Teologia nie kłóci się z psychologią

"Jeżeli ktoś uważa, że jest jakaś sprzeczność pomiędzy teologią a psychologią to znaczy, że ma braki wiedzy albo z jednej albo z drugiej dziedziny. Kompetentna psychologia nigdy nie jest zagrożeniem dla życia duchowego" - powiedziała Agnieszka Huf, psycholog i redaktor portalu Stacja7, w rozmowie z Michałem Kłosowskim w Poranku Rozgłośni Katolickich.

Polub nas na Facebooku!

Rozmowa była komentarzem do opublikowanego niedawno na Stacji7 wywiadu “Czy katolik może chodzić do psychologa”, w którym ks. dr Krzysztof Matuszewski, psycholog i psychoterapeuta, opowiada o różnicach między wiarą i psychologią.

Agnieszka Huf zwróciła uwagę, że zdarza się, że u osób głęboko wierzących pojawia się przekonanie, że problemy psychologiczne rozwiąże modlitwa. Niektórzy uważają, że w Jezusie jest zbawienie, jest uzdrowienie, to powinno wystarczyć. Uważają, że zewnętrzna pomoc jest dowodem na słabą wiarę – powiedziała Agnieszka Huf i zauważyła, że nie ma konieczności, by osoba wierząca szukała do konsultacji także psychologa czy psychoterapeuty, który jest osobą wierzącą. Jak mówi, wielu osobom świadomość, że taki terapeuta jest osobą wierząca, rzeczywiście da większe poczucie bezpieczeństwa, że nie będzie ingerował w ich skalę wiary. Jednak jak zauważa, “dobry specjalista nie może ingerować w tę sferę”. Psychologia i duchowość są obok siebie, zazębiają się, ale to nie jest ta sama sfera. Każdy specjalista zajmuje się tym, co jest mu bliskie. Psycholog zajmuje się sferą psychiczną, sferą emocjonalną, nawykową. Nie będzie ingerował w wiarę i system wartości człowieka – powiedziała Agnieszka Huf.

Z drugiej strony, jak wskazała, nie chodzi o to, by sferę duchową zupełnie pominąć. Modlitwa zawsze jest podstawą. Natomiast jeżeli te problemy stają się przytłaczające, lęk zaczyna utrudniać życie, to należy poszukać pomocy psychologicznej czy psychoterapeutycznej. Niekoniecznie u osoby głęboko wierzącej, bo bardzo często nie wiemy jaki światopogląd ma specjalista, do którego idziemy – wyjaśniła rozmówczyni Michała Kłosowskiego. Zauważyła również, że kompetentna psychologia nigdy nie jest zagrożeniem dla życia duchowego i że teologia nie stoi z psychologią w żadnej sprzeczności.

Całej rozmowy można posłuchać tutaj:

 

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

7 rzeczy, które dało mi duszpasterstwo akademickie

Sześć lat studiowania było dla mnie gonitwą z miejsca w miejsce, łapaniem różnych srok za ogon i szukaniem spełnienia w tym, co robię. Nie działo się to jednak przede wszystkim w murach uczelni, a w duszpasterstwie akademickim.

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak co roku w okolicach końca września i początku października wspominam czas, kiedy dopiero co wywiozłam z domu swoje rzeczy, a pozornie obce miasto miało stać się towarzyszem życia na najbliższe kilka lat. Przechodząc kilka dni temu obok akademików miałam w głowie tylko myśl “jak ja zazdroszczę tym ludziom, że czas studencki dopiero przed nimi!”. Oto 7 rzeczy, które dało mi DA, a których, jak sądzę, nie dałoby mi nic innego w tamtym czasie.

 

Odwaga

Do przekroczenia progu budynku duszpasterstwa akademickiego potrzebowałam 9 miesięcy i jednej koleżanki, która robiła za przewodniczkę. Jednak pisząc odwaga, mam na myśli miliony mikro kroczków, żeby przełamać strach przed nowymi ludźmi, sprawami, odpowiedzialności i robieniem wielu (wielu, wielu, wielu) rzeczy po raz pierwszy w życiu. Każdorazowe stawianie czoła nowej sytuacji zbudowały we mnie odwagę i poczucie, że duże sprawy zaczyna się od małego pytania “a może zrobimy?”

 

Kompas życia i nowy dom

Nie da się ukryć, że wyjazd w nieznane dla każdego wiąże się z czym innym. Studia i radzenie sobie z problemami pustej lodówki, braku papieru toaletowego oraz odwiecznej zagadki jak przeżyć sesję w grupie rówieśniczej myślącej podobnie dały poczucie nowego domu. Duszpasterstwo stało się miejscem, gdzie razem borykaliśmy się z tymi samymi problemami, płakaliśmy nad wielkimi klapowatymi miłościami i śmialiśmy do utraty tchu w środku nocy.  

 

Szkoła odpowiedzialności i działania

Przebywanie na co dzień wśród ludzi, którzy stali się bardzo bliscy zaprocentowało tym, że razem działaliśmy na wielu płaszczyznach. Od organizowania wyjazdów, przez duże wydarzenia ewangelizacyjne, aż po nieustanne przeprowadzki każdego po kolei. Fakt, że ktoś na ciebie liczy bardzo uczy odpowiedzialności (także grupowej) i często rezygnacji z szybkich wymówek.  

 

Relacje

Punkt, w którym wszystko się zaczyna i kończy. Relacje – z ludźmi i Bogiem. Na pewien etap i na całe życie. Wspólna wiara, modlitwa, dzielenie życia i przeżywanie codzienności. Pierwsze zrywy na roraty u dominikanów o 6:30, pierwsze “dorosłe” przesiadywanie w kawiarni. Jak to kiedyś przeczytałam w książce o serialu Przyjaciele, to był czas, kiedy przyjaciele są rodziną. Stawianie kroków w dorosłość było też uczeniem się kompromisów, rezygnacji, współpracy. Przez to, że jakoś z zasady przyjęliśmy za pewnik wzajemną sympatię i dobre nastawienie, przestrzeń do kształtowania charakteru była bezpieczna i sprzyjająca.  

 

Możliwość spełniania marzeń, o których nie miałam pojęcia

Nagranie pełnoformatowej płyty, koncerty, wielkie remonty? Bycie w duszpasterstwie akademickim pokazało mi (i dało spełnić) marzenia, o jakich nie miałam pojęcia! Dla innych było to zdobycie wielu szczytów górskich, dla jeszcze kogoś rozwój intelektualny i duchowy. Wiedziałam, że jeśli tylko znajdę partners in crime, to nic nas nie powstrzyma przed realizacją nawet najbardziej szalonych pomysłów.

 

Poczucie przynależności

No właśnie. W tym czasie każdy niby był sam, a jakoś wszyscy byliśmy razem. Poczucie przynależności, zaufania i otwartości uzależnia! 

 

Najpiękniejsze wspomnienia

Co tu dużo mówić. Czas spędzony w duszpasterstwie akademickim był na tamtym etapie najlepszym co spotkało wielu z nas w życiu. Nie bez powodu nasi rodzice i dziadkowie wspominają “studenckie czasy” jako wspaniały okres w życiu. A wykorzystany w pełni z szacunkiem do siebie i siebie nawzajem i w Bożym Duchu jest nie do zastąpienia.

 

Paulina Malczyk

Paulina Malczyk

Uwielbia jazdę pociągami, czarną mocną kawę, wygodne sukienki, sernik, kolor niebieski i pracę z kalendarzem w ręce. W wolnych chwilach czyta książki kucharskie, śpiewa, dyryguje i robi albumy ze zdjęciami. Z wykształcenia manager kultury, z doświadczenia superniania, wieloletnia autorka kulinarnego bloga Lendryggen.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Paulina Malczyk
Paulina
Malczyk
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap