video-jav.net

Dlaczego krzyż?

Pytanie w tytule postawione jest zbyt śmiało, by znaleźć na nie odpowiedź w kilku prostych słowach. Zresztą chyba czasem bardziej pasjonująca od samej odpowiedzi jest droga dochodzenia do niej. A na tę drogę mamy czas przez całe życie.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dlaczego krzyż?
Pytanie w tytule postawione jest zbyt śmiało, by znaleźć na nie odpowiedź w kilku prostych słowach. Zresztą chyba czasem bardziej pasjonująca od samej odpowiedzi jest droga dochodzenia do niej. A na tę drogę mamy czas przez całe życie.

Kiedy byłam uczennicą szkoły podstawowej, na języku polskim w starszych klasach omawialiśmy różne wiersze. Wchodziliśmy w świat poezji, podmiotów lirycznych i próbowaliśmy rozumieć, o co chodzi w trudnych frazach Szymborskiej, Gałczyńskiego czy Miłosza. Jako ambitna uczennica, chcąca osiągnąć stopień celujący, wybrałam poetę, którego wiersz omówię na dodatkową ocenę. Znalazłam utwór ks. Twardowskiego. Sześć wersów było w sam raz dla ambitnej, ale leniwej dziewczynki.

Dlaczego krzyż
uśmiech
rana głęboka
Widzisz
to takie proste
kiedy się kocha

Nie będę teraz tego wiersza analizować i interpretować. Chyba nabrałam szacunku dla poezji i większej świadomości własnej niewiedzy. Jednak pytanie o to, DLACZEGO krzyż… pozostaje wciąż żywe i aktualne.

Bezsensowi nadać sens

Nie tylko pytanie, dlaczego Jezus przeszedł przez tak okrutną mękę i śmierć. Nie tylko, dlaczego krzyż stał się znakiem naszego zbawienia. Głębokim symbolem, posiadającym wielowymiarowe znaczenie teologiczne. I byłby tylko pamiątką strasznej zbrodni, znakiem hańby i wstydu, absolutnym bezsensem, gdyby nie to, co stało się w poranek zmartwychwstania.

Uczniowie idący do Emaus, mówią: „a myśmy się spodziewali, że On…”. Ile razy z takim wyrzutem spoglądamy na krzyż, bo przecież oczekujemy, że Bóg zrobi inaczej, zainterweniuje z mocą, uczyni cud, uporządkuje nam życie, uśmierzy ból, da ulgę w cierpieniu, pomoże w tym, co trudne; uzdrowi ciało i duszę, przeorganizuje życie według naszych marzeń. Ile razy mówimy, że przecież tak się staramy; z tylu rzeczy rezygnujemy, a On milczy, nie wynagradza, nie pomaga. Patrzymy na ten krzyż i pytamy ze smutkiem „Boże, dlaczego!?”. Patrzymy na krzyż i krzyczymy. Patrzymy na krzyż i czujemy złość, gniew, żal. Patrzymy na krzyż i czasem zapłaczemy gorzko. Patrzymy na krzyż i jesteśmy sobą. Jaka to ulga, że możemy przyjść pod ten krzyż i nic nie udawać, nie ukrywać. Krzyż Chrystusa bezsensowi nadaje sens. Znak hańby staje się drzewem zbawienia. Przekleństwo okazuje się chwałą. Głupstwo i zgorszenie staje się bramą do Królestwa. Powód do łez okazuje się zwycięstwem i okazją do wdzięczności.

 

Bez fajerwerków

Jezus urodził się w brudnej stajni i tylko gwiazda wskazywała drogę do Niego. Nie było orszaków, uczty, bogactwa. Kiedy umiera na krzyżu jest wyniszczony, zakrwawiony, po ludzku obrzydliwy – tak, że chce się odwrócić twarz, zakryć ją i nie spoglądać. Jest nagi. Odarty ze wszystkiego, upokorzony, wyśmiany, odrzucony i pobity. Doświadcza największego z możliwych fizycznego bólu i największego z możliwych bólu psychicznego. W ewangelii jeszcze na długo przed męką czytamy, że Jezus mówi „smutna jest moja dusza aż do śmierci”. Potem wiemy, że w Ogrójcu doświadcza trwogi, Jego pot staje się krwią. Ostatecznie na krzyżu powie: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił, a jednak nie zrezygnował, nie zszedł z krzyża – mógł to zrobić w każdej chwili. Wykonał jednak to, co po przyszedł. Umiera i to dopiero początek. Umiera i zmartwychwstaje. Bez spektakularnych znaków. Bez fajerwerków. Tak jak zdążył nas przyzwyczaić.

 

Twoja droga

Każdy z nas ma własny krzyż. Konkretny. Dający się nazwać. Czasem to choroba, czasem trudna historia życia. Innym razem to jakaś relacja. Twój krzyż ma imię. Twój krzyż ma drzazgi. Ma swój ciężar. Byłby tylko przekleństwem, gdyby nie WIELKA NOC i WIELKI PORANEK. Gdyby nie ten świt zmartwychwstania, nadający nową perspektywę każdemu cierpieniu i każdej trudnej chwili. Nie jesteśmy sami na drodze. Nie jesteśmy zmuszeni do dźwigania krzyża w pojedynkę. Co więcej, możemy wierzyć, że tak jak chwalebny krzyż Chrystusa jest naszą nadzieją i naszym ratunkiem, tak nasz osobisty krzyż jest wszczepiony w to drzewo z Golgoty. Bóg nie chce naszego cierpienia, nie zsyła go jako karę za grzechy. One są już zapłacone i darowane, dzięki krwi Jezusa. Jakkolwiek wygląda Twoje życie, to w świetle wiary jest ukierunkowane na zmartwychwstanie. To jest najlepsza z możliwych wiadomości.

Dlaczego krzyż? … A dlaczego Miłość?

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Spowiedź – czas łaski

Być może wciąż zwlekasz z przystąpieniem do tego sakramentu. Bo się wstydzisz. Bo nawet nie pamiętasz, kiedy ostatnio się spowiadałeś. Nie masz czasu się przygotować. Odkładasz spowiedź, wymyślając tysiące mniej lub bardziej sensownych argumentów. Rozpoczynający się Wielki Tydzień to czas nawrócenia, a więc i także czas, w którym szczególne miejsce zajmuje sakrament spowiedzi. Jak w końcu jest z tą spowiedzią? Co zrobić, by się „przełamać” i dobrze do niej przygotować?

ks. Rafał
Grzesiak
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Spowiedź - czas łaski
Być może wciąż zwlekasz z przystąpieniem do tego sakramentu. Bo się wstydzisz. Bo nawet nie pamiętasz, kiedy ostatnio się spowiadałeś. Nie masz czasu się przygotować. Odkładasz spowiedź, wymyślając tysiące mniej lub bardziej sensownych argumentów. Rozpoczynający się Wielki Tydzień to czas nawrócenia, a więc i także czas, w którym szczególne miejsce zajmuje sakrament spowiedzi. Jak w końcu jest z tą spowiedzią? Co zrobić, by się „przełamać” i dobrze do niej przygotować?

Kilka poniższych rad pozwoli ci spojrzeć na sakrament pokuty z innej perspektywy.

Przyjdź i… nie zrezygnuj

Często ciężko nam się zmobilizować, aby w ogóle ruszyć w stronę kościoła. Bo przecież trzeba się przygotować, zrobić rachunek sumienia, pomyśleć nad tym, co było złe, zastanowić się nad swoimi motywacjami i nad tym, co trzeba zmienić i poprawić. W domu często brakuje na to czasu, ciągle ktoś przeszkadza, biegające dzieci dookoła nie pozwalają się skupić, ekran telefonu średnio co kilka minut pokazuje nowy komunikat z Facebooka czy Instagrama, znajomi bombardują wiadomościami na Messengerze. A ty musisz na to wszystko odpowiedzieć, ale tak na już, na teraz, na szybko.

Jak wyjść z tego błędnego koła? Idź do kościoła. A przed wejściem – wycisz lub wyłącz telefon. Jeśli nie chcesz stresować się tym, że komuś nie odpiszesz „na czas”, wyślij wiadomość swoim najbliższym, że przez najbliższą godzinę lub dwie będziesz poza zasięgiem. To pozwoli ci bez stresu przeżyć ten czas i skupić się na tym, co najważniejsze. Nie szkodzi, że jeszcze nie jesteś gotów, by podejść do konfesjonału. Usiądź w ławce, pomódl się chwilę – swoimi słowami, po prostu powiedz Jezusowi o tym, z czym sobie nie radzisz, o tym co cię boli, na czym zawiodłeś sam siebie, o tym co cię wkurza, denerwuje i sprawia, że wszystkiego się „odechciewa”. Powiedz o swoich obawach, lękach, także o tym, że boisz się wypowiedzieć na spowiedzi zła, którego dokonałeś. Niech to będzie czas tylko dla Ciebie i Niego.

W wielu kościołach przy konfesjonałach znajdują się książeczki zawierające rachunek sumienia. Po krótkiej modlitwie sięgnij do tej pomocy, a jeśli jej nie znajdziesz – wydrukuj wcześniej treść rachunku sumienia [propozycje rachunku sumienia znajdziesz poniżej] i przypomnij sobie to, co złe. Jeśli w czasie rachunku sumienia pojawią się wątpliwości, czy dany czyn jest grzechem ciężkim czy nie, powiedz o tym w czasie spowiedzi świętej. Wyznaj ten czyn, opisz sytuację. A jeśli potrzebujesz – podejdź do zakrystii i zapytaj o możliwość rozmowy z kapłanem, który pomoże ci wyjaśnić twoje wątpliwości. Ten czas modlitwy i przygotowania może trwać godzinę, albo kilkanaście minut – dokładnie tyle, ile potrzebujesz, by naprawdę dobrze się przygotować.

Jest jeszcze jeden „bufor”, który – niestety często bardzo skutecznie – blokuje nas w przystąpieniu do spowiedzi. Kolejka. Olbrzymia, długa, strasznie niezachęcająca kolejka do konfesjonału. Jednak ta „straszna” kolejka może mieć i zalety. Może to właśnie oczekując na swoją kolej, lepiej przygotujesz się do tego sakramentu? Będziesz mieć czas, by jeszcze raz przemyśleć co było złe, by przeanalizować swoje motywacje – po co tu jestem? Czy po to, by „odbębnić” obowiązek przedświątecznej spowiedzi, czy raczej po to, by się nawracać i zacząć od nowa? A może będzie to pierwszy krok, by na nowo odrodzić w sobie cechę cierpliwości? Możesz też wybrać poranny dyżur w konfesjonale – wstań godzinę wcześniej i przed pracą czy szkołą idź do kościoła. Pamiętaj – w spowiedzi nie chodzi o pośpiech czy „szybkie załatwienie formalności”.

 

> Rachunek sumienia wg św. Ignacego z Loyoli

Rachunek sumienia wg bł. Hanny Chrzanowskiej

4 modlitwy, które pomogą ci dobrze przeżyć spowiedź

 

Zmień optykę

Pułapką, w którą często wpadamy przed spowiedzią jest patrzenie na ten sakrament z ludzkiej perspektywy – myślimy o tym, co pomyśli sobie o nas kapłan, którego być może znamy z innych okoliczności – rozmawialiśmy z nim podczas kolędy, uczęszczamy do niego na lekcje katechezy w szkole lub na kurs przedmałżeński itd. Jednak to ludzka, wyolbrzymiona perspektywa. Często znajomość kapłana może wiele pomóc – znajomość ciebie może pozwolić podać spowiednikowi trafne sposoby walki z grzechem. Może to właśnie będzie początek myśli, by znaleźć stałego spowiednika, który pomoże ci w regularnej pracy nad sobą? Pomóc może także myśl, że tak samo jak ty, ksiądz również się spowiada. Doskonale zna twoje obawy, wstyd i opór przed wyznaniem swoich grzechów, bo sam tego doświadcza. Nie będzie więc niczego utrudniać.

Zmień optykę i spójrz na spowiedź, jak na rozmowę z samym Chrystusem. W konfesjonale kapłan jest pośrednikiem pomiędzy tobą a Jezusem. To Chrystus swoim miłosierdziem chce cię przygarnąć do siebie, przebacza i daje ci szansę, by zacząć od nowa. Co więcej – daje ci siłę do tego, by nad sobą pracować, a kiedy przyjdzie chwila słabości – od razu ją oddalić. To właśnie w konfesjonale Chrystus przez pośrednictwo kapłana mówi ci, że tak bardzo cię kocha, że wszystko ci przebacza. Wierzy w ciebie i w to, że możesz żyć inaczej. Że nie ma takiej sytuacji, z której – jeśli tylko chcesz podjąć się poprawy – razem nie jesteście się w stanie podnieść.

 

Postanowienie poprawy

Paradoksalnie to chyba najtrudniejszy moment spowiedzi. I chyba taki, z powodu którego najczęściej odkładamy przystąpienie do sakramentu pokuty. Panicznie boimy się tego, że nie poradzimy sobie z deklarowanym postanowieniem poprawy i zadośćuczynieniem za grzechy. No, bo wiemy jak jest. Wyjdziemy z kościoła, wejdziemy do domu i… zacznie się. Pretensje, kłótnie, problemy, rekordowa liczba nowych powiadomień na ekranie smartfona, który aż krzyczy od wyrzutów… W obliczu tego wszystkiego trzeba zdobyć się na szczyt cierpliwości, spokoju, opanowania i… miłości. Często myślimy, że co z tego, skoro my się chcemy zmieniać, jeśli inni „dopiekają” nam ze zwiększoną częstotliwością niż kiedykolwiek? Często rezygnujemy, ponieważ uważamy, że to ponad nasze siły. Jednak zapominamy o czymś najważniejszym, o czymś, czego nie dostrzegamy w procesie układania argumentów „za” i „przeciw” przystąpieniu do sakramentu spowiedzi – łaska.

Pan Bóg tak nas kocha, że nie zostawia nas samych w tej batalii o cierpliwość i miłość do drugiego człowieka i siebie samego. W walce z nałogami daje nam niesamowitą siłę i pomoc do tego, by walczyć z tym co złe. Przypomnij sobie te momenty, kiedy wracając po spowiedzi do domu i spotykając się z falą pretensji, ze spokojem i największą miłością w głosie odpowiadasz na wszelkie zło. Przypomnij sobie ten moment, kiedy powstrzymujesz wszystkie złośliwości i konfrontujesz swoje złe przyzwyczajenia z chęcią poprawy. To właśnie jest łaska. Ale to jeszcze nie koniec. Przypomnij sobie teraz reakcje osób, które zauważyły zmianę twojego zachowania. Może to właśnie ty mobilizujesz ich swoją postawą do tego, by też spróbowali coś w sobie zmienić? Może to właśnie dzięki tobie pójdą do spowiedzi, choć od wielu lat nie odwiedzali kościoła? To właśnie jest łaska. Taki właśnie jest Pan Bóg. Nie bój się, bądź jak najbliżej Niego.

 


Spotkanie się z Bogiem podczas sakramentu pojednania to niezwykłe doświadczenie miłości i przebaczenia. Przeczytaj kilka historii, które mogą pomóc ci w motywacji, by ruszyć w kierunku kościoła i przystąpić do sakramentu spowiedzi.

Ks. Rafał Grzesiak: Chcę Ci dać nadzieję, że w spowiedzi naprawdę rosną skrzydła. Ja również – tak samo jak ty – spowiadam się i być może często czuję to samo zbliżając się do krat konfesjonału. Jak radzić sobie z pojawiającym się oporem, wstydem, lękiem? Spójrz ze mną na spowiedź poprzez trzy momenty.

Kiedy podchodzę do konfesjonału to czuję się tak samo, jakbym umawiał się z przyjacielem. Ustalona data i godzina. Czekam na to spotkanie, przygotowuję się na nie. Są i takie momenty w relacji, że muszę coś wyjaśnić albo po prostu przeprosić. Ale przez mojego przyjaciela nigdy nie zostałem odrzucony, zdeptany czy niewysłuchany. Tak samo mam kiedy idę do spowiedzi. Przygotowuję się, co chcę powiedzieć, bo być może, że ostatni raz z Jezusem w konfesjonale nie widziałem się długo. Nie ukrywam, że czasami szybciej bije mi serce. Nie chcę tu kłamać, ale i wstyd nieraz mnie ogarnia, bo w naszej relacji to ja zawaliłem. Ale idę do konfesjonału, bo mi zależy na relacji z Jezusem. Nie chcę Go skreślać z mojego życia. Nie chcę odwracać się do Niego plecami. Wiem, że jest moim Przyjacielem, więc liczę na Jego zrozumienie.

Kiedy jestem w trakcie spotkania z przyjacielem czy to w parku na spacerze albo na kawie, to czuję się swobodnie i nikogo nie gram, nie udaję. Tak samo mam w trakcie spowiedzi. To jest nasza rozmowa. Lubię jak On mnie słucha. Lubię Jego cierpliwość, jak daje mi możliwość wygadania się. Potem słucham ja. Biorę pod uwagę Jego słowa. Nawet czasami je zapisuję. W trakcie spowiedzi krew Jezusa obmywa nas (pisali o tym święci: Faustyna, Kasper del Bufalo, Ojciec Pio). Choć tego nie widzę, nie czuję. To wtedy z moich grzechów zostaje oczyszczony. Spowiedź daje nam życie!

Kiedy żegnam się z po spotkaniu z przyjacielem niosę w sobie ten czas. Niosę w sercu tę rozmowę; to zaufanie, którym mnie obdarzył; tę radość, że ktoś mnie zrozumiał i że jestem dla niego ważny. Tak samo mam po spowiedzi. Wstaję inny. Ubogacony łaską. Wzmocniony. Uwolniony. Po spowiedzi słyszę te słowa „udzielam ci przebaczenia i pokoju”. I wstaję i idę bez balastu. Idę w swoje sprawy z Jezusem. Nie ciągnę wozu grzechów, śmieci, zranień. Spowiedź mnie podnosi.

 

Marta (lat 40, żona, matka, artystka): Moje doświadczenia i przemyślenia związane z sakramentem pokuty zmieniały się na przestrzeni lat. Pamiętam swoją spowiedź przed pierwszą komunią świętą. Nie miałam jakiejś szczególnej świadomości wagi tego sakramentu, nie wiedziałam, jak powinien przebiegać mój rachunek sumienia. Poszłam zaciekawiona. Grzechy czytałam z książeczki do nabożeństwa… nawet te, których nie popełniłam. Obawiałam się, by czegoś nie przeoczyć… Kapłan był wyjątkowo cierpliwy i taktowny. Nie przerwał….Wracałam szczęśliwa i lekka.

Spowiedzi kolejnych lat kojarzą mi się z twardymi napomnieniami księdza proboszcza, wstydem nastoletnich występków i bladym przeczuciem czegoś mistycznego, niejasnej Tajemnicy, która zmazuje wstyd, podnosi z kolan. Potem przyszły lata, w których spowiedź bywała przykrym obowiązkiem, gorączkowym szukaniem skruchy, odklepywaniem zadanej pokuty… pustką. Przełom nastąpił w chwili nawrócenia…

Teraz rozumiem i wiem, że w konfesjonale za każdym razem czeka na mnie On, miłosierny, tęskniący, szczęśliwy z powrotu marnotrawnego… I nie ma znaczenia, czy ma łysinę i okulary, czy powie mądre słowa, czy będzie milczał, czy będzie miał lat 33 czy 80… i że może zupełnie nie dosłyszał. W każdym słowie kapłana, nawet gdyby to miało być tylko jedno słowo, w konfesjonale to po prostu – Jego Słowo. On chce przyjść do mnie ze swoim Miłosierdziem właśnie poprzez tego cichego, starszego, smutnego, charyzmatycznego, prostego, mądrego, z łysiną lub bez… I dziękuję, że jeszcze ciągle mogę przepraszać.

 

Artur (27 lat, wolontariusz, budowlaniec): Spowiedź jest dla mnie bramą do Wolności. Jest pokojem duszy i radością jednocześnie. W stanie grzechu przed spowiedzią nie potrafię żyć i funkcjonować. Czasem słucham głowy, która podpowiada, żeby wydłużyć powrót do konfesjonału, ale im dłużej zwlekam, tym większe przekonanie, że w stanie grzechu nic nie ma sensu już dla mnie i trzeba wrócić jak najszybciej, aby znowu w wolności móc spojrzeć na wszystko czystymi oczami. Spowiedź przemienia!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

ks. Rafał Grzesiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Rafał
Grzesiak
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Share via