Nasze projekty
Fot. dylan nolte/Unsplash

Anna Maria Taigi. Święta żona, matka siedmiorga dzieci i… ewangelizatorka

Miała tak zażyłe relacje z Jezusem, że kiedy zabierał ją w mistyczne uniesienia do świata rzeczywistości duchowej, podczas wykonywania prac domowych potrafiła powiedzieć Mu: „Panie, zostaw mnie w spokoju, jestem matką rodziny!”. Tymczasem Bóg wybrał ją – żonę i matkę siedmiorga dzieci – aby została świętą.

Reklama

Spojrzenie kapłana

W styczniu 1791 roku razem ze swoim mężem Domeniciem nawiedzała bazylikę św. Piotra. Modląc się, zauważyła nieznajomego księdza. Na moment ich spojrzenia spotkały się i Anna poczuła nagłe, nieodparte pragnienie zmiany życia i poświęcenia się Bogu. W tym samym czasie ów kapłan usłyszał w sercu słowa: Przyjrzyj się tej młodej kobiecie. Pewnego dnia zwróci się do ciebie, a wtedy doprowadź ją do nawrócenia, gdyż to Ja wybrałem ją, aby została świętą”.

Po powrocie do domu nie potrafiła zaznać spokoju, ciągle wracała pamięcią do tego niezwykłego zdarzenia. Nie potrafiła go zrozumieć, miała przecież męża i dzieci. Nurtowało ją pytanie: czego może chcieć od niej Bóg? Kilka miesięcy później udała się do kościoła św. Marcelego, aby przystąpić do spowiedzi. Gdy uklęknęła przy kratach konfesjonału, zobaczyła tego samego kapłana, którego spotkała w bazylice św. Piotra – był to Angelo Verardi, wikariusz parafii, mający opinię człowieka „żyjącego w świętości”. I usłyszała od niego: „Nareszcie jesteś!”…

Fot. brewiarz.pl

Reklama
Reklama

Na służbie u bogatej arystokratki

Anna Maria Taigi urodziła się w Siennie, ale razem z rodzicami przeniosła się do Rzymu, gdzie jej ojciec planował się wzbogacić. Niestety kryzys ekonomiczny sprawił, że rodzina straciła cały majątek, a Anna Maria – już jako trzynastoletnia dziewczynka – musiała podjąć pracę. Została przyjęta na służbę u bogatej arystokratki Marii Serra Marini i szybko zaskarbiła sobie sympatię chlebodawczyni. Zresztą nie było to trudne.

Była niezwykle pracowita, uprzejma, pogodna i spokojna. Pracowała u niej, aż do  ślubu, który wzięła z majordomusem księcia Chigi, Domenicem Taigi. Jej mąż był praktykującym katolikiem, człowiekiem pracowitym, sympatycznym, o dobrych manierach. Szybko okazało się jednak, że ma również bardzo porywczy charakter i ulega zmiennym nastrojom. Anna Maria potrafiła skutecznie obłaskawić swojego męża, a dzięki jej łagodności i wrażliwości małżeństwo to było udane i szczęśliwe. Oboje lubili życie towarzyskie, piękne stroje, muzykę i teatr.

Nawrócenie do nowego życia

Po generalnej spowiedzi w kościele św. Marcelego, postanowiła całkowicie zerwać z dotychczasowymi przyzwyczajeniami. Miała jednak dzieci, które jej potrzebowały i męża, któremu ślubowała wierność. Nie chciała w żaden sposób zaniedbywać obowiązków żony i matki. Zapytała więc męża o zgodę na zmianę stylu życia, a kiedy ją otrzymała, zobaczyła w tym znak od Boga. Porzuciła więc kosztowne stroje i rozrywki, a zajęła się rozwojem duchowym.

Reklama
Reklama

Codziennie uczestniczyła we Mszy świętej i przystępowała do Komunii, wiele godzin spędzała na modlitwie i Adoracji Najświętszego Sakramentu. Podejmowała posty i umartwienia w intencji nawrócenia grzeszników. Zajmowała się ubogimi, chorymi, ludźmi potrzebującymi duchowego kierownictwa, a przy tym nawet w najmniejszym stopniu nie zaniedbywała swojej rodziny, tworząc w domu pełną ciepła i miłości atmosferę. Wychowywała swoje dzieci w duchu służby bliźniemu, często zabierając je do potrzebujących. 

Wizje i nadprzyrodzone dary

Od momentu nawrócenia towarzyszyły jej nadprzyrodzone dary i wizje. Potrafiła czytać w ludzkich sercach i rozeznawać sumienia, dzięki czemu każdego mogła poprowadzić na drogę nawrócenia. Jej modlitwa wstawiennicza przynosiła uzdrowienie ciała i duszy. Jeśli nie mogła przyjść osobiście do chorego, posyłała mu oliwę z lampki palącej się pod obrazem Maryi w jej domu i polecała by się nią namaścił, co przynosiło ulgę w cierpieniu.

Posługiwała się darem rady, wszystko co mówiła było przepełnione mądrością i światłem, celnie trafiało do słuchacza. Z jej rad korzystali duchowni i świeccy, możni tego świata oraz ludzie prości. A ona nikogo nie odsyłała, od nikogo też nie przyjmowała zapłaty. Miała nieustanne widzenie „Słońca”, w którym widziała wydarzenia przyszłe w historii kraju, świata, Kościoła, a także w życiu konkretnych ludzi, którzy do niej przychodzili. Przewidziała też dzień swojej śmierci. Wiedziała, że nastąpi ona w piątek i będzie wtedy zupełnie sama, jak Jezus konający na krzyżu.   

Reklama

Podczas procesu beatyfikacyjnego Domenico Taigi powiedział: „Nigdy się nie sprzeczała, poświadczam to na chwałę Bożą, ja, który spędziłem czterdzieści osiem lat z tą błogosławioną duszą. Żyliśmy w niezmiennym spokoju, niczym w raju”.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę