Nasze projekty
Reklama
Fot. Wikipedia/Materiały prasowe filmowe

Stephen King. Pisarz horrorów, który wciąż pyta o Boga

Świat bohaterów jego książek jest brutalny, ciemny, pełen przemocy, uzależnień, samotności, chorób i lęku. I w takim świecie u Kinga, uparcie powraca pytanie: czy zło będzie mieć ostatnie słowo?

Stephen King to jeden z najpopularniejszych pisarzy współczesnych, autor „Carrie”, „Lśnienia”, „Bastionu”, czy „Zielonej mili” i „To”. Choć kojarzony jest przede wszystkim z horrorem, w jego książkach bardzo często powracają tematy winy, ofiary, łaski, zła, modlitwy, sumienia i dobra, które czasem przychodzi w najmniej oczekiwanej postaci.

Stephen King urodził się 21 września 1947 roku w Portland w stanie Maine. Pierwsze zawodowe opowiadanie sprzedał w 1967 roku, a zanim został pełnoetatowym pisarzem, uczył angielskiego w Hampden Academy. Przełomem była wydana w 1974 roku „Carrie”. Dziś King ma na koncie dziesiątki książek, a wśród wyróżnień m.in. Medal za Wybitny Wkład w Literaturę Amerykańską National Book Foundation oraz National Medal of Arts.

„Wierzy w Boga i czyta Biblię”

Dlaczego u pisarza horrorów tak często pojawia się pytanie o dobro?

Reklama

King został wychowany jako metodysta i regularnie chodził do kościoła w młodości. Dziś „wierzy w Boga i czyta Biblię”, choć nie chodzi do kościoła. W rozmowie cytowanej przez „The Guardian” King mówił: „I choose to believe that God exists” – „wybieram wiarę, że Bóg istnieje”. Dodał też, że wiara jest dla niego „źródłem siły”. Uważa, że brak wiary oznaczałby dla niego utratę zdumienia nad światem: gwiazdami, wschodami i zachodami słońca, pszczołami zapylającymi rośliny i porządkiem stworzenia. Stąd w każdej w zasadzie jego książce pobrzmiewa biblijny motyw walki sił dobra ze złem.

Świat bohaterów jego książek jest brutalny, ciemny, pełen przemocy, uzależnień, samotności, chorób i lęku. I w takim świecie u Kinga, uparcie powraca pytanie: czy zło miałoby mieć ostatnie słowo?

„Bastion”: starcie dobra i zła po końcu świata

Jednym z najbardziej oczywistych przykładów jest „Bastion”. Powieść, która jest historią świata po katastrofalnej epidemii, w którym ocaleni muszą wybrać między staruszką Matka Abagail a „ciemnym człowiekiem” Randallem Flaggiem. To jest bardzo obrazowa jednoznaczna i ostateczna konfrontacja między Dobrem i Złem.

Reklama

Mother Abagail jest starą, słabą kobietą. Ma 108 lat. Mieszka na farmie, modli się, wzywa ludzi nie do zemsty, ale do wspólnoty, posłuszeństwa i odwagi. Po drugiej stronie stoi Randall Flagg – postać chaosu, przemocy i duchowej ciemności. Nie jest to tylko subtelny motyw, kilku scen. King buduje całą powieść na pytaniu, które brzmi niemal biblijnie: komu człowiek zaufa, gdy zawali się świat?

Dobro „Bastionie” Kinga nie wygląda efektownie. Nie jest łatwe. Nie chroni bohaterów przed cierpieniem. Przeciwnie Matka Abagail sama doświadcza pychy, upokorzenia i oczyszczenia. King nie daje tu obrazu wiary jako prostego komfortu. Raczej jako drogi, która prowadzi przez próbę.

„Zielona mila”: skazaniec, który uzdrawia

John Coffey jest ogromnym, łagodnym więźniu skazanym za brutalną zbrodnię, której historia prowadzi czytelnika na oddział śmierci w więzieniu Cold Mountain.

Reklama

John Coffey jest jedną z najbardziej chrystologicznych postaci w twórczości Kinga. Inicjały bohatera (J.C.) nie są przypadkowe. Posiada on dar uzdrawiania, cierpi za grzechy świata i odczuwa ból wszystkich ludzi, który bierze na siebie. Paul Edgecomb (główny strażnik) zdaje sobie sprawę, że skazując Coffey’ego na śmierć, zabija cud Boga. Wykonanie wyroku staje się dla nich osobistym grzechem i ciężarem na całe życie.

W książce łatwo od razu odczuć, że mimo iż najbardziej spektakularne są nadprzyrodzone zdolności Coffeya, to jednak o wiele ciekawszy i ważniejszy jest sposób, w jaki reagują na te zdolności inni. Paul Edgecombe, widzi człowieka skazanego przez system, a jednocześnie kogoś, kto ma w sobie delikatność dziecka i tajemniczą moc uzdrawiania. Paul odkrywa, że Coffey może uzdrawiać dotykiem.

W „Zielonej mili” powraca pytanie o sąd, winę i niewinność. Kto naprawdę jest potworem? Człowiek oskarżony? Człowiek wykonujący rozkaz? Człowiek, który czerpie przyjemność z okrucieństwa? Możliwe, że „Zielona mila” jest najbardziej przejmującą książką Kinga. Jest w niej fałszywe oskarżenie, niewinny skazaniec, uzdrowienie, współcierpienie, litość i pytanie o to, czy człowiek potrafi rozpoznać dobro, gdy przychodzi ono w kimś odrzuconym, skazanym.

„Martwa strefa”: dar, który jest ciężarem sumienia

W „Martwej strefie” Johnny Smith budzi się po pięcioletniej śpiączce i odkrywa, że po dotknięciu człowieka widzi fragmenty jego przeszłości albo przyszłości. Były nauczyciel po wypadku zyskuje zdolność widzenia przyszłości i przeszłości ludzi, których dotyka. Bohater nie zastanawia się jednak nad tym co widzi, ale bardziej nad tym co powinienem zrobić z tym, co widzi. Gdy dotyka polityka Grega Stillsona i widzi możliwą katastrofalną przyszłość, jego dar staje się problemem moralnym. Czy człowiek ma prawo działać, jeśli zna przyszłe zło? Czy można popełnić zło, żeby zatrzymać większe zło? Czy wizja wystarcza, by wziąć odpowiedzialność za cudze życie?

W „Martwej strefie” King nie ucieka w prostą odpowiedź. Johnny Smith nie jest triumfalnym bohaterem. Jest człowiekiem samotnym, zranionym, pozbawionym normalnego życia. Dar nie czyni go szczęśliwym. Dar stawia go przed sumieniem. U Kinga nadprzyrodzoność nie służy zabawie i popisom. Służy pytaniu: ile kosztuje dobro?

„Skazani na Shawshank”: nadzieja jako akt oporu

„Skazani na Shawshank” to film, który powstał na podstawie minipowieści Kinga zatytułowanej „Rita Hayworth i odkupienie w Shawshank”. To opowiadanie znane z tomu „Cztery pory roku”. Kolejny przykład tekstu Kinga, który dużo mocniej dotyczy nadziei niż strachu. To historia Andy’ego Dufresne’a, niesłusznie skazanego bankiera, i Reda, więźnia, który uczy się od niego patrzeć dalej niż mury.

ZOBACZ >>> „Skazani na Shawshank” czyli jak nie stracić nadziei w więzieniu

Najbardziej znane zdanie z ekranizacji brzmi: „Get busy living or get busy dying”. W polskim tłumaczeniu można je oddać: „zajmij się życiem albo zajmij się umieraniem”. W Shawshank dobro nie przychodzi w spektakularnej formie. Przychodzi przez bibliotekę, muzykę, przyjaźń, cierpliwość, pamięć o wolności. Andy nie pozwala, by więzienie zmieniło go do końca. Red uczy się nadziei powoli, od człowieka, który żyje tak, jakby mury nie miały ostatniego słowa. To jeden z najjaśniejszych Kingów. I dobry kontrapunkt dla stereotypu, że autor horrorów zajmuje się tylko ciemnością.

„Lśnienie”: zło, które wchodzi przez ranę

Jeżeli szukać u Kinga tematu grzechu, słabości i rozpadu rodziny, trudno pominąć „Lśnienie”. Jack Torrance nie jest od początku „potworem”. Jest człowiekiem zranionym, uzależnionym, pełnym frustracji, próbującym wrócić do roli męża i ojca. Hotel Overlook nie tworzy zła z niczego. Wydobywa to, co już w Jacku jest pęknięte.

To u Kinga bardzo częste: zło nie przychodzi wyłącznie z zewnątrz. Ono znajduje szczelinę. Pycha, alkohol, przemoc, gniew, poczucie krzywdy, głód kontroli, to wszystko staje się miejscem wejścia ciemności. W tym sensie „Lśnienie” można czytać także jako anty-opowieść o ojcostwie. „Lśnienie” to nie prosta opowieść o nawiedzonym hotelu, ale dramat człowieka, który nie umie przyjąć pomocy, nie umie nazwać własnej słabości i przegrywa walkę o tych, których powinien chronić.

Tu warto zestawić książkę z biografią Kinga. W rozmowie z „The Guardian” pisarz mówił o wierze także w kontekście trzeźwości: „Boże, nie dam rady sam”. To zdanie wypowiada wielu jego bohaterów. Część z nich ginie właśnie wtedy, gdy wierzą, że poradzą sobie sami.

Dobro u Kinga nie jest słodkie

W książkach Kinga dobro rzadko jest dekoracyjne. Nie wygląda jak łatwa pociecha. Częściej jest zmęczone, poranione, ciche, niepozorne. W „Bastionie” ma twarz starej Mother Abagail, w „Zielonej mili” – Johna Coffeya, skazanego i niezrozumianego. W „Skazanych na Shawshank”- Andy’ego, który latami nie pozwala zabić w sobie nadziei. W „Martwej strefie” – Johnny’ego Smitha, który zostaje sam ze swoim sumieniem. I wreszcie w „Lśnieniu” u Danny’ego i Wendy, jako tych, którzy próbują przetrwać rozpad najbliższej relacji.

King bardzo często pokazuje zło widowiskowo, w sumie tak jak ono jawi się w życiu. Dobro natomiast jako wierność, współczucie, pomoc, gotowość do ofiary, odmowę rozpaczy i nadzieję.

Autor horrorów, który nie przestaje pytać

Stephen King nie jest prostym pisarzem „od potworów”. Potwory są u niego ważne, ale często najważniejsze pytanie brzmi: co człowiek zrobi, gdy potwór już się pojawi? Czy wybierze strach? Czy wybierze przemoc? Czy zdradzi innych? Czy będzie udawał, że nic się nie dzieje? Czy stanie po stronie dobra, nawet jeśli to dobro niczego mu nie obiecuje?

King jako mistrz grozy, wykorzystuję tę grozę tylko po to, by wrócić do bardzo starych pytań: o Boga, sumienie, śmierć, winę, ofiarę, nadzieję i zło, które na pewno nie ma ostatniego słowa.

Źródła: Oficjalna biografia Stephena Kinga, The Guardian, Fresh Air.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas