video-jav.net

Sen o Józefie

Jak wychować Zbawiciela Świata?

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Biblia o Józefie mówi niewiele. Nam, żyjącym w świecie tak uzależnionym od tabloidów bombardujących informacjami o prywatnym życiu gwiazd, wydaje się to nieco dziwne. Ale nie dzieje się tak przypadkiem. A to dlatego, że Pismo Święte, po pierwsze, chce nas uczulić na to, co jest najważniejsze, po drugie pokazując to, co najbardziej istotne, Bóg chce nam powiedzieć: Idź, i ty czyń podobnie.

Sprawiedliwy – takim przydomkiem obdarza Biblia Józefa. Ewangelia określa go w ten sposób, gdy Józef dowiaduje się, że Maryja jest w stanie błogosławionym. Święty Mateusz pisze tak: Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mt 1,19). Przyjrzymy się bliżej temu określeniu.

Może najpierw trzeba nam przyznać, że sprawiedliwość kojarzy się faryzejsko albo przynajmniej jako zaprzeczenie miłosierdzia czyli raczej dość zimno i niemiło. Ktoś sprawiedliwy to taki niemiły raczej, może nawet nieludzki, a w każdym razie przynajmniej niemiłosierny. Tymczasem w ustach Ewangelisty to jest chyba największa pochwała, jaką mógł pod adresem Józefa wygłosić. Sprawiedliwy, bo naśladujący swą sprawiedliwością samego Boga. Popatrzmy jak ta sprawiedliwość u niego się jawiła.


Przeczytaj również o cechach Maryi – cechach, z którymi pięknie jest każdej kobiecie


Sen o Józefie

Po pierwsze wiele mówi się na temat miłości, którą cieśla z Nazaretu żywił wobec swej żony i wobec Jej Syna. I to jest prawda. Ale ta miłość mogła rozkwitnąć jedynie dzięki Józefowej sprawiedliwości. Podstawą tej cnoty jest uznanie odrębności Maryi i Jezusa, zgoda na to, że niekoniecznie muszą Oni być tacy, jak on sobie ich wcześniej, w okresie narzeczeńskim, wyobrażał.

Miłość nie jest możliwa bez sprawiedliwości – bez zgody na inność, odrębność i niezależność drugiego. Józef zatrzymuje się przed Maryją i Jej poczętym w łonie Synem jak przed bramą tajemnicy. Nie próbuje swej żony „nawrócić”; nie chce też narazić Jej na wstyd – szanując Jej niezależność, daje Jej wolność wyboru po raz kolejny. I ten szacunek wobec tajemnicy owocuje tym, że Józef sam staje się jej częścią.

Ile możemy się od niego tutaj nauczyć, my, którym ciągle się wydaje, że znamy znakomicie naszych bliźnich, że przeniknęliśmy motywacje ich działań i wyborów i jedyne czego od nich jeszcze może oczekujemy, to podporządkowania się naszej wizji ich osoby… Drugi ma prawo być inny, ma prawo być sobą.

Po drugie sprawiedliwość Józefa mówi nam o jego relacji do Boga. Józef był człowiekiem zakorzenionym w Stwórcy i dążył do utwierdzenia tej więzi. Pewnie dlatego tak serio traktował rzeczywistość i swoje obowiązki. Skąd o tej jego relacji z Bogiem wiemy?

Sen o Józefie

Cóż, w dzisiejszych czasach, kiedy są raczej domeną psychologów, aż wstyd to powiedzieć, ale najwięcej czytamy o tym, gdy Ewangelie nam mówią o snach Józefa. Podobno ci, którzy kochają, sami sobie kształtują sny. Nic więc dziwnego, że Bóg i Jego wola towarzyszyły Józefowi nawet podczas nocy. Nie widzimy nigdy Józefa jak się modli. Biblia okrywa to zasłoną milczenia. Pokazuje go jak działa!

Wielu autorów, i słusznie!, tym działaniem Józefa się zachwyca, ale na ile starczyłoby mu sił, gdyby co jakiś czas nie zwracał się ku Bogu? Gdyby jego myśl ku Bogu nie biegła?

Józef jest człowiekiem modlitwy – kimś, kto swoje życie powierza Bogu (bo tym w istocie jest modlitwa). Cieśla z Nazaretu stawał przed Stwórcą w prawdzie, otwierał przed Nim wszelkie zakamarki swej duszy. I pewnie dlatego tak wiele sił w nim było, że sprostał nawet wyzwaniu bycia wychowawcą Zbawiciela świata.


Przeczytaj również o Maryi –  w jej cechach każdej kobiecie jest do twarzy!


Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Być kobietą, być kobietą. Jak Maryja

W czym kobiecie najbardziej jest do twarzy?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Miłość, dobroć, pokora, rozwaga to atrybuty, z którymi jest pięknie każdej kobiecie. Spędzamy godziny na pielęgnowaniu cery, włosów, paznokci, wszystko po to, byśmy były piękniejsze. No i dobrze! Dla nas samych, naszego samopoczucia, dla bliskich, dla męża naprawdę warto. Są jednak takie cechy, które czynią nas piękniejszymi i nie wymagają od nas wielu godzin spędzonych w salonach piękności.

Być kobietą, być kobietą. Jak Maryja

Miłość

Wydaje się, że z tą sobie jeszcze radzimy. Przychodzi sama, naturalnie, wręcz instynktownie. Każda matka wie, że miłość do dziecka jest bezgraniczna i całkowicie bezinteresowna, po prostu jest. Nawet często silniejsza od nas.

Miłość macierzyńska jest wzorem dla każdej miłości, bo w każdej prawdziwej miłości do drugiego człowieka jest ta troska, zapobiegliwość, domyślność, przeczucie serca. Miłość macierzyńska najlepiej pokazuje, że w prawdziwej miłości nie widzę siebie,  całkowicie oddaję się na potrzeby drugiego i w pełnym zaufaniu daję się porwać. Iść za tą miłością, otwierać na zmiany, przyjmować niedogodności.

Podobnie jest z miłością tą pierwszą, świeżą, czystą – człowiek jest w stanie wtedy zrobić wiele, rzuca wszystko, daje się porwać i tylko tym żyć. Wtedy nie ma jeszcze kalkulowania, zazdrości, szukania poklasku, unoszenia się pychą i gniewem. Jest wyłącznie piękno i otwarcie na drugiego. Trzeba tylko tę miłość wziąć i przenieść przez całe życie aż do końca. Żeby nie ustała dalej trzeba wszystkiemu wierzyć, we wszystkim pokładać nadzieję i wszystko przetrzymać.

Tak właśnie zrobiła Maryja. Tak kochała Boga. Całkowicie z pełnym zaufaniem powiedziała tak. Przyjęła tę miłość, a potem przeniosła ją przez całe życie, mimo ciężkich, najcięższych prób, we wszystkim z wiarą i nadzieją. Maryja uczy nas prawdziwej miłości do Boga.

Możemy wyobrazić sobie tę sytuację. Jesteśmy świeżo upieczonymi narzeczonymi, napełnia nas szczęście i wizja pięknej przyszłości, spełnienia marzeń o mężu, dzieciach, rodzinie. Nagle dowiadujemy się, że mamy z tego wszystkiego zrezygnować, zaryzykować zmianę w imię wiary i miłości. Ciekawe, która z nas powiedziałaby oto ja służebnica, tak wchodzę w to, chcę, choć całe moje życie legnie w gruzach, będzie wręcz zagrożone, wchodzę w to. Można to ocenić jako naiwność. Ale taka ma być miłość. Ta prawdziwa. Bez kalkulacji i szukania fałszywych korzyści. Tak właśnie Boga kochała Maryja.

Tylko taka miłość sprawia, że piękniejemy w oczach.

Czy potrafimy kochać jak Maryja? Czy potrafimy na miłości do Boga zbudować miłość do drugiego człowieka? Czy nasza dusza tak wielbi Pana, że aż raduje się Duch nasz? Czy potrafimy dać bliskim Boga, dać Jezusa jak Maryja?

Może warto poświęcić chociaż jeden wielkopostny wieczór na to, by pogawędzić z Maryją, poopowiadać jej jak to jest u nas, czy nasza miłość czyni nas błogosławionymi między niewiastami. Zastanowić się jak Ona to robiła, że tak kochała…

Być kobietą, być kobietą. Jak Maryja

Dobroć

Staramy się być dobre. Chętnie bierzemy udział w różnych akcjach dobroczynnych, wspieramy fundacje, angażujemy się w różne ruchy, by wesprzeć innych: modlitwą, swoim czasem, może finansowo. Zabiegamy, by robić dla innych coś dobrego, ale jak daleko nam do tej dobroci zwykłej, codziennej, takiej powszedniej, bez zbędnych uniesień i litościwych odruchów serca. Być dobrym na co dzień, okazuje się, naprawdę trudnym zadaniem.

Pewna pani doktor pediatra, która najczulej na świecie zajmuje się swoimi małymi pacjentami (jest dobra, serdeczna, miła), opowiadała, że w momencie gdy siada za kierownicę samochodu, staje się innym człowiekiem. Coś się zmienia, coś przestawia. Nie potrafi być dobra, cierpliwa, zaczyna trąbić, rzucać wyzwiska na innych kierowców a nawet pokazywać brzydkie gesty. Dlaczego? Dlaczego ktoś kto jest dobry i czuły w swojej pracy w sytuacji, gdzie potrzebne jest współczucie i miłosierdzie, nie potrafi okazać tych uczuć na co dzień? Dlaczego brakuje nam cierpliwości, by być dobrym dla innych?

Często jest tak, że im nam się lepiej powodzi, im więcej dobrego wokół nas dzieje, tym mniej myślimy o innych. „Wskakujemy” na jakiś poziom pozycji społecznej, który sprawia, że czujemy się lepsi. I to jakoś tak poza nami, poza naszą kontrolą. Jesteśmy ważniejsi i już. Brakuje nam zwykłej ludzkiej dobroci i takiego codziennego zainteresowania się drugimi, po prostu bycia miłym i serdecznym.

Dlaczego nie potrafimy cieszyć radością innych? Koleżanka dostała w pracy awans i zdecydowanie lepsze wynagrodzenie. Kupiła samochód i bardzo się cieszyła. Przestała jednak po kilku dniach jeździć samochodem do pracy, ponieważ inne koleżanki przestały się do niej odzywać, odtąd nie miały już o niej najlepszego zdania.

Dlaczego mamy taki problem z okazywaniem zwykłej dobroci?

Maryja była dobra. Tak naprawdę. W sytuacji gdy dowiedziała się, że jest najlepsza, że właśnie Bóg wywyższył jej pokorę, uczynił jej wielkie rzeczy, nie stała się zadufana w sobie. Pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy, to podzielenie się swoją radością z krewną Elżbietą oraz radość z tego szczęścia, które spotkało Elżbietę. Bez zawiści, bez kalkulowania, że no fajnie, że tak mi dobrze, ale może Ona ma lepiej. Bez zastanawiania się jak jej to powiedzieć, żeby mnie doceniła, żeby czuła, że tak mi się w życiu poszczęściło. Dobroć w najczystszej postaci. Myślenie o drugim człowieku w jego szczęściu i radość z tego szczęścia.

Nam łatwiej przychodzi współczuć bliźniemu, gdy jest nieszczęśliwy, gdy spotka go jakaś bieda. Wtedy tak, wtedy często sprawdzamy się, jesteśmy blisko, powtarzamy sobie przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. No a co jeśli nasz przyjaciel się wzbogaci, jeśli dobrze mu się wiedzie? Czy stać nas na to, żeby iść do niego daleko przez góry i powiedzieć: to dla mnie naprawdę wielka radość, że tak Ci się w życiu poszczęściło?

Jak daleko nam do takiej dobroci? Jak być dobrą jak Maryja?

Być kobietą, być kobietą. Jak Maryja

Pokora

Z  tą nam chyba najtrudniej – te mocne, współczesne kobiety, ta moda na niepokorne – słowo które staje się synonimem atrakcyjne.

Warto sobie wyobrazić, co byłoby gdyby Maryja swoją siłę i odwagę pomyliła z naszą współczesną niepokornością i powiedziała nie. Tak z czystej przekory, by się „nie naginać”, nie dopasowywać, nie będzie jej nikt kazał.

Czy współczesne biznes women są na tyle silne, by umiały być pokorne jak Maryja?  

My często dajemy się porwać pokusie „szukania sprawiedliwości”, nade wszystko, zapominając o innych. W trosce o to, byśmy nie były nazwane „frajerkami”, pozostajemy asertywne do granic możliwości. Do udowodnienia naszym mężom, współpracownikom, szefom, że posiadamy tę wysoko cenioną współcześnie „kompetencję”. Nasze aplikacje do pracy, profile zawodowe, wymagane cechy, rozmowy kwalifikacyjne czynią z nas kogoś zupełnie innego niż jesteśmy.

A pokora, to taka piękna cecha, która dodaje kobiecie powabu i urody. Jeśli jest szczera i mądrze „zarządzana”, tzn. wypływa z głębi serca, może okazać się najlepszą kompetencją, nie tylko dla najbliższej rodziny, ale też w wymarzonej pracy i karierze zawodowej.

Coraz częściej na rozmowach kwalifikacyjnych – szczególnie do dużych korporacji  – nie  zadaje się pytań o dyspozycyjność, asertywność i szalone pasje, lecz o trzy najważniejsze wartości w życiu i co jest dla nas takim prawdziwym sukcesem, z czego jesteśmy najbardziej dumni.

Kolega został zatrudniony dlatego, że powiedział prawdę, wymienił w kolejności trzy wartości, którymi się w życiu kieruje: Bóg, Rodzina, Ojczyzna.

Koleżankę zatrudniono, ponieważ powiedziała, że największym sukcesem w jej życiu jest rodzina i prawdziwa miłość.

To tak jak Maryja, została wybrana nie dlatego, że wyróżniała się zarozumiałością, bezczelnością i asertywnością ale dlatego, że była piękna w swojej sile pokory. To dlatego zaczęły błogosławić ją wszystkie pokolenia, bo miała tyle siły i dystansu do siebie, że wolała być uniżoną służebnicą niż pysznić się i dać strącić z prawdziwego tronu.

Prawdziwa nasza siła, kryje się w pokorze.

Czy potrafimy być pokorne? Czy staramy się w ogóle kiedykolwiek dobiec do pokory Maryi, uczyć się od niej tej znakomitej kompetencji? Może właśnie z taką cechą staniemy się bezkonkurencyjne na rynku pracy?

Być kobietą, być kobietą. Jak Maryja

Rozwaga

Przyda się, aby zapanować nad wszystkimi pozostałymi atrybutami naszej urody.

Ciężko o lepszy przykład rozwagi, niż przykład Maryi. W sytuacji w jakiej się znalazła, niejedna z nas wpadłaby w panikę, histerię, straciła przytomność lub przeciwnie – wpadłybyśmy w zachwyt, ekstazę, poczucie sławy.

Maryja nie pozostała wolna od lęku, ale też nie popadła w jakieś skrajne emocje. Jak na bystrą i inteligentną kobietę przystało, gdy znalazła się w trudnym położeniu, zaczęła rozważać.

My teraz nazywamy to planowaniem, zarządzaniem ryzykiem, zarządzaniem zmianą. Wszystkim i wszystkimi staramy się zarządzać. Maryja nie musiała mieć certyfikatu PMP, żeby zachować spokój w ekstremalnej dla siebie sytuacji. My coraz mniej słuchamy, bo mamy już ułożony w głowie plan, postawione cele i często wszystko do tego planu staramy się dopasować.

Trudne sytuacje, które nas wytrącają rosną tym samym do rangi życiowych problemów nie do rozwiązania. Jan Paweł II nazywał to pokusą beznadziei. Ta pokusa sprawia, że w przypadku najmniejszego zachwiania naszych wyobrażeń o życiu nie radzimy sobie, wpadamy w stany depresyjne, szukamy pomocy u specjalistów… a często wystarczy chwila namysłu, rozważenia sytuacji. Dzisiaj nazywamy to analizą SWOT.

Maryja po prostu wykonała taką analizę. Cały klucz jednak polega na tym, aby ustawienie mocnych i słabych stron, szans i zagrożeń wypływało z głębi naszego serca. Serca rozumianego nie jako zagłębie chimerycznych emocji, ale jako centrum sumienia, rozumu i woli. Bez zbędnych definicji Maryja rozważyła szybko wszystko w swoim sercu. Nie skupiała się na nieistotnych szczegółach, tak jak my teraz często mamy w zwyczaju. Nie zastanawiała się, jak wygląda anioł, jak wszedł, jaki ma głos, co w ogóle się dzieje. Maryja słuchała co On mówi, co znaczą jego słowa. Rozważała je i reagowała błyskawicznie, żeby poznać całą sytuację, zadała pytania istotne dla Sprawy, konkretne: jak to się stanie?

Gdybyśmy my tak jak Maryja nie skupiały się na szczegółach, ale w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji umiały rozważyć to, co jest kluczowe dla sprawy zamiast zabiegać o drobiazgi, nieważne szczegóły. Gdybyśmy przestały się zamartwiać o to co nieistotne, może weszłybyśmy wtedy na drogę Maryi i zaczęły nią podążać rozważnie i w dobrym kierunku. Może wtedy tak jak Ona, rozważając wszystko w bojaźni Bożej, poczułybyśmy moc Jego ramienia.

Warto wejść na drogę Maryi, warto mieć w sobie tę radość, mądrość, siłę i entuzjazm. Może wtedy uda się nam ustawić wszystkie wartości na swoim miejscu.

Tak jak zrobiła to Ona, tak jak zrobiła Maryja!


Przeczytaj również kim był Józef – ziemski ojciec Zbawiciela Świata


Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >