Fot. Hopefootage/Cathopic

Przysięga małżeńska i „posłuszeństwo mężowi”? Badamy fakty

24 września to jedna z ciekawszych rocznic, przynajmniej według artykułów od lat publikowanych w internecie. 24 września 1928 roku papież Pius XI miał zmienić słowa przysięgi małżeńskiej. Od tego dnia panna młoda nie musiała już ślubować posłuszeństwa mężowi. Co tak naprawdę stało się 94 lata temu?

Reklama

Artykuły związane z tą “rocznicą” pojawiają się w polskich mediach od kilkunastu lat – łatwo je odnaleźć w wyszukiwarce, nie tylko zresztą w portalach “weddingowych”. Jeden z portali informacyjnych kilka lat temu informował: “24 września 1928 roku zmienił się tekst przysięgi małżeńskiej w Kościele rzymsko-katolickim. Usunięto z niej fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Zmiany dokonał papież Pius XI, aby podkreślić równość kobiety i mężczyzny w prawach i obowiązkach małżeńskich”.

“Śledztwo” w sprawie posłuszeństwa

Postanowiłem prześledzić i zweryfikować tę historię. Miałem z jednej strony mało czasu – 24 września tuż, tuż, z drugiej zaś strony miałem dostęp do fachowej literatury z dziedziny liturgiki, numery telefonów do wybitnych liturgistów, historyków i prawników oraz pewną orientację, czego gdzie szukać. 

Najpierw sprawdziłem, jakie zmiany wprowadził Pius XI w 1928 roku w prawie małżeńskim albo w liturgii sakramentu małżeństwa. Owszem, napisał encyklikę o małżeństwie “Casti connubi”, ale dwa lata później, w 1930. Nie było tam wzmianki o zmianie przysięgi małżeńskiej. Watykańskie dokumenty milczą, by tym bardziej w 1928 roku papież wprowadził jakieś zmiany. 

Reklama
Reklama

Zajrzałem więc do “Rituale romanum”, “Rytuału rzymskiego”. To bardzo ważna księga, bo dzięki niej, a dokładnie mówiąc – poszczególnym jej edycjom, możemy dowiedzieć się, jak wyglądał w danym roku “schemat” wszelkich nabożeństw w Kościele: chrzest, bierzmowanie, nawet egzorcyzmy. Okazało się, że Pius XI wprowadził nowe wydanie “Rituale romanum”, ale wprowadził je w roku 1925, nie w 1928. Co więcej, w łacińskiej księdze… nie znajdziemy słów przysięgi małżeńskiej. Dość krótki rytuał sakramentu podaje tylko dwa pytania, którymi ksiądz zwraca się do mężczyzny i kobiety, na co oboje odpowiadają: “Chcę”, po czym potwierdza zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego: 

“Rituale romanum” 1925

To “volo”, “chcę” jest wyrażeniem tak zwanego konsensu, zgody małżeńskiej. To ono decyduje o ważnym zawarciu sakramentalnego związku małżeńskiego.

Przeczytaj również

Jak to wyglądało wcześniej? Porównałem Rytuał rzymski z 1925 roku z wydanym w roku 1908 roku. W tym samym VII rozdziale znów nie odnajdujemy przysięgi małżeńskiej, lecz identyczne pytania skierowane przez księdza do przyszłego małżonka i przyszłej małżonki:

Reklama
Reklama
Sakrament małżeństwa, “Rituale romanum” 1908

Taka formuła w łacińskiej, uniwersalnej wersji Rytuału rzymskiego jest niezmienna od pierwszego jego wydania, dokonanego przez Piusa V w 1614 roku. 

Czas na pierwsze wnioski. Po pierwsze, Pius XI nie dokonał w Kościele żadnej zmiany przysięgi małżeńskiej. Rytuał przez niego zatwierdzony trzy lata wcześniej, w rozdziale 7 – jeśli chodzi o treść i przebieg sakramentu małżeństwa – jest niemal kopią poprzedniego z 1908 roku i wszystkich wcześniejszych. 

Czy mamy zatem do czynienia z fake-newsem sprzed 100 lat powtarzanym bezrefleksyjnie po dziś dzień? Wydawałoby się, że tak, gdyby nie jeden szczegół, na który natrafiłem w archiwalnych wydaniach gazet. Bo jeśli to fejk, to jest to bardzo stary fejk: w “Dzienniku Zachodnim” z 1928 znajdujemy taki oto tekst. Zwróćmy uwagę na akapit trzeci od końca:

Reklama
Dziennik Zachodni, 28 września 1928

Pierwszy ślad przysięgi

Skąd się wzięła przysięga, którą wszyscy narzeczeni wypowiadają dziś w chwili zawierania związku małżeńskiego i o której wspomina już artykuł z 1928 roku? Na pierwszy jej ślad natrafiłem w obu wydaniach Rytuału rzymskiego, i z 1908 roku, i z 1925, ale nie w części głównej, lecz wśród dodatków, z których jeden zawiera formę przysięgi małżeńskiej w kilku, nazwijmy to, wersjach językowych. I tam właśnie po raz pierwszy odnajdujemy przysięgę podobną do tej, której szukamy. Jest przeznaczona dla Kościoła w Anglii. W wersji angielskiej brzmi ona w 1908 roku tak:

Sakrament małżeństwa, “Rituale romano” 1908

Przysięga jest identyczna dla obu stron. Ale znowu, brak w niej wzmianki o “posłuszeństwie” czy też “uległości”, a z drugiej strony, nadal różni się od polskiego brzmienia przysięgi. 

A z jakiego rytuału korzystali księża w Polsce? Jakie słowa wypowiadali podczas swojego ślubu młodzi? Okazało się, że każdy z opisywanych “Rituale Romanum” zawsze posiadał polską, nieco zmienioną edycję. Na przykład, odnowiony i zatwierdzony przez Piusa XI rytuał z 1925 roku miał swoje wersje, nazwijmy to, narodowe (bo nie językowe – nadal obowiązywała w głównej mierze łacina). Każda taka “lokalna” edycja była (i jest) dostosowywana do warunków i tradycji danego kraju i zawierała pewne frazy w językach, jakich ludzie używali na co dzień. Zgodnie z poleceniem Stolicy Apostolskiej polscy biskupi dostosowali wydany w 1925 roku Rytuał rzymski do sytuacji i tradycji polskich diecezji. 

Gdy propozycja została przygotowana przez Episkopat Polski, odesłano ją z powrotem do Rzymu, gdyż potrzebowała ona jeszcze zatwierdzenia (rekognicji) przez Stolicę Apostolską. Tak się dzieje z najważniejszymi tekstami liturgicznymi po dziś dzień. Prawdopodobnie we wrześniu, dokładnie 24 września 1928 roku, nadeszło potwierdzenie z Rzymu, iż polska edycja została zaakceptowana. Zaczęła jednak obowiązywać 1 stycznia 1929 roku. 

Opublikowana w rytuale polska wersja rytuału zawarcia związku małżeńskiego różni się od tej “rzymskiej”. Zawierała przysięgę, “rotę”. Od 1 stycznia 1929 roku przysięga, którą wypowiadał mężczyzna, brzmiała tak:

Ja, N, biorę sobie ciebie, N, za małżonkę i ślubuję ci miłość, wiarę i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.

Wersja dla kobiety, przyszłej małżonki, brzmiała podobnie:

Ja, N, biorę sobie ciebie, N, za małżonka i ślubuję ci miłość, wiarę i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.

Dużo już udało się wyjaśnić, pora na ostatni krok: jak wyglądała przysięga wcześniejsza? Jak sakrament małżeństwa przebiegał w Polsce wcześniej, przed 1929 rokiem, zanim omawiany rytuał zaczął obowiązywać? Czy znajdziemy ciągle nie odnaleziony fragment o “posłuszeństwie” panny młodej?

Ślub po polsku

Aż do 1929 roku w Polsce obowiązywały rytuały wydawane przez poszczególne diecezje na podstawie tzw. Rytuału Piotrkowskiego. Rytuał Piotrkowski, dokument z 1631 roku, był natomiast – najprościej mówiąc – polską wersją Rytuału Rzymskiego z 1614 roku, Piusa V. Po jego wydaniu, polscy biskupi zebrani na synodzie w Piotrkowie w 1621 roku postanowili jak najszybciej wydać polską wersję. Zdecydowali, by w niektórych miejscach (np. gdy chodzi o chrzest) umieścić obok tekstu łacińskiego również polskie formuły. Także w przypadku sakramentu małżeństwa, gdzie słowa kontraktu małżeńskiego miały być zapisane w języku polskim, zrozumiałym w pełni dla tych, którzy zawierają sakrament.

Tak się też stało. W Rytuale Piotrkowskim do wyboru są formuły w językach łacińskim, polskim, niemieckim, na wszelki wypadek także w językach francuskim, angielskim, litewskim i łotewskim. Cofnijmy się zatem kilka wieków wstecz. Gdybyśmy byli obecni na ślubie w którymś z polskich kościołów, powiedzmy, w 1640 roku, słyszelibyśmy takie oto słowa:

KSIĄDZ: Masz dobrą a nieprzymuszoną wolę i postanowiony umysł tę N., którą tu przed sobą widzisz, za małżonkę sobie pojąć?

ON: Mam. 

KSIĄDZ: Nie ślubowałżeś której innej wiary małżeńskiej?

ON: Nie ślubowałem.

KSIĄDZ: Także i ty, N, masz też dobrą i nieprzymuszoną wolę i postanowiony umysł teog N, którego tu przed sobą widzisz, za małżonka sobie pojąć?

ONA: Mam

KSIĄDZ: Nie ślubowałażeś komu innemu wiary małżeńskiej?

ONA: Nie ślubowałam.

Ksiądz kontynuował po łacinie, a jego słowa można przetłumaczyć tak:

KSIĄDZ: Niech Bóg pomnoży w was swoją łaskę, abyście to, co wypowiadacie ustami, wypełniali czynami. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Następowało błogosławienie obrączek (lub wówczas jeszcze wianków). Następnie kapłan polecał narzeczonym połączyć prawe ręce, wiązał je stułą i polecał powtarzać słowa przysięgi małżeńskiej. Po polsku mężczyzna powtarzał:

ON: Ja N biorę sobie ciebie N za małżonkę i ślubuję ci miłość, wiarę i uczciwość małżeńską, a iż cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.

Narzeczona mówiła:

ONA: Ja N biorę sobie ciebie N za małżonka i ślubuję ci miłość, wiarę, uczciwość i posłuszeństwo małżeńskie, a iż cię nie opuszczę aż do śmierci…

Przysięga z “posłuszeństwem” mężowi odnaleziona!

Przysięga biskupa Kromera

Przysięgę z ślubowaniem posłuszeństwa małżeńskiego wprowadzili polscy biskupi do polskiej wersji potrydenckiego Rytuału rzymskiego. Nie miała ona odpowiednika w łacińskiej, uniwersalnej wersji rytuału, nie znalazłem jej pełnego odpowiednika w innych krajach. Sakramentalną formę wciąż zapewniały słowa: “Czy chcesz przyjąć obecną tu / obecnego tu N za twoją prawowitą małżonkę / za twojego prawowitego mężą według obrzędu świętej Matki Kościoła” i odpowiedź narzeczonych “Chcę”. W tym słowie “chcę” tkwi owo sakramentalne “tak”, istota zgody małżeńskiej. 

Skąd się wzięła ta przysięga w polskich realiach? Do Soboru Trydenckiego w Polsce i na Zachodzie było wiele lokalnych form zawierania sakramentu małżeństwa, które dopiero sobór miał ujednolicić. Najważniejszą, istotną częścią zawsze były słowa zgody małżeńskiej, które w średniowieczu stanowiła formuła: “Ja przyjmuję cię do siebie”. Natomiast obok niej na Zachodzie, a później i w Polsce, pojawiały się dodatkowe słowa przysięgi “wierności aż do śmierci”, które wypowiadali wobec siebie narzeczeni. Na przykład, agenda gdańska w 1499 zawierała taką formułę przysięgi: “Ja N. przyjmuję sobie N. za żonę (męża) i przyrzekam zachować ją (jego) aż do śmierci”. Podobne słowa odnajdujemy w agendach krakowskiej i gnieźnieńskiej. 

Reformą i ujednoliceniem rozproszonych form sakramentu małżeństwa – podobnie zresztą jak wszystkich sakramentów, sakramentaliów i nabożeństw – zajął się Sobór Trydencki, a pierwszą księgą zawierającą zreformowany w duchu soboru przebieg kościelnych nabożeństw, zwłaszcza sakramentów i sakramentaliów, była “Agenda” Marcina Kromera, biskupa warmińskiego. To tam odnajdujemy (chyba po raz pierwszy!) – zastosowane potem w Rytuale Piotrkowskim, słowa przysięgi małżeńskiej:

“Agenda” bp Marcina Kromera, 1574

Przysięga – w porównaniu do wcześniejszych wersji – była rozszerzona: małżonkowie przysięgali sobie nie tylko “wierność aż do śmierci”, ale również “miłość” i “uczciwość małżeńską”, a kobieta dodatkowo – “posłuszeństwo”. Możemy zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że polski kształt liturgii sakramentu małżeństwa ze słynnymi słowami przysięgi małżeńskiej zaproponował bp Marcin Kromer. Słowa – nieco zmodyfikowane w 1927 roku (usunięto “posłuszeństwo małżeńskie”) i stylistycznie poprawione po Soborze Watykańskim II – powtarzają młodzi po dzień dzisiejszy.

Posłuszeństwo u św. Pawła

We wrześniu 1928 roku nie mieliśmy zatem do czynienia z żadną reformą Piusa XI odnośnie przysięgi w sakramencie małżeństwa. To, co uległo zmianie, dotyczyło polskiej wersji przysięgi małżeńskiej, w której od XVI wieku istniały słowa o “posłuszeństwie”. Zmiana ta, a ściślej mówiąc – rezygnacja z ślubowania przez kobietę posłuszeństwa mężowi, weszła w życie nie 24 września 1928 roku, lecz 1 stycznia 1929 roku. Od tego czasu małżonkowie powtarzają słowa przysięgi małżeńskiej, w których nie ma już słynnego “posłuszeństwa”, określenia, które wprowadził do polskiej przysięgi bp Marcin Kromer cztery wieki wcześniej. Ale dlaczego to zrobił?

Nawet jeśli nieobecne w ogólnej, łacińskiej, formule zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego, “posłuszeństwo małżeńskie” było obecne w teologii sakramentu małżeństwa od zawsze. Pius XI, który w 1930 roku wydał encyklikę “Casti connubi”, wierność małżeńską analizował za pomocą trzech pojęć: jedności, miłości małżeńskiej i posłuszeństwa właśnie. “W społeczności domowej – pisał – wzmocnionej węzłem miłości, powinien kwitnąć jeden jeszcze czynnik, nazwany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmuje tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i podporządkowanie się skore, chętne i posłuszne żony”.

Źródłem dla tej nauki oczywiście słowa św. Pawła umieszczone w jego Liście do Efezjan, który napisał: „Żony niechaj będą poddane mężom swym, jako Panu. Albowiem mąż jest głowa żony, jako Chrystus jest głowa Kościoła”.

Jak Pius XI rozumie i poleca rozumieć to “posłuszeństwo”? “Posłuszeństwo to nie zaprzecza bynajmniej i nie znosi wolności, która słusznie przysługuje kobiecie na podstawie jej godności człowieczej i szczytnych obowiązków małżonki, matki i towarzyszki; nie nakazuje też posłuszeństwa wobec jakichkolwiek zachcianek męża, mniej zgodnych może z rozsądkiem i kobiecą jej godnością; nie stawia jej w końcu na równi z osobami, nazwanymi w prawie małoletnimi, którym dla braku dojrzałego sądu i doświadczenia życiowego odmawia się wolnego wykonywania praw osobistych. Posłuszeństwo to przeciwstawia się raczej tylko rozwydrzonej wolności, nie dbającej o dobro rodziny, zabrania w ciele rodziny serce odrywać od głowy z szkodą niepowetowaną dla ciała iż niebezpieczeństwem bliskiej jego zagłady.”

Pius, podobnie jak św. Augustyn czy inni teologowie w przeszłości, często przywołuje biblijne porównanie męża do “głowy”: “Gdy bowiem mąż jest głową, żona jest sercem i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna kierować się we wszystkim przywilejem miłości” – pisał

Co ciekawe, w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 roku w rozdziale dotyczącym sakramentu małżeństwa nie ma już słów o posłuszeństwie w małżeństwie, brak też nawiązania do słów św. Pawła: “…albowiem mąż jest głową żony”.

Także mąż poddany żonie 

Na pierwszy rzut oka wezwanie św. Pawła: Żony niech będą poddane swoim mężom, jak Panu należy do tych tekstów Biblii, których nie powinno się już czytać w Kościele. Wydaje się, że mamy do czynienia z reliktem kultury patriarchalnej, która jeszcze do połowy XX w. panowała w naszych społeczeństwach, skazując kobiety na poddanie mężczyznom. Kto dziś, w czasach walki o parytety i równe prawa dla kobiet, odważa się jeszcze mówić takim językiem? 

W książce “Jutro Niedziela”, którą napisaliśmy wspólnie z ks. Marcinem Kowalskim, cytat ten jest poddany szczegółowej analizie. Św. Pawłowi nie chodzi o patriarchalne rozumienie „poddaństwa” jako absolutnego podporządkowania, lecz oddanie w wolności swego życia i szczęścia w ręce drugiego, dar z siebie. Powtórzę niektóre fragmenty.

Zanim Paweł skieruje do kobiet wezwanie, aby były poddane swoim mężom jak Panu, mówi do wszystkich małżonków: Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Poddanie oznacza tutaj oddawanie – w wolności – swojego życia i szczęścia w ręce drugiego. Wezwani są do tego zarówno żona, jak i mąż, kobieta i mężczyzna. W czasach, kiedy powstaje List do Efezjan, jest to czymś wyjątkowym.  

Starożytni podkreślali władzę mężczyzny, ojca, męża lub pana. Kobieta, podobnie jak dzieci i niewolnicy, uznawana była wręcz za własność głowy domu. Kiedy wchodziła w związek małżeński, wymagało się od niej czystości, wierności i oddania się domowi, natomiast podobnych rzeczy nie wymagano od mężczyzny. 

Tymczasem teologia św. Pawła odróżnia się od koncepcji małżeństwa w starożytności.  W poddaniu św. Paweł akcentuje wzajemność i wolną wolę: brak tu jednostronności, tak charakterystycznej dla małżeństw starożytnych. Wzajemne poddanie to nic innego, jak naśladowanie pełnego miłości wzajemnego daru z siebie, którym jest Trójca Święta. 

Innymi słowy, List do Efezjan podkreśla w rzeczywistości równość kobiety i mężczyzny w powołaniu i godności. Wymienia kobietę na pierwszym miejscu i traktuje jako wolny podmiot. Mąż, któremu poddaje się żona, choć porównany jest do Pana, nigdy nie nazywany jest “panem” ani “zbawcą” kobiety. Ta rola zarezerwowana jest wyłącznie dla Chrystusa 

Rewolucja chrześcijańska

Czy naukę o małżeństwie opartą o porównanie męża do Chrystusa jako “głowy” mamy traktować jako tylko relikt pierwszego wieku? Jak na swoje czasy była rewolucyjna. Paweł nie burzy zastanego systemu społecznego, lecz wypełnia go nową treścią, miłością na wzór Chrystusa, która jest charakterystyczna dla chrześcijańskiego małżeństwa. Nic nie straciła ze swej świeżości. Ma on zmieniać świat i jego instytucje społeczne od wewnątrz, od korzeni. Na tym właśnie polega chrześcijańska rewolucja.

A brak ślubowania posłuszeństwa mężowi lepiej dziś pozwala zrozumieć teologię małżeństwa, przede wszystkim niwelując ryzyko opacznego rozumienia “poddania się mężowi”.


Korzystałem z opracowań:

ks. Czesław Krakowiak, “Sakrament małżeństwa”
O. Franciszek Małaczyński, “Obrzędy sakramentu małżeństwa w rozwoju historycznym”
Ks. Władysław Nowak, “Geneza Agendy biskupa Marcina Kromera”, „Studia Warmińskie” VI (1969) 
ks. Przemysław Śliwiński, ks. Marcin Kowalski, “Jutro Niedziela”, rok B


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę