Wincenty Pallotti – święty, który ożywiał wiarę

Jako kapłan nie mógł patrzeć na rutynę wiernych, przyzwyczajenie, brak duchowego życia, kontaktu z Bogiem. Dlatego chciał ożywić wiarę wśród wierzących. Niektórzy nawet mówili, że Pallotti chciał „obudzić olbrzyma”.

Polub nas na Facebooku!

Wincenty Pallotti doskonale rozumiał ludzi, którzy popadli w rutynę modlitwy, którzy chodzą do Kościoła na niedzielną Eucharystię z przyzwyczajenia. Doskonale rozumiał tych, którzy uważali, że nauka Jezusa z Nazaretu jest już jakby „nie na nasze czasy”. Rozumiał również ludzi, których wiara już wygasła, albo ledwo co się tliła. Spotykał ich na co dzień na ulicach Rzymu, gdzie urodził się i przeżył 55 lat, z czego więcej niż połowa była naznaczona gorliwą posługą kapłańską. Jako kapłan nie mógł patrzeć na ów rutynę, przyzwyczajenie, brak duchowego życia, kontaktu z Bogiem. Dlatego chciał ożywić wiarę wśród wierzących. Niektórzy nawet mówili, że Pallotti chciał „obudzić olbrzyma”. Wzywał więc wszystkich do ożywiania wiary, szukał przy tym i wykorzystywał wszelkie możliwe środki. Najlepiej jednak czynił to, pociągając za sobą rzesze ludzi, poprzez świętość i przykład własnego życia. On jako pierwszy dawał świadectwo swojej wiary, do niego należał pierwszy krok. Nie czekał aż inni to za niego zrobią. Co więcej, uświadamiał sobie, że inni czekają na jego świadectwo, na jego przykład, że od kapłana oczekują takiej właśnie postawy. Wyrywał się, aby zanieść Chrystusa tym, którzy żyją wokół niego. Miał jednak w sobie niezwykłe wyczucie, jakiś ów dodatkowy zmysł – zrozumiał, że ożywianie wiary to nie tylko zadanie kleru, nie dokonuje się to wyłącznie poprzez konferencyjne nauki czy kazania. Świadectwa wiary nie można przecież wymagać tylko od kapłanów, ale od wszystkich wierzących.

 

Fenomenalne dzieło

Pallotti swoimi myślami, planami wyprzedzał epokę, a żył na przełomie XVIII i XIX wieku. Dążył do zjednoczenia, do połączenia sił, do współpracy. Był świadomy, że działanie w pojedynkę to za mało. Dzięki współpracy, wspólnym wysiłkiem możemy więcej. Pragnął, aby świadków Jezusa Chrystusa było jak najwięcej. Dlatego założył w 1835 roku Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego, które gromadziło kapłanów, osoby konsekrowane, ale przede wszystkim świeckich (co na tamte czasy było czymś zupełnie nowym). Członkowie tego dzieła odczytywali znaki czasu – wsłuchiwali się w potrzeby chwili, a następnie poprzez różne akcje wychodzili z inicjatywą, próbowali rozwiązać bieżące problemy, szli z pomocą potrzebującym. A w tle tych wszystkich inicjatyw było jedno fundamentalne zadanie – ożywić wiarę, przybliżyć do Boga.

 

Być wszystkim dla wszystkich

Angażując wielu ludzi i różne środowiska w jedno dzieło, sam napotykał wiele zadań do pracy apostolskiej. Pallotti nigdy nie uciekał od ludzkich problemów, od ludzkiej biedy i cierpienia. Pragnął być wszystkim dla wszystkich. Był kapelanem dla przestępców w więzieniach, dla chorych w szpitalach, dla pełniących swoją służbę w fortach wojskowych. Był ojcem dla sierot. Dobroczyńcą dla bezdomnych i biednych. Spowiednikiem dla największych łajdaków. Podporą i wsparciem tych, którzy próbowali odebrać sobie życie. Pocieszeniem dla strapionych i przygnębionych. Dawał świadectwo Miłości Nieskończonej, której najpierw sam doświadczył, a później się nią dzielił. Pallotti nigdy nie stawiał na siebie, nie pokazywał siebie. Nie on, lecz Bóg. On był jedynie odbiciem Jezusa. Tym świadectwem wiary Pallottiego zachwycamy się do dziś, od niego wciąż możemy się uczyć, co to znaczy ewangelizować, żyć po chrześcijańsku, angażować się w życie Kościoła.

Jeden z artystów namalował portret św. Wincentego Pallottiego ubranego w czarną sutannę z pasem i peleryną, w lewej ręce trzymającego krzyż, a prawą ręką wskazującego na Ukrzyżowanego. Można by zadać pytanie: Dlaczego akurat w ten sposób artysta przedstawił Pallottiego? Dlaczego z krzyżem? Rozważając całe życie Pallottiego – jego słowa, sposób postępowania, jego pisma – łatwo można dostrzec, że całym swoim życiem świadczył on i wskazywał na Chrystusa. Był Jego wiernym apostołem i świadkiem. Wszystko co robił Pallotti, ostatecznie miało doprowadzić do Chrystusa – życiowym priorytetem Pallottiego było obudzić, potrząsnąć, ożywić wiarę.

 

Kontynuacja misji

Pragnienie Pallottiego kontynuują poprzez swój charyzmat i zadania apostolskie księża i bracia pallotyni (Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego). Już na pierwszych stronach Prawa Stowarzyszenia znajduje się zapis, że charyzmatem wspólnoty jest ożywianie wiary i rozpalanie miłości. Do dzisiaj pallotyni jednoczą wysiłki i realizują wiele inicjatyw w ścisłej współpracy ze świeckimi. Bo razem możemy więcej.

 

ps/Centrum Animacji Misyjnej

 


Zobacz więcej: Pallotyńskie Centrum Młodzieży Apostoł >>>

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ŚWIĘCI

Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak i Krystyn: polscy święci z czasów Chrobrego

Czczeni 13 listopada w liturgii męczennicy to pierwsi Polacy kanonizowani przez Kościół. Zamordowani wskutek politycznych rozgrywek.

Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zaprzyjaźniony z Bolesławem Chrobrym cesarz Otto III podczas wizyty w 1000 roku w Gnieźnie, a rok później w klasztorze benedyktynów we włoskim Pereum, zaproponował utworzenie na ziemiach polskich klasztoru w celu prowadzenia misji ewangelizacyjnych. Pomysł niemieckiego cesarza poparł jego krewny św. Bruno z Kwerfurtu, który zachęcał do podjęcia misji swojego współbrata Benedykta. Ten jednak początkowo nie wyraził zgody na opuszczenie Pereum, ale pod wpływem nalegań Ottona III – wraz z innym bratem, Janem – został oddelegowany na misje do Polski. według tekstów źródłowych z czasów Bolesława Chrobrego zakonnicy osiedlili się we wsi Święty Wojciech pod Międzyrzeczem, gdzie zorganizowali pustelnię na wzór macierzystej w Pereum, której celem było przyjmowanie i formowanie nowicjuszy, przyjmowanie zakonników przybywających z zagranicy oraz praca misyjna. Wkrótce do Benedykta i Jana dołączyli dwaj Polacy, bracia: Izaak i Mateusz, młody chłopak imieniem Krystyn oraz zakonnik z Włoch, Barnaba.

Po śmierci cesarza Ottona III, jego następca Henryk II Święty przyjął odmienny od swego poprzednika sposób nawracania pogan, posuwając się do przemocy. Doprowadziło to do wieloletniej wojny polsko-niemieckiej, która uniemożliwiła dotarcie do polskiego klasztoru św. Brunona z Kwerfurtu wiozącego pustelnikom papieskie zezwolenie na prace misyjne. Benedykt wyruszył na spotkanie Brunona, ale ze względu na sytuację polityczną szybko powrócił do klasztoru, a poszukiwania powierzył Barnabie. Niestety pustelnicy nie doczekali powrotu współbrata, ponieważ w nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku zostali napadnięci i zamordowani. Pierwsze ciosy mieczem otrzymał Jan, a po nim zginął Benedykt. Izaak został zamordowany w celi obok, natomiast Mateusz zginął przeszyty oszczepami biegnąc w stronę kościoła. Krystyn, który próbował jeszcze bronić klasztoru również podzielił los współbraci. Zakonnicy otrzymali od Bolesława Chrobrego srebro na prowadzenie misji, dlatego przypuszcza się, że napad miał charakter rabunkowy. Dzień później chłopi, którzy odkryli zbrodnię, powiadomili o niej biskupa Ungera w Poznaniu oraz schwytali sprawców, później skazanych na dożywotnią służbę, poprzez pokutę i ciężką pracę w klasztorze.

Papież Jan XVIII, który w 1004 roku został poinformowany przez biskupa Ungera oraz ocalałego Barnabę o napaści na klasztor, bardzo szybko włączył pustelników w poczet świętych męczenników Kościoła.

Pierwsi polscy męczennicy patronują diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, a ich relikwie znajdują się zarówno w wielu kościołach w Polsce, jak i we Włoszech oraz w Czechach.

Karolina Hołownia

Karolina Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Karolina Hołownia
Karolina
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap