Trzech Króli: ani trzech, ani króli

więc co dziś świętujemy?

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

„Jeszcze jeden dzień wolny od pracy?! Po co?!” – nie znajdzie się dużo więcej rzeczy mogących wytrącić mnie z równowagi, jak tego typu pytanie, powtarzane od kilku lat na początku stycznia. Pamiętam dyskusję w radiu Tok Fm, w której odrzucano potrzebę wprowadzania dnia wolnego 6 stycznia i argumentowano właśnie tym, że:

  • po pierwsze: “trzech króli” to wymysł czasów nowożytnych,
  • po drugie: „trzej królowie” to chrześcijański mit,
  • po trzecie: po co w ogóle świętować wizytę trzech Magów u narodzonego Jezusa?

I nie wystarcza powtarzana w kółko formuła, że „to uroczystość Objawienia Pańskiego, popularnie zwana świętem Trzech Króli”. Po prostu, na wieki wieków amen przyjęło się, że 6 stycznia obchodzimy Trzech Króli, śpiewamy kolędę „Mędrcy Świata” i wypisujemy kredą na drzwiach K+M+B (kto jeszcze pamięta, że powinno być C M B, bo to nie skrót od imion mędrców, ale od wyrażenia łacińskiego: Christus Mansionem Benedictat, co znaczy: Niech Chrystus błogosławi ten dom). Żadne argumenty, że Objawienie Pańskie jest praktycznie najstarszym świętem chrześcijańskim, że wcześniej pełniło tę rolę, którą dziś pełni Boże Narodzenie, a dzień wolny 6 stycznia znieśli po prawdzie komuniści w 1960 – nie skutkują.

Spróbujmy zatem zacząć jeszcze raz. Porzućmy nazwę tradycyjną i skupmy się na prawdziwej treści uroczystości. Epifania już pierwotnie (o jej świętowaniu przez Kościół pierwotny świadczą najstarsze dokumenty) była dniem podkreślającym fakt, iż Bóg najpełniej objawił się człowiekowi, wcielając się w ludzkie ciało, wszedł w historię jego życia i historię powszechną. Tę funkcje, misterium Wcielenia, pełni dziś raczej uroczystość Narodzenia Pańskiego, która pojawiła się w kalendarzu Kościoła kilka wieków później.

 

Trzech Króli: ani trzech, ani króli

Tajemnica Objawienia Pańskiego była unaoczniona trzema wydarzeniami: pokłonem Mędrców ze Wschodu, Chrztem Jezusa w Jordanie oraz cudem w Kanie Galilejskiej. Te trzy fakty stanowią w rzeczywistości treść całego przeżywanego przez nas dzisiaj święta Trzech Króli, a naprawdę Epifanii. I zwróćmy uwagę, że z wyjątkiem pierwszego, wydarzenia te są całkiem odległe od dzieciństwa Jezusa, klimatów szopki oraz groty betlejemskiej. One dotyczą dorosłego życia Jezusa, który objawia się jako Bóg i Pan w znaku przemienienia wody w wino, czy którego Ojciec objawia światu podczas chrztu, mówiąc głosem z niebios: „Ten jest mój Syn umiłowany”.

Trochę żal, że historia okroiła tę uroczystość aż o dwie trzecie, przekręciła nazwę, rozumienie i sprowadziła ja wyłącznie do „pokłonu Trzech Króli”. Warto zajrzeć do źródła, czyli do Pisma Świętego, dokładnie do Ewangelii odczytywanej tego dnia w kościołach. Zwłaszcza, że pisanie o tym, co rzeczywiście mówi Pismo Święte, grozi w dzisiejszych czasach całkiem dużym zamieszaniem medialnym, a przede wszystkim pokazuje, o ile bardziej wiedzę biblijną czerpiemy z bogatej tradycji wywodzącej się z wieków średnich niż… z Biblii. Kiedy Benedykt XVI napisał, że przy narodzeniu Jezusa nie było zwierząt (nie wspomina o tym przecież żadna z Ewangelii), w mediach zawrzało. Właśnie to stało się newsem, wręcz skandalem, a na pewno sposobem narracji medialnej jego trzeciej książki o Jezusie z Nazaretu. Otóż uwaga: Ewangelia św. Mateusza o żadnych królach czy monarchach, ani też o ich liczbie, nie wspomina. Żadnych imion, narodowości, koloru skóry, ani nawet miejscu, dokąd przybyli. „Mędrcy ze Wschodu” – ot, to wszystko.

Sama Ewangelia św. Mateusza pięknie ukazuje prawdę o Objawieniu Jezusa, a może bardziej o ważności ludzkiej odpowiedzi na nie. Mówi, że drogi do poznania Boga wiodą nie tylko poprzez „fides”, ale i „ratio”. Podkreśla niezwykłą uczciwość Mędrców (której życzymy mędrcom współczesnym), którzy widząc gwiazdę na niebie, znak sugerujący narodzenie Króla Żydowskiego, wybierają się w drogę, rozpoczynają poszukiwania, nie odrzucając z góry faktu z powodu własnych silniejszych przesądów.

 

Tak, Epifania mówi bardziej o ważności odpowiedzi człowieka na objawienie Jezusa. I – uwaga, teraz będzie kaznodziejsko – obyśmy zawsze, jak Mędrcy ze Wschodu, byli w stanie poznać Pana. Poznać – nie znaczy tylko rozpoznać, ale – jak pokazuje przykład tych mędrców – ruszyć w drogę, podążyć za gwiazdą, danym nam znakiem, choćby najmniejszym. Szukać, nie poddawać się, wypytywać kolejnych osób, tak jak ci mędrcy wypytywali żydowskich uczonych, aż dojdziemy do celu, aż zobaczymy Go „twarzą w twarz”. Poznać to też zobaczyć, pojąć pełnię objawienia. Ktoś, kto poznaje Pana, choć jeszcze jest w drodze, choć jeszcze idzie za gwiazdą, czy za wskazaniami innych, to Jemu poddaje swoją historię życia, Jezusa czyni Panem swojej historii.

Wesprzyj nas
ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

SACROLABORKI: Msza święta – cz.4

Dlaczego musimy w czasie mszy świętej oddać Bogu, to co otrzymaliśmy? Co Bóg daje nam w zamian? Dlaczego ksiądz miesza wino z wodą? Co symbolizuje opłatek? - zapraszamy do obejrzenia czwartej części Sacrolaborek, w której ks. dr Grzegorz Strzelczyk tłumaczy jeden z najważniejszych momentów mszy świętej

ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Ofiarowanie i Przeistoczenie

Fragmenty wypowiedzi z filmu:

Po modlitwie powszechnej następuje kolejny zwrot w liturgii – ku bliższej obecności Zmartwychwstałego Pana pośród swojego ludu.

To co otrzymaliśmy od Boga, to co wypracowały nasze ręce – a więc symbol naszego życia – przedstawiamy Bogu, bowiem z tego właśnie stanie się wśród nas obecność Chrystusa… W tych darach przedstawiamy całych siebie, każdą naszą pracę, gest, każdą naszą decyzję.

Chleb – niekwaszony w liturgii łacińskiej – jest symbolem wielu ziaren, które schodzą się w jedno, a jednocześnie są symbolem naszego codziennego pokarmu…. Ten chleb stanie się obecnością żywego Boga.

I wino, które staje się dzięki temu, że wyciskamy sok z wielu winogron – one giną przy tym, w nich więc zawarta jest śmierć i prawdopodobnie dlatego właśnie z wina, stanie się dla nas Krew Chrystusa…

W tradycji żydowskiej mieszano wodę i wino przede wszystkim ze względów higienicznych…. Kościół wykorzystuje tę tradycję zmieniając jednak jej znaczenie: odtąd wino i woda oznaczają to, że bóstwo zjednoczyło się z człowieczeństwem, że Bóg stał się człowiekiem i przyjął naszą ludzką naturę…

Ostatnim symbolicznym gestem przygotowania darów, jest obmycie rąk przez celebransa. On na znak, tego, że pragnie być oczyszczony z grzechu, obmywa ręce….

Wesprzyj nas
ks. dr Grzegorz Strzelczyk

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >