video-jav.net
KULTURA

Pomóc to znaczy spotkać się

Jak skutecznie pomagać? Jak mądrze pomagać? Czy powinniśmy dać pijanemu symboliczną złotówkę, kiedy nas o to prosi? I czy ubogim wystarczy tylko pomoc finansowa? Na te pytania odpowiedzi udzielił nam br Albert, który pracuje z bezdomnymi i maluje ich portrety

Brat Albert
Koczaj
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jesteśmy ludźmi i każdy z nas coś myśli i coś czuje, również wtedy, kiedy spotykamy się z ludzką biedą. I tak:

Rozum napotykając nieodzowne trudności na drodze pomocy drugiemu człowiekowi skłonny jest do tworzenia swoistej „matematyki pomagania”. Na przykład, na problem, niezbyt sympatycznego potrzebującego, na dodatek pijanego człowieka, który prosi nas o pomoc, rozum odpowiada schematycznymi myślami: pomagam, ale nie na ulicy, pomagam trzeźwym, z pewnością to alkoholik i przepije moją jałmużnę. Jest to bardzo słuszne… tylko, że po drodze zginął gdzieś cel naszego działania czyli człowiek wraz ze swoim bogactwem. Trudno dostrzec prawdziwego człowieka, kiedy prym wiedzie gonitwa naszych myśli.

 

Emocje z kolei często pchają nas na mielizny małoduszności, nie pozwalając wypłynąć na głęboką wodę. Przykładem mogłaby być „pomoc biedaczkom”, którym, jak sądzimy, uchylamy nieba, dając, bez jakichkolwiek wymagań, kilka groszy, pozostając w wygodnej ślepocie na dalszy ich los. Szybki strumień naszego emocjonalnego rozrzewnienia przysłania prawdę o potrzebującym, sprowadzając go do jego biedy.

 

Obrazy tworzone przez autora artykułu, br. Alberta Koczaja. Przedstawiają osoby bezdomne, obecnych i dawnych mieszkańców Przytuliska prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów

 

Dlatego nie wystarczy zobaczyć, trzeba się spotkać

Często spotykamy się z wytartym sloganem: „Brat Albert zobaczył Chrystusa w drugim człowieku”. Ilekroć te słowa poruszają wyłącznie nasze emocje, pozostają sentencją zaspokajającą sentymentalne potrzeby. Jednak refleksyjne pochylenie się nad tą formułą, może przyczynić się do duchowego wzrostu. Na jakim poziomie mogę zobaczyć w bezdomnym człowieku Chrystusa? Tym poziomem może być spotkanie się z nim, z dystansem do swoich rozumowych schematów czy emocjonalnych karykatur. Fundamentem takiego spotkania może być wspólna wszystkim godność dzieci Bożych, ubogacona śmiercią Chrystusa za każdego człowieka.

Bezinteresowność z pewnością nas przerasta, jest jednak możliwa, gdy uświadomimy sobie swoją bezradność i z tą świadomością spojrzymy na swoje myślenie i czucie. Dar Boga z siebie i możliwość naszego w nim udziału jest jedyną drogą do zaistnienia bezinteresownej pomocy drugiemu. Udział w miłości Boga, który kocha wszystkich, wyznacza rzetelną autorefleksję.

 

Obrazy tworzone przez autora artykułu, br. Alberta Koczaja. Przedstawiają osoby bezdomne, obecnych i dawnych mieszkańców Przytuliska prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów

 

Popatrz na Maryję

W walce o skuteczne pomaganie drugiemu, pomocą jest również zapatrzenie się w Maryję, dla której Bóg – Człowiek był drogą przeżywania wiary. Ludzki sposób obcowania z Bogiem to najskuteczniejszy sposób by „nauczyć się” dobrego przeżywania swoich relacji, w tym tych relacji, w których niesiemy innym pomoc.

Jeżeli świadomość bezradności i obdarowania będzie korzeniem, utkwionym w glebie spotkania z drugą osobą, a szlachetna motywacja pomagania pełnić będzie rolę pnia, z pewnością przycinanie gałązek rozumu, woli i uczuć da pełną harmonię i prawdziwe piękno.

Otwarcie się na spotkanie, ze świadomością Bożej obecności uzupełniającej nasze braki, pozwala spojrzeć przede wszystkim na drugiego człowieka, a nie na jego zachowanie czy trudną sytuację. Taka postawa ułatwi stawianie rozsądnych wymagań bez popadania w schematyzm czy emocjonalną małoduszność.

Otwarcie się na misterium naszego człowieczeństwa, zapewnia czujność wobec przejawów egoizmu, konieczną w dorastaniu do złożenia z siebie bezinteresownego daru dla drugiego, który jest skuteczną pomocą.

 


Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej i wsparcia Przytuliska dla bezdomnych prowadzonego przez Zgromadzenie Albertynów



Zbiór obrazów autorstwa brata Alberta Koczaja


 

Brat Albert Koczaj

albertyn jest uczniem Franciszka Szczerbińskiego u którego przez pięć lat uczył się rysunku. Miał zostać malarzem, po maturze wstąpił do Zgromadzenia Braci Albertynów. Dzisiaj tworzy portrety bezdomnych. Polecamy jego galerię i zachęcamy do wsparcia Przytuliska dla Bezdomnych

Zobacz inne artykuły tego autora >
Brat Albert
Koczaj
zobacz artykuly tego autora >
STYL ŻYCIA

7 powodów ubóstwa

Ogłoszony przez papieża Franciszka „Dzień Ubogich”, jest chyba bardziej potrzebny nam, niż potrzebującym. Dla nich to ujmująco smutna codzienność, dla nas - szansa na to byśmy zobaczyli twarze ubóstwa, a nie tylko socjologiczno - ekonomiczne zjawisko

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Od ponad 25 lat gdańska Kuchnia św. Mikołaja, działająca przy dominikańskim duszpasterstwie akademickim „Górka”, przygotowuje co tydzień gorącą zupę dla bezdomnych i najuboższych. To nie tylko charytatywny gest najedzonych wobec głodnych lecz niezwykła wymiana – rozmowa z ubogimi, to spotkanie z konkretną historią, z życiem które się bardzo pogmatwało, z bezradnością, wobec której i my rozkładamy ręce.

Chcąc pomóc, musimy zidentyfikować przyczyny, które doprowadziły ich do tego miejsca. Obok wskaźników ekonomicznych, analiz rynku pracy i demografii, chcę poniżej pokazać kilka przyczyn ubóstwa – tego materialnego i duchowego. Chcę poszukać przyczyn, by móc lepiej reagować na skutki. Nie wyczerpują one wszystkich źródeł ubóstwa, są jednak zwróceniem naszej uwagi na te, o których być może, nigdy byśmy nie wspominali.

 

1. Nieczułość

Leży po naszej stronie, nie ubogich. Jest naszą winą – zamknęliśmy oczy na problemy innych, poklepywaliśmy ich beztrosko po plecach mówiąc: spokojnie, jakoś dasz radę… zobaczysz, wszystko się ułoży. Nieprawda. Zostawiliśmy ich samych sobie, dlatego ich ubóstwo jest naszym wyrzutem sumienia i naszą największą biedą. Potrzebujemy takich Dni Ubogich – by otworzyć oczy nie tyle na biednych, ile na tych braci i siostry, którzy są obok nas.

 

2. Brak miłości

Niewątpliwie tym, czego każdy człowiek szuka i czego najgłębiej potrzebuje, jest miłość. Chcę być kochany, bez względu na jakość swojego życia. Na początku wielu historii o ubóstwie jest miłość, która została zniszczona. Zabrakło wokół nich ludzi, którzy by kochali bez względu na bezrobocie, nałogi, eksmisję. Ludzi ubogich odrzuciła kultura przydatności, mówiąca: jesteś tym, co robisz; nie udało ci się – przegrywasz. Tak więc nasze ubóstwo w kochaniu, doprowadza ich do biedy. Ten „powód” to często nasze zaniedbanie, a ubodzy wokół nas są tylko jego ofiarami.

 

fot. Monica Kelly / flickr.com / CC BY-SA 2.0

 

3. Niedowartościowanie

Najsmutniejsza dla mnie jest świadomość, iż nie wierzą oni, że cokolwiek w ich życiu się zmieni. Ubóstwo rok po roku staje się ich tożsamością. Gdy sięgamy głębiej w ich życie, okazuje się, że pierwszym było ubóstwo własnej wartości. Weszli w życie nie wierząc w siebie – w swoją godność, zdolności, umiejętności; słyszeli tylko: jesteś nikim, nic z ciebie nie będzie, jesteś skończony. Zanim zabrano im dom, rodzinę czy pracę, odebrano wiarę w to, kim naprawdę są. Bez niej są jak sparaliżowani, nie wierzą, że mają jeszcze wpływ na zmianę, już na zawsze zostanie tak, jak jest – mówią. Ten brak wartości rodzi bezradność. Ci bardziej zaradni wyciągną do innych na ulicy ręce, jednak odrzucą propozycję drobnej pracy lub kursów zawodowych. Na nic już nie liczą.

 

4. Ubóstwo relacji

Nie znający swojej wartości nie tworzą więzi z ludźmi. Są też zranieni odrzuceniem, odseparowani trwaniem w nałogu. Gdy dotyka ich materialna bieda, nie potrafią prosić o pomoc, o solidarność – ta w pierwszym momencie, kojarzy im się z upokorzeniem – bo wyciągnąć rękę do innych, to przyznać się do porażki. Dlatego tak ważne jest tworzenie z tymi ludźmi więzi, a nie tylko doraźne zaspokajanie ich braków. Pawłowe wezwanie „Jeden drugiego brzemiona noście” jest przypomnieniem, iż  nikt z nas nie powinien być zostawiony samemu sobie.

 

5. Smutek

Bieda naszego ducha – identyfikujemy go częściej jako skutek ubóstwa, niż jego przyczynę. Paradoks polega na tym, że widzimy więcej szczerej radości w tych, którzy ustawiają się w kolejce po naszą zupę, niż w tych, których mijamy na ulicy biegnących z lub do dobrze płatnej pracy. Najgłębszym ubóstwem naszej epoki jest nieumiejętność doznawania radości – to niezwykła diagnoza jaką postawił nam w 2000 roku kard. Ratzinger. Ten smutek to znużenie życiem postrzeganym jako bezsensowne i wewnętrznie sprzeczne. To źródło ubóstwa występuje zarówno w społeczeństwach materialnie zamożnych, jak i w krajach ubogich. Nieumiejętność doznawania radości jest skutkiem i zarazem źródłem nieumiejętności kochania –  pisał Ratzinger – rodzi też zawiść, chciwość i wszelkie wady, które sieją zniszczenie w życiu jednostek i w świecie.

 

fot. tripleigrek / flickr.com / CC BY-SA 2.0

 

6. Ślepe zaufanie w system

Gdy brak relacji, zwracamy się w stronę systemu i instytucji, bezgranicznie wierząc, że rozwiązanie problemów leży w ustawodawstwie, czy projektach socjalnych. Zaufanie w instytucje, to także myśl, że pieniądze, jadłodajnie, noclegownie rozwiążą wszystko. Jasne – złagodzą skutki – nie sięgną jednak do źródeł. Odpowiedzialność za naszych braci i siostry, przerzucamy na urzędników, fundacje czy biura charytatywne przy naszych parafiach. Ci ludzie, robią wiele wspaniałych, istotnych rzeczy, są ważni i konieczni. Jednak ubóstwo jest wyzwaniem dla nas wszystkich. Doprawdy ubogie jest społeczeństwo, które swoją troskę i wrażliwość wobec ubogich, odda w ręce urzędników i „profesjonalistów” od pomocy.

 

7. Mit samowystarczalności

Jest on odpowiedzialny za nasze ubóstwo duchowe i materialne. Mit, że muszę wszystko w życiu osiągnąć sam. Że ten drugi jest moją konkurencją, rywalem, a wszyscy wokół i ja sam, mamy wobec siebie niebotyczne oczekiwania. Dopada nas on także w życiu duchowym; nie tyle potrzebujemy w Bogu Zbawiciela, lecz witaminy – tego, który nie pokona swoją mocą grzechu lecz doda mi sił, bym zrobił to ja sam. Wpycha mnie to coraz silniej w egocentryzm, rodząc egoizm i samotność. Zabiera zdrowe relacje z ludźmi, wpycha w nałogi. Od tego już tylko krok, by stracić rodzinę, dom, trafić na ulicę i ustawić się w kolejce po darmową zupę.

 

A jednak „Błogosławieni ubodzy duchu” – mówi Jezus do tłumów na Górze Błogosławieństw.  A więc szczęśliwi – którzy odkryli, że tu na ziemi nie posiądą pełni życia. Szczęśliwi – wiedzący, że zawsze w tym życiu towarzyszyć nam będzie jakiś brak, którego bez bliskości z Jezusem, nie będą w stanie uzupełnić. To właśnie do nich należeć będzie pełnia Królestwa Bożego. Ubodzy w Duchu, to także ci, którzy stają na modlitwie z pustymi rękami – wiedząc, że mogą więcej od Boga otrzymać, niż mu dać. Takie ubóstwo nie upokarza, nie oddziela od innych, ale daje prawdziwą wolność, bo przecież wszystko jest darem, łaską Boga.

 

Będziesz szczęśliwy żyjąc tym błogosławieństwem – bo widząc swoje prawdziwe ubóstwo, spojrzysz zupełnie inaczej na ubóstwo innych.

 

Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >