video-jav.net
POKUSY

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Przychodzi w momencie, kiedy człowiek jest najsłabszy, wykorzystuje tę sytuację, by wrednie zaatakować. To chyba najgorsza z pokus

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zaczyna się niewinnie, od małej porażki. Gdy coś nie wychodzi, nie udaje się, natychmiast pojawia się ona, szukając fałszywego usprawiedliwienia: „nigdy nic mi nie wychodzi”, „taki już jestem”, „niepotrzebnie w ogóle się za to brałem”, „po co się szarpać”. I wchodzimy w ten sposób na drogę prowadzącą wprost do  samozniszczenia.

Wielu studentów, zaczynających studia na rozmaitych wydziałach, ma ustalony plan na życie. Widzą już siebie jako wybitnych naukowców, światowej sławy profesorów, „ludzi sukcesu”,  jednak w pewnym momencie coś w nich pęka, mała porażka urasta do rangi życiowego doświadczenia, narasta w nich gorycz zawiedzionych nadziei i rezygnują z wymarzonego kierunku.

Często przy rozwiązywaniu zadania matematycznego – gdy po kilku godzinach siedzenia, wydaje się, że już nie ma szans na rozwiązanie – wystarczy lekkie przewietrzenie głowy, spojrzenie z dystansu, zmiana myślenia i nagle rozwiązanie przychodzi samo. Ważne, żeby wrócić i spróbować jeszcze raz. Pewien student zapytał swojego profesora: „co mam zrobić jeśli mi nie wychodzi, głowa nie ta, nie jestem w stanie tego rozwiązać”. Profesor odpowiedział mu: „spróbuj jeszcze raz”. „Już spróbowałem i nadal nic”. „To postaraj się bardziej i spróbuj raz jeszcze” – odpowiedział spokojnie profesor. Uczeń zapytał więc: „jak długo to ma trwać?” „Aż opuści Cię pokusa beznadziei i zaczniesz wierzyć w swoje możliwości” – odpowiedział mądry profesor. Podobnie jest z każdym upadkiem, z każdą porażką i zniechęceniem w życiu.

Najlepszymi przyjaciółkami beznadziei są: rezygnacja, obojętność, zwątpienie, ucieczka od świata, od ludzi, od życia. Walka z nią jest bardzo trudna, ponieważ stwarza pozory przegranej, wciska nam,  że nie mamy na nic wpływu, nic od nas nie zależy. Św. Augustyn powiedział: Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą, bo największymi wrogami beznadziei są: otucha, motywacja, wytrwałość, moc ducha, sumienia i serca, która pomaga stawiać  wymagania samemu sobie i podejmować każdego dnia walkę.

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali – powiedział papież Jan Paweł II 18 VI 1983 r. na Jasnej Górze – Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia musicie od siebie wymagać.

Tylko jak to robić? Jak po wielu porażkach odnaleźć motywację? Jak się podnieść, jak obudzić nadzieję?

W jednej z konferencji publikowanych na www.ted.com, Angela Lee Duckworth, psycholog z Uniwersytetu w Pensylwanii, stwierdza, że po wielu badaniach, jakie przeprowadziła w szkołach, można wysnuć nastepujące wnioski: najlepsze długotrwałe wyniki osiągają nie te dzieci, które mają najwyższe IQ, ale te, które są najbardziej wytrwałe. Wytrwałość to traktowanie życia jako maratonu, nie sprintu. Wytrwałość to pasja i niezłomność w osiąganiu długofalowych celów. Ludzie, którzy są wytrwali, częściej stawiają czoła porażkom, bo nie wierzą, że porażka to sytuacja stała. Wytrwali są właśnie ludzie nadziei. To ta nadzieja, sprawia, że zaczynają od początku. Jeśli coś nie wychodzi, podnoszą się i zaczynają jeszcze raz, bo nadzieja daje tę pewność, że wszystko jest po coś, nawet porażka i nie trzeba rozczulać się nad sobą tylko wyciągnąć wnioski i zacząć od nowa.

Pewna dziewczynka spędziła 11 lat w domu dziecka, latami wmawiano jej, że ma problemy z koordynacją, że coś jest dla niej za trudne, że nie da rady, nie nauczy się, że takie już ma ograniczenia, których nie da się przeskoczyć. Wystarczyło jednak trochę miłości (w nowej rodzinie), kawałek nadziei i świadomość, że ktoś w nią wierzy, że da radę, żeby po roku dziewczynka nauczyła się: czytać, pisać, jeździć na rowerze, pływać, tańczyć, wygrywać biegi w szkole… Zaczęła wierzyć w siebie i swoje możliwości. Pozwoliło jej to znaleźć w sobie radość i motywację, nawet w najtrudniejszych zadaniach potrafiła być wytrwała. Zaczęła ciężko pracować, bo w jej życiu wraz z miłością pojawiła się nadzieja, która nadała wszystkiemu sens.

Pokusa beznadziei. Nie daj się!

Czasem wystarczy jedno słowo, jeden gest, trochę zainteresowania, by wyznaczyć cel drugiemu człowiekowi, by obudzić w nim nadzieję, nie wiedząc nawet o tym, że to my sami w tym momencie właśnie nadajemy cel naszemu życiu.

My, chrześcijanie, jesteśmy zwycięzcami!

rio1Dla każdego chrześcijanina sprawa jest prosta, bo my jesteśmy ludźmi nadziei, mamy jasno określony cel i mamy motywację. To nas wyróżnia. Wystarczy pilnować, by naszym życiem nie kierowała chęć zaspokojenia za wszelką cenę własnych pragnień, bo wtedy zawsze będziemy nieszczęśliwi i zawsze będziemy żyli w poczuciu beznadziei. Trzeba czuć w sobie powinność: spełniam to, co jest słuszne, co jest moim powołaniem, co jest moim zadaniem, bo to wyznacza właściwy kierunek i nadaje sens mojemu życiu. Nam św. Paweł zostawił słowa otuchy, które pomagają wygrywać walkę z każdą beznadzieją, rezygnacją, zwątpieniem, upadkiem: „kiedy upadasz, utrzymuj więź z Jezusem… Tam bowiem, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska… Moc w słabości się doskonali… Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”.

Dostaliśmy trzy cnoty, którymi mamy zarządzać. Każda nauka, każdy wykład, wszelkie badania prowadzone przez przeróżne uniwersytety, zawsze wypracowują te same wnioski:

człowiekowi do życia pełną parą, tworzenia, rozwijania skrzydeł, pełnego istnienia, potrzebna jest: nadzieja, która budowana od dziecka, potrafi sprawić, że wszystko jest możliwe, wiara, by widoczny był cel, do którego zmierza oraz miłość, która właśnie ten cel wyznacza.

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Pokusa naprawy świata

Otwieram drzwi pragnącym włączyć się w pomoc moim trędowatym. Ale zawsze proszę: przemyślcie, jak najlepiej możecie pomóc

Helena Pyz
Helena
Pyz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wolontariusze szukający możliwości pracy za granicą, często w najuboższych krajach, motywy mają najróżniejsze. Czasem po prostu wpadnie w ręce/oczy jakieś ogłoszenie i już są gotowi: czemu nie, egzotyczny wolontariat to ciekawy punkt w CV.

fot. www.jeevodaya.org

Bywa, że ktoś chciałby przeżyć wakacje dobrze, pożytecznie, dla dobra potrzebujących, a przy okazji czegoś się nauczyć. Motyw ekspiacyjny też jest nierzadki: jak zobaczą zło świata, w którym mieli swój udział, chcieliby jako pokutę zadać sobie najtrudniejsze zadania. Ale miałam też u siebie „naprawiaczy świata”: ci wiedzieli absolutnie najlepiej, jak wszystko powinno wyglądać i jak to osiągnąć.

Nie ma niczego złego w chęci niesienia pomocy. Ale warto zapytać najpierw, jaka pomoc jest potrzebna/konieczna i dopiero przymierzyć się, czy naprawdę taką i takimi metodami, jakie są na miejscu do dyspozycji, mogę się w to włączyć.

Dziś wiele informacji krąży w sieci, łatwo znaleźć setki opinii na każdy zadany temat. Ale czy one są rzetelne i prawdziwe? Jakże często bywają nawet sprzeczne! To ważne, żeby wiedzieć, że pierwsza, podstawowa zasada niesienia pomocy ludziom, to poznać wszystkie okoliczności, detale dotyczące osób, do których idziemy. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby nieprzygotowany wolontariusz wszedł do jakiegoś miejsca i po prostu zakasał rękawy.

Jest to możliwe tylko, jeśli ma się bardzo szeroko otwarte oczy, serca, uszy nastawione na wszystkie długości fal, chęć pokornego służenia człowiekowi i uczenia się wszystkiego, co tej służby dotyczy.

fot. ricoeurian

Opowiadali mi niewidomi jak nieumiejętna pomoc przeszkadza im w poruszaniu się w nieznanym terenie. Mają przecież najczęściej doskonały słuch i kiedy zdarza się, że 2 czy 3 osoby na raz usiłują ich przed czymś przestrzec, kakofonia dźwięków uniemożliwia im zrozumienie nawet najtroskliwszych rad. Sama doświadczałam zagrożenia równowagi, gdy ktoś nagle – chcąc pomóc – łapał mnie pod ramię, gdy opierałam się na kulach łokciowych.

Nawet najtroskliwsza pomoc, którą sobie wymyślimy, może okazać się całkowicie zbędna, gdy dziecko czy dorosły doskonale sam sobie radzi i nawet jest to źródło zadowolenia, satysfakcji, dumy.

Na pewno bardziej sensowną pomocą jest dać człowiekowi wędkę zamiast ryby, ale trzeba wiedzieć, czy w tej okolicy są zarybione wody.

Kiedyś w moim Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych zjawiła się magistrantka pisząca pracę o losie osób dyskryminowanych z powodu niezawinionej choroby. Przez kilka dni robiła wywiady z mieszkańcami. Później dowiedziałam się, jak szczęśliwe były indagowane osoby: mogły komuś opowiedzieć swoją historię, wypowiedzieć swój ból, ktoś ich słuchał z zainteresowaniem. Pacjenci nie wiedzieli co to jest praca magisterska, oni wiedzieli, że ktoś się nimi, ich przeżyciami, zainteresował.

Raoul Follereau odesłał kiedyś czek na dużą sumę pieniędzy biznesmenowi, który chciał co prawda wesprzeć finansowo organizowaną pomoc trędowatym, ale nie chciał oglądać ich zdjęć – uznał, że nic nie są warte pieniądze, jeśli nie idzie za tym rzeczywiste współczucie dla chorych.

Otwieram drzwi pragnącym włączyć się w pomoc moim trędowatym. Ale zawsze proszę: przemyślcie, jak najlepiej możecie pomóc.

Pokusa naprawy świata

Kiedyś dostałam datek na zakup telewizora – bo dzieci powinny mieć trochę rozrywki. Ale nam akurat brakowało pieniędzy na zakup ryżu i groziło odcięcie elektryczności, bo nie zapłaciliśmy rachunku.

Czasem może wystarczy usiąść obok osoby niechcianej, odrzuconej, która doznała upokorzenia, zbierając rzucane datki, żeby uniknąć zetknięcia z żebraczą dłonią i serdecznie się uśmiechnąć?

Kochani naprawiacze świata – może „trędowaty” jest gdzieś blisko, na sąsiedniej klatce schodowej, przy wejściu do sklepu? Może nie datek jest mu potrzebny, a dobre słowo, uśmiech, życzliwy gest?


 STRONA INTERNETOWA OŚRODKA JEEVODAYA

JEEVODAYA NA FACEBOOKU

Helena Pyz

Helena Pyz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Helena Pyz
Helena
Pyz
zobacz artykuly tego autora >