video-jav.net
ZE ŚWIATA

Były biedak znalazł sposób jak pomóc… innym biedakom

Najpierw był hinduskim biedakiem, potem szefem amerykańskiej firmy IT, teraz pomaga Kongijczykom odzyskiwać godność ekonomiczną. O niezwykłej historii Ashisa Gadnisa opowiada na łamach amerykańskiego pisma Crux Paulina Guzik.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Choć w Polsce działalność Ashisa Gadnisa nie jest szeroko znana, z pewnością zasługuje na uwagę. Zwłaszcza w kontekście przypadającego w najbliższą niedzielę Światowego Dnia Ubogich.

Ashis Gadnis nawrócony na chrześcijaństwo i ochrzczony w Kościele katolickim został dopiero w 2015 r., jednak już ma na swoim koncie wyróżnienie w postaci wpisu na listę “Laudato Si Challenge”. To zainspirowana encykliką papieża Franciszka międzynarodowa akcja zachęcająca i wyróżniająca przedsiębiorców przyczyniających się swoim biznesem do ograniczenia światowego ubóstwa i promowania godności ludzi. Papież udzielił zresztą samemu Gadnisowi prywatnej audiencji.

Choć firma Gadnisa pomogła już 30 tysiącom najbiedniejszych mieszkańców Afryki, jej szef mówi jasno: nie wyciągamy ludzi z biedy. Umożliwiamy po prostu z niej wyjście.

Fascynującą historię jego życia opisuje na stronach portalu Crux Now polska dziennikarka Paulina Guzik. Zaczyna od podkreślenia, jakim trudno uchwytnym człowiekiem jest bohater jej tekstu. “Nie ważne kiedy napisać do Ashisa Gadnisa, i tak nie odpowie ze swojego domu w Austin w Teksasie. Środę spędzi w Rwandzie, piątek w Brazylii, tuż przed odlotem do Myanmy, zaplanowanym na niedzielę”.

Ashis Gadnis urodził się w biednej rodzinie na przedmieściach Bombaju. W latach 70-tych, w których przyszło mu dorastać, wszyscy wiedzieli, że aby przerwać zaklęty krąg rodzinnej biedy trzeba z kraju wyemigrować. Wymyślił, że zostanie programistą, dlatego zaczął studiować informatykę na Uniwersytecie w Bombaju. Gdy tylko stało się to finansowo możliwe opuścił Indie i ruszył w świat. Najpierw pracował w Kolumbii, potem udało mu się przedostać do USA. Tam zaczęło mu się układać. Po ukończeniu kolejnych studiów, w tym jednych na Harvardzie, w 2004 r. założył pierwszy własny biznes – firmę informatyczną. Szybko zaczęła przynosić wysokie dochody, co jednak nie sprawiło, że Gadnis zapomniał o swoich korzeniach i hinduskiej biedzie.

Jego myślenie zmieniło się mocniej, gdy w 2012 r. wyjechał wraz z amerykańską agencją pomocową US AID do Konga jako konsultant. Zobaczenie na żywo, na miejscu tamtejszych realiów życia oraz bezwładu i niemocy instytucji charytatywnych, sprawiło w nim swoiste przebudzenie. Postanowił sprzedać firmę i całkowicie zaangażować się w pomoc najuboższym Kongijczykom.

Spotkanie z nimi spowodowało również przebudzenie tego Hindusa na innej płaszczyźnie: duchowej. Spotkał Chrystusa! – Wśród Kongijczyków odkryłem, że to wiara jest ich życiową kotwicą. Nie religia jako taka, ale żywa wiara w to, że Chrystus i Matka Boża kochają ich bezwarunkowo. I pomimo horrorów jakie mają za sobą, nadal wierzą w Boga – opowiada Gadnis w rozmowie z Pauliną Guzik.

W 2015 r. Ashis Gadnis przyjmuje Chrzest w Kościele katolickim. Od tego też dnia zaczyna nosić na piersi wielki benedyktyński krzyż. Nie rozstaje się z nim nigdy, nawet na wystąpieniach publicznych, jak to w lipcu 2018 r. w ramach forum TEDx.

To duchowe przebudzenie zainspirowało go również do założenia nowego biznesu, tym razem takiego, który nie tylko zapewnia mu źródło utrzymania, ale i pomaga najuboższym.

Gadnis opowiada Paulinie Guzik, jak pewnego dnia poszedł ze znajomą Kongijką do banku, aby założyć jej konto – tak prostą i oczywistą rzecz dla żyjącego w USA byłego prezesa firmy. Tam usłyszał jednak, że kobiecie konta założyć nie można z powodu nieistnienia jej “finansowej tożsamości”.

Zainspirowany tym zdarzeniem Gadnis zakłada firmę BenQu, której zadaniem jest właśnie przywracanie tej “finansowej tożsamości” najuboższym mieszkańcom Afryki. Hindus zauważył, że wielu z nich pracuje na plantacjach kawy i kakao, albo w szwalniach szyjących ubrania na światowych marek. Nie przekłada się to jednak wcale na powstawanie ich weryfikowalnej dla banku tożsamości. Jego firma pomaga to zmienić.

Wykorzystując technologię blockchainową, znaną z rynku kryptowalut, BenQu pośredniczy w transakcjach między koncernami zatrudniającymi ubogich Afrykańczyków, a samymi Afrykańczykami. W ten sposób nie tylko wpisuje się w tzw. model fair trade, ale też faktycznie pomaga wyjść z marginesu tysiącom najbiedniejszych.

Właśnie za tę działalność firma Gadnisa została wpisana na listę Laudato Si Challenge. Pomogła już ok. 30 tys. Afrykańczyków. W planach jest następnych 200 tys.

Więcej szczegółów tej pasjonującej historii znajdziesz w tekście Pauliny Guzik dla Crux Now>> 

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

W Hiszpanii powstała pierwsza polska parafia personalna

Niezwykły dar z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości otrzymali Polacy mieszkający w diecezji Walencja. Miejscowy ordynariusz kard. Antonio Cañízares erygował pierwszą w Hiszpanii polską parafię personalną p.w. Matki Bożej Częstochowskiej. Jej proboszczem został chrystusowiec, ks. Czesław Piela.

Polub nas na Facebooku!

– Kościół diecezjalny w Walencji czuje się ubogacony darem, jakim obdarza go Bóg przez tę nową parafię dla wiernych z Polski. Czujcie się w pełni członkami tej diecezji, nie zapominając o waszej Ojczyźnie – mówił ks. Antonio Cañízares podczas uroczystej Mszy dziękczynnej z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości.

– Jako naród polski, tak podziwiany, kochany i przykładny, naród prawdziwie męczeński, daliście świadectwo poprzez tysiąclecie, że tylko Bóg wystarczy. Daliście świadectwo, że rzeczą najważniejszą, ponad wszystko, jest miłość Boga i bliźniego jak siebie samego – podkreślił kard. Cañízares w homilii.

Nowa parafia to spłata długu wdzięczności wobec narodu polskiego i Jana Pawła II. 11 listopada obraz Matki Bożej Częstochowskiej został umieszczony w jednej z kaplic katedry w Walencji, aby przypominać o powstaniu polskiej parafii personalnej.

– Nowa parafia personalna, która została utworzona w Walencji będzie obejmowała swoją troską duszpasterską wszystkich Polaków, którzy zamieszkują na terenie diecezji. Jest ich ok. 4 tysiące. Z kolei w samej Walencji przebywa mniej więcej 2 tysiące naszych rodaków. Dotyczy to również Polaków przebywających na naszym terenie czasowo – mówi ks. Czesław Piela.

– Jest to parafia, która ma struktury normalnej parafii terytorialnej. Posiada swoją siedzibę, proboszcza, swoje duszpasterstwo, ale swoim zasięgiem wykracza poza granice parafii. Troszczy się o wszystkich Polaków, którzy mieszkają i przebywają na terenie diecezji Walencja”.

Polska parafia personalna ma swoją siedzibę w kościele Matki Bożej Różańcowej w dzielnicy Canyamelar. Miejscowa Polonia przyjęła z radością decyzję kard. Cañízaresa. Inne wspólnoty polskie w Hiszpanii nie kryją nadziei, że takie parafie powstaną w kolejnych diecezjach.

KAI/ad