video-jav.net

Chorwacja: Rekordowy napływ migrantów

Rekordowy napływ migrantów do Chorwacji. Wczoraj przybyło tam 10 tysięcy osób - poinformowało dziś tamtejsze ministerstwo spraw wewnętrznych.

AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W ciągu ostatnich 10 dni przez granicę z Serbią do Chorwacji przedostało się 65 tysięcy imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zmierzających szlakiem bałkańskim do Europy zachodniej, głównie Niemiec, Austrii i Szwecji. Ich napływ do Chorwacji nasilił się, gdy Węgry uszczelniły granicę z Serbią.

 

Problem uchodźców stał się w tym tygodniu powodem dużego napięcia w relacjach Chorwacji z Serbią. Chorwaci oskarżali Serbów, że przywożą uchodźców na granicę z ich krajem i żądali, by zawozili ich także na granicę z Węgrami. Na początku tygodnia władze Chorwacji zdecydowały się zamknąć ostatnie czynne wówczas przejście graniczne Bajakovo-Batrovci położone na ważnej dla regionu autostradzie z Belgradu do Zagrzebia. Serbia domagała się zniesienia zakazu, wskazując, że powoduje on straty w wysokości wielu milionów dolarów. Żądanie nie zostało spełnione, wobec czego Serbia odpowiedziała jeszcze surowszymi restrykcjami wobec Chorwacji. Serbowie granice z Chorwacją w ostatnich dniach mogli przekraczać tylko na piechotę. Interweniowała Unia Europejska – Komisja Europejska zażądała od władz w Zagrzebiu wyjaśnienia w trybie pilnym decyzji o zamknięciu dla pojazdów ciężarowych granicy z Serbią.

 

Wczoraj po południu przejścia graniczne między Serbią i Chorwacją zostały otwarte. Premier Zoran Milanović, wyjaśniając powody wstrzymania ruchu na granicy, podkreślał, że podstawowym celem działań jego rządu była ochrona interesu Chorwacji i obywateli kraju. Zastrzegł, że w przyszłości w każdej chwili, kiedy będzie to w interesie Chorwacji, zastosowane zostaną podobne lub takie same środki.


IAR/AFP i IAR wcześniejsze/ab

AdrianW

Adrian Wawrzyczek

Zobacz inne artykuły tego autora >
AdrianW
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźcy i My. W imię Ojca!

Nie nasza to rzecz znać czasy i chwile, ale naszą rzeczą jest być świadkami Ojca. To ostatnie słowa, jakie skierował do nas Jezus, będąc jeszcze tu, na ziemi. To po to właśnie otrzymaliśmy od Niego moc, aby zawsze i w każdej sytuacji być Jego świadkami

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W imię Ojca, więc papież Franciszek zaapelował, by każda parafia przyjęła jedną rodzinę uchodźców. W imię Ojca diecezje natychmiast podjęły wyzwanie i zaczęły organizować realną pomoc. W imię Ojca też Caritas, często poniewierany i niedoceniany, zakasał rękawy, by wykorzystać cały mechanizm wielkiego serca, który stworzył na ratunek człowiekowi. W imię Ojca ludzie, którzy mają taką możliwość, zgłaszają już swoje mieszkania, miejsca pracy, środki do życia w Caritasie i innych instytucjach kościelnych po to, by pomóc.

Bo w imię Ojca, każdy Chrześcijanin, nie patrząc na status osoby, widzi po prostu człowieka.

Kościół nie robi tego dla zbicia kapitału politycznego, dla podjęcia stanowiska w sprawie, nie po to by zostać docenionym i robić sobie dobry PR. Nie dla uznania i dla zasług tego świata. Robi to, bo tak trzeba.

W mediach od tygodni trwała zagorzała dyskusja, przerzucano się stanowiskami, płomiennie podejmowano „kwestię”, ach jak bardzo dobierano argumenty, powoływano się na autorytety, na przykłady z historii, na porównania z najbardziej czarnymi jej kartami.

Jednak konkret, jedyna realna odpowiedź i pomoc przyszła (jak zawsze) ze strony Kościoła. I gdy tylko temat został przez Kościół podjęty, natychmiast też stał się jego obowiązkiem i odpowiedzialnością.  Wszyscy, którzy wykrzykiwali, że Kościół należy oddzielić od państwa, że nie ma się mieszać do polityki, do światopoglądu, do wychowania dzieci, do wspierania rodzin, budowania systemu wartości… jakoś tak szybko orzekli, że to właśnie obowiązkiem Kościoła jest pomoc uchodźcom. Nagle okazało się, że właśnie ten system wartości sprawdza się w każdej sytuacji kryzysowej. Gdy przyszła trwoga, wielu zwolennikom oddzielenia Kościoła od państwa ciężko jest zabrać się za konkretną pomoc,  w tym przypadku wolą patrzeć w stronę Kościoła, (nomen omen) święcie wierząc, że to Jego obowiązek. Tygodnik Newsweek ma nawet pretensje, że w oświadczeniu biskupów na ten temat:  Nie znalazły się żadne konkretne deklaracje. I, że: Episkopat zwraca uwagę, że główna inicjatywa i odpowiedzialność spoczywa na barkach władzy świeckiej, że Strona kościelna nie wyobraża sobie działania w tej materii na własną rękę, bez współpracy z władzami świeckimi (tytuł w “Newsweeku”: Kościół pomoże uchodźcom. Ale jeszcze nie wie jak)

shutterstock_239387248

My wiemy, że naszym obowiązkiem jest wspierać braci w potrzebie. Właśnie dlatego jesteśmy gotowi przyjąć ich pod swój dach, bo my mamy takiego Boga i taki plan na życie, który kieruje się miłością do drugich, biorąc za nich odpowiedzialność bez względu na to, kim są.

Kościół jest gotowy. Parafie mają już miejsca dla uchodźców. My już czekamy!

Jednakże Kościół nie może wziąć odpowiedzialności za decyzję, jaką w tej sprawie podejmie Państwo Polskie, ponieważ tylko ono jest (powinno być) w stanie zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. To Państwo Polskie musi podjąć decyzję, czy – jeśli już Kościół zorganizuje miejsca –  jest w stanie zaangażować się w pomoc w asymilacji i wdrożeniu uchodźców do życia w naszym kraju (Komunikat Prezydium Episkopatu Polski ws. Uchodźców).

Prawda jest taka, że mamy wszyscy wielki problem i nie da się już od niego odwracać wzroku i czekać aż sam się rozwiąże. Czas na decyzje. Na mądre rozwiązania. Na wzięcie odpowiedzialności za losy tych ludzi. I za nasz los.

W Polsce jest wielu ludzi dobrej woli, którzy w odruchu serca przyjmą uchodźców. Nie naszą rzeczą jest znać czasy i chwile, naszą rzeczą jest być świadkami Ojca… a rzeczą państwa jest zapewnienie jednej i drugiej stronie bezpieczeństwa.

My w imię Ojca przyjmiemy uchodźców, naszych braci, choć wyznających inną religię. W imię Ojca damy im schronienie, dach nad głową, przyszłość. W imię Ojca ugościmy ich u siebie…

Pytanie tylko, czy – jeśli to rozpocznie masową migrację, jeśli naszych braci będzie w Polsce więcej niż nas, jeśli spełnią się scenariusze o tym, że Europa stanie się muzułmańska – będziemy mogli liczyć na to, że jesteśmy w swoim domu bezpieczni. Na to, że nasi bracia będą pamiętać, że przygarnęliśmy ich  do siebie w Imię Naszego Ojca.

Przeczytaj także:


“Niech każda parafia przyjmie uchodźców”

Apel Papieża Franciszka


“Potrzeba naszej modlitwy i zaangażowania”

Episkopat w sprawie uchodźców


Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Czy ktoś zdecydował o moim samobójstwie?

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć, to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wioska na granicy Bułgarii z Turcją, w której od lat spędzamy z mężem wakacje zamieniła się tego lata w garnizon. Pogranicznicy, żandarmeria, policja. Wysokie ogrodzenia, z ulgą demontowane po upadku reżimu w 1989 r., znów powstały.

W Sofii, moim mieście rodzinnym, odbywają się naloty policji i żandarmerii na hostele i dziuple w poszukiwaniu nielegalnych emigrantów. W telewizji każdy program zaczyna się od informacji, co dzieje się na granicy bułgarsko-tureckiej, ile nielegalnych emigrantów zatrzymano. Bogatym, udaje się przejechać ten najtrudniejszy odcinek, do pierwszego unijnego kraju, ubodzy wędrują pieszo przez zieloną granicę. Rynek zareagował błyskawicznie. Już powstała grupa, zwana w Bułgarii „kanalarzami”, którzy za duże pieniądze szmuglują migrantów. Powstaną nowe fortuny?

W drodze powrotnej przejechaliśmy szlak, którym idą i oni – od naszej wioski do Horgosz. W Bułgarii tylko raz widzieliśmy kilkuosobową grupę uchodźców, mężczyzn ubranych na czarno, za to towarzyszyli nam stale w Serbii poczynając od Pirot i Niszu, do węgierskiej granicy. Nasza Europa zmieniła się bardzo i to zaledwie w ciągu roku. Co będzie dalej? Zastanawialiśmy się, czy za rok wrócimy do naszej ulubionej, nadgranicznej wioski?

20643264303_2eb040a793_k

fot. FreedomHouse / flickr.com

Siedzieli na poboczach drogi, rozmawiali przez telefon. Nie zauważyliśmy napięcia, niepewności, przerażenia. Luz i dobre samopoczucie. Czy tak wyglądają ludzie, którzy uciekając przed wojną, zabierają w panice zaledwie kilka najbardziej niezbędnych rzeczy? Przypominałam sobie filmy dokumentalne z II wojny światowej, pokazujące uchodźców oraz opowieści członków mojej rodziny. Błyskawicznie spakowana walizeczka mojej mamy, tobołki ciotek z Wołkowyska, przymuszonych przez enkawudzistów do opuszczenia domu w ciągu 30 minut, ale też całkiem świeże opowieści Ukraińców o objętych wojną wschodnich regionach kraju. Ich przerażenie i pytania, co będą jeść, gdzie przenocują, rozpacz i brud. I patrząc na ludzi na poboczu wciąż pytałam: Czy tak wyglądałaby moja mama, ciotki z Wołkowyska, czy tak wyglądają Ukraińcy, przerażeni wojną?

Dwa dni po przekroczeniu przez nas granicy w Horgosz wybuchły tam zamieszki. Kamienie i wszystko co się da, poszły w ruch w kierunku węgierskiego terytorium. Uchodźcy pokazali zupełnie inne oblicze.

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi i byli i są przyjmowani…

GREECE-EUROPE-MIGRANTS

fot. FreedomHouse / flickr.com

I ten sentymentalizm w narracji o uchodźcach niepokoi najbardziej. Mogę zrezygnować z wielu rzeczy, żeby posunąć się, by zrobić miejsce dla ludzi, którzy są w dramatycznej sytuacji. Ale naprawdę mnie niepokoi całkowity chaos, brak analiz, pomysłu i ogólnej strategii naszych biurokratów z Unii Europejskiej. Czy ktoś zadał sobie trud, by naprawdę dowiedzieć się, ile osób podąża do Europy, ilu dotarło, czy i kiedy ta fala się skończy? Media wciąż informują, że nie są to tylko Syryjczycy, uciekający przed ISIS, a emigranci ekonomiczni – i takich chyba widzieliśmy na poboczach dróg w Serbii. Jest wśród nich bardzo wielu Kosowian, czyli mieszkańców Europy. A jeżeli ta fala nie ustanie, co wtedy zrobi Europa? A jeżeli ustanie, co dalej z uchodźcami? Co z budżetami państw przyjmujących? One przecież nie są bez dna. Czy muzułmanie integrują się ze społeczeństwami, do których przybywają, czy respektują ich prawa?

To wszystko pytania ludzi, płynących na wspólnej szalupie, którzy zastanawiają się, do jakiego stopnia może być obciążona, a w którym momencie zacznie tonąć wraz z nowymi przybyszami. Jeśli pomagać, to racjonalnie, planując i koordynując z innymi krajami Europy wspólne działania. Jeśli budżet w Polsce będzie przeznaczany na obcych, nie naszych ubogich i chorych, jeśli mamy się ograniczyć, musimy otrzymać szczegółowe informacje, jak decydenci widzą przyszłe losy naszej szalupy.

Jeżeli analitycy europejscy nie dadzą niebawem odpowiedzi na te elementarne pytania zamiast rzucać oskarżeniami o ksenofobię, szowinizm, brak serca, zacznę zastanawiać się nad spiskową teorią dziejów. Gdyż mam ponure poczucie, że dzieje się coś bardzo ważnego, ale bez wiedzy większości Europejczyków.

Syrian Refugees

fot. FreedomHouse / flickr.com

Zapytam, czemu tak się dzieje teraz właśnie, choć wojny i destabilizacja na Bliskim Wschodzie trwają od wielu lat, skąd bierze się ów sentymentalno-szantażujący ton dyskusji, który ma wyeliminować racjonalne argumenty, czemu zainteresowana jest w chaotycznym przyjmowaniu uchodźców europejska lewica? I zapytam, czy ktoś nie podjął, nie pytając nikogo o zdanie, decyzję o moim przymusowym samobójstwie, gdyż to co się dzieje to droga do chaosu i destabilizacji całej Europy? Ale jeśli taka decyzja zapadła, muszę stanowczo się sprzeciwić z bardzo wielu powodów, wśród których jest mniej ważny – wyjazd do mojej nadgranicznej wioski.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >