W 2009 roku, po latach choroby i paraliżu, 68-letnia Antonietta Raco odzyskała w Lourdes możliwość chodzenia. Dziś mówi o swoim uzdrowieniu i o tym, dlaczego uważa, że ten dar był przeznaczony także dla innych.

68-letnia Antonietta Raco z włoskiej Basilicaty, której uzdrowienie z pierwotnego stwardnienia bocznego w 2009 roku zostało uznane za naukowo niewytłumaczalne, opowiada Vatican News o swoich emocjach związanych z przyjazdem Leona XIV do Lourdes. Chorym powtarza słowa, które – jak mówi – usłyszała od Matki Bożej: „Nie bójcie się”.
ZOBACZ>>> Uznano kolejny cud w Lourdes! Kobieta uzdrowiona z rzadkiej choroby
Uzdrowiona z paraliżu
Antonietta przez lata zmagała się z chorobą, która doprowadziła ją do paraliżu. Dziś chodzi. Lekarze, pomimo rozwoju nauki, nie potrafią wyjaśnić, jak i dlaczego doszło do jej uzdrowienia.
Dla niej jednak najważniejsze nie jest samo uzdrowienie. Jak podkreśla, cud nie należy do tego, kto go otrzymuje. Doświadczenie z Lourdes zmieniło także jej spojrzenie na tych, którzy wciąż cierpią i nie mogą wstać z łóżka. Dziś wraca myślami do osób dotkniętych pierwotnym stwardnieniem bocznym. Mogłaby powiedzieć im: „Byłam na waszym miejscu. Sama chorowałam, byłam sparaliżowana. A potem zostałam uzdrowiona w Lourdes”.
Została uzdrowiona podczas pielgrzymki do Lourdes, na którą pojechała wraz z grupą Unitalsów [UNITALSI czyli Włoski Narodowy Związek Transportu Chorych do Lourdes i Sanktuariów Międzynarodowych, przyp. tłum.].
Przeczytaj również
Dziś mówi, że tamto doświadczenie nauczyło ją przede wszystkim słuchać innych. Bo właśnie tego potrzeba – podkreśla.
Jak stwierdza w rozmowie z Vatican News, osobie, która nie może wstać, słowa „udało mi się” wypowiedziane przez kogoś, kto znów chodzi, nie przynoszą pocieszenia, lecz mogą sprawić, że poczuje się jeszcze gorzej. Milczenie i słuchanie daje natomiast „możliwość wejścia do serca”. A tam można podtrzymać nadzieję równie niewytłumaczalną jak cud.
O swojej historii Antonietta Raco opowiada Vatican News w związku z planowaną wizytą papieża Leona XIV w Lourdes
Antonietta Raco o spotkaniu z papieżem
Na myśl o ponownym spotkaniu z Papieżem w miejscu, które odmieniło jej życie, Antonietta nie kryje emocji. Myślę, że już wszystko to, co mówi podczas homilii, spotkań i środowych audiencji, pozwala dostrzec jego charyzmat i bliskość wobec osób najbardziej kruchych i najsłabszych – opowiada.
Dlatego wierzę, że wszystko, co powie w Lourdes, będzie mogło napełnić serca wielu osób, które w tym momencie cierpią, zarówno na ciele, jak i na duchu. Z pewnością będzie to dla nich wielką pomocą – dodaje.
Dni Papieża w tym francuskim mieście będą łączyć modlitwę i spotkanie, milczenie i słowo: ducha i ciało, dwie strony tej samej rzeczywistości, które często dzielą również ten sam ból.
CZYTAJ>>> 150 tys. wiernych z Papieżem w Lourdes. A chętnych było więcej!
„Ten dar nie był dla mnie”
Po diagnozie jej ciało stopniowo odmawiało posłuszeństwa, a wraz z nim słabły nadzieja i wiara w możliwość powrotu do zdrowia. Pojawił się także lęk. Kiedy jednak Antonietta zanurzyła się w basenie w Lourdes, usłyszała – jak wspomina – cichy głos: „Nie bój się”.
Mimo to się bała. Do tego stopnia, że przez pewien czas nikomu nie mówiła, że znów może chodzić. Dopiero później zdobyła się na to, by opowiedzieć o swoim doświadczeniu. Zrozumiała wtedy, że jej biskup, bp Francescantonio Noè, miał rację: „Powiedział mi, że ten dar nie był dla mnie, ale dla wszystkich”.
Od tamtej pory Antonietta jest wolontariuszką Unitalsów. Słucha, modli się albo po prostu powtarza to, do czego zachęciła ją w Lourdes Matka Boża: „Nie bój się”.
I wyznaje, że ludzie tak często czytają o cudach, ale przestają w nie wierzyć, dopóki coś podobnego nie przydarzy się także im.
Na podstawie: Vatican News / Edoardo Giribaldi










