśli cokolwiek stanie się rodzicom, to jest z tym sam, nie może  liczyć, że ktoś inny podjedzie do rodziców, by im pomóc, przywieźć zakupy, odciążyć od obowiązków. Mając rodzeństwo mamy też ten komfort.

 

Często dzieci lub jedno z rodzeństwa ucieka od obowiązku troski o rodziców…

Marta Babik: Jest takie powiedzenie, że jedna matka wystarczy, aby wykarmić 10 dzieci, ale 10 dzieci nie wystarczy, aby wykarmić matkę. Niestety jest to bardzo przykre i jeśli chodzi o swoją miłość do rodziców, trzeba dać im dokładnie tyle miłości, ile jestem w stanie dać. Oczywiście, jeśli mam rodzeństwo, powinienem się z nimi porozumieć w kwestii opieki nad rodzicami, ale może się to okazać niemożliwe. Wtedy trzeba po prostu dać z siebie tyle, ile możliwie najwięcej można dać, zostawiając to dlaczego siostra czy brat tego nie robi. Nie znamy do końca powodów ich zachowania, ich obecnej sytuacji, możliwości, sytuacji współmałżonków. Widzimy tylko coś z zewnątrz. A rodzicom trzeba dać całą naszą miłość.

 

Dotknęliśmy tu problemu konfliktów, braku możliwości porozumienia się z rodzeństwem. Czy źródeł konfliktów należy szukać w nierozwiązanych sytuacjach z dzieciństwa?

Marta Babik: Konflikty w dzieciństwie są czymś naturalnym. Pewna rywalizacja, walka o teren, o podział obowiązków, uwagę rodziców, domaganie się sprawiedliwości w odniesieniu  do poszczególnych osób. Wynika to z tego, że rodzeństwo jest zazwyczaj w różnym wieku, więc dziecko zauważa różnicę, że czegoś innego wymaga się od starszego, czegoś innego od młodszego, pojawia się porównywanie – czy ja nie jestem gorzej traktowany niż tamten, czy jestem tak samo kochany jak mój brat/siostra? Na pewno nierozwiązane konflikty, nierozwiązane sytuacje, czy problemy rodzeństwa z relacją z rodzicami, bardzo często później przejawiają się w dorosłych relacjach. To, czy w dzieciństwie jesteśmy bliżej ze sobą, czy się wspieramy, wpływa na relacje w dorosłości. Jeśli są jakieś zadry to najlepiej byłoby je sobie wyjaśnić, ale do tego jest potrzebna gotowość i chęć z obu stron.

 

A jeśli nie ma takiej chęci pojednania ze strony brata czy siostry?

Marta Babik: Zawsze możemy okazać życzliwość, nie nakręcać problemu. Te historie są bardzo różne. Bywa tak, że rodzeństwo dopiero po latach się do siebie zbliża. Odnośnie konfliktów „prawnych”, dotyczących chociażby podziału majątku, warto sięgać porad specjalistów, by wiedzieć jak to wygląda od prawnej strony, co mi się należy, a co nie. Można dochodzić swoich praw, jeśli nie da się inaczej porozumieć.

 

A co w przypadku, gdy tym co dzieli, jest różnica w poglądach i przeżywaniu wiary?

Marek Babik: Ważne jest po pierwsze to, na jakim etapie życia ktoś przestał wierzyć. Na etapie dorastania, to rodzice trzymają pieczę nad naszym rozwojem religijnym. Jeśli dwoje ludzi jest wychowywanych w tym samym domu, i jest to dom religijny, to przekazywana im wiara rozwija się na różnym poziomie. Natomiast na etapie życia dorosłego nie można wykonywać ruchów ewangelizacyjnych na siłę. Relacja z Bogiem jest bardzo osobistą relacją i wymaga pewnej drogi – różnej drogi. I podobnie może być w rodzeństwie – jedno ma taką drogę, drugie inną, trzecie jeszcze inną… Powinniśmy uszanować tę „inność” w przeżywaniu wiary przez brata czy siostrę. Nie chodzi o to, żeby w ogóle nie mówić o Bogu, ale nie możemy tego robić na siłę, żeby ktoś nie czuł się z tym niekomfortowo, żeby to nie było przyczyną zerwania relacji. Jeśli druga osoba nas atakuje z powodu wiary lub niewiary, oznacza to, że ktoś nie do końca poukładał sobie swoje życie. Jeżeli byłby osobą o poukładanym systemie wartości, nie atakowałby innych za to że żyją inaczej.

Marta Babik: Mam prawo żyć tak, jak chcę, także od strony religijnej. Zawsze można modlić się za tą osobę, szczególnie wtedy, kiedy relacja jest dla nas trudna. Warto też być autentycznym w przeżywaniu wiary, nie trzeba dużo mówić. Jeśli ktoś jest świadkiem wiary w rodzinie, to po prostu to widać w po tym jak traktuje innych.

 

Czy konieczna jest terapia lub porada psychologiczna kiedy taki konflikt narasta?

Marta Babik: Zawsze warto sięgnąć po poradę w momencie, kiedy zauważamy, że problem zamiast zanikać, pogłębia się i nie wiemy co robić. Czy to będzie terapia czy coś innego – zależy od danego problemu; od tego, co się dzieje w tej relacji. Czasem nawet zwykła rozmowa może pomóc spojrzeć na daną sytuację z dystansu. Ktoś z zewnątrz może wskazać konstruktywny pomysł na rozwiązanie danego problemu.

 

Jak zatem zadbać o codzienne relacje z rodzeństwem w dorosłym życiu?

Marta Babik: Rodzeństwa są bardzo różne. Są takie, które chcą o siebie dbać, często do siebie dzwonią, prowadzą wspólne biznesy. Ale bywa i tak, że rodzeństwo potrafi nie rozmawiać przez sobą przez rok, co nie znaczy, że się nie lubią, czy się pokłócili, ale po prostu nie mają potrzeby, żeby się często widywać. Jak już się spotkają to dbają o siebie nawzajem, a gdyby coś się wydarzyło, jedno pomoże drugiemu. Jest taki moment, kiedy każdy zaczyna swoje dorosłe życie i nie mamy obowiązku opieki nad bratem czy siostrą, jeżeli nie ma takiej potrzeby wynikającej z jakiegoś kalectwa, poważnych problemów. Można normalnie żyć z takim dystansem do siebie.

 

Czy rodzice mają wpływ na ukształtowanie relacji w rodzeństwie już na etapie wychowywania?

Marta Babik: Tak, bardzo wielki. Kiedy obserwuję rodziny i to, czy rodzeństwo się scala czy ze sobą antagonizuje, w dużej mierze zależy od rodziców, od ich traktowania, podejścia do dziecka. Rodzic często wchodzi w konflikt, który istnieje między rodzeństwem na zasadzie rozwiązań kategorycznych – ty oddaj to, ty mu tamto. Jest to trudne, ponieważ te konflikty nieraz są zbyt skomplikowane. Rodzic, który chciałby dojść początku tego konfliktu jest zazwyczaj skazany na przegraną, a podejmując z góry osąd o tym, kto jest winny i pokrzywdzony a kto nie, może skrzywdzić dzieci. Rodzic powinien przede wszystkim dbać o bezpieczeństwo dzieci.

 

W jakim sensie?

Marta Babik: W momencie kłótni czy konfliktu należy zwrócić uwagę, że zauważamy krzyk, zachowanie zagrażające ich bezpieczeństwu. Warto wtedy zarządzić, że z tego powodu muszą być przez chwilę w osobnych pokojach, albo w jakiejś odległości od siebie. Warto też spróbować nauczyć ich mówić, zamiast krzyczeć. Zamiast “oddaj mi moją zabawkę”, zaproponować: “chciałbym dostać moją zabawkę z powrotem”. Zapytać się dziecko, co chciało powiedzieć czy wyrazić. Widziałabym więc tu rolę rodzica jako mediatora, który uczy dzieci bezpiecznych zachowań i wyrażania emocji. Dzieci wtedy już się dogadają.

 

Czyli klucz leży w wychowaniu do umiejętności komunikacji?

Marek Babik: Dzielenie się obowiązkami, wykorzystywanie potencjału między rodzeństwem jest widoczne dopiero po przejściu okresu dojrzewania albo w późnym etapie okresu dojrzewania. Wcześniej te konflikty zawsze będą na zasadzie porównywania, szukania niesprawiedliwości, ulegania swoim słabościom. Natomiast kiedy zaczynają ogarniać rzeczywistość już tak „po dorosłemu”, widać efekty nauki komunikacji i współpracy między nimi.

Marta Babik: Każde dziecko jest zupełnie inne. Pierwszemu dziecku coś mogło przyjść łatwo, szybko, a dla drugiego będzie to niezwykle trudne, wręcz niemożliwie do osiągnięcia. Każde dziecko ma swoje talenty i absolutnie nie wolno ich porównywać. Każde jest genialne na swój sposób. Kiedy dzieci widzą, jak są postrzegane przez rodziców, zaczynają siebie nawzajem doceniać, i sami ustalają co kto ma w domu robić. Widzą, że jeżeli jedno czegoś nie lubi, to drugie zrobi to z chęcią. Że jedno coś potrafi, to może pomóc bratu czy siostrze, które ma z tym problem. Sami zaczynają doceniać tę różnorodność, na którą my patrzymy z fascynacją. Widzimy to wyraźnie u naszych dzieci. Fajnie patrzy się na ich solidarność. To czasem wygląda tak, jakby w rodzinie była mała „podrodzina” – my z mężem jesteśmy razem, oni razem, i wspólnie tworzymy niezwykłą całość.

 

Zofia Świerczyńska

Zofia Świerczyńska

Dziennikarz, sekretarz redakcji portalu Stacja7. Pracowała w Sekcji Komunikacji Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, agencji kreatywnej, swoje teksty publikowała także na łamach tygodników katolickich. Odpowiedzialna za projekty medialne i marketingowe.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

S. Janina: Nie jestem polską siostrą Cristiną

Dwa lata temu polski YouTube podbijało wideo, na którym siostra zakonna w niebieskim habicie śpiewa pielgrzymkową przeróbkę Despacito. Siostra ma w zakonie imię Janina i właśnie zadebiutowała piosenką „Zajmij się mną”, która zapowiada jej płytę w kwietniu tego roku. Jej cel jest jednak zupełnie inny niż zrobienie “zakonnego show”. 

S. Janina Kaczmarzyk
S. Janina
Kaczmarzyk
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O nowym singlu s. Janiny już pisaliśmy>> ♦ Siostra Janina debiutuje pierwszym singlem

Teraz pytamy główną Bohaterkę o kulisy tego przedsięwzięcia: 

 

Gdy rozmawiałam z panem Tomaszem, który wspólnie z siostrą zrobił tę płytę, zainicjował jej powstanie i wraz z amerykańskim kolegą Joshem Harrisem jest jej producentem, przyznał, że trochę inspirował się siostrą Cristiną Scuccią z Włoch, która w 2012 r. wygrała tam “The Voice of Italy” i nagrała potem płytę. Czy to zmierza w tym kierunku?

s. Janina Kaczmarzyk: Przede wszystkim w tym projekcie nie chodzi o show. Nasza płyta nie jest realizowaniem czyjejś pasji. W Polsce Zgromadzenia w głównej mierze raczej stawiają na działalność apostolską, a umożliwianie rozwoju talentów zakonników czy zakonnic jest sprawą wtórną. Nie idzie się do zakonu, żeby realizować siebie, tylko żeby służyć. Oddajemy swoje talenty zgromadzeniu i czasem są one wykorzystywane, a czasem nie. Życie zakonne zakłada, że pójdzie się w miejsca, w które nie chce się iść i będzie się wykonywało czynności, które często dla mnie nie są realizacją mnie, moich osobistych ambicji, które będą inwestycją w mój samorozwój. Chodzi o pewną wewnętrzną wolność. Cieszę się, że jesteśmy teraz tu, gdzie jesteśmy. Że będzie singiel, że wydajemy płytę, ale zdaję sobie z tego w pełni sprawę, że to jest coś dane na “teraz”. A jakie będzie “jutro” – tego nie wiem. To jest wpisane w moje powołanie. Gdy rozmawiam o tym z Tomkiem, to upomina mnie “jak możesz tak mówić”, ale właśnie tak jest. Umówiliśmy się na tę płytę, cieszę się że Zgromadzenie podjęło tą inicjatywę, ale to naprawdę może się wiązać jedynie z tą płytą. Przecież mogę nagle pojechać do Afryki i tam nie będę potrzebna do śpiewania i gry na gitarze, lecz żeby opatrywać rany trędowatym.

 

Siostra Cristina Scuccia, urszulanka, wygrała w 2014 r. włoski “The Voice of”. W finale, po ogłoszeniu wygranej, zaprosiła jury i publiczność do wspólnej modlitwy. 

 

Czemu więc powstał ten projekt? Miał jakiś związek z popularnością siostry przeróbki Despacito? Nazwaliście go “posynodalnym”, dlaczego?

To wszystko się pięknie połączyło, choć według ludzkiej interpretacji – przypadkowo. Popularność mojej wersji Despacito bardzo mnie i Zgromadzenie zaskoczyła i choć nie jest to moja poetyka muzyczna, pomyślałam, że skoro to jest takie popularne, znaczy, że młodzież właśnie tego słucha. I wtedy pojawił się Synod Biskupów o młodzieży, i płynące z niego wnioski, żeby wyjść do młodych w nowej formie z nowym stylem, nowym językiem, nową treścią, żeby podawać wartościowe rzeczy w nowy sposób, by móc do młodych trafić. A przecież muzyka zawsze była narzędziem tego dialogu. Świeccy już w nim uczestniczą poprzez muzykę chrześcijańską, ale ludzie Kościoła – tylko pojedynczo.

 

Dlaczego?

Być może za mało docenia się możliwości podejmowania dialogu niestandardowymi metodami. Widziałam to wyraźnie już w swojej pracy z młodzieżą.

 

Gdzie siostra pracuje?

Od 8 lat jestem katechetką. Pracuję z młodzieżą gimnazjalną, ponadgimnazjalną i studencką. Głoszę rekolekcje wielkopostne parafialne i szkolne. Prowadzę wolontariaty młodzieżowe, współpracuję z ośrodkami dla osób z niepełnosprawnościami.

 

 

Jak podopieczni reagowali na tamten niespodziewany sukces przeróbki Despacito? 

Bardzo entuzjastycznie, ale co najważniejsze, zauważyłam właśnie wtedy, że fakt, iż zobaczyli mnie na YouTube czy w innych okolicznościach zmniejszył dystans między nami. Pojawiła się przestrzeń dialogu. Zaczęli do mnie przychodzić na przerwach, zaczęli chcieć rozmawiać. Czasem rozmawiają o tym, co widzieli na TikToku, albo gdzieś indziej. Czasem rozmawiają w cztery oczy o sprawach, z którymi normalnie nie przyszliby do zakonnicy, albo do nauczyciela w ogóle. 

 

O czym na przykład?

Na przykład, jak przychodzą z czymś, co gdzieś tam zobaczyli, pytam ich co o tym myślą, jakie nastroje w nich to budzi. Mamy oczywiście różne preferencje muzyczne, ale i oni i ja oczekują od muzyki jakiejś treści. Młodzi mają w sobie wielkie pragnienie wyrażania głębokich wartości, głębszych refleksji. Są też bardzo wymagający, sprawni w wielu dziedzinach, mają wiele pasji, nawet jeśli z nimi nie wiążą wielkiej przyszłości. Nie jest więc prawdą, że dziś młodzież żyje tylko powierzchownie, to jest tylko pewna zewnętrzna poza, wytwór jakiejś mody. Oni też widzą, że modne jest to co głupie i prymitywne i im też się to nie podoba. Gdy tak przychodzą, rozmawiają, interpretuję to jako formę wejścia w dialog. I wydaje mi się, że właśnie w takim dialogu powinien być dziś obecny Kościół. Nie możemy bać się nowych narzędzi, dzięki którym dotrzemy do tych, którzy z Kościoła odeszli. Mam poczucie że dziś nie wystarczy powiedzieć młodemu człowiekowi “idź do kościoła”, trzeba mu coś w tym kościele zaproponować.

 

 

Chyba o tym właśnie mówił Synod o młodych.

Zgadza się, ale i wtedy nie brakowało takich, którzy uważają “Kościół powinien mówić, a młodzi powinni słuchać”. Tylko, że taki czas, gdy Kościół mówił, a młodzi słuchali już minął. Dziś jest moment gdy młodzi też chcą mówić. Powinniśmy zrobić wszystko, by młodzi czuli, że Kościół jest im potrzebny, bo ma im do zaproponowania wartość, z której nie chcą rezygnować dla judo, dla koszykówki, dla wielu dodatkowych zajęć, których mają w bród na każdym kroku.

 

Taki cel ma ten projekt muzyczny?

Najpierw, zanim na to wpadliśmy, widziałam to u młodych, których angażowałam w wolontariat dla niepełnosprawnych. To nie miało charakteru stricte religijnego, ale taki społeczny, empatyczny, do którego zaproszeni byli wszyscy, bez względu na poglądy czy wiarę. I spotkało się z ogromnym zainteresowaniem. Wolontariat na tyle ich wciągnął, że potem chcieli włączać się też w propozycje ściśle religijne. Ale i więcej. Poczułam, że pokazując im taką wartość, możliwość pomocy innym ludziom, uruchamiają się w nich nowe  przestrzenie których wcześniej nie znali. Gdy sami mogli coś zrobić, złapać za rękę dziewczynę z zespołem Downa i opiekować się nią, odkryć, że się jej nie brzydzą, to rodziło się coś nowego. I ten projekt też ma taki cel. On też może otworzyć takie przestrzenie. Mam nadzieję, że będzie z korzyścią dla młodych ludzi, ale nie tylko. Może zainspiruje. 

 

W jakim sensie?

Mam wrażenie, że są zgromadzenia zakonne mówiące o sobie “apostolskie”, które jednak boją się niestandardowych działań. Wolą sprawdzone metody, ale wydaje mi się, że wtedy ogranicza się pole działania apostolskiego, bo dociera się do bardzo wąskiego grona. Do grona tych, którzy przyjdą na religię, którzy już chodzą do kościoła. Pytanie o to, co z tym zrobić pojawia się nie od dziś. Wydaje mi się, że ten projekt muzyczny może być takim otwarciem okien, by wszedł jakiś nowy tlen, powiew. Może skoro trudno otworzyć drzwi, można choć otworzyć okno?

 

Jak Zgromadzenie zareagowało na pomysł wydania płyty?

Klip i tekst został zaakceptowany. Dla mnie najważniejsze jest to, że małymi krokami idziemy do przodu. To jest proces powolnego otwierania okna, nie z rozpędu i przeciągu, ale z dozą rozwagi, przemyślenia. Myślę, że chyba zawsze tak działał Kościół. 

 

 

Ile trwała praca nad płytą?

Rok. Poznaliśmy się z Tomkiem (Konfederakiem – przyp. red.) pod koniec października 2018. Pierwsza rozmowa była niezobowiązująca. Propozycja jednak została przyjęta, co uruchomiło machinę działań i pracy. Aby się przygotować po drodze tworzyliśmy trochę coverów, żebym ja poczuła się swobodnie w nowej roli. Choć zawsze używałam muzyki w swoim apostolstwie, to stanie na scenie przy mikrofonie nie jest dla mnie codzienną sytuacją, jeśli nie liczyć prowadzenia rekolekcji.

 

No właśnie, świetnie siostra śpiewa! Czy kształciła się siostra w tym zakresie? 

Należałam tylko do gospelowego chóru przy parafii, natomiast na gitarze nauczyłam się grać spontanicznie. No i gdy należałam do wspólnoty neokatechumenalnej przez pewien czas służyłam jako kantor. Nie było to więc żadne profesjonalne przygotowanie, ale raczej ciągła praktyka, która sprawiła, że poczułam się swobodnie ze swoim głosem, odkryłam, jak się modlić śpiewem. No i że to sposób na wyrażenia siebie i tego co człowiek nosi. 

 

Debiutuje siostra teraz również w roli autora tekstów. Kto był ich odbiorcą?

Cały ten muzyczny projekt ma charakter bardziej apostolski, więc teksty w tym kontekście były pisane. Chodziło nam o stworzenie muzyki, która przekazuje wartości, które mają prowadzić odbiorcę w kierunku duchowych refleksji, by mógł spotkać się ostatecznie z Bogiem, by zachęcić do wyruszenia w wewnętrzną drogę ku … Bogu.  

 

Czyli nie ma bezpośredniego odniesienia do wiary w Pana Boga? Nie padają słowa “Bóg” albo “Jezus”?

Prawie nie pada. Pada w jednej piosence, tej która teraz jest singlem promującym płytę Odnoszę się w niej do aktu strzelistego zaczerpniętego od ks. Dolindo: “Jezu, Ty się tym zajmij!” Mój znajomy, który słuchał piosenki myślał, że to piosenka miłosna! (śmiech) Rzeczywiście jest miłosna, ale w najgłębszym sensie. Jezus objawia się w niej jako apogeum. Mówi o tym, Kto najpełniej odpowie na nasze pragnienie miłości. Każdy z nas ma ulokowane w sobie głody miłości, które nie zawsze umie odpowiednio ukierunkować, by znaleźć najgłębszą odpowiedź.  A tą najgłębszą ostateczną odpowiedzią jest Bóg, Miłość w najczystszej postaci.

 

 

Twórczość siostry Janiny można obserwować na jej kanałach na YouTubeFacebooku>>

 

Rozmawiała Anna Druś

S. Janina Kaczmarzyk

S. Janina Kaczmarzyk

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor, w latach 2018-20 odpowiedzialna za sekcję news w Stacji7. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

S. Janina Kaczmarzyk
S. Janina
Kaczmarzyk
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap