Kościół bogaty

Choć Kościół katolicki w Polsce należy do najmniej zasobnych w Europie i utrzymuje się w 80 proc. z ofiar wiernych, to wciąż nośny jest stereotyp o jego bogactwie oraz życiu duchownych ponad stan.

Marcin
Przeciszewski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Roczny budżet Kościoła w Polsce szacować można w przybliżeniu na nieco ponad 2 mld zł i jest on 20-krotnie mniejszy od środków, jakimi dysponuje np. Kościół katolicki w Niemczech.

A porównując budżet Kościoła w Polsce z rodzimymi podmiotami komercyjnymi, należy zauważyć, że jest ok. 40-krotnie mniejszy np. od budżetu PKN Orlen S.A. (82 mld zł rocznie), 10-krotnie od KGHM Polska Miedź S.A. (25 mld) czy PGNiG S.A. (23 mld).

Trudny bilans

System finansowania Kościoła w Polsce opiera się w większości (ok. 80 proc.) na dobrowolnych ofiarach wiernych. Są one świadczone jako ofiary na tacę oraz towarzyszą intencjom mszalnym, sakramentom i sakramentaliom czy wizytom duszpasterskim (kolędy). Okazją do ofiar są również częste składki celowe, przeprowadzane w parafiach na rzecz osób potrzebujących, chorych bądź doświadczonych przez różnorodne klęski i kataklizmy, instytucji dobroczynnych oraz utrzymania uczelni katolickich.

Analiza budżetów instytucji kościelnych wskazuje, że – poza nielicznymi wyjątkami – z trudem bilansują się one, jeśli chodzi o pokrycie bieżącej działalności, a coraz większym problemem jest wygospodarowanie funduszy na działalność inwestycyjną czy szerzej pojęty rozwój. Zmniejszenie ofiarności wiernych, na skutek kryzysu gospodarczego bądź obniżenia praktyk religijnych, skutkować może w niedalekiej perspektywie narastającą niewydolnością obowiązującego systemu finansowania Kościoła.

Stan zamożności polskich parafii zależy więc od skali ofiar wiernych. Roczne przychody przeciętnej parafii wahają się od ok. 40 do 400 tys. zł.

A tymczasem samo ogrzewanie świątyni przekracza często 80 tys. zł rocznie, nie mówiąc już o kosztownych wydatkach na konserwację, remonty, utrzymanie cmentarza, pensje pracowników itp.

Kościół bogaty

W dużych parafiach oraz na terenach, gdzie religijność jest wysoka, wierni bez trudu utrzymują świątynię i pracujących na ich rzecz duchownych, jednak taką sytuację mamy w tych parafiach miejskich, gdzie wierni są majętni oraz w Polsce południowej, charakteryzującej się wysokim poziomem praktyk. Znacznie gorzej, a nawet wręcz tragicznie jest na terenach Polski północno-wschodniej i zachodniej, gdzie dominuje ludność postpegieerowska o olbrzymim procencie bezrobocia. Tam zarobki duchownych są o wiele niższe od tzw. średniej krajowej, nie sposób też pokryć z ofiar wiernych coraz bardziej kosztownych remontów kościelnych budynków. Podobnie zaczyna być na wielu obszarach wiejskich, gwałtowanie wyludniających się, gdzie w wielu parafiach pozostają niemal wyłącznie emeryci, utrzymujący się z niewielkiej KRUS-owskiej renty. Narastający kryzys polskiej wsi, która przez wieki była tradycyjnym zapleczem katolicyzmu, dziś poważnie uderza także w materialne zaplecze Kościoła.

Zarobki duchownych wahają się od kilkuset zł do ok. 6 tys. miesięcznie. Przeciętny polski duchowny utrzymujący się z pracy duszpasterskiej zarabia 1,5–2,5 tys. zł miesięcznie, czyli znacznie poniżej tzw. średniej krajowej.

Jak jest w Europie?

Na terenie innych krajów Europy ofiary wiernych stanowią znacznie mniejszy niż w Polsce procent w budżecie instytucji kościelnych. Za to o wiele wyższe jest dofinansowanie ze środków publicznych.

W krajach kontynuujących tradycję państwa wyznaniowego, np. w Grecji czy w niektórych państwach skandynawskich, Kościoły utrzymywane są niemal w całości przez państwo. W licznych krajach europejskich: Belgii, Danii, Czechach czy na Słowacji państwo wypłaca duchownym pensje. W Niemczech – gdzie obowiązuje podatek na rzecz Kościołów – pokrywa on 80 proc. kościelnego budżetu, a z ofiar pochodzi zaledwie 20 procent. W Polsce mamy sytuację odwrotną: ofiary stanowią 80 proc. budżetu Kościoła, a wsparcie ze środków publicznych pokrywa zaledwie ok. 20 proc. jego wydatków.

W pozostałych krajach Unii Europejskiej źródła utrzymania Kościołów oscylują pomiędzy tymi skrajnościami.

Nasz Kościół jest jednym z najuboższych na tym terenie, gdyż jego byt zależy przede wszystkim od wysokości ofiar wiernych. Tymczasem większość z nich to osoby o średnich bądź niskich dochodach.

Ich dary są często prawdziwym „wdowim groszem”. W przeciwieństwie do krajów, gdzie podatki na Kościół obowiązani są uiszczać wszyscy jego członkowie, w Polsce systematycznie ofiary składają tylko ci, którzy regularnie praktykują, czyli ok. 40 proc. społeczeństwa.

Kościół bogaty

Przychody Kościoła w Polsce

Ofiary, jakie składają wierni, to przede wszystkim taca i te, które uiszczane są przy okazji zamawiania Mszy św. w określonej intencji oraz przy okazji sakramentów: chrztu i małżeństwa bądź sakramentaliów, czyli np. pogrzebu.

Jak informują kościelne źródła, przeciętna ofiara na tacę (w skali kraju w przeliczeniu na ilość osób obecnych w kościele) podczas niedzielnej Mszy św. wynosi ok. 1 zł od osoby. Drugim źródłem dochodu są tzw. intencje mszalne, których przeciętna waha się w granicach 40 zł. Msze zamówione w określonej intencji stanowią ok. 60 proc. odprawianych przez kapłanów. Ofiara składana z okazji chrztu wynosi ok. 100 zł. a ofiary z okazji ślubu bądź pogrzebu wahają się w granicach ok. 500 zł.

Dochody z działalności gospodarczej prowadzonej przez podmioty kościelne oszacować można na ok. kilkadziesiąt milionów złotych. Nieco więcej przynosi dzierżawa posiadanej ziemi.

Darowizny od podmiotów prawnych – w świetle danych Ministerstwa Finansów za 2010 r. – na cele kultu religijnego wyniosły 29 mln 609 tys. zł, a na działalność charytatywno-opiekuńczą 2 mln 791 tys. zł. Natomiast darowizny na te cele od osób fizycznych w 2009 r. wyniosły 83 mln 014 tys. zł. Ponadto ze środków publicznych państwo przeznacza rocznie (dane za 2011 r.) 492 mln 615 tys. zł na dofinansowanie działań instytucji kościelnych.

Dodając te wszystkie pozycje, roczny budżet Kościoła katolickiego w Polsce szacować można na nieco ponad 2 mld zł rocznie.

Tymczasem Kościół w Niemczech uzyskał w 2011 r. z samego tylko podatku kościelnego 4,9 mld euro, czyli 20,5 mld zł. Do tego dochodzą liczne dotacje ze środków publicznych na szkolnictwo wyznaniowe, kapelanów w wojsku, szpitalach oraz na cele charytatywno-społeczne. W sumie Kościół katolicki w Niemczech dysponuje budżetem około 20-krotnie wyższym od Kościoła w Polsce.

We Włoszech kwota, jaką Kościół otrzymuje z dobrowolnych odpisów podatkowych (0,8 proc.) wynosi ok. miliarda euro rocznie, czyli ponad 4 mld zł. Do tego dochodzi 50 mln euro z kościelnych majątków, 15 mln euro darowizn na cele kościelne i oczywiście dobrowolne ofiary wiernych, które – za względu na zamożność społeczeństwa – są wyższe niż w Polsce.

W sumie więc Kościół we Włoszech dysponuje budżetem 4-, 5-krotnie wyższym niż w Polsce.

Znacznie wyższy jest też budżet Kościoła w niektórych krajach postkomunistycznych, np. na Słowacji czy w Czechach. Niezależnie od ofiar składanych przez wiernych, państwo wypłaca tam pensje duchownym oraz finansuje w znacznym zakresie jego działalność charytatywno-społeczną oraz edukacyjną. Tak więc Kościół w Polsce należy do najuboższych w Europie, a swoją misję może pełnić dzięki ofiarności oraz stosunkowo wysokiemu poziomowi religijności społeczeństwa.

Ile statystycznie "dajemy na tacę"?

Kościół bogaty

Mit o bogactwie

Mit o bogactwie Kościoła powstał już w czasach starożytnych. A to dlatego, że chrześcijanie jako pierwsi w dziejach rozpoczęli działalność charytatywną.

Dowodem na rozpowszechniony już wówczas stereotyp o bogactwie Kościoła jest fakt, że pod tym pretekstem aresztowano w III wieku diakona Wawrzyńca, a policja rzymska domagała się, by wydał skarby Kościoła. Wawrzyniec – jak podaje legenda – przyprowadził rzeszę biedaków i bezdomnych, oświadczając: „To są skarby Kościoła”.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa wszystkimi dobrami, jakie w drodze ofiar napływały do Kościoła, zarządzał biskup. Dzielono je na 4 części: utrzymanie biskupa, duchowieństwa, cele kultowe i charytatywne. Od VI wieku scentralizowany system zarządzania majątkiem kościelnym uległ rozluźnieniu. Znaczny wpływ na zmiany charakteru majątku kościelnego wywarł system feudalny. W tym okresie historii Kościoła wykształcił się specyficzny sposób gromadzenia środków materialnych i dysponowania nimi – system beneficjalny. Przez wieki instytucje kościelne wyposażane były w określone dobra materialne, przeważnie ziemskie, które służyły na pokrycie ich potrzeb. Majątek ten powstawał na skutek darowizn bądź zapisów testamentalnych. Wzrostowi dóbr kościelnych sprzyjała także rosnąca pobożność społeczeństwa, np. w czasach jagiellońskich Kościół w Polsce był jednym z największych posiadaczy ziemskich. Według przybliżonych obliczeń na początku XVI w. należało do niego około 10-12 proc. ziemi uprawnej.

Zabór dóbr

Pierwszy znaczny zabór kościelnych dóbr nastąpił w okresie reformacji, drogą tzw. sekularyzacji. Umożliwiało to podporządkowanie Kościołów protestanckich władzy państwowej. W Anglii, Szkocji, Niemczech, krajach skandynawskich królowie i książęta znosili klasztory i zabierali ich majątki. Natomiast masowa konfiskata majątków Kościoła katolickiego nastąpiła po raz pierwszy podczas rewolucji francuskiej, kiedy traktowano go jako podporę ancien regime.

Pomysł sekularyzacji dóbr kościelnych przejęły XIX-wieczne monarchie absolutne. Każda z nich dążyła do pozbawienia Kościoła niezależności materialnej, a następnie podporządkowania go państwu. W Austrii, na skutek polityki „józefinizmu”, państwo przejęło znaczne kościelne majątki, w zamian wypłacając pensje duchowieństwu. Pozycja duchownego miała być analogiczna do urzędnika państwowego i charakteryzować go miał podobny stopień lojalności. Na terenach niemieckich po 1803 r. doszło do masowej sekularyzacji majątków kościelnych. W zamian za to państwo utworzyło fundusz kościelny, z którego finansowana była działalność Kościołów.

Na ziemiach polskich beneficjalny sposób utrzymywania Kościoła zaburzony został po raz pierwszy w okresie zaborów. Dążenia monarchii absolutnych do podporządkowania Kościoła zbiegły się tu z pragnieniem osłabienia go jako instytucji umacniającej polskość. Najsilniejsze represje miały miejsce w zaborze rosyjskim, których eskalacja nasilała się szczególnie po kolejnych powstaniach narodowych.

Działania te – na znacznie bardziej masową skalę – kontynuowali komuniści po 1945 r. Propaganda przedstawiała Kościół jako pasożytniczą, bogatą instytucję, żerującą na uczuciach religijnych ludu. Pierwszym krokiem była dokonana w 1948 r. likwidacja dzieł charytatywnych Kościoła, w tym kościelnej Caritas i jej ogniw. Największa grabież nastąpiła na mocy ustawy „przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki” z 1950 r. Oblicza się, że w sumie zabrano Kościołowi od 90 do 155 tys. hektarów ziemi oraz ok. 4 tys. budynków. Skutkiem tych wszystkich represji było ograniczenie działalności niemal wyłącznie do sprawowania kultu oraz pracy duszpasterskiej.

W 1989 r. państwo uznało winę wobec Kościoła i zadeklarowało wolę częściowego naprawienia krzywd, czego wyrazem było powołanie Komisji Majątkowej. Komisja zwracała tylko to, co zagarnięto wbrew komunistycznemu prawu. Zwróciła Kościołowi ok. 65 tys. ha, 143,5 mln zł oraz ponad 400 budynków: zaledwie ok. 30 proc. spośród zabranych dóbr. Pomimo że jest to tak niewiele, sam fakt przywracania Kościołowi materialnych podstaw działalności wywołał furię środowisk mu niechętnych. Działania Komisji przedstawiano na kształt mafii, gdzie dokonywane są nadużycia, nad którymi nikt nie panuje. Zaowocowało to licznymi pozwami do sądów. Mało kto pamięta, że spośród nich żaden dotąd nie uzyskał potwierdzenia.

Zwrot tej niewielkiej części majątków umożliwił Kościołowi powrót do jego posługi na rzecz społeczeństwa na polu charytatywnym, medycznym czy edukacyjnym. Ceną, jaką przychodzi Kościołowi za to płacić, jest konfrontacja z rozpowszechnianym wciąż mitem o rzekomych jego bogactwach.

Marcin Przeciszewski – Prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej

Tekst opracowany i opublikowany w: „Kościół. Stereotypy, uprzedzenia, manipulacje”, Warszawa-Lublin 2012


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Marcin Przeciszewski

Prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin
Przeciszewski
zobacz artykuly tego autora >

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Kiedy katolik spotyka Świadków Jehowy, może odczuwać zakłopotanie, widząc z jaką łatwością odnajdują biblijne wersety na poparcie głoszonych tez. Może również z zawstydzeniem skonstatować, że oto spotkał ludzi, którzy naprawdę znają Biblię. W rzeczywistości jednak znajomość Biblii przez Świadków Jehowy jest na ogół ograniczona do wyrwanych z kontekstu wersetów, które podczas szkoleń zostały im podane do wyuczenia się na pamięć.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!


http://www.znak.com.pl/poczatek?utm_source=stacja7&utm_medium=pasek&utm_content=rabat-35&utm_campaign=Biblia%20Poczatek


O nierzetelności cytowania Pisma Świętego przez „Strażnicę”, można by pisać długo. Szczegółową polemikę z naukami tego czasopisma podejmują liczne publikacje. Tutaj podam jedynie kilka przykładowych, największych „ściem” w nauczaniu Świadków Jehowy.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Ściema 1 – Biblia Świadków Jehowy

Świadkowie Jehowy posługują się własną wersją Pisma Świętego, która nosi nazwę „Przekładu Nowego Świata” (wyd. przez Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania, czyli centralny zarząd Organizacji Świadków Jehowy).  Nie byłoby w tym nic niestosownego, ale niestety w przeciwieństwie do Biblii katolickich czy protestanckich, jest to przekład wysoce zmanipulowany, pełen przeinaczeń, mających na celu „dopasowanie” Pisma Świętego do nauk, które wykreowało Towarzystwo Strażnica. W rezultacie dokonano skrajnego zafałszowania Słowa Bożego. Świadkowie Jehowy trwają w przeświadczeniu, że jest to najdoskonalszy i najwierniejszy z możliwych przekładów, bo tak napisano w „Strażnicy”, został on jednak dokonany z pogwałceniem wszystkich zasad współczesnej hermeneutyki i lingwistyki.

Pismo Święte powinno być tłumaczone z języków oryginalnych, tymczasem polskie wydanie Biblii Świadków Jehowy jest tłumaczeniem z języka angielskiego. To tak, jakby ktoś „Trylogię” Sienkiewicza przetłumaczył z języka niemieckiego na język węgierski. Tak się we współczesnej biblistyce nie postępuje, bo to po prostu jest niepoważne.

Zaglądając do „Przekładu Nowego Świata”, nigdzie nie znajdziemy nazwisk tłumaczy, a więc jest to opracowanie anonimowe. Świadkowie Jehowy twierdzą, że nie jest konieczna wiedza o kompetencjach tłumaczy, bo o wartości przekładu w sposób wystarczający świadczą jego zalety. Można podejrzewać, że główną zaletą jest tu zgodność z nauczaniem „Strażnicy”. Przekład Nowego Świata powstał bowiem po to, aby nauki Świadków Jehowy mogły być bardziej „zgodne” z Pismem.

Ściema 2 – Jehowa – imię Boga

Świadkowie Jehowy wielką wagę przywiązują do imienia Boga, objawionego w Starym Testamencie. Uważają, że wszystkie wyznania chrześcijańskie są odszczepieńcze, bo nie używają go.

Słowo Jehowa jest jednak słowotwórczym dziwolągiem, powstałym w wyniku pomyłki!

Alfabet hebrajski składa się wyłącznie ze spółgłosek. W Biblii Hebrajskiej imię Boże zapisywane jest czterema spółgłoskami JHWH, (tzw. tetragram), ale Żydzi przez szacunek i ze strachu przed niegodnym wymawianiem imienia Bożego, czytając tekst biblijny, zastępczo używali innych określeń Boga, takich jak Adonaj czy Elohim.

W średniowieczu żydowscy masoreci wymyślili system oznaczania także samogłosek i dopisali do tetragramu znaki samogłoskowe wzięte z imion AdonajElohim, aby w ten sposób zaznaczyć, że właśnie te słowa powinno się wymówić zastępczo. Ludzie niedouczeni odczytali tetragram jako „Jehowah”. To mniej więcej tak, jakbyśmy pod spółgłoski słowa „Łódź” podłożyli samogłoski słowa „miasto”, wyjdzie nam wtedy jakieś „Łidaźo”.

Obecnie nie znamy pierwotnego brzmienia imienia Bożego, ale najbardziej prawdopodobna jest wersja Jahwe.

Świadkowie Jehowy przyparci do muru, twierdzą, że ostatecznie nie jest przecież ważna wymowa, tylko wymawianie imienia Bożego, a zarazem z uporem obstają przy niewątpliwie błędnej formie, chyba dlatego, że musieliby zmienić nazwę swego związku wyznaniowego.

„Strażnica” natomiast nie zapomniała dostosować swej Biblii do nauki o imieniu Bożym. W tym celu Świadkowie Jehowy odważyli się na wręcz niewyobrażalną bezczelność: wstawili  imię Jehowa (w sumie aż 273 razy!) do Nowego Testamentu na miejsce występującego w oryginale greckim określenia Kyrios (co tłumaczy się na polski jako Pan). To niedopuszczalna ingerencja! Bo o ile imię Boże znajdujemy w tekstach Starego Testamentu, to w Nowym Testamencie ono nigdy nie występuje poza greckimi transliteracjami hebrajskiej aklamacji alleluja (hebr. Hallelu Jah).

Broszura Świadków Jehowy pt. „Imię Boże, które pozostanie na wieki” wyjaśnia, że tłumacz miał prawo „przywrócić” to imię, nawet jeśli  nie ma go w żadnych istniejących dziś manuskryptach, bo pierwotnie musiało znajdować się w Nowym Testamencie, ale zostało usunięte. Podczas tłumaczenia należy opierać się na istniejącym tekście oryginalnym, a nie na fantastycznych pomysłach.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

Dysponujemy wyłącznie manuskryptami greckimi Nowego Testamentu, które nie zawierają imienia Bożego, więc w przekładzie również nie powinno go być. To kwestia elementarnej uczciwości wobec tekstu, który przekładamy. Argument, że w cytatach ze Starego Testamentu z całą pewnością można wprowadzić słowo Jehowa, jeśli znajduje się ono w tekście hebrajskim, jest pogwałceniem zasad translatorskich, ponieważ w greckim tekście Nowego Testamentu cytaty ze Starego są zazwyczaj według greckiej Septuaginty, która tetragram oddawała terminem Kyrios (PAN) i tak samo mamy w Nowym Testamencie.

Słowo Jehowa zostało wprowadzone do Nowego Testamentu przez Świadków Jehowy także w miejscach, które nie są cytatami ze Starego Testamentu.  Uczynili tak jednak tylko tam, gdzie im było potrzebne.

Ponieważ tytuł Kyrios (PAN) odnosi się w NT zarówno do Boga Ojca jak i do Jezusa, za pomocą wybiórczego potraktowania terminologii zneutralizowano wiele wersetów podkreślających Bóstwo Jezusa i jego tożsamość z Jahwe.

Dla przykładu w Dziejach Apostolskich (7,59n.) Szczepan modli się: Panie Jezu przyjmij ducha mego! i Panie nie poczytaj im tego grzechu! Świadkowie Jehowy w tym drugim wersecie uważają, że Szczepan wzywał imienia Jehowy.

W Liście do Rzymian (10, 13) fragment mówiący o zbawieniu w imieniu Pańskim, został w Biblii Świadków Jehowy zmieniony w ten sposób, aby można było odczytać, że zbawienie dokonuje się w imieniu Jehowy, choć jeśli uwzględni się kontekst, widać, że od wiersza 9 mowa jest o Jezusie.

Dalej 1Kor 2, 16 mówi o poznaniu zamysłu Pańskiego i chodzi tu o zamysł Chrystusowy. Świadkowie Jehowy mówią o zamyśle Jehowy. Łk 1, 16n. mówi o Janie Chrzcicielu, który nawrócił wielu do „Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim”. Zaś Świadkowie Jehowy głoszą, że Jan szedł przed Jehową, choć Nowy Testament wyraźnie wskazuje, że przed Chrystusem (Mt 3, 11; Mk 1, 7; Łk 1,76).

Jedynym kryterium, które decydowało, że tłumacze Przekładu Nowego Świata wpisywali lub pomijali imię Boże do miejsc nie będących cytatami ze Starego Testamentu, były powody ideologiczne, ponieważ przekład Świadków Jehowy konsekwentnie zmienia teksty odnoszące się do Bóstwa Jezusa, tak, by miały inne znaczenie. Innymi słowy dopasowuje tekst do doktryny głoszonej przez Strażnicę.

Świadkowie Jehowy „poprawili” również Stary Testament. Do ogólnie znanych 6828 miejsc występowania imienia Jahwe, dodali jeszcze 141 innych, twierdząc, że żydowscy pisarze usunęli imię z pierwotnych tekstów i zastąpili słowem Elohim, czego nie potwierdzają oczywiście żadne zachowane hebrajskie manuskrypty tekstu biblijnego.

Ściema 3 – Jezus jest „mniejszym” bogiem i archaniołem

Świadkowie Jehowy odrzucają fundament chrześcijaństwa, jakim jest wiara w Bóstwo Jezusa Chrystusa, uważając go za pierwszego stworzonego przez Boga anioła. Chętnie powołują się na fragmenty sugerujące podporządkowanie Jezusa Bogu Ojcu, które przecież łatwo można wytłumaczyć tym, że odnoszą się do  Syna Bożego po wcieleniu, a więc po przybraniu ludzkiej natury.

Bóstwo Jezusa to oczywiście zbyt obszerny temat, aby go tu omówić, a ilość tekstów biblijnych, które je potwierdzają jest zaiste ogromna. Ograniczę się do pokazania przykładowych manipulacji, jakich dopuszczają się Świadkowie Jehowy we własnej Biblii. W oryginalnym (greckim) początku prologu Ewangelii św. Jana  (J 1,1) wyraz „Bóg” (gr. Theos) występuje dwa razy. Najpierw dotyczy Boga Ojca, a następnie – Przedwiecznego Słowa, czyli Jezusa.

W przekładzie Świadków Jehowy werset ten jest zapisany tak: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Bogabogiem było Słowo”, a więc Jezus jest bogiem przez małe „b”. Świadkowie Jehowy argumentują to brakiem rodzajnika przy drugim słowie „Theos”. Tymczasem taki zapis wynika z zasad gramatyki greckiej. Jezus zresztą jest w innych miejscach określony słowem Theos z rodzajnikiem, co widać choćby w wyznaniu „niewiernego” Tomasza (J 20, 28). Z drugiej strony, są też miejsca, kiedy rodzajnika nie ma przy słowie „Bóg” odnoszącym się do Ojca (np. J 1,6 i J 1,13).

Skoro Świadkowie Jehowy, uważają Jezusa za boga przez małe „b”, są politeistami, bo wierzą w dwóch bogów: większego, przez duże „B” i mniejszego, przez małe „b”. Odrzucając wiarę Jedynego Boga w Trzech Osobach popadają tym samym w wielobóstwo.

Świadkowie Jehowy. 7 największych ściem

W przekładzie Świadków Jehowy zmieniono wiele wersetów podkreślających Bóstwo Jezusa.

List do Kolosan (1, 16-17) w Przekładzie Nowego Świata brzmi: „za jego pośrednictwem zostało stworzone wszystko inne w niebiosach i na ziemi, co widzialne i co niewidzialne czy to trony, czy zwierzchnictwa, czy rządy, czy władze. Wszystko inne zostało stworzone poprzez niego i dla niego. On też jest przed wszystkim innym i za jego pośrednictwem wszystko inne zostało powołane do istnienia”. Dodano tu nie występujące w oryginale słowo „inne”. W Starym Testamencie czytamy, że Stwórcą jest Jahwe, więc Jezus nie mógł być Stwórcą wszystkiego, tylko tego, co pozostało do stworzenia po stwórczym akcie Boga. Tłumaczenie: „za jego pośrednictwem zostało stworzone” to również manipulacja, bo tekst grecki wyraźnie stwierdza: „w Nim zostało stworzone wszystko”.

Kolejny przykład można znaleźć w Liście do Hebrajczyków (1, 8) cytat ze Starego Testamentu odnoszący się do Syna czyli do Jezusa według Przekładu Nowego Świata brzmi: „Bóg jest twoim tronem na wieki”. W oryginale greckim mamy: „Ho thronos sou HO THEOS eis ton aiona” czyli „tron Twój, Boże, na wieki” (por. LXX – Ps 45, 7-8).

W Dziejach Apostolskich (20,28) jest mowa o społeczności Boga, „którą pozyskał dla siebie przez krew swoją”. Ponieważ werset ten nazywa Jezusa Bogiem, Świadkowie Jehowy dodali do niego na końcu słowo „Syna”, które całkowicie zmieniło sens tego wersu i w Przekładzie Nowego Świata mamy: „zbór Boga, nabyty przez niego krwią jego własnego Syna”.

Dość kuriozalnym pomysłem Świadków Jehowy jest pogląd, że Jezus to ta sama osoba, co archanioł Michał.

Jest to naprawdę oryginalne, bo na pytanie Chrystusa: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” i „A za kogo wy Mnie uważacie” (Mt 16,13.16) nikt nie odpowiedział, że za Michała. Taką odpowiedź dają jedynie Świadkowie Jehowy.

Biblia pokazuje wyraźnie wyższość Jezusa nad wszystkimi aniołami (Hbr 2,5. 8 ; Ap 14, 10 i in.). List do Kolosan przestrzega nas przed przesadną czcią dla aniołów (Kol 2,18  por.  Hbr 1,4-7), a Chrystusowi powinniśmy oddawać taką samą cześć jak Bogu Ojcu (J 5,23). W 1Tes 4,16 czytamy  „Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej”. A zatem archanioł jest osobą różną od Pana. Potwierdza to 2 Tes 1,7: „gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swej potęgi”. Świadkowie Jehowy, by łatwiej zidentyfikować Jezusa z Michałem zmienili w swojej wersji Biblii ten werset i oddali go następująco: „sam Pan zstąpi z nieba (…) z głosem archanielskim oraz z trąbą Bożą…”. I na podstawie tego fałszerstwa dowodzą, że skoro Jezus ma głos archanielski, to jest archaniołem.

Ściema 4 – Duch Święty jest jak energia elektryczna

Świadkowie Jehowy w publikacjach i własnej Biblii określenie „Duch Święty” piszą z małej litery. Uważają bowiem, że jest to nazwa „czynnej bezosobowej mocy Boga“, czegoś na podobieństwo energii elektrycznej. Biblia odróżnia jednak Ducha Świętego od siły czy mocy Bożej por. (Za 4,6 ; Dz 10, 38; 1Tes 1,5; 2Kor 6,4. 6n i in.)  Moc jest przymiotem Ducha Świetego, a On jest jej Dawcą. (por. „abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15, 13), „Nie odważę się jednak wspominać niczego poza tym, czego dokonał przeze mnie Chrystus w doprowadzeniu pogan do posłuszeństwa słowem, czynem, mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego” (Rz 15, 18n).

Duch Św. nazywany jest „Pocieszycielem” (gr. Parakletos), ktory wszystkiego nauczy i wszystko przypomni  (J 14,16. 26, 15,26; 16,7). Tak też określony jest Bóg Ojciec (2Kor 7,6; Iz 51,12) i Syn Boży (J 14,16 i 1J 2,1).

Nowy Testament naucza o Bóstwie Ducha Świętego, a Świadkowie Jehowy negują je.

W 1Kor 6,19 cztamy: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?”, a  w w wersie 20 „Chwalcie więc Boga w waszym ciele”. Jesteśmy świątynią Boga, bo  Duch Boży mieszka w nas (1Kor 3, 16). Skłamanie Duchowi Świętemu to skłamanie Bogu (Dz 5,3).

W przekładzie Świadków Jehowy dokonano licznych manipulacji, aby z Ducha Świętego jako Kogoś uczynić ducha jako coś. W 1Tm 4,1 w ogóle usunięto słowo „duch”. W greckim oryginale czytamy: „To de pneuma retos legei”, a więc dosłownie „zaś Duch wyraźnie mówi”. Zamiast tego u Świadków Jehowy mamy zdanie: „natchniona wypowiedź wyraźnie mówi”. Rzeczownik „pneuma” oddano tu za pomocą słów „natchniona wypowiedź” ponieważ Świadkowie uczą, że Duch Święty nie jest osobą, a więc nie może mówić.

Ściema 5 – Jezus umarł na palu

Jeśli ktoś przeglądał kiedyś „Strażnicę”, z pewnością zauważył ilustracje ukazujące Jezusa przybitego do prostego pala. Świadkowie Jehowy twierdzą, że greckie słowa stauros, tłumaczone jako krzyż, oznaczało pal. W klasycznej grece (czyli w okresie do V-IV w p.n.e.) faktycznie stauros to  „pal” lub „słup”. Od czasów Homera język grecki jednak zmienił się. Słowo stauros ma wiele znaczeń, w czasach Jezusa określano nim wszystko co wspierało się na pionowym palu, a więc odnoszono go również do krzyża. W przypadku samego „pala” raczej używano terminu skolps. Krótko mówiąc słowo stauros nie jest jednoznaczne. Jak więc powinno zostać przetłumaczone? Z danych archeologicznych i historycznych wiemy, że podczas egzekucji skazańców przybijano zarówno do prostych słupów jak i słupów o kształcie litery X, +, T, itp. Jezus został jednak przybity do dwóch skrzyżowanych belek i wiemy o tym nie tylko z przekazu tradycji. Łamanie nóg skazańcom nie miałoby przecież żadnego sensu, po przybiciu ich do prostego słupa. Po przybiciu z rozpostartymi ramionami do krzyża człowiek dusił się i musiał podciągać się na przybitych przegubach, aby zaczerpnąć powietrze. Śmierć na krzyżu następowała przez uduszenie, gdy skazaniec nie miał już siły, aby się podciągnąć. Połamanie nóg powodowało, że cały ciężar ciała przenosił się na ręce i śmierć następowała bardzo szybko, gdy nie było wsparcia ze strony stóp.

Jezusowi co prawda nie łamano nóg, ale nie dlatego, że był przybity do prostego słupa lecz dlatego, że już nie żył. Ponadto czytamy, że nad głową Jezusa był umieszczony napis (Mt 27, 37), a nie nad wyciągniętymi do góry rękami. Napis mógł być dodany tylko wówczas, jeśli ręce były rozpostarte. Ponadto na rękach Zmartwychwstałego były ślady gwoździ a nie jednego tylko gwoździa, jak sugerują ilustracje w „Strażnicy” (J 20, 25).

Można postawić pytanie, czemu Świadkowie Jehowy tak bardzo upierają się, że narzędzie egzekucji Jezusa nie miało kształtu krzyża? Otóż jest to świadoma próba zerwania z symboliką chrześcijańską. W ten sposób odcinają się od wszystkich chrześcijan, negując znak określający naszą tożsamość.

Ściema 6 – Życie po śmierci nie istnieje

Znamy wypowiedź Jezusa skierowaną do ukrzyżowanego, a zarazem skruszonego łotra: „Zaprawdę, mówię ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23, 43).

Świadkowie Jehowy przekręcają sens obietnicy Chrystusa, przenosząc ją daleko w przyszłość. Według nich łotr po śmierci nie istniał, bo nie ma duszy nieśmiertelnej, ale po ustanowieniu raju na ziemi zostanie ponownie powołany do istnienia.

Dlatego wspomniany werset w Biblii Świadków Jehowy brzmi: „Zaprawdę mówię ci dzisiaj: Będziesz ze mną w Raju”. Wydaje się, że znak interpunkcyjny w innym miejscu to błahostka, ale „diabeł tkwi w szczegółach“. W tym wypadku przesunięcie interpunkcji zmienia sens wypowiedzi Chrystusa. Oczywiście w grece nowotestamentalnej nie stosowano jeszcze znaków interpunkcyjnych, teoretycznie można było więc i tak odczytać ten tekst, jednak wówczas konstrukcja wypowiedzi byłaby dziwaczna.

Ściema 7 – Bóg przeciwnikiem transfuzji?

Na koniec jeszcze jedna „ściema”, którą można by potraktować jak nieszkodliwe dziwactwo, gdyby nie fakt, iż pomysł ten, doprowadził do licznych tragedii. Świadkowie Jehowy głoszą, że ci którzy spożywają pokarmy zawierające krew, jak i poddający się transfuzji popełniają grzech równy bałwochwalstwu. Faktem jest, że Stary Testament nakazywał powstrzymywać się od spożywania krwi, co wiązało się między innymi z jej przeznaczeniem ofiarniczym (Hbr 9,7; 13,11; Kpł 17,11).  Krew i powstrzymywanie się od niej, jak i jej wartość kultyczna utraciły znaczenie z chwilą przelania krwi ofiarniczej Jezusa (por. 1J 1,7).  Zalecenie Jakuba, aby nie spożywać pokarmów z krwią (Dz 15, 20), dotyczące chrześcijan, jest uzasadnione wyłącznie kontaktami z wyznawcami judaizmu (Dz 15, 21). Chodziło o nie gorszenie tych, którzy pozostawali wyłącznie przy Starym Testamencie (por. 1Kor 10,32). Tak postępował św. Paweł, który pisał: „Dla Żydów stałem się jak Żyd, aby pozyskać Żydów”  (1Kor 9,20). W Dz 15, 29 czytamy: „Dobrze uczynicie jeżeli powstrzymacie się od tego”, a więc zakaz spożywania krwi nie był bezwzględnym nakazem, lecz wskazówką taktownego postępowania wobec Żydów. Jednak w Piśmie Świętym czytamy także: „Cokolwiek w jatce sprzedają, spożywajcie, niczego nie dociekając dla spokoju sumienia”(1 Kor 10, 25), a w innym miejscu: „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. Staje się bowiem poświęcone przez słowo Boże i przez modlitwę” (1 Tm 4,4). „Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije”  (Rz 14, 17).

Dla Świadków Jehowy nie jadanie potraw z krwią (np. kaszanki) ma znaczenie fundamentalne (choć bynajmniej nie praktykują uboju rytualnego), ale doprawdy trudno zrozumieć, czemu „Strażnica” powiązała spożywanie krwi zwierzęcej z transfuzją krwi ludzkiej. Jezus nauczał, że ratowanie życia ludzkiego ma prymat nawet nad przestrzeganiem szabatu, dlatego tym smutniejsze jest odmawianie zgody na transfuzję krwi, tylko dlatego, że w latach czterdziestych XX wieku na taki pomysł wpadł ówczesny prezes Towarzystwa Strażnica Nathan Knorr.

Rozmawiając ze Świadkami Jehowy, powinniśmy pamiętać, że szeregowi członkowie to na ogół ludzie, zmanipulowani i oszukani przez ich Organizację. Powinniśmy okazywać im jednak szacunek oraz miłość bliźniego, a zarazem robić sobie rachunek sumienia, czy nie przyczyniliśmy się do tego, że niektórzy katolicy woleli odejść do sekty (kierowanej przez jakiegoś Prezesa) niż trwać w Kościele założonym przez Chrystusa i kierowanym przez następcę św. Piotra.

Roman Zającbiblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”.


Więcej zdjęć i informacji na stronie: www.wobroniewiary.cal.pl



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >