video-jav.net

Dziś święto Maryi – Matki Kościoła

W poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego Kościół na całym świecie obchodzi święto Najświętszej Maryi Panny - Matki Kościoła. Kościołowi, rodzącemu się w dniu Pięćdziesiątnicy towarzyszy Matka Jezusa, jako ta która wspiera i ochrania wspólnotę uczniów swojego Syna.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziś święto Maryi - Matki Kościoła
W poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego Kościół na całym świecie obchodzi święto Najświętszej Maryi Panny - Matki Kościoła. Kościołowi, rodzącemu się w dniu Pięćdziesiątnicy towarzyszy Matka Jezusa, jako ta która wspiera i ochrania wspólnotę uczniów swojego Syna.

Choć tytuł Matki Kościoła teologowie nadawali Maryi od początku dziejów Kościoła, święto dedykowane temu imieniu Matki Bożej było pomysłem dopiero polskich biskupów w XX w. Starania zainicjował w 1964 prymas Polski kard. Stefan Wyszyński podczas trzeciej sesji soboru Watykańskiego II. Wraz z polskimi biskupami postulował też, aby święto to obchodzono nie tylko w Polsce, ale też w całym Kościele. Ustanowił je jednak dopiero papież Franciszek, a 21 maja 2018 r. obchodzone było ono na świecie po raz pierwszy.

Do tego święta nawiązał Franciszek w homilii podczas porannej Mszy św. w domu św. Marty. Zauważył, że w Ewangeliach Maryja jest zawsze określana jako „Matka Jezusa”, a nie „Pani” czy „wdowa po Józefie”. Jej macierzyńskość przenika całe Pismo Święte, od Zwiastowania aż po kres obecności na ziemi. Zrozumieli to natychmiast Ojcowie Kościoła. Zatem Kościół, będąc oblubienicą Pana a zarazem matką, jest w wielu językach rodzaju żeńskiego. Jest matką rodzącą nowe dzieci.

„Oblubienica i matka. A Ojcowie idą dalej i mówią: «także twoja dusza jest oblubienicą Chrystusa i matką». I w tej postawie pochodzącej od Maryi, która jest Matką Kościoła możemy zrozumieć ów kobiecy wymiar Kościoła. Gdy go brakuje, to Kościół traci swoją prawdziwą tożsamość i staje się stowarzyszeniem charytatywnym lub drużyną piłki nożnej, albo czymś innym, ale nie Kościołem” – zaznaczył Franciszek.

Papież dodał, że tylko Kościół nacechowany kobiecością może przybierać „postawy płodności”, zgodnie z zamiarem Boga, który „zechciał narodzić się z niewiasty, aby nas nauczyć tej drogi kobiecej.

 

ad/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Dwie Matki – spirala radości

„Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Mocne słowa jak na młodą dziewczynę. Czy zgoda Maryi na zostanie matką wystarczy do tego, żeby uważać Jej miłość za ponadczasową zasługę?

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dwie Matki – spirala radości
„Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Mocne słowa jak na młodą dziewczynę. Czy zgoda Maryi na zostanie matką wystarczy do tego, żeby uważać Jej miłość za ponadczasową zasługę?

W spotkaniu z Elżbietą (Łk 1, 39-56) Maryja daje nam trzy dowody na autentyczność swojej miłości. Z Jej miłości jeszcze przez narodzeniem Syna rodzi się służba, radość i wspólnota.

 

Spotkanie dwóch godności

Scena zwiastowania minęła, a Maryja została sama z misją od Boga, na którą wyraziła zgodę. Jak dziewczyna, która dowiedziała się, że urodzi dziecko oczekiwane przez cały naród, powinna spędzić dziewięć miesięcy oczekiwania? Życiorysy świętych, wśród których wzorem jest Maryja, pokazują nam jasny obraz – najbardziej wyróżnieni są ci, którzy mają w sobie większą postawę służby. Na wieść o tym, że Elżbieta spodziewa się dziecka, Maryja rusza, aby jej pomóc. Jest młodsza, jest silniejsza, a poza tym mogą wspierać się w stanie, który obie przeżywają. Wyróżnienie przez Boga nie staje się pretekstem do stawiania siebie wyżej, przeciwnie – jest motywacją do służby.

W ten sposób naprzeciwko siebie stają dwie kobiety. O godności jednej stanowi sam wiek oraz cudowność faktu, że zaszła w ciążę w podeszłym wieku. O godności drugiej świadczy wyjątkowość Dziecka, które się w Niej rozwija. I w spotkaniu tych dwóch godności następuje obustronne uniżenie. Miłość, która nie akcentuje siebie, ale określa swoją tożsamość właśnie przez wskazanie wyższości drugiej osoby. Pierwszy dowód na autentyczność miłości – prowadzi do służby.

 

Modlitwa pokoleń

Zanim Maryję zaczną wychwalać wszystkie pokolenia, wychwalają ją dwa – początek może skromny, ale już niezwykły, bo dwie wyjątkowe Matki są świadkami radosnego spotkania dwóch wyjątkowych Synów. Za trzydzieści lat starszy ochrzci młodszego i da o Nim świadectwo: „Oto Baranek Boży”. Na razie obaj rozwijają się bezpiecznie w łonach swoich Mam. Wielkie dzieło Bożej historii – jak wiele innych Jego wielkich dzieł – dojrzewa w sposób na razie widoczny tylko dla tych dwóch kobiet.

„Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia” (Łk 1, 48). Musimy zapytać znowu, jak przy scenie zwiastowania: czy Maryja zatrzymuje na sobie uwagę? Przecież wszyscy wezwani jesteśmy do tego, żeby się wzajemnie błogosławić, czyli – w najprostszym rozumieniu – mówić o sobie dobrze. Użyte w tym wersecie słowo μακαρίζω oznacza „uważać za szczęśliwego, uważać za błogosławionego, błogosławić, wychwalać”. Rzeczywiście – my wszyscy cieszymy się ze szczęścia Maryi. I nie jest to radość do końca bezinteresowna. Przecież dzięki Jej zgodzie na świat przychodzi Jezus. Ten, który zbawił też nas – wszystkie pokolenia.

Często patrzymy na ludzi szczęśliwych lub takich, których my za szczęśliwych uważamy. Nie zawsze ich wychwalamy, może zdarza nam się doszukiwać w ich szczęściu rys i niedoskonałości. Maryja nie zostawia nam możliwości na takie dociekania, bo mówi wprost, jaki jest powód błogosławieństwa, które Ją spotkało: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1, 49). Podobnie jak Gabriel w scenie zwiastowania, nie pozostawia wątpliwości – to wszystko dzieło Boga. To On jest Tym, który jest tutaj wychwalany. To drugi dowód na autentyczność miłości – pozwala przekierować uwagę na swoje źródło, którym jest Bóg. Mówi o głośno o tym, co On zdziałał.

Dlaczego więc patrzymy na Maryję? Dlaczego ten fragment ma być podstawą do kultu maryjnego? Adhortacja bł. Pawła VI „Marialis cultus” wskazuje w tej scenie przede wszystkim na modlitwę Maryi. Ona umie się modlić – w swojej modlitwie skupić całą siebie i pokazać, że cała składa się z tego, co jest darem Boga. Nie ma granicy pomiędzy Nią a Jego działaniem dzięki temu, że jest bez grzechu. Dlatego i nasza modlitwa powinna być podejmowana w stanie łaski – wtedy, gdy pomiędzy sercem człowieka a Bogiem nie ma granicy, zbudowanej przez ludzkie powiedzenie Bogu „nie”. Serce zamknięte grzechem nie jest w stanie uwielbić Boga, bo krzyczy w nim to, co się przeciwko Bogu zbuntowało. Obrazowo przedstawia to abp Fulton Sheen, gdy omawiając scenę Nawiedzenia pisze o otwarciu Maryi: „Pudełko napełnione piaskiem nie może być napełnione złotem; dusza tryskająca swoim ego nie może nigdy zostać wypełniona Bogiem. (…) Im bardziej opróżniona z „ja” jest dusza, tym więcej jest w niej miejsca dla Boga” (F. Sheen „Maryja. Pierwsza miłość świata”).

 

Spirala radości

Czytając opis nawiedzenia św. Elżbiety wręcz odczuwa się pulsującą w tym tekście radość. Elżbieta cieszy się na widok Maryi tak, że w tej radości uczestniczy nawet Jan, Maryja cieszy się wraz z Jezusem, spontanicznie wyśpiewując pieśń ku chwale Boga. Są przed sobą – wyróżnione, a pokorne. Wspominane przez nas po dwóch tysiącach lat, a doskonale gotowe służyć.

Człowiek, który umie nazwać dobro zdziałane przez Boga w jego życiu, chce to dobro nieść dalej, bo wie, że ono nie jest dane tylko dla niego. Chce opowiedzieć o tym dobru innym w taki sposób, żeby i oczy innych się otworzyły, stając się dla nich powodem do radości. I ta radość później wraca, potęguje się, jak na spirali. Kontemplacja sceny spotkania Maryi z Elżbietą może wzbudzić w nas tęsknotę za taką radością. Tęsknotę za radością, która rodzi się ze spotkania. Ale jednocześnie może pomóc Bogu w uleczeniu naszych oczu, które już dawno odzwyczaiły się od zauważania Jego działania w naszym życiu. Patrząc na Maryję uczymy się, że to On czyni wielkie rzeczy, a naszym zadaniem jest je zauważyć i wychwalać Go, ufając, że skoro już tyle uczynił… to dalej tak będzie. To jest trzeci dowód autentyczności miłości – niesie ze sobą radość.

Prośmy Maryję – dziewicę modlącą się – aby pomagała nam odkrywać w swoim życiu miłość potwierdzającą się na te trzy sposoby. Miłość, która będzie nas prowadzić do służby drugiemu człowiekowi, bez przesadnego akcentowania własnej wartości. Miłość, która umie w Bogu dostrzec źródło swojej godności i głośno na Niego wskazywać. Miłość, która widzi dobro i dla innych staje się powodem do radości.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >