video-jav.net

Niewidoczni. Ubodzy w Warszawie

Szybki krok, pośpiech, klaksony samochodów - warszawska ulica codziennie rano biegnie, by zapracować na swoje szczęście. Nie wszyscy nadążają. Niektórzy próbują pomóc sobie alkoholem, inni wypadają z gry

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wśród miliona siedmiuset mieszkańców Warszawy są i ci, którym się nie spieszy. Bo nie mają już dokąd ani do kogo. Ubodzy. Na pierwszy rzut oka niewidoczni. Ale w Warszawie tuż obok obojętności typowej dla wielkich aglomeracji, obecna jest też wrażliwość na los tych, co są w potrzebie. Caritas, parafie, zakony i zwykli mieszkańcy starają się mieć otwarte oczy.

 

Na mapie miasta

“Bieda w Warszawie schowała się za szklanymi biurowcami” – twierdzi ks. Zbigniew Zembrzuski, dyrektor warszawskiej Caritas. Wielkie kontrasty widoczne są praktycznie w każdej z dzielnic. Śródmieście, Mokotów, Wola, Ursynów i Ochota dynamicznie się rozwijają. Powstają nowe biurowce i osiedla a tuż obok – w Warszawie – żyją ludzie, którzy nie mają dostępu do pełnej elektryczności czy odpowiednich warunków sanitarnych. Niektórzy tak bardzo wstydzą się swojej sytuacji, że z pomocy Kościoła korzystają w sąsiedniej parafii – tak, by nikt o tym nie wiedział.

Kim są ubodzy? Definicje bywają różne. Najważniejsze, by ich zauważyć. To może być dziecko, człowiek w pełni sił albo osoba starsza. “Ubogim jest człowiek, który bez pomocy drugiej osoby nie poradzi sobie, jego codzienna egzystencja jest poważnie zagrożona” – mówi szef warszawskiej Caritas.

Stosunkowo najłatwiej w przestrzeni miejskiej dostrzec bezdomnych. Przebywają na dworcach, w tramwajach, supermarketach. W pobliżu Starówki ustawiają się w kolejce po posiłek do jadłodajni kapucynów albo sióstr kalkutanek na Bródnie.

Według miejskich statystyk z ubiegłego roku w Warszawie żyje ok 2 tys. 700 osób bezdomnych. Organizacje pozarządowe, które im pomagają szacują, że jest ich znacznie więcej. Przynajmniej 5 tysięcy. Ich “domem” są nieogrzewane altanki na działkach, blaszane garaże, czasem namioty lub szałasy w zalesionych częściach miasta. Doraźnie korzystają z noclegowni i schronisk.

“Trudno jest ich policzyć, trudno też wyznaczyć granice ubóstwa podobnie jak też granice samej bezdomności” – zauważa Magda Wolnik z warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Młodzi z tej wspólnoty regularnie, kilka razy w tygodniu, w różnych punktach miasta spotykają się z bezdomnymi. Samej tylko Caritas udaje się w ciągu roku wyprowadzić z bezdomności 30 osób

 

fot. Arcadius / flickr.com / CC BY 2.0

 

Pod dachem

Ubogimi w Warszawie bywają także ci, którzy mają dach nad głową. Starsi mieszkańcy stolicy nierzadko borykają się z problemami jak związać koniec z końcem. Skromne renty czy emerytury nie wystarczają im na opłaty za mieszkanie czy pokrycie kosztów jedzenia i leków. Oni również są ubodzy. A to, że mieszkają w Warszawie, gdzie według GUS przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi ponad 5,5 tys. złotych niewiele zmienia ich sytuację. Pomiędzy tymi, którzy mają znacznie więcej, a tymi, którzy nie mają nic lub mają niewiele istnieje przepaść.

Na szczęście, na przestrzeni ostatnich lat – jak zauważa dyrektor warszawskiej Caritas – coraz więcej jest organizacji i środowisk, które są gotowe pomagać i faktycznie pomagają potrzebującym. Ludzie chcą się dzielić z innymi i pomagać. 1,5 tys. wolontariuszy angażuje się w 115 parafialnych zespołach Caritas. Ks. Zembrzuski nie ma sygnałów, żeby ludzie skarżyli się, że “nie ma się do kogo zwrócić po pomoc”.

Kłopot w tym, że wiele osób ubogich, które mieszkają we własnych domach czy mieszkaniach nie ujawnia się. Pozostają niewidoczni, gdyż sami starają się zaradzić swojej biedzie i codziennym potrzebom. Czasem można ich spotkać na bazarku, gdy sprzedają pietruszkę lub polne kwiaty, by podratować swój budżet.

“Warto być uważnym na ludzi, którzy może żyją gdzieś obok nas , w tym samym bloku, klatce schodowej – zwraca uwagę szefowa Sant’Egidio w Warszawie. Może nie mają śmiałości, by poprosić o pomoc, choć tej pomocy bardzo potrzebują”.

 

Tacy sami

Samotność bywa istotnym wyznacznikiem ubóstwa. Dotyka nie tylko bezdomnych i starszych, którzy nie mają rodzin lub ich więzi rodzinne poluźniły się. W opowieściach o ich życiu często powtarza się schemat: nie potrafili poradzić sobie z dramatycznymi, nie zawsze zawinionymi, wydarzeniami w życiu a w otoczeniu nie było wystarczająco dużo osób, które byłyby dla nich wsparciem. Nie poradzili sobie, zostali sami, niektórzy trafili na ulicę.

Z doświadczeń Wspólnoty Sant’Egidio wynika, że ważną grupą osób ubogich w Warszawie są też pensjonariusze domów opieki społecznej: starsi i chorzy. “Oni nawet często mają rodziny, żyjące kilka ulic dalej, ale niektórzy odkąd trafili do DPS, nie widzieli już więcej swoich krewnych. Są ubodzy, samotni i cierpią często nie mniej niż ci, którzy żyją na ulicy – zauważa Magda Wolnik. “Odwiedzamy ich, bo wierzymy, że bezinteresowne relacje i przyjaźń mogą dać siłę, chęć do życia i nadzieję “. Młodzi z kolei wiele uczą się od starszych. Szybko zaczyna mylić się kto komu pomaga.

 

fot. Roger Marks / flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0

 

Od czego zacząć?

Niektórzy ubodzy sami inicjują na ulicy spotkania. Pytają: “czy ma pan/pani papierosa”? Gdzie jest przystanek lub jakaś ulica? Czy mogę poszukać puszek? A gdy obie strony przełamią lęk – czasem w oczekiwaniu na tramwaj toczą się przystankowe rozmowy o tym, jak radzić sobie z agresją lub co zrobić, gdy ktoś bliski nie chce rozmawiać jak równy z równym.

By zauważyć tych, którzy wydają się być w Warszawie niewidzialni wystarczy zatrzymać się w biegu. “Wystarczy czasem komuś spojrzeć w oczy, podać rękę, zapytać o imię, o to, czego potrzebuje, żeby przełamały się lody, które są przede wszystkim w nas – twierdzi odpowiedzialna warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Drobne gesty życzliwości i zainteresowania pozwalają znaleźć drogę do spotkania z drugim człowiekiem, by razem szukać rozwiązania problemu czy konkretnej pomocy. Nie chodzi tylko o doraźny gest dobrej woli ale spotkanie , które zmienia powoli zarówno nas, jak i te osoby”.

Młodzi ludzie, którzy wychodzą na ulice Warszawy spotykać się z bezdomnymi, podkreślają, że te relacje stają się dla nich niezwykle ważne. Pozwalają przełamywać stereotypy, lęk przed drugim człowiekiem czy braniem na siebie czyichś trudności. “Dźwigamy je jako wspólnota odpowiadając wspólnie za przyjaźń z człowiekiem, którego poznaliśmy. To daje nam siłę do pokonywania trudności. Uczymy się, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, ale też, że trzeba z Nim współpracować i Mu zaufać” – mówi Magda Wolnik.

 

Ubogi i Bóg

Spotkania z ubogimi uczą młodych warszawiaków nie tylko przełamywania kręgu własnej samotności, ubóstwa duchowego czy ubóstwa relacji. Bardzo wielu z nich spotkania z ubogimi doprowadzają do spotkania z Bogiem. Szefowa Sant’Egidio opowiada, iż “część młodych ludzi przychodzi do ubogich, bo sami mieli szansę spotkać się w swoim życiu z Bożym miłosierdziem. Ale przychodzi też wielu takich, którzy mówią: nie mam nic wspólnego z Kościołem i nie chcę mieć, ale po jakimś czasie dzięki ubogim przełamują tę barierę. Przez spotkanie z nimi faktycznie zaczynamy przeczuwać kim jest Bóg, czym jest Jego miłosierdzie w życiu tych osób i w naszym życiu. Może dlatego ulica i spotkania z ubogim tak bardzo wciągają, bo dają wiele radości i mają w sobie smak spotkania z Bogiem”.

 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Czego młodzi Holendrzy oczekują od Kościoła?

„Młodzi nie przychodzą do Kościoła po coś, co mogą łatwo otrzymać gdzieś indziej, ale poszukują niezwykle autentycznego, wręcz radykalnego doświadczenia religijnego" - wynika z ankiety przed przyszłorocznym Synodem Biskupów o młodzieży, przeprowadzonej przez episkopat Holandii. "Ta radykalizacja jest znacząca: młodzi nie boją nauczania Kościoła i mówienia o prawdzie, nawet, gdy jest ona niewygodna. Młodzi ludzie są spragnieni prawdy” - czytamy w raporcie, który jest syntezą ankiet.

Polub nas na Facebooku!

Brakuje wspólnego języka młodych i Kościoła

W udzielanych odpowiedziach, młodzi Holendrzy jednomyślnie podkreślali, że zadaniem Kościoła jest szukanie młodych ludzi, bycie obecnym w środowiskach, w których żyją na co dzień, słuchanie ich i głoszenie Ewangelii językiem zrozumiałym dla młodzieży. Szczególnie pozytywnie młodzież holenderska wypowiadała się o działaniach podejmowanych przez tzw. grupy pastoralne, które starają się wypełniać przestrzeń dzieląca Kościół i rzeczywistość, w jakiej żyją młodzi. 

Odpowiadając na ankiety, wielu księży podkreślało, że rzadko zdarza im się rozmawiać z młodymi ludźmi i zazwyczaj nawiązują z nimi kontakt poza działalnością duszpasterską. Mówili także o trudnościach ze znalezieniem języka, którym mogliby porozumieć się z młodym pokoleniem.

Te trudności komunikacyjne przekładają się braki w zakresie duchowego kierownictwa: to młodzi, częściej, niż księża, są dla swoich rówieśników duchowymi przewodnikami. 

Kościół stara się słuchać

Ankietowani podawali wiele przykładów miejsc i sytuacji, w których Kościół stara się wsłuchać w to, co mówią młodzi ludzie. To m.in. spotkania z uczniami i nauczycielami w szkolnych duszpasterstwach, aktywność w mediach społecznościowych, liczne propozycje formacyjne (m.in. przygotowania do sakramentów, do udziału w ŚDM, wspólne wyjazdy, chóry, grupy biblijne i katechetyczne). Podkreślali też, że ważne jest słuchanie młodych, którzy przychodzą na Msze św. zwłaszcza tych, którzy mówią, że nie rozumieją Eucharystii, albo nie uczestniczą w niej regularnie. 

Okazją do słuchania młodych jest też przekazywanie im odpowiedzialności za różne zadania i wydarzenia w diecezjach, w sposób, który pozwala im rozwijać talenty, ale też mówić o sobie. 

 

Jesteśmy Kościołem Katolickim, witajcie w domu!

 

Wiele presji i zero autorytetów 

 

Wśród zagrożeń współczesnej młodzieży przede wymieniane było zeświecczenie społeczeństwa, w którym młodym nie tylko nie przekazuje się wiary, ale też jest ona „zepchnięta na dalszy plan” i traktowana jako „sfera prywatna”. W takim społeczeństwie młodzi ludzie, którzy są wierzący, są mniejszością, a wyznawanie wiary wymaga od nich wielkiej odwagi, tym bardziej, że Kościół jest często postrzegany jako instytucja nudna, oderwana od współczesnych wyzwań i borykająca się z wewnętrznymi problemami.

Kolejnym zagrożeniem dla młodzieży jest, według ankietowanych, presja podejmowania dobrych decyzji, za którą nie idzie wsparcie autorytetów, ale relatywizacja i pomnażanie możliwych wyborów, co powoduje zdezorientowanie młodych ludzi. 

„Są oni oszołomieni [wieloma] propozycjami dotyczącymi religii, duchowości, filozofii, sportu, przyjaciół, muzyki, pracy, edukacji itd. Ta wielka wolność czyni wybór jeszcze trudniejszym, młodzi boją się wykluczać pewne opcje. Są pod presją i boją się stawania przed wyborami” – czytamy w syntezie. 

Ponadto, młodzi ludzie budują coraz płytsze relacje, za to coraz intensywniej angażują się w świat wirtualny, w którym ulegają presji tworzenia „idealnego świata”, który podlega nieustannej ocenie i wymaga ciągłego „bycia online”. Natomiast w świecie rzeczywistym zmagają się z rosnącymi oczekiwaniami dotyczącymi budowania kariery, przy jednoczesnej niestabilności rynku pracy, na którym oferuje się im najczęściej czasowe (2-letnie) zatrudnienie.

 

9 papieskich wskazówek dla młodzieży

 

Stawać się uczniem Chrystusa, ale nie w parafii

 

Wśród sposobów na budowanie relacji z młodzieżą i przybliżanie ich do Kościoła, zwraca uwagę pochwała „discipleship” (ang. „uczniostwo”), czyli tych inicjatyw, które uczą młodych ludzi jak, krok po kroku stawać się uczniem Chrystusa w codziennym życiu. Respondenci podkreślali, że taką formację proponują nowe ruchy, m.in. Emmanuel, Focolare, Follow Me, Life Teen.

Owoce daje też udział w wydarzeniach, takich jak ŚDM, spotkania Taizé, amsterdamska procesja „Silent walk”, inicjatywa „Poznaj Mnicha” holenderskiej gałęzi Wspólnoty św. Jana i diecezjalne spotkania młodzieży z biskupami odbywające się pod wspólnym hasłem „Wieża wiary”. Młodzi cenią sobie także bezpośrednie spotkania z osobami, które są dla nich świadectwem wiary, jak np. z siostrami ze zgromadzenia misjonarek miłości. 

Z udzielanych odpowiedzi wynika, że młodzi nie utożsamiają się z lokalnymi wspólnotami (tj. parafiami), ale poszukują w przestrzeni Kościoła treści i osób przemawiających do ich wrażliwości i potrzeb. 

 

Zabawa z rówieśnikami i solidarność z potrzebującymi

 

Wśród „poza kościelnych” wydarzeń, cieszących się popularnością wśród młodzieży, ankietowani wymieniali muzyczny PinkPop Festival, gromadzący każdego roku ok. 60 tys. uczestników, a także musical „Pasja” z udziałem największych artystów, transmitowany w każdy Wielki Czwartek. Respondenci wskazywali też, że młodzi chętnie korzystają z tzw. „nocnego życia” i bawią się w gronie rówieśników. 

Z drugiej strony, holenderska młodzież chętnie włącza się w wydarzenia, będące wyrazem solidarności z potrzebującymi, np. doroczną akcję charytatywną Holenderskiego Czerwonego Krzyża „Serious Request” i różnego rodzaju marsze milczenia i solidarnego sprzeciwu wobec różnych przejawów zła i niesprawiedliwości w życiu społecznym. 

 

Potrzeba radykalnego świadectwa, trwałych więzi i wizji duszpasterskiej

 

Wśród oczekiwań młodych Holendrów względem Kościoła, wiele jest głosów mówiących o tym, że poszukują oni wiarygodnych i radykalnych świadków wiary i przywiązania do Ewangelii. 

„Młodzi nie przychodzą do Kościoła po coś, co mogą łatwo otrzymać gdzieś indziej, ale poszukują niezwykle autentycznego, wręcz radykalnego doświadczenia religijnego. Ta radykalizacja jest znacząca: młodzi nie boją nauczania Kościoła i mówienia o prawdzie, nawet, gdy jest ona niewygodna. Młodzi ludzie są spragnieni prawdy” – piszą autorzy syntezy.

Z kolei we wspólnotach szukają trwałych relacji, opartych na prawdziwej miłości. Chcą czuć się kochani, wartościowi i traktowani serio, tak, aby z jednej strony móc służyć swoim doświadczeniem życia w nowoczesnym świecie, a z drugiej otrzymywać jasną wykładnię nauki Kościoła. 

Zarówno na płaszczyźnie relacji, jak i proponowanych inicjatyw, młodzi ludzie oczekują ciągłości. A więc: spotkania młodych, takie jak ŚDM, powinny mieć swój ciąg dalszy w spotkaniach małych grup, które kontynuują to doświadczenie i dzielą się wiarą. Podobnie też, ten sam duszpasterz, odpowiedzialny za duszpasterstwo młodzieży, powinien mieć możliwość towarzyszenia młodym ludziom przed, w trakcie i po spotkaniu młodych, a nie tylko być „oddelegowanym” do udziału w pojedynczym wydarzeniu.

„ŚDM i podobne wydarzenia/wyjazdy nie powinny być promowane, jako pojedyncze wydarzenia, ale stawać się częścią dobrze przygotowanego programu przed i po wydarzeniu, odnoszącego się do codziennego życia” – sugerują ankietowani. 

 

Tak wygląda powołanie! Zobacz film warszawskich kleryków

 

Trzeba rozmawiać o powołaniu

 

Wielu respondentów zwracało uwagę, że w rodzinach i wspólnotach nie rozmawia się dostatecznie dużo o rozeznawaniu powołania, a temat ten podejmowany jest w niektórych homiliach i intencjach modlitewnych. Z drugiej strony, to właśnie rodzinne i wspólnotowe spotkania, a także indywidualne rozmowy są dla młodych ludzi największą pomocą w rozeznawaniu życiowego powołania, a duży wachlarz tego rodzaju aktywności oferują im ruchy i wspólnoty ewangelizacyjne. 

Jak zapewniają autorzy ankiety, odpowiedzi były zbierane na wiele sposobów: we wszystkich siedmiu diecezjach Kościoła katolickiego Holandii, we współpracy z Centralnym Biurem Statystycznym, we współpracy z holenderską konferencją zgromadzeń zakonnych, a także we współpracy z seminariami. „Rezultaty tych badań powinny przynieść odpowiedzi na pytania o środowiska, w jakich żyją młodzi ludzie oraz jak Kościół katolicki może łączyć się z nimi, by mogli budować relację z Jezusem Chrystusem” – piszą autorzy opracowania. 

Wśród tzw. dobrych praktyk, które Kościół holenderski chce przedstawić jako sprawdzone doświadczenie pracy z młodzieżą, wymienione zostały dobroczynne wigilie, diecezjalne spotkania młodych w ramach „Wieży wiary” i „Samuel project” kard. Martiniego, zachęcający młodych ludzi do modlitwy Pismem Świętym metodą Lectio Divina.

Holandia liczy obecnie ponad 16,97 mln mieszkańców, spośród których blisko 23 proc. (tj. 3,88 mln osób), deklaruje się jako katolicy. 17 proc. holenderskiego społeczeństwa (tj. ponad 2,94 mln osób) stanowią ludzie młodzi w przedziale 16-29 lat, z których ponad 62 proc. pracuje a blisko 61 proc. studiuje. 

W latach 2011-2015 w Holandii 2320 par zawarło sakrament małżeństwa w Kościele katolickim, a średnia wieku osób wstępujących w związek małżeński wynosiła: 37,3 lat dla mężczyzn i 34,1 dla kobiet (wg danych z lat 2012-2016). Statystycznie, na rozpoczęcie formacji kapłańskiej decyduje się rocznie 3,5 osób, a średnia ich wieku wynosi 26 lat. Według statystyk, w seminariach formuje się rocznie 25 osób, których średnia wieku mieści się w przedziale 30-50 lat.


abd (KAI) / Amsterdam