fot. Bartolomeo Veneziano/Wikimedia

Największe zagrożenie dla Kościoła

Kim jest ten “dziwak” z Biblii, który nosił się w sierści z wielbłąda, jadł szarańczę i pił leśny miód? Patrząc z dystansu na Jana Chrzciciela (bo o nim oczywiście mowa), można pomylić go z figurą fanatycznego “odszczepieńca”. Gdy przyjrzymy się jednak bliżej, zobaczymy w nim szansę na odnowienie oblicza współczesnego Kościoła. Dlaczego?

Reklama

Bo to nie tradycjonaliści, którzy umiłowali sobie Mszę Trydencką są największym zagrożeniem dla Kościoła. Nie są nimi także “fajnokatolicy”, którzy mylą miłosierdzie z “miłosierdzizmem”. Nie stanowią niebezpieczeństwa także ruchy charyzmatyczne, które tańcem wielbią Boga w Najświętszym Sakramencie, ani też zblatowani z władzą ludzie Kościoła. Żadna z tych grup, rozumiana jako nurt, nie stanowi zagrożenia.

Niebezpieczny jest… człowiek, a właściwie jego pierwszoplanowa rola w Kościele. To wszechobecne nasze “ja myślę”, “ja uważam”, “ja się zgadzam” czy “nie ma na to mojej zgody” jest zgubą. To właśnie moje “ja”, które z upodobaniem staram się przedstawiać innym, jest tą apokaliptyczną ułudą, która prowadzi nas na manowce.

Panie, nie jestem godzien

A dlaczego szansą na zneutralizowanie tego niebezpieczeństwa jest naśladowanie Jana Chrzciciela? Bo to był człowiek, który przedstawiał się wyłącznie w odniesieniu do Kogoś większego. Zapomniał o sobie. Gdy był pytany o to kim jest, mówił, że nie jest mesjaszem i że jest Ktoś, kto przewyższa go godnością. I z tego właśnie powodu on, Jan Chrzciciel, nie jest godzien przyjmowania jakiejkolwiek “chwały” tego świata.

Reklama
Reklama

I chyba takiej postawy nam wszystkim potrzeba – zadomowienia się w roli drugoplanowej i odgrywania jej w sposób perfekcyjny. To zrobienie kroku wstecz i umiejscowienie się w tle Kogoś większego. To budowanie swojej pokory i walki z “światowością” naszego serca. Jak to wszystko zbudować? Jak pokonać lęk przed byciem “tym drugim”?

Kim dla Ciebie jest Jezus Chrystus?

Poznać Tego, który ma grać pierwsze skrzypce. Tym “Kimś” jest oczywiście Jezus Chrystus. Czasem wydaje się nam, że wiemy już o Nim wszystko, bo przecież kultura, chrześcijaństwo i wszyscy wokół opowiedzieli nam historię o Jezusie już wielokrotnie. Ale czy ma to coś wspólnego z naszą osobistą znajomością Jezusa?

Ojciec Adam Szustak odwrócił adresata pytania, które kiedyś Jezus skierował do Piłata. Zapytał ciebie i mnie:

Reklama
Reklama

„Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?” (J 18, 34)

Jezus zapytał bowiem o naszą relację. Nie zapytał o to co inni nam o Nim powiedzieli (duchowni, autorytety czy mądre książki). Zapytaj o to, kim dla Ciebie jest Chrystus. Nie o to kim jest tylko w teorii czy w dogmacie, ale kim jest w Twoim życiu.

Musisz to zobaczyć!

To osobiste przebywanie z Jezusem jest, rzecz jasna, zadaniem na całe życie.

Reklama

Jednak każda łaska, którą otrzymujemy od Niego sprawia, że zapominamy o sobie, a zaczynamy żyć Kimś większym od nas.

Zachowujemy się jak po obejrzeniu najpiękniejszego filmu, przeczytaniu książki czy ujrzeniu wyjątkowego obrazu: pędzimy do bliźniego, by podzielić się swoim zachwytem. Mówmy “musisz to zobaczyć!”

A Jezus jest przecież nieskończonym Pięknem i Dobrem, więc im więcej Jego wzrastania w nas, a naszego umniejszania (J 3, 30), tym większa nadzieja dla Kościoła.

.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę