ROZMOWY

Bibliści jak chirurdzy. Rozmowa z autorami “Jutro Niedziela”

"Bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak działają tkanki żywego Słowa" - mówi ks. Przemysław Śliwiński jeden z autorów "Jutro Niedziela" - najnowszej książki od Stacji7.

Polub nas na Facebooku!

Bibliści jak chirurdzy. Rozmowa z autorami "Jutro Niedziela"
"Bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak działają tkanki żywego Słowa" - mówi ks. Przemysław Śliwiński jeden z autorów "Jutro Niedziela" - najnowszej książki od Stacji7.

Dawid Gospodarek (KAI): Ukazała się książka “Jutro Niedziela”. Skąd się wziął pomysł, by przygotowywać analizę czytań, a nie ich komentarz?

ks. Przemysław Śliwiński (P.Ś.): Czasem siedząc w konfesjonale, czekając na penitentów, widziałem, że na Eucharystii ludzie się po prostu nudzą, pomyślałem wtedy, że na taką nudę najlepsza jest wiedza…

Ks. Marcin Kowalski (M.K.): Ja pamiętam, że kiedy jeszcze uczyłem w szkole, w liceum w Chmielniku koło Kielc, jeden z moich uczniów, powiedział, że nudzi go niedziela. Jedyną rzeczą, która go interesuje, jest kazanie, bo zawsze jest inne. Nie zauważył, że zmieniają się np. czytania. Pisząc teksty do “Jutro Niedzieli”, miałem w uszach jego głos i mam nadzieję, że ta książka pozwoli bardziej zagłębić się w Liturgię Słowa, by potem lepiej, nawet krytycznie, słuchać kazania. To bardzo przyda się nam, kaznodziejom, którzy musimy szukać inspiracji i się rozwijać.

 

Jak więc powstawał taki właśnie projekt? Kiedy wszystko się zaczęło?

P.Ś. Siedem lat temu. Kiedy portal Stacja7 zaproponował niedzielny cykl z komentarzami, natychmiast pomyślałem, że może lepiej, żeby to był przewodnik po Słowie na daną niedzielę. Chodziło o to, aby nie powstał kolejny “ewangeliarz”, komentarz biblijny, jakich wiele, spisana w formie bloga homilia, ale możliwie obiektywna pomoc do przyjęcia i zrozumienia niedzielnego Słowa Bożego. Przygotować do słuchania Słowa podczas niedzielnej Eucharystii.

 

Czy nie wystarczy iść na Mszę i słuchać czytań, a potem homilii? Trzeba się przygotować?

M.K.: Kiedy jedziemy zwiedzać turystycznie jakiś kraj czy miasto, możemy oczywiście iść prosto przed siebie i podziwiać to, co napotkamy. Ale wiemy dobrze, o ile lepiej jest najpierw przeczytać o tym mieście, o najważniejszych zabytkach, dobrze zaplanować sobie pobyt, przygotować się do zwiedzania. Dokładnie to samo proponujemy w “Jutro Niedzieli”: znajdziemy tam, jak w przewodniku turystycznym, informacje, na co zwrócić uwagę podczas słuchania Słowa Bożego.

P.Ś.: Warto zauważyć konsekwencje językowe, jakie wynikają ze sformułowania „Jutro Niedziela”. W książce piszemy o Słowie zawsze w czasie przyszłym, np. “W Ewangelii usłyszymy to i to”. “Słuchając zwróćmy uwagę na”. W ten sposób chcemy przygotować do słuchania Słowa, nie zastępując homilii.

 

Wróćmy do początków…

P.Ś.: Przyjąłem zatem propozycję, Stacji7.pl, zacząłem opracowywać pierwsze odcinki ale dość szybko dostrzegłem, że potrzeba jeszcze fachowca-biblisty i wiedziałem, kogo zaprosić.

 

I tak w projekcie pojawił się ksiądz Marcin.

M.K.: Sam pomysł naszej współpracy pojawił się już wcześniej w Nowym Jorku. W tym samym czasie pracowaliśmy w wakacje w nowojorskich parafiach. Tak organizowaliśmy sobie rozkład pracy i zajęć, żeby wygospodarować w tygodniu jeden dzień wolny. A że obaj jesteśmy kibicami tenisa, więc w sierpniu i wrześniu chodziliśmy razem na rozgrywki. Grała wtedy Agnieszka Radwańska, to dodatkowy magnes, który przyciągał w to miejsce… Przemek chyba pracował wtedy na Staten Island, ja na Bronxie. Spotykaliśmy się na Manhattanie i stamtąd ok 1,5 godziny jechaliśmy na korty długie odcinki metrem, więc mieliśmy dużo czasu na rozmowy, często o niedzieli: jak przygotowujemy się do kazań, jakie słowo nas zainteresowało, nad czym pracowaliśmy…

P.Ś.: Przygotowywanie homilii dla naszych wspólnot, gdzie pracowaliśmy, było wyzwaniem. Dla Polaka to inny kontekst posługi, między innymi dlatego, że trzeba pamiętać o popularności różnych protestanckich interpretacji i tendencji, często wywodzonych wprost z Biblii i przez to brzmiących dość przekonująco, i wyjaśniać, na czym polega katolickie podejście… A Marcin świetnie opowiada o Biblii. Często mówi, że to „żywa tkanka”, „żywy organizm” – i że bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak te tkanki żywego Słowa działają. Bardzo ważne jest, że studiował na Biblicum, gdzie jest inny sposób badania Biblii, niż np. na teologii biblijnej.

M.K.: Poznajemy języki oryginalne. Podchodzimy do Biblii bardzo ostrożnie, ponieważ jak wspomniał Przemek, jest to żywy organizm myślący, czujący…

P.Ś.: Na tym polegała ta nasza “interdyscyplinarność”. Ja chciałem podczas tych rozmów znaleźć odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby to żywe Słowo i pasja biblisty jak najlepiej dotarły do tych ludzi, którzy są od tej rzeczywistości daleko.

M.K.: Zastanawialiśmy się, jak tę wiedzę przenieść w XXI wiek. Przemek jest dziennikarzem z wykształcenia i to po świetnej rzymskiej szkole, więc żeby to ważne przesłanie zostało dobrze przekazane, użył całego swojego warsztatu i zastanawiał się, co z naszych dociekań i pasji biblijnych jest zrozumiałe dla współczesnego człowieka albo co i w jakiej formie mogłoby go zaciekawić. To była działka Przemka i bardzo mocno widać ją w tej książce, bo jest odpowiedzialny właściwie za cały projekt, jego formę.

P.Ś.: Znakiem tego XXI wieku jest to, że w czasie pisania ani razu nie spotkaliśmy się na żywo, wszystko powstawało wirtualnie, na wspólnym dokumencie on-line.

 

Ks. dr hab Marcin Kowalski (FOT. Episkopat News)

 

Czyli dyskutujecie o tym jak wyjść do ludzi z Pismem Świętym, kilka lat później Stacja7.pl zgłasza się z propozycją…

M.K.: A po kilku tygodniach pojawiła się strona internetowa, na niej każde z czytań było przez nas analizowane. Na początku bardzo skromnie. Z czasem formuła się dopracowała i wykrystalizowała, nabierając – dzięki zespołowi portalu – nowatorskiego kształtu, a po siedmiu latach Stacja7.pl postanowiła wydać książkę.

 

Książka jest też graficznie świetnie przygotowana, w nowoczesnej estetyce, przejrzyście…

P.Ś.: Rok liturgiczny to 52 niedziele w roku, ale w książce “Jutro Niedziela” o dziwo rozdziałów jest więcej, niemal 60, bo okazuje się, że w zależności od roku liturgicznego kilka niedziel zawsze jest “nieobecnych”, które w książce musieliśmy zawrzeć. Dzięki temu będzie ona aktualna przez wiele, wiele lat.

 

Konkretnie – jaki materiał do sobotnich przygotowań dostaje czytelnik?

M.K.: Każda niedziela rozpoczyna się tytułem i lidem. Przemek po dziennikarsku był odpowiedzialny za tytuły, które mają być chwytliwe, oddawać treść, przyciągnąć uwagę, niekoniecznie muszą być takie, jak biblista by wymyślił, bo nasze mogą być zbyt nudne. Następnie jest “chmura słów”, która pokazuje nam słowa najczęściej występujące w liturgii. One w konsekwencji sugerują nam temat danej niedzieli.

Opracowanie poszczególnych czytań rozpoczyna “Punkt wyjścia”, czyli podstawowe informacje o niedzieli, okresie liturgicznym, kolorze szat itp., jak również, jaka jest kolekta na daną niedzielę. To jest też bardzo ważne, gdyż kolekta skrywa najważniejszą modlitwę, którą jako wspólnota liturgiczna kierujemy do Boga.

 

Co dalej znajdzie czytelnik?

P.Ś.: Potem następuje analiza poszczególnych czytań: Pierwszego czytania, psalmu, drugiego czytania oraz Ewangelii. Każda z tych części jest omówiona w trzech akapitach. W pierwszym piszemy o danej księdze, w drugim o kontekście, w którym pojawia się dane czytanie, w trzecim wprowadzamy do słuchania Słowa. Używamy zawsze czasu przyszłego.

M.K.: W tych trzech częściach opowiadamy o Księdze, o tym, kto i do kogo treść kieruje. Później wchodzimy w kontekst nieco dalszy, czyli w cały analizowany fragment i zaznaczamy na co zwrócić uwagę.

P.Ś.: Następnie do każdego z czytań, psalmu i Ewangelii szukamy najważniejszych cytatów, a potem czas na skarb, czyli “Translator” oraz „Biblijny Insider”, czyli odkrywanie treści żywego Słowa.

M.K.: W “Translatorze” wydobywamy ciekawe i ważne dla tekstu słowa. Jeśli jest to tekst grecki, będzie to greka. W końcu, „Biblijny Insider”, angielska nazwa sugerująca wejście w sam środek tematu. Tu wprowadzamy w głębię czytania. Patrzymy tu na jego przesłanie. To pewnie jest coś, z czego może skorzystać piszący homilię i ludzie, którzy szukają znaczenia tekstu. Po „Insiderze” przechodzimy do części, która zatytułowana jest „Zwróć uwagę”. Tam rozwijamy np. wątki historyczne, które pojawiały się w „Insiderze” np. cóż to za król jest wspomniany w tekście albo co to za wydarzenie historyczne, co znaczy „talent”. Pojawia się tu komentarz kulturowy do naszego tekstu.

P.Ś.: Czasem zamieszczamy też „Linki”, czyli sigla dla skrutacji Słowa. A wszystko spaja “Sto słów”.

M.K.: Księża współpracujący z nami z mojego seminarium nawet niedawno powiedzieli mi, że zwracają uwagę na te podsumowania, bo w “Stu słowach” dobitnie widać, jak niedziela zaczyna układać się w całość. “Sto słów” to końcowy wynik poszukiwań, które przeprowadzaliśmy.

 

Ks. Przemysław Śliwiński (FOT. Episkopat News)

 

A podzielicie się na zachętę jakąś ciekawostką z tego opracowania?

P.Ś.: Kuszenie Jezusa z I niedzieli Wielkiego Postu: gdzie miało miejsce? Z rozpędu powiemy, że miejsce kuszenia jest jedno – pustynia. Okazuje się, że są trzy. Jezus jest dosłownie przenoszony z pustyni na górę a potem na narożnik świątyni w Jerozolimie. Okazuje się, że to przenoszenie w przestrzeni jest też przenoszeniem w czasie i ma swoje głębokie uzasadnienie biblijne, ponieważ Jezus wchodzi w doświadczenie kuszenia innych bohaterów Biblii. Wyjaśniamy w książce, jakie to sytuacje, bardzo aktualne i dziś. Innymi słowy, Jezus bierze na siebie i moje kuszenie – i wygrywa.

 

Do kogo skierowana jest książka: do wiernych czy księży jako pomoc homiletyczna?

P.Ś.: Pierwszym odbiorcą byli wierni, precyzyjniej mówiąc: internauci, społeczność portalu. Cykl na Stacji7 był promowany hasłem “Przygotuj się do niedzieli”. Dlatego zadbaliśmy o prosty przekaz w tytułach, leadach, podkreślanych słowach, mając na myśli właśnie świeckich. Potem, gdy zorientowaliśmy się, że cykl czytają księża, spróbowaliśmy pogodzić, by treść była pomocna także dla nich…

M.K.: To był też obiekt naszych negocjacji. Księża, korzystający z tego cyklu, ciągle pytali, czy będzie więcej treści. Przemek miał z kolei wizję treści, której nie jest za dużo, żeby nie przytłoczyła świeckich. Jednym słowem spieraliśmy się o formę, ale to był spór bardzo twórczy dla obu stron.

P.Ś.: To dlatego formuła przewiduje pierwszą część, która w istocie jest podprowadzeniem dla wiernych, to znaczy pierwsze trzy akapity. A jeśli ktoś chce wiedzieć więcej, ma do dyspozycji kolejne części, z “Translatorem” i “Biblijnym insiderem” na czele.

 

Jak to czyta ksiądz przygotowujący homilię, a jak wierny przygotowujący się do niedzielnej Mszy św.?

M.K.: To jest bardzo ciekawe. O księżach możemy więcej powiedzieć. Ksiądz przede wszystkim patrzy na podsumowanie, czyli wyciąga myśl, która byłaby wiodąca, a później dodaje do niej myśli, które ewentualnie znajduje w komentarzu. Często trudno jest znaleźć temat przewodni niedzieli, a to on organizuje całą homilię. Jeśli wyciągnie się jedno zdanie, jeden obraz, który zaczyna wszystko rozświetlać, to jest bardzo dużo i to cały kręgosłup słowa.

P.Ś.: “Jutro niedziela” nie dostarczy księdzu gotowej homilii na zasadzie kopiuj-wklej, to znaczy ksiądz nie może wydrukować sobie i powiedzieć, że to już wszystko.

 

Czyli to nie jest bryk dla kaznodziei a inspirująca, twórcza pomoc.

M.K.: Słowo Boże opracowane w książce jest punktem wyjścia do dobrej homilii, daje pomysły, ale pewnie trudno byłoby to przełożyć na homilię – to musi być opracowane przez homiletę.

PŚ: Wielu księży znajdzie tu po prostu inspiracje do kazań. Każdy kapłan na pewno kilka razy przeżył syndrom pustej kartki, gdy długo nie wiadomo, o czym powiedzieć homilię.

 

A świeccy? Inaczej ją przeczytają?

M.K.: Kiedy ukazała się “Jutro Niedziela” i przekazywałem ją znajomym świeckim i pytałem o wrażenia, uprzedzałem, że to nie jest książka do czytania tak jak powieść. Mówiłem, “kiedy zbliża się niedziela, możecie to otworzyć i będzie to jak jeden opracowany odcinek powieści”.

Wyobrażam sobie, że jak ktoś kto weźmie książkę do ręki, skupi się na czytaniu, na szukaniu czegoś wartościowego, i to go pewnie zatrzyma, czyli pewnie bardziej punktowe niż całościowe czytanie. W przypadku księdza i świeckiego celem jest przygotowanie do liturgii, bo jutro niedziela, więc nie idźmy na nią zupełnie bez przygotowania.

 

(FOT. Episkopat News)

 

 Ile czasu zajmuje wiernemu takie przygotowanie się do niedzielnej Mszy z liturgią Słowa?

M.K.: Zależy, czy jest to czytanie stricte biblijne czy modlitewne. Można przeczytać teksty biblijne, potem przejść przez kolejne etapy analizy i wtedy zajmuje to ok. od 15 minut do pół godziny. Przynajmniej mnie tyle zajmuje.

 

Wspomnieliśmy o szacie graficznej. Jak ona pomaga w korzystaniu?

P.Ś.: Dzięki bardzo nowoczesnym rozwiązaniom graficznym nie mamy tutaj ciągłego, nużącego tekstu. Wszystko jest poukładane, co dla mnie – ścisłego umysłu – jest bardzo przydatne, bo od razu odnajduję strukturę i porządek. Kolor od razu odsyła do tematu danej niedzieli. Fiolet – pokutny, mocny czas Wielkiego Postu albo Adwentu. Biel, złoto oznacza radość świętowania, w Okresie Wielkanocnym albo Bożego Narodzenia. Zielony oznacza okres zwykły. W liturgii Słowa dominuje wówczas narracja jednego ewangelisty, w roku A jest to Mateusz, który opowiada życie Jezusa według swojej logiki i celów, dla których spisał Ewangelię.

M.K.: Jeśli chodzi o kolory, to mnie najbardziej uderzyło złoto, które od razu sugeruje mi, że to musi być coś niezwykłego. Wielkanoc i Boże Narodzenie na złoto, czyli te najmocniejsze i najbogatsze treściowo, najpiękniejsze okresy liturgiczne są tym kolorem zaznaczone i to już organizuje myślenie człowieka. Kolory pomagają mi odnaleźć się w kalendarzu liturgicznym, sygnalizują treść, ciekawią. Również słowa kluczowe w treści są wytłuszczone odpowiadającym okresowi liturgicznemu kolorem.

P.Ś.: Już od początku chcieliśmy, żeby jednym spojrzeniem można było wychwycić to, co najważniejsze. Dlatego dużo uwagi poświęciliśmy na dobre tytuły, leady, śródtytuły i wyróżniki w tekście wskazujące kluczowe słowa.

 

Są też małe ilustracje, głównie z dzieł sztuki…

M.K.: To są małe zdjęcia, na stronie internetowej są większe, można porównać. Na stronie internetowej często jest po kilka ilustrujących liturgię grafik czy obrazów, a tu niektóre wybrano i zostały zmniejszone. Myślę, że też przykuwają uwagę. Ciekawią.

 

Właśnie – po co sięgać po książkę, skoro jest opracowanie internetowe?

M.K.: Nie wszystko jest na stronie. W książce zebraliśmy w całość nasze doświadczenia pracy z tekstami biblijnymi, zostały one profesjonalnie ujednolicone, zredagowane i sprawdzone. Na stronie internetowej forma jest krótsza, taka była też pierwotna intencja cyklu. Książka pozwala na więcej. Strona internetowa może rozbudzić ciekawość, apetyt, zaprosić do lektury całości w książce. Ale znajdziemy też tam coś, czego siłą rzeczy w książce nie znajdziemy – multimedia. Dlatego czasem to książka odsyła do strony. Na przykład znajdziemy tam wiele dzieł sztuki nawiązujących do tematu liturgii Słowa. Są też odniesienia do muzyki, różnych form muzycznych. Strona uzupełnia książkę, a książka stronę.

P.Ś.: Inny przykład multimediów: przy omawianiu kuszenia Jezusa w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu zamieściliśmy link do klipu T.Love i piosenki „Lucy Phere”. Genialnie obrazuje strategię kuszenia, którą właśnie opisaliśmy na podstawie Księgi Rodzaju i Ewangelii.

 

Gdy na Stacji7 powstał projekt “Jutro Niedziela”, z zewnątrz przychodziły jakieś informacje zwrotne?

P.Ś.: Jako pierwsza pozytywnie zareagowała KAI. Drugą informacją były statystyki, które napływały z portalu, ale trzecia informacja była dla mnie szczególnie ważna, w pewnym sensie uratowała ten projekt. Uczestniczyliśmy w pogrzebie naszego rektora Papieskiego Kolegium Polskiego, który niespodziewanie zmarł. Spotkaliśmy się wtedy w gronie niemal wszystkich kolegiastów. To tam usłyszeliśmy, że nasi koledzy korzystają z “Jutro Niedzieli”. To była też ich radość, bo mimo że od dawna nie mieszkamy już w Rzymie, wzajemnie sobie kibicujemy i wspieramy w posłudze kapłańskiej w różnych częściach Polski. Jeśli słyszymy od kolegów, którzy naprawdę są dobrze wykształceni, że korzystają z “Jutro Niedzieli”, że to im pomaga w przygotowaniu się do Liturgii, to było to potężne potwierdzenie, że warto.

M.K.: Ja miałem sygnały od proboszczów, wikarych, którzy pytali o ten cykl. Gdy zakończyliśmy pierwsze trzy lata pytali, czy będzie rozwijany i upominali się, żeby był wcześniej niż w sobotę, żeby przygotować kazanie, ale musiałem tłumaczyć, że to jest „Jutro Niedziela”, więc byłby problem…

 

(FOT. Episkopat News)

 

Jaka jest różnica w czytaniu Biblii przez biblistę i przeciętnego parafianina?

M.K.: Właściwie nie powinno być wielkiej różnicy. Biblista jak każdy wierzący człowiek musi stosować hermeneutykę wiary. Podchodzimy do tekstu Pisma Świętego jako do przestrzeni, w której obecny jest Duch Święty, a nie tylko i wyłącznie jako obiektu badań. Jest też słowem badającym nas – odkrywamy tam siebie i nasze życie. Ale oczywiście oprócz tego mamy do czynienia z fenomenem językowym kultury starożytnej. Biblista, badając Pismo Święte, podchodzi do niego także jak do słowa, które wybrzmiało w kontekście starożytnym, i próbuje ten kontekst odtworzyć. Żeby dotrzeć do znaczenia słowa, Papieska Komisja Biblijna, a także nasza katolicka hermeneutyka, poleca przede wszystkim dotarcie do kontekstu literalnego, a tego nie da się oddzielić od historii, ludzi, którzy to tworzyli, kontekstu, kultury. Więc tę kulturę odtwarzamy, próbując dotrzeć do znaczenia właśnie w kontekście, a później przekładamy to słowo na dzisiejsze pytania i potrzeby człowieka, na własne pytania.

 

Kiedy kolejne tomy?

M.K.: Rusza lawina, rozkręcamy się, więc pod koniec roku czeka nas tom B. Trafi do nas kolejny, nowy, świetnie opracowany edycyjnie – to zasługa wydawnictwa – tom z ujawniającą się coraz bardziej twarzą Jezusa na okładce, którego oblicze tworzone jest przez Słowo. A potem rok C. Wszystko jest gotowe, wymaga jedynie przepracowania redakcyjnego. Planujemy również specjalny tom zatytułowany „Jutro Święto” bądź “Jutro Uroczystość”, bo bardzo brakuje takiego dodatku w osobnym tomie.

P.Ś.: Przygotowujemy się szczególnie do opracowania Triduum Paschalnego, zwłaszcza Wigilii Paschalnej, która jest przecież przebogata w Słowo Boże.

 

Czyli jakieś cztery lata…

M.K.: Na szczęście Episkopat zaplanował Rok Eucharystii na kilka lat.

PŚ: Komisja duszpasterska KEP objęła książkę swoim patronatem jako materiałem przygotowującym do przeżycia niedzieli. Taka też jest misja Stacji7 – “Jutro Niedziela” ma pomóc przeżywać niedzielę, odkryć Eucharystię, a w niej Słowo Boże. Czyli potraktować niedzielę wyjątkowo, a żeby tak potraktować, to trzeba się przygotować.

Bardzo dziękuję za rozmowę i tę książkę!

 

rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Po co nam ekumenizm?

Czym jest ekumenizm? Czy zwykły katolik powinien się w to włączać? Czy są jakieś granice dialogu między chrześcijanami? Zadaliśmy te pytania specjaliście, ks. Sławomirowi Pawłowskiemu z Rady Episkopatu ds. Ekumenizmu. 

Ks. Sławomir Pawłowski SAC
Ks. Sławomir
Pawłowski SAC
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Po co nam ekumenizm?
Czym jest ekumenizm? Czy zwykły katolik powinien się w to włączać? Czy są jakieś granice dialogu między chrześcijanami? Zadaliśmy te pytania specjaliście, ks. Sławomirowi Pawłowskiemu z Rady Episkopatu ds. Ekumenizmu. 

Zadam najbardziej podstawowe pytanie: po co w ogóle prowadzić dialog ekumeniczny? Czemu Kościół katolicki się w to włącza, czemu włączają się i inne Kościoły?

Ks. dr hab Sławomir Pawłowski SAC: Odpowiadając wyjaśnijmy najpierw, czym jest w ogóle ekumenizm. Ekumenizm to wysiłki zmierzające do jedności chrześcijan, dlatego odróżniamy go zatem od dialogu międzyreligijnego, który uwzględnia inne religie (np. judaizm, buddyzm, islam). Ekumenizm podąża trzema drogami: to ekumenizm, duchowy, ekumenizm praktyczny i ekumenizm teologiczny zwany doktrynalnym. 

 

Wyjaśnijmy je po kolei.

Ekumenizm duchowy polega na świętości życia, nawracaniu serca i modlitwie, zwłaszcza wspólnej, o jedność. W myśl zasady, że im jesteśmy bliżej Chrystusa, tym jesteśmy bliżej siebie. I taki ekumenizm duchowy, a Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w niego się wpisuje, jest nazywany duszą ruchu ekumenicznego. Jesteśmy przecież świadomi, że jedność nie jest czymś, co sami zrobimy, ale to jest również dar Boga, o który prosimy. Przyznajemy, że zjednoczenie chrześcijan przerasta nasze ludzkie siły, dlatego pokładamy nadzieję nie tylko w naszej modlitwie ale również w modlitwie samego Pana Jezusa z Wieczernika, która brzmiała: “Żeby byli jedno”. 

Jedność nie jest czymś, co sami zrobimy, ale to jest również dar Boga

Drugi rodzaj ekumenizmu to ekumenizm praktyczny, który polega na tym, że chrześcijanie różnych wyznań robią dobre rzeczy wspólnie dla innych ludzi. Na polu charytatywnym, społecznym, kulturowym. Dobrym przykładem jest tu Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, organizowane w naszym kraju przez katolicki Caritas, prawosławny Eleos i ewangelicką Diakonię. 

 

Spotkanie ekumeniczne w Centrum Światowej Rady Kościołów w Genewie. | fot. twitter.com

 

Trzeci ekumenizm to ekumenizm teologiczny zwany doktrynalnym, który polega na dialogu komisji teologicznych do których należą specjaliści poszczególnych wyzwań. Przyglądają się oni różnicom doktrynalnym jakie między nami są. W miarę pogłębiania tego rozumienia okazuje się często, że te różnice są różnicami dopuszczalnymi, że nie dotyczą prawd wiary, lecz jedynie jakichś akcentów, które są możliwe. Ten ostatni rodzaj ekumenizmu jest bardziej zarezerwowany dla specjalistów i w ciągu ostatnich 50 lat miał bardzo wiele dokonań. Można tu wymienić międzywyznaniowe dokumenty multilateralne na temat Chrztu, Eucharystii czy posługi wynikającej ze święceń. Warto też wspomnieć podpisaną 20 lat temu deklarację luterańsko-katolicką na temat nauki o usprawiedliwieniu. Jak pamiętamy był to jeden z tematów, który bardzo podzielił katolików i protestantów w XVI w.: jak człowiek dostępuje uświęcenia: czy przez samą tylko wiarę czy przez wiarę i uczynki? Innym wielkim sukcesem jest podpisana również 20 lat temu wspólna Deklaracja o Chrzcie, przyjęta przez 6 Kościołów należących do Polskiej Rady Ekumenicznej oraz przez Kościół katolicki. 

Wszystkie te trzy nurty ekumenizmu są bardzo potrzebne, żadnego z nich nie powinno brakować, a w ekumenizmie duchowym i praktycznym każdy chrześcijanin może mieć swój udział. 

 

Na przykład jaki? Jak to może wyglądać w praktyce przeciętnego katolika?

Na przykład modlitwa o jedność, nawet z innymi braćmi chrześcijanami. Teraz jest zresztą świetna okazja, ponieważ trwa Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan i każdy może iść na nabożeństwo ekumeniczne. Więcej, może nawet uczestniczyć w nabożeństwie innego Kościoła. 

 

Naprawdę? Katolik może swobodnie iść na liturgię innego Kościoła, nawet niekatolickiego?

Może iść, nie powinien jednak przyjmować tam Komunii świętej, ponieważ Komunia jest wyrazem pełnej jedności z danym Kościołem. Komunię w innym Kościele możemy przyjmować tylko w przypadku braku fizycznego dostępu do szafarza sakramentów własnego Kościoła przy jednoczesnej potrzebie duchowej. Kiedy przez to nie wprowadzi się nikogo w błąd katolik może skorzystać aż z trzech sakramentów u innych braci chrześcijan: pokuty, namaszczenia chorych oraz właśnie Eucharystii, w Kościele w którym są ważne wyżej wymienione sakramenty, np. w Kościołach wschodnich, o ile gospodarze mu na to pozwolą. 

 

FOT. Wikipedia

 

Czyli na przykład w razie braku innej możliwości może przyjąć Komunię w cerkwi?

Tak, o ile mu na to pozwolą, bo akurat w cerkwi jest tak, że rezerwuje się tam Komunię świętą dla swoich wiernych. Ale mogłoby to dotyczyć Kościoła polsko-katolickiego np. w USA, gdzie tego typu oficjalne uzgodnienie zostało podpisane.

 

Poznanie własnej tożsamości jest czymś bardzo pożytecznym w dialogu z innymi ludźmi

A do kościoła ewangelickiego? Czy katolik może iść tam na nabożeństwo nie w przypadku braku kościoła katolickiego, ale ze zwykłej ciekawości?

Zawsze może, oczywiście bez przystępowania do Stołu Pańskiego. Nie ma w tym niczego złego, można nawet takie pragnienie poznania ich liturgii pochwalić. Ostatni Sobór pozwolił na uczestniczenie katolikom w nabożeństwach u innych braci chrześcijan. To zresztą byłby dobry element formacji ekumenicznej, do której jesteśmy zaproszeni. Ważne, żeby taką ciekawość w sobie wzbudzać, żeby chcieć poznawać historię, doktrynę, wiarę, strukturę innych Kościołów. Powinniśmy znać to, w co oni wierzą, ponieważ po takim głębszym poznaniu czasem pryska wiele mitów, które mamy na temat innych wyznań.Może się nawet zdarzyć, że odkryjemy, jak wiele prawd wiary mamy wspólnych. Największym jednak przyczynkiem do ekumenizmu, w którym każdy z nas może uczestniczyć, jest poznanie wiary własnego Kościoła, poznanie Katechizmu Kościoła Katolickiego i też świadomość, co u nas jest prawdą wiary, a co jest tylko praktyką, dopuszczalną, ale niekoniecznie wywodzącą się z wiary. Poznanie własnej tożsamości jest czymś bardzo pożytecznym w dialogu z innymi ludźmi. Mając swoją tożsamość katolicką się nie obawiamy wejść z innymi w dialog.

 

Gdy myślę o tych praktycznych przejawach ekumenizmu od razu mam skojarzenie z muzyką, ponieważ polską scenę muzyki chrześcijańskiej tworzą nie tylko katolicy…

Zgadza się, to znakomity przykład uczestnictwa w ekumenizmie, zresztą łączący i ekumenizm praktyczny i duchowy. Po pierwsze często w jednym zespole grają katolicy i niekatolicy, po drugie – jako katolicy jak najbardziej możemy korzystać z muzyki tworzonej przez członków innych Kościołów chrześcijańskich. Często są to przecież koncerty uwielbieniowe, w których centrum jest Chrystus. Nie ma zatem niczego złego w uczestniczeniu w takiej modlitwie. To też prowadzi potem do wzajemnych muzycznych zapożyczeń, gdzie jedni od drugich przejmują wiele pieśni. Jest to jak najbardziej dobre a nawet więcej: jest przejawem wymiany dóbr duchowych, jakie istnieją między chrześcijanami. 

 

FOT. TGD/Facebook

 

Duch Święty dał różnym chrześcijanom dary, które są również przeznaczone dla nas

Jan Paweł II pięknie o tej wymianie dóbr mówił w kontekście ekumenizmu…

Tak. Wyjaśnijmy przede wszystkim, że samo słowo “dialog” pojawiające się w kontekście ekumenizmu oznacza wymianę myśli (gr. dia logos – przez myśl) I to właśnie Jan Paweł II zauważył, że dialog ekumeniczny jest czymś więcej niż wymianą myśli, ponieważ jest też wymianą darów, czyli skarbów, które mają poszczególni chrześcijanie. Papież Franciszek poszedł natomiast jeszcze dalej w tej intuicji, zauważając, że Duch Święty dał różnym chrześcijanom dary, które są również przeznaczone dla nas. Biorąc je zatem od innych chrześcijan jesteśmy w ten sposób wierni Duchowi Świętemu, który chce nas obdarowywać. Mieliśmy w historii wiele przykładów tej wymiany darów, mamy ją i teraz. Na przykład ewangelicy coraz bardziej doceniają naszą Eucharystię, obserwujemy proces coraz częstszego sprawowania u nich Wieczerzy Pańskiej. My natomiast dostrzegliśmy jak ważną sprawą jest osobiste czytanie Pisma świętego czy też odkryliśmy liturgię z językach narodowych czy potrzebę czynnego udziału wiernych w liturgii, które były jednymi z postulatów XVI-wiecznej Reformacji. Po kilku wiekach także i my, katolicy, uznaliśmy je za coś cennego. 

 

Czy ta wymiana dóbr duchowych ma jakąś granicę? Nie trudno dziś o katolików “tradycyjnych”, przywołujących w kontekście ekumenizmu bardzo stare zdanie “poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia”…

Granica, którą można ustalić dotyczy sposobu przyjmowania Sakramentów. Tzn. w sposób zwyczajny nie możemy przyjmować sakramentów u innych chrześcijan i też nie możemy im ich udzielać. To jest jednak spowodowane tylko tym, że Komunia święta jest nie tylko źródłem Łaski, ale i wyrazem pełnej jedności z daną wspólnotą. Granicę stanowią również czasem doktryny, bowiem katolicy nie mogą akceptować wszystkich doktryn przyjmowanych w innych wspólnotach. Np. katolicy i prawosławni wzywają wstawiennictwa świętych i mają 7 znaków sakramentalnych, podczas gdy protestanci sprawują dwa i nie wzywają świętych. To są granice, których musimy być świadomi. Ale pamiętajmy, że i tutaj pojawiają się na horyzoncie znaki zbieżności. Na przykład jeśli chodzi o wyznania grzechów, namaszczenie chorych czy małżeństwo, które nie są u protestantów nazywane sakramentami, to jednak są sprawowane w świątyniach i przez duchownych, są zatem obrzędami religijnymi.  To wszystko są znaki jedności.  

W Kościele katolickim jest miejsce na różne przejawy duchowości

 

 

Wśród tzw. tradycjonalistów pojawia się też czasem zarzut, że dialog ekumeniczny wprowadza pewne niezdrowe nurty do Kościoła. Mam na myśli całą tę dyskusję o pentakostalizacji, czyli uzielonoświątkowieniu katolików. Jak można odpowiedzieć na te zarzuty?

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z pewną dyskusją wewnątrzkatolicką, która dotyczy miejsca ruchów charyzmatycznych w Kościele. To miejsce one mają już od roku 1967. Jednak zawsze przy tym zarzucie o pentakostalizację albo i szerzej – protestantyzację Kościoła – zadaję pytanie pomocnicze: co dokładnie macie na myśli? Tu często okazuje się, że o odpowiedź trudno. Znam ruchy charyzmatyczne, które wcale nie odwodzą od kultu świętych, które nie negują 7 sakramentów. One po prostu posługują się duchowością charyzmatyczną, na którą jak najbardziej jest miejsce w Kościele katolickim. Czasem takim grupom zarzuca się zbytni emocjonalizm, ale trzeba powiedzieć, że nawet sami Zielonoświątkowcy stwierdzają, że tu nie chodzi o emocje, ale o wiarę; że uwielbienie Boga nie jest przejawem emocji, ale decyzji człowieka. Nawet oni uczą, że powinno się Boga uwielbiać niezależnie od nastroju.

Ruchy charyzmatyczne zrobiły wiele dobrego w Kościele katolickim, przyczyniły się do ewangelizacji i nie można ich gremialnie posądzać o protestantyzację Kościoła. Natomiast jeśli chodzi o tradycjonalistów i ich wątpliwości, chciałbym zauważyć, że w Kościele katolickim jest miejsce na różne przejawy duchowości, zarówno tę charyzmatyczną, jak i tę związaną z tzw. rytem nadzwyczajnym Mszy św. Należy do siebie podchodzić z wzajemnym szacunkiem i zwracać uwagę na dwie ważne zasady: Pierwszą: nigdy nie uważać, że już wszystko wiemy i od innych nie możemy się niczego nauczyć. Drugą: nie zarzucać sobie wzajemnie złej woli. 

 

Brzmi jak wyzwanie. Dlatego na koniec zapytam o wyzwania i trudności na polu ekumenizmu w Polsce. Nad czym jeszcze możemy pracować?

Myślę o trzech rzeczach. Po pierwsze: wzajemne poznanie się, które często obala stereotypy. Po drugie – przezwyciężanie nieufności, i to na każdym szczeblu, zarówno odgórnym, jak i oddolnym. Po trzecie, stałe ożywianie wzajemnych kontaktów, np. między proboszczem katolickim a prawosławnym, między proboszczem a pastorem. W ten sposób wraz z modlitwą dołożymy swoją cegiełkę do zbliżania się chrześcijan do siebie.

 

Rozmawiała Anna Druś 

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Ks. Sławomir Pawłowski SAC

Ks. Sławomir Pawłowski SAC

Dyrektor Instytutu Ekumenicznego KUL, sekretarz i konsultant Rady KEP ds. Ekumenizmu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Sławomir Pawłowski SAC
Ks. Sławomir
Pawłowski SAC
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >