rodzinne.szczescie.pl

Dlaczego samotność „nie jest dobra” dla nas ludzi (Rdz 2,18)? Dlaczego tak bardzo nam ciąży? Bo zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, który jest rodziną. Jak wyobraża On sobie nasze ludzkie rodziny? Jakimi chciałby je widzieć?

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
fot. Jaimie Trueblood © 2006 New Line Cinema

Zdjęcie z filmu “The Nativity Story”

Historii nie piszą samotnicy

Biblia to zapis bosko-ludzkich relacji, których zmienne losy rozgrywają się w rodzinie. W ST Bóg nazywa siebie samego Ojcem Abrahama, Izaaka i Jakuba (Wj 3,6). O swojej miłości mówi, że jest wierniejsza i bardziej uczuciowa od miłości matki (Iz 49,15). Bóg, który objawia się w Nowym Testamencie jest rodziną, wspólnotą Ojca, Syna i Ducha.

Dlaczego samotność „nie jest dobra” dla nas ludzi (Rdz 2,18)? Dlaczego tak bardzo nam ciąży? Bo zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, który jest rodziną. Jak wyobraża On sobie nasze ludzkie rodziny? Jakimi chciałby je widzieć? Przyjrzyjmy się jednej szczególnej rodzinie z Nazaretu, rodzinie Maryi i Józefa, w której zmaganiach i radościach Bóg ukazuje, czym jest szczęście rodzinne.

Józef, czyli Bóg Ojciec szuka ojca

Nie jest łatwo być ojcem

Współczesna kultura kojarzy męskość z siłą i brutalnością, która tak ponurym piętnem odcisnęła się na historii XX w. Aby ucywilizować mężczyznę wychowuje się go zatem wpajając mu wrażliwość i empatię właściwą kobietom. Dobre intencje wpisane w projekt zaowocowały tym, że mamy dziś sporo rozumiejących i czułych mężczyzn, którzy jednak zatracili poczucie tego, kim są. Jaka jest rola mężczyzny w świecie, w którym kobiety są samodzielne, a dzieci wyzwoliły się spod patronatu rodziców?

Pytania te bardzo ciekawie wybrzmiewają w historii Józefa, męża Maryi, opisanej w Ewangelii Mateusza. Właściwie, kim jest Józef? Czy to tylko przybrany mąż Maryi i przybrany Ojciec Jezusa? Zarówno jego żona i syn wydają się być w tej historii bardzo samodzielni. Do czego potrzebny jest on? Józef to nie postać z marginesu ani bohater drugiego planu. Tak jak Ewangelista Łukasz skupia się na Maryi i jej roli w Bożym planie, tak Mateusz w swojej semickiej ewangelii opisuje prawdziwego bohatera Bożej historii, Józefa.

Józef i Maryja to dwie kolumny, na których oparł się Boży plan.

fot. Jaimie Trueblood © 2006 New Line Cinema

Zdjęcie z filmu “The Nativity Story”

Ojciec

Miłość Józefa i kryzys małżeński

Zwiastowanie Józefa poprzedza poważny kryzys małżeński. Związawszy się z Maryją Józef odkrywa ze zgrozą, że jego żona jest w ciąży. Są wówczas w okresie narzeczeństwa, który, choć nie mieszkają razem, zobowiązuje do wierności. Co zrobić w tej dramatycznej sytuacji? Unieść się zranioną dumą i przepędzić niewierną narzeczoną? Napiętnować ją publicznie zgodnie z prawem, zerwać kontrakt i wydać pod osąd społeczności? Józef jest sprawiedliwy, ale jego sprawiedliwość sięga daleko poza literę Prawa. Mateusz pisze, że wiele myślał o tej sytuacji, aż w końcu, aby uchronić Maryję przed publicznym znieważaniem postanowił ją w sekrecie oddalić. Używa przy tym słowa greckiego apolysai, którego używa się w kontekście rozwodu (Mk 10,2). Czy Józef chce rozwieść się ze swoją narzeczoną Maryją? W pewnym sensie tak, lecz grecki czasownik użyty tu przez Mateusza znaczy także „uwolnić, zwolnić od zobowiązania”. Józef decyduje się po cichu rozwiązać ich więź narzeczeńską. Pozwoli Maryi, aby ułożyła sobie życie z innym mężczyzną, którego jak podejrzewa Józef, kocha bardziej.

Józef to naprawdę dobry mężczyzna, pełen miłości i wrażliwości. Rezygnuje ze swojego szczęścia dla szczęścia Maryi. Wówczas w historię wkracza Bóg, który, przychodząc we śnie, sugeruje lepszy scenariusz: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Wielkość Józefa polega na tym, że rezygnuje ze swojego dobrze przemyślanego i szlachetnego planu, a przyjmuje Bożą propozycję. Co stałoby się, gdyby Józef jednak chciał postawić na swoim? Straciłby Maryję, która odeszłaby, aby urodzić dziecko w tajemnicy. Jej syn, napiętnowany jako mamzer („bękart”), raczej nie byłby w stanie zebrać wokół siebie uczniów. Żydzi nie uwierzyliby, że jest oczekiwanym Mesjaszem, bo bez Józefa nie pochodzi On z linii Dawida. Misterny plan Boży rozpada się na naszych oczach.

Jakiego mężczyzny – ojca potrzeba?

Ta historia przekonuje, jak wiele zależy od odpowiedzialnego i kochającego mężczyzny, który jest posłuszny Bożemu Słowu. Domeną mężczyzn jest działanie, zapewnienie bezpieczeństwa i ochrona rodziny. Józef wywiązuje się z tego zadania doskonale: bez słowa wyrzutu przygarnia Maryję, potem chroni ją i dziecko przed Herodem (Mt 2,13-15), wreszcie tworzy dom w Nazarecie (Mt 2,23). To mąż i ojciec nie tylko w wymiarze materialnym, ale i duchowym. To mężczyzna, który realizuje w swojej rodzinie Boży plan. Dzięki niemu Jezus nazwany będzie Synem Dawida i zrealizują się w Nim proroctwa mesjańskie. Józef daje swojej rodzinie błogosławieństwo i szczęście, którego nie jest w stanie dać egoistyczna i krótkowzroczna strategia ludzkich planów. Józef jak Abraham wędruje przez życie słuchając Bożego Słowa i za tym Słowem prowadzi innych. Nie rządzi w rodzinie, ale z całą miłością i odpowiedzialnością podejmuje się funkcji przewodnika.

rodzinne.szczescie.pl

Matka

Miriam znaczy ukochana

Druga z postaci kluczowych dla Bożego planu to Maryja. Bóg znajduje ją w Nazarecie, miasteczku, którego nie wspomina się w ST, a które w czasach Jezusa cieszy się raczej złą sławą (J 1,46). Maryja jest młodą dziewczyną, kiedy spotyka ją Bóg. Ewangelia nie mówi nic o tym, w jakich okolicznościach została odnaleziona przez Pana. Piszą o tym apokryfy, w szczególności Protoewangelia Jakuba, w której Maryja po raz pierwszy słyszy głos anioła przy źródle, czerpiąc wodę. Nie rozumie jego pozdrowienia, a nie zauważając nikogo powraca do siebie. Dalej rozmowa toczy się już w domu, gdzie anioł ukazuje się jej podczas przędzenia purpury i szkarłatu na zasłonę świątynną. To ta sama zasłona, która rozerwie się w chwili śmierci Jezusa na krzyżu. Ewangelie są znacznie bardziej realistyczne. Bóg odnajduje swoją ukochaną, obdarowaną (to właśnie znaczy hebrajskie imię Miriam) w pogańskiej Galilei, w zapomnianym przez wszystkich, biednym Nazarecie.

rodzinne.szczescie.pl

Pełna łaski… i lęku

Chaire Maria, keharitomene – „raduj się pełna łaski” (Łk 1,28), słyszy Maryja od Anioła. Innymi słowy mówi on: Maryjo, chociaż widzisz mnie pierwszy raz w życiu, uwierz mi znamy się nie od dzisiaj. Moje ręce od dawna już pracowały nad tobą. Jesteś piękna, jesteś pełna łaski, masz wszystko, czego potrzeba ci do tego, aby być szczęśliwą i uszczęśliwić innych. Maryja reaguje lękiem na spotkanie z Aniołem, jest wstrząśnięta wizytą boskiego posłańca (gr. tarasso Łk 1,29). Popularna psychologia mówi o tym, że lęk jest częstym towarzyszem życia kobiety, która dlatego właśnie, bardziej niż mężczyzna, tęskni za kimś, kto da jej poczucie bezpieczeństwa. Lęk może paraliżować nasze życiowe siły, lękiem można także zarażać innych. Bóg prosi Maryję, aby nie dała lękowi zapanować nad sobą, aby jej kobiecy lęk nie kazał jej odrzucić Bożego zaproszenia.

fot. Jaimie Trueblood © 2006 New Line Cinema

Zdjęcie z filmu “The Nativity Story”

Słuchające serce i pragmatyzm

Druga ciekawa i bardzo kobieca reakcja Maryi na pojawienie się anioła to jej milczenie, w trakcie którego rozważa usłyszane słowa (Łk 1,29). Kobiety potrafią słuchać, to jeden z ich największych darów. Dzięki temu ich mężowie, dzieci, przyjaciele mogą otwierać przed nimi swoje serca. Dzięki ich słuchaniu rodzą się nowe relacje i piszą nowe historie. W scenie zwiastowania Łukasz uchwycił chyba najbardziej charakterystyczną cechę Maryi, szczególnie istotną w jej rozmowie z Bogiem. Milczy i rozważa Słowa Boże w swym sercu.

Tylko dzięki milczeniu i zasłuchaniu Maryi anioł może kontynuować. Maryja słyszy, że jej Syn będzie wielki, że otrzyma tron Dawida, że jego panowaniu nad Izraelem nie będzie końca (Łk 1,30-33). Jak uwierzyć w takie obietnice, kiedy jest się ubogą dziewczyną z zapomnianej wioski? Tu pojawia się trzecia bardzo kobieca reakcja Maryja. Pyta: Jak się to stanie, skoro nie znam męża (Łk 1,34)? Protoewangelia Jakuba omija to pytanie ze strachu, że kryć się w nich może ludzkie powątpiewanie. Znów najbardziej realistyczną pozostaje Ewangelia. Maryja jak każda kobieta myśli praktycznie. Chce zrozumieć Boży plan i to, jak odnosi się on do jej życia.

Zdolna uszczęśliwić

Tym, którzy pytają Bóg chętnie udziela odpowiedzi. Duch zstąpi na ciebie, moc Najwyższego cię osłoni, zacieni (Łk 1,35), tak jak niegdyś obecność Boga okrywała cieniem Namiot Spotkania. Żadnych konkretnych wskazówek, nic co mogłoby zaspokoić naszą ciekawość, uchylić choć trochę rąbka przyszłości tutaj nie pada. Jedynie najważniejsze zdanie, które streszcza w sobie wszystko – dla Boga nie ma nic niemożliwego (Łk 1,37). Odpowiadając w ten sposób Bóg ryzykował, ryzykował jak zawsze, nie tłumacząc zbyt wiele, nie wchodząc w szczegóły, lecz zapraszając człowieka do ufności. Zaryzykował cały misternie tkany plan zbawienia, przepowiednie proroków, przyszłość swego Syna. W tej rozciągającej się w nieskończoność chwili wszystko zależało od jednego ludzkiego tak, od kroku zaufania, od Jej zgody.

rodzinne.szczescie.pl

Maryja ostatecznie wypowiedziała słowa, które odmieniły historię naszego ludzkiego świata: Oto ja służebnica Pańska (Łk 1,38). Tymi słowami jako kobieta oddała swoje życie i swoją wrażliwość, swoje dary i talenty Bogu. Wraz z tym, oddała mu swój lęk i niewiarę we własne siły. Przyjęła słowo o tym, że jest jego ukochaną, że ma wszystko czego trzeba, aby dać szczęście innym. Maryja oddała Bogu swoje słuchające serce, serce, które stanie się powiernikiem tajemnic Józefa i Jezusa oraz wielu z jego uczniów. Wreszcie Bożej logice Maryja podporządkowała także swój kobiecy pragmatyzm. Otwarła się na nowe życie, z całym ryzykiem, problemami i wszystkimi radościami, które jej przyniesie. Anioł w pierwszych słowach wezwał ją do radości i wyobrażam sobie, że promieniowała nią w swoim życiu. Chociaż nazywamy ją często Matką Bolesną, Maryja stała się przecież źródłem radości dla nas wszystkich.

Jezus, czyli dziecko jest darem i… zadaniem

Szkoła modlitwy i odpowiedzialności

Jezus dojrzewający u boku Maryi i Józefa uczy się od nich piękna i radości ludzkiego życia. Józef zapewne wprowadzał go zawód cieśli (tekton), kogoś, kto w starożytności pracował przy obróbce drewna i metalu oraz stawiał domy. Ojciec, szczególnie w tradycji żydowskiej, wprowadzał swego syna w życie modlitwy. Psalmy i szema odmawiane przez Józefa stały się też modlitwą Jezusa. Podpatrując Józefa Jezus uczył się zapewne szacunku do kobiety i miłości do swojej matki Maryi. Od Józefa Jezus mógł uczyć się także sprawiedliwości, która nie jest ślepym przestrzeganiem Prawa lecz pełnieniem woli Bożej i troską o drugiego.

Wyraźnie będzie to widać w jego dyskusjach z faryzeuszami. Józef w pełni zasługuje na miano ziemskiego ojca Jezusa. Według pism mądrościach ojcem może nazwać się ten, kto nie tylko spłodził syna, lecz także wychował go i nauczył życia. W obrazie Boga, jaki mamy odbija się zawsze obraz naszego ziemskiego ojca. Biorąc pod uwagę jak radosną i piękną jest relacja Jezusa z Bogiem ojcem można powiedzieć, że przyczyniło się też do tego życie i miłość jego ziemskiego ojca – Józefa.

rodzinne.szczescie.pl

Wolność i inspiracja 

Jaki wkład wniosła w wychowanie Syna Maryja wraz z całą swą kobiecością? Od samego początku ona i Józef mają świadomość, że ten niezwykły Syn nie jest do końca ich. W tym przypadku nie będzie potrzebna lekcja Abrahama, który ma górze Moria musiał oddać Bogu swojego syna. Maryja i Józef będą uczyć się kochania Jezusa miłością, która nie odbiera wolności i nie przywłaszcza sobie drugiego. Podczas wędrówki do Jerozolimy pozwolą mu wędrować osobno, z krewnymi i innymi pielgrzymami. Dopiero jego nieobecność wśród nich zaalarmuje rodziców i zmusi ich do poszukiwań. Zatroskana Maryja nie czuje się urażona odpowiedzią Syna: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49). Traktuje ją jako kolejną lekcję odkrywania kim jej syn jest.

Dalej bardzo dyskretnie będzie towarzyszyła jego misji i nauczaniu. Jezus mógł uczyć się od niej słuchania drugiego i słuchania swego Ojca. Jej ufność i radość życia bez opływania w dostatki i otwartość na Boże Słowo były zapewne inspiracją dla Syna, w którym widać podobną radość życia i oparcie się Bożej Opatrzności. Kobieta jest wielką inspiracją życia mężczyzny. W Kanie Galilejskiej, dostrzegając brak wina, Maryja pociągnie swego Syna do działania, lecz nie wyręczy go w nim (J 2,3). Nie będzie wydawała poleceń, w jaki sposób Jezus ma przemienić wodę w wino. „Zróbcie wszystko, co wam rozkaże”, mówi do sług (J 2,5). Maryja ufa Jezusowi i wierzy w niego; jest pewna, że sobie poradzi. Więcej nie trzeba.

Nie będzie także powstrzymywała go w drodze do Jerozolimy, drodze, która zakończy się krzyżem i zmartwychwstaniem. Będzie z Nim cierpliwie do końca, pod krzyżem, wspierając go do ostatniej chwili (J 19,25). Jezus mając przed oczyma swoich ziemskich rodziców będzie uczył, że posłuszeństwo i miłość wobec nich są pewną drogą do doskonałości (Łk 18,20).

rodzinne.szczescie.pl

Rodzina. Dom. Nazaret.pl

Można sobie wyobrazić radość, kiedy ta wyjątkowa trójka, rodzina z Nazaretu, spotkała się w niebie. Co sobie powiedzieli? Co mówią do nas błogosławiąc naszym rodzinom? W ich życiu wyraźnie widać, że rodzina potrzebuje mężczyzny, który nie boi się być odpowiedzialnym przewodnikiem nie tylko po ziemskich ścieżkach, ale na drodze do królestwa Bożego. Nikt nie jest w stanie wyręczyć ojca, uczy swoje dzieci miłości, odpowiedzialności i wprowadza je w życie z Bogiem. Jak w czasach Józefa, tak i dziś potrzebujemy mężczyzn, którzy są odważni w działaniu, zdolni do poświęceń i przede wszystkim słuchają Bożego Słowa.

Na przykładzie rodziny z Nazaretu możemy się też przekonać, że dla zrealizowania Bożego planu potrzeba w równym stopniu mężczyzny i kobiety. Słuchające serce kobiety, żony i matki, to cudowny dar i ogromny skarb, którego potrzebuje Bóg i drugi człowiek. Kobieta słuchająca Słowa Bożego jest zdolna do przekraczania swoich lęków i podejmowania poważnych życiowych wyzwań potrzebuje jej serca, które przekracza swoje lęki. Jej pragmatyzm sprawia, że to, co mężczyzna widzi tylko jako wielką ideę lub plan ona rozpisuje na praktykę i konkret życia.

rodzinne.szczescie.pl

Maryja i Józef uczą także ogromnej wolności w podejściu do siebie nawzajem i do swoich dzieci. Troskliwa miłość nie zawłaszcza ukochanej osoby i nie wyręcza jej w przeżywaniu swojego życia i powołania. Prawdziwa miłość daje wolność, inspiruje, wierzy w drugiego i wymaga działania.

Jezus miał sporo szczęścia wyrastając w takiej rodzinie, ale przecież jego rodzice byli podobni do nas i musieli mierzyć się z podobnymi wyzwaniami. Do każdego z nas Bóg przychodzi z zaproszeniem podobnym do tego, jakie skierował do Maryi i Józefa. Każdy ma szansę stworzyć swoją własną piękną autorską wersję Nazaretu.pl.

Wesprzyj nas
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Docenić wartość słowa

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (J 1,1-18 [J 1,1-5.9-14]) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,1-5.9-14).

Docenić wartość słowa

Na początku roku w Liturgii Słowa słyszymy sporo o słowie. O jego ważności, że od niego wszystko się zaczęło, że ono było na początku. A ten przed chwilą usłyszany początek Ewangelii św. Jana, zwany prologiem, nie tak dawno już słyszeliśmy, ledwo kilka dni temu. 

Na początku było Słowo. I tu zwykle mamy na myśli ten początek początków. Jeśli więc tylko przypomnieć sobie dzieło stworzenia, to jakaż, i ileż w nim sprawczości słowa. Sprawczości dobra i dobrej – i zobaczył Bóg, że były dobre. I świat, i stworzenia i człowiek.

Może u początku roku właśnie zdać sobie sprawę ze sprawczości własnego słowa. Tu nic się nie zmieniło. Na początku wszystkiego jest słowo. Pytanie o świadomość sprawczości własnego słowa zdaje się mieć mocne uzasadnienie i być już koniecznością, skoro coraz mocniej, na własnej skórze czujemy otaczający nas, nawet osaczający nadmiar słów, nadsłowność komunikacji, kakofonię słów.

Wszystko, dosłownie wszystko, czego mamy w nadmiarze, czego używamy z przesytem, traci swoją wartość, swój smak, nie doceniamy tego, nie szanujemy, łatwo zamieniamy na inne. To dotyczy także słów.

Słowa oprócz znaczeń mają też swoją wartość. Jedną z takich wartości, deficytowych niestety, jest dotrzymywalność słowa. Dotrzymywalność słowa została zupełnie zdewaluowana. To nie jest już kwestia niedotrzymywania słowa przez rządzących. To o wiele dotkliwsze i przykrzejsze wzajemne, codzienne niedotrzymywanie słów na poziomie zawodowym, sąsiedzkim, rodzinnym i małżeńskim.

Za tym coraz częstszym niepamiętaniu o obietnicach i danych słowach, kryje się coś zdecydowanie poważniejszego niż tylko słowna lekkoduszność i bylejakość. To tak, jakby dać do zrozumienia, że za mało dla nas znaczą oczekujący czy spodziewający się od nas dotrzymania danego słowa.

Jeśli coraz trudniej przychodzi nam docenić wartość słowa, to może dlatego, że coraz rzadziej towarzyszy mu cisza? Im większy słowotok i lawina słów i słówek, tym łatwiej i szybciej zgubić wartość tego pojedynczego słowa.

Ktoś powiedział, że słowo ma taką samą wartość, jak ten, który je wypowiada. Innymi słowy, taką wartość mają nasze słowa, jaką mamy sami dla siebie, i jaką bliźni mają dla nas.

Zdaje się, że trwonimy słowa nadaremnie dramatycznie pomniejszając ich wartość, zapominając przy tym, że każde i wszystkiego przedawkowanie skutkuje niesmakiem.

Oprócz wartości, słowa mają też, o czym jestem przekonany, swój smak. Smak słodyczy, albo smak goryczy. Smakują słodko, albo… gorzko, cierpko. Słodkości słowa mogliśmy smakować już w pierwszy dzień Nowego Roku, kiedy zadekowane nam było starotestamentalne błogosławieństwo: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską.  Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem.

Słodycz błogosławieństwa i życzliwości, czy gorzkość przekleństwa i złorzeczenia? Jak smakować będą w tym roku moje i twoje słowa?

A ponieważ słowa mają też swoją sprawczość, niech więc spełniają się błogosławieństwem. Słowa potrafią też wrócić. Co zasiejesz, to zbierzesz. Im więcej będziesz błogosławił, tym więcej błogosławieństwa do ciebie powróci. A im więcej będziesz złorzeczył, tym więcej złorzeczenia dostaniesz.

Co dajesz, to też dostaniesz, także słowem.

Wesprzyj nas

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >