video-jav.net

Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata

Święci i szkoła. Każdy to przechodził. Jan Bosko przeprowadzał przez to innych

Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata


Krótko: Święty bajarz i akroboata

Szkolny bohater: Nie miał specjalnie komfortowych warunków do nauki. Jako dwunastolatek opuścił dom z powodu awantur wywoływanych przez brata. Jan trafił do stajni, w której wcale nie miał lepiej. Dopiero po dwóch latach pracy w niej wraca do domu i do edukacji. Zaczyna pobierać nauki u znajomego księdza. Po śmierci nauczyciela znowu odkłada książki na cały rok. Na szczęście potem idzie do szkoły powszechnej, gdzie uczy go kapłan jeszcze znany z czasów pracy przy koniach.

Był to czas przemian politycznych we Włoszech. Przed nihilistycznymi nastrojami społecznymi, ktore panowały w miastach, uchroniło Jana Bosko życie na wsi. Poszedł więc ochoczo do następnej szkoły, jednocześnie pracując w kawiarni. Uprawiał zresztą różne zawody, marząc o skończeniu seminarium, co wiązało się z kosztami. I spełnił swoje marzenie, został kapłanem. Po święceniach odczuwał jednak niedosyt i udał się do Konwiktu kościelnego św. Franciszka z Asyżu, gdzie poza nauką miał okazję rozejrzeć się po Turynie. Tam wałęsała się zdegenerowana, sfrustrowana, dresiarska młodzież. Część z powodu szemranych sprawek lądowała w kiciu, z czym Jan Bosko nie mógł się pogodzić. Nie obwiniał aresztowanych, ale okoliczności, które sprawiły, że weszli oni na drogę występku. Postanowił ich socjalizować. Tak zaczęła się wielka historia Oratorium. A tak dokładniej…

Akcje: …kiedy wybawił pewnego chłopca z rąk hultajów, którzy zrobili sobie z niego worek treningowy. Jan Bosko uratowal go też przed analfabetyzmem. Po tej akcji towarzystwo wokół Świętego gęstniało, miał coraz więcej gości. Dzieciaki zainteresowane nauką znajdowały w jego otoczeniu znacznie więcej: skrawki normalności i uczucia rodzinne. Trzeba wspomnieć, że od dzieciństwa był on przyciągającą osobowością. Imponował kolegom cyrkowymi umiejętnościami i wspaniałą gawędą. Potrafił przytoczyć całe kazanie z głowy. Organizował ludzi od najmłodszych lat, i to skutecznie.

Zaczęło się szukanie siedziby dla odrzuconej młodzieży. Szło tak sprawnie, że Oratorium zdążyło przybrać nazwę Wędrownego. Nawet jak udało się gdzieś zahaczyć, to sąsiedztwo przepędzało zbyt głośno szumiącą (a raczej “szemraną”) młodzież. Jednak po półtora roku przeganiania z kąta w kąt towarzystwo osiadło w sympatycznej ruince, którą zaraz zaczęto remontować. Wszystko to jednak było dla ks. Jana tak wyczerpujące, że omal nie zszedł z tego świata. Ale kiedy było z nim już naprawdę nietęgo, jego wychowankowie stanęli na wysokości zadania i intensywnie omadlali swojego księdza. I wymodlili powrót do zdrowia! Ponieważ Jan nie lubił zasypiać gruszek w popiele, niedługo powstało nowe Oratorium, gdzie na dzień dobry ksiądz Jan zotał skrojony z fantów. Mimo wszystko powstawały nowe dzieła zapewniające ludziom nie tylko edukację i chęć porozumienia ze społeczeństwem, ale również pieniądze. Dzieła te przełamywały powoli opór do wyrzutków, aż Turyn trafiła cholera. Wtedy to ofiarna pomoc w walce z epidemią i piękna postawa młodzieży przelamała dystansujace stereotypy. Posypały się pieniądze, przyszli ludzie pragnący bezinteresownie wesprzeć młodych. Ci ludzie byli pierwszymi Pomocnikami Salezjańskimi.

Czemu Święty: Jan Bosko miał wielkie pragnienie wiedzy. Sam zmagał się z problemem dostępu do edukacji i walczył o tę dostępność dla innych. Wierzył w ludzi. Trafił w ciężkie czasy, w których fabryki wypierające domowe przedsiębiorstwa produkowały m. in. mnóstwo bezrobotnych. Był autentycznie przejęty losem tych, z którymi nikt nie chciał mieć do czynienia. Nie przestawał działać, nie zrażał się niepowodzeniami, znosił przeganianie jego i jego “hołoty” i nazywanie go wariatem. Doczekał się jednak ogromnych owoców, które zaczęły kwitnąć już za jego życia, kiedy „hołota” wymodliła mu zdrowie u Pana Boga.


Święty Jan z Kęt. Mózgowiec o głębokim sercu



Święty Rafał Kalinowski. Wojak, sybirak i przeor



Benedykt z Nursji. Święty z reguły



Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata



Święta Katarzyna ze Sieny. Piękna w prostocie



Święty Jan de Salle. Miłośnik światłej oświaty



Mikołaj z Miry. Święty z gestem



Święty Stanisław Kostka. Najmłodszy patron Polski



Józef z Kupertynu. Święty wysokich lotów



Maria Magdalena. Wytrwała uczennica Chrystusa


Mateusz Kalinowski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >

Benedykt z Nursji. Święty z reguły

Święci i szkoła. Każdy to przechodził. Benedykt ledwo wyszedł z tego cało

Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Benedykt z Nursji. Święty z reguły


Krótko: Święty z reguły

Szkolny bohater: Żył szmat czasu temu (półtora tysiąclecia) więc nie wszystkie szczegóły jego edukacji są znane. Wiadomo, że zaczynał u siebie w mieście razem z innymi gromadzącymi się na czymś w rodzaju warsztatów teologicznych połączonych z modlitwą. Potem udał się do Rzymu i próbował się uczyć litery (oraz) prawa, ale rozpraszało go otoczenie: nie mógł żyć wśród bezwstydu ówczesnego życia studenckiego. Niewesoła perspektywa najazdu barbarzyńców na Rzym wzmogła odczucie bezsensu wszelkich działań poza karmieniem pożądliwości ciała. Zniesmaczony Benedykt wywędrował do Subiaco, wspiął się na wysoką górę i rozpoczął pustelnicze życie. A kiedy uciekł od zepsutego świata do niedostępnej, głuchej pustelni, to zepsuty świat zaczął mu się złazić.

Mnisi z Vicovaro, słysząc o jego świętym życiu, poprosili go o przewodzenie ich klasztorem. Wkrótce jednak rozmyślili się. I to nawet bardzo. Mało co nie opuścił ich zgromadzenia nogami do przodu. Próbował zwalczać nadużycia, za co nadużyto na nim trucizny.

Akcje: Wrócił do Subiaco, gdzie czekali jego entuzjaści. Prowadził jednak solidny przesiew, nie tolerując słomianego zapału. Dzięki twardym regułom wytworzył elitę, której starczyło na dwanaście klasztorów.

Następnie znów zakasał rękawy i zaczął budować klasztor na Monte Cassino. Pracował, aż dudniło nad nowym miejscem modlitwy i wychowania zakonników, nad regułami, które pomogą utrzymać ład i porządek i umożliwią wzrost wspólnocie Kościoła, w końcu nad rozwojem Europy, zniszczonej najpierw moralnie, później również materialnie.

Czemu święty: Benedykt nie był w ciemię bity i wyciągnął daleko idące wnioski z pobytu w Vicovaro. Człowiek, który w pustelni zdążył zupełnie stracić rachubę czasu, nagle zauważa jak dezorganizacja niszczy Kościół. Budował na ludziach nieugiętych w modlitwie, pracowitych, stałych w swoim wyborze. Umierał na stojąco, wysławiając Boga po przyjęciu Komunii Świętej.

Wolał wcinać ziółka i obcować ze zwierzyną niż taplać się w pomysłach upadającej Europy. Okazało się jednak, że nie tylko on pragnie świętego życia. Zaczynał na pustelni od edukacji pasterzy na hali kończąc z tuzinem klasztorów.

 


Święty Jan z Kęt. Mózgowiec o głębokim sercu



Święty Rafał Kalinowski. Wojak, sybirak i przeor



Benedykt z Nursji. Święty z reguły



Święty Jan Bosko. Bajarz i akrobata



Święta Katarzyna ze Sieny. Piękna w prostocie



Święty Jan de Salle. Miłośnik światłej oświaty



Mikołaj z Miry. Święty z gestem



Święty Stanisław Kostka. Najmłodszy patron Polski



Józef z Kupertynu. Święty wysokich lotów



Maria Magdalena. Wytrwała uczennica Chrystusa


Mateusz Kalinowski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz
Kalinowski
zobacz artykuly tego autora >