Nasze projekty
Reklama
Fot. Freepik

“Datek to często gaszenie winy, a nie realna pomoc”. Jak mądrze pomagać?

“Fundamentem każdej pomocy jest świadomość, że to spotkanie równego z równym” - mówi br. Konrad Baran OFMCap z Dzieła Pomocy św. Ojca Pio w Krakowie.

Łukasz Kaczyński: Wrzucam do puszki złotówkę. Może nawet 10 złotych. Może nawet 100 złotych. Pomogłem?

Br. Konrad Baran OFMCap: Chyba nie ma łatwej odpowiedzi – za puszką stoi jakaś organizacja. Między innymi od tego, jak jest zarządzana, zależy ile z tej puszki rzeczywiście trafi do osoby potrzebującej. W przypadku bezdomności rachunek jest prosty – dobra organizacja ma możliwości niejako pomnożyć włożone do puszki pieniądze i dobrze je ukierunkować. Stąd jak dajesz 10 zł osobie na ulicy i ona będzie to chciała dobrze wykorzystać, będzie w stanie za to kupić kanapkę i może kawę. W krakowskim Dziele Pomocy św. Ojca Pio w tej kwocie zmieścimy bez problemu dwa pakiety śniadaniowe, czyli cztery kanapki i dwie porcje kawy lub herbaty. Do tego dochodzi pewność, że otrzyma je osoba, dla której pomaganie to większy proces, niż tylko reagowanie na jej chwilowe potrzeby. Kiedy pomagasz na ulicy – takiej pewności nie masz. Dla dobrej organizacji każda złotówka warta jest więcej niż poza nią.

CZYTAJ>>> Pomożesz samemu sobie, gdy zaczniesz pomagać innym?

Czasem w sercu człowieka budzi się pragnienie, by komuś pomóc, ale nie wie jak się do tego zabrać – co by brat radził takiej osobie?

Na pewno na początku najpierw okazać wdzięczność Bogu, który jest naszym największym dobrem. Wierzymy, że każde zwrócenie się w stronę dobra to nasza odpowiedź na Jego łaskę. A skoro tak, to wystarczy jej także na rozeznanie, stanięcie przed Nim i zapytanie, może na wzór św. Franciszka z Asyżu: „Panie, co chcesz, abym czynił?”. Mówię o rozeznaniu, bo trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników. Dla jednej osoby pomaganiem będzie odnalezienie w swoim otoczeniu może tylko jednej, dwóch osób, które potrzebują pomocy. A potem, przez budowanie relacji, stopniowe doprowadzanie ich do innych podmiotów świadczących pomoc. Dla innej fakt spotkania się z biedą wprost może być za bardzo obciążający, ale bez problemu sprawdzi się jako wolontariusz „na drugiej linii”. W Dziele bardzo wiele godzin pracy poświęcają pełni oddania wolontariusze, którzy sortują odzież, przygotowują wysyłki do darczyńców czy kanapki dla podopiecznych. Dla jeszcze innej osoby oddanie swojego wolnego czasu przy obowiązkach zawodowych i rodzinnych jest praktycznie niemożliwe, zwłaszcza, kiedy dzieci są jeszcze małe. Dla tych osób nawet niewielkie wsparcie finansowe jest pełnym włączeniem się w pomaganie. Nie mówiąc już o uczestnictwie w takim wydarzeniu, jak np. Orszak Trzech Króli, gdzie spełniając dobrze czas z całą rodziną, wiele osób włącza się kwestę na rzecz Dzieła Pomocy św. Ojca Pio.

Reklama

Pomaganiem będzie odnalezienie w swoim otoczeniu może tylko jednej, dwóch osób, które potrzebują pomocy. A potem, przez budowanie relacji, stopniowe doprowadzanie ich do innych podmiotów świadczących pomoc.

ZOBACZ>>> Pomagać mądrze to wejść w relację. Na to potrzeba czasu i serca

Jak pomagać mądrze?

To trudne pytanie, na które nie ma szybkiej odpowiedzi. Mądre pomaganie to duże słowo. Czy można powiedzieć, że mądre pomaganie to pomaganie skuteczne? Jeśli tak, to powinno ono oddziaływać na źródło problemu, a nie na jego skutek. Bezdomny wyciąga do Ciebie rękę po pieniądze na mieście – czy dając mu je pomagasz skutecznie? Przecież nie jest na ulicy dlatego, że akurat dziś mu brakło pieniędzy. Mówisz, że nie dajesz na alkohol, więc kupisz jedzenie. Robisz dobry uczynek. Ale czy dlatego jest na ulicy, że dziś nie ma co jeść? A może dlatego, że jest alkoholikiem? Nie. To stereotypy, którymi żyjemy. Bo czy wśród naszej rodziny, sąsiadów bądź bliskich nie ma alkoholików, którzy mają dach nad głową? Ten człowiek jest na ulicy, bo w kryzysie, spowodowanym różnymi czynnikami, został sam. Nie mówię tego, by sądzić teraz rodzinę czy przyjaciół, bo sytuacje są naprawdę różne. Ale żeby zobaczyć, że chcąc skutecznie pomagać, trzeba dojść do źródła tego kryzysu i towarzyszyć osobie w zmaganiu się z nim. Być może dlatego więcej uczynisz poświęcając 15 minut na rozmowę z osobą, która Cię zaczepiła, niż dając jej 10 zł do ręki i gasząc w ten sposób swoje poczucie winy.

Reklama

Bezdomny wyciąga do Ciebie rękę po pieniądze na mieście – czy dając mu je pomagasz skutecznie? Przecież nie jest na ulicy dlatego, że akurat dziś mu brakło pieniędzy.

CZYTAJ>>> Kochają pomagać i czynić czyjeś życie lepszym. Pracownicy humanitarni

Jak znaleźć w sobie wrażliwość na drugiego człowieka i na jego potrzeby?

Podzielę się tym, co od pewnego czasu mnie samemu daje inspirację. To obraz św. Brata Alberta „Ecce homo”, po polsku „Oto człowiek”. W tej ewangelicznej scenie, kiedy Jezus jest po ubiczowaniu, możemy wpatrywać się w jego Oblicze, na którym nie widać w czystej postaci chwały Bożej. Widać umęczenie, smutek, ból, rany, cieknącą krew… A jednak – to oblicze Zbawiciela. Brat Albert, kiedy nawrócił się, widział takie właśnie oblicze w twarzy każdego biednego człowieka, którego spotykał w życiu. Rozumiesz? W momencie, kiedy spotykam osobę umęczoną, smutną, pełną bólu czy różnych ran, mogę zobaczyć w niej materialnie tą właśnie scenę – Jezusa, który cierpi. Już nie wyobraźnia, a realne zmysły są w stanie przenieść mnie do tamtego wydarzenia. Przenieść i dać doświadczyć, co robi grzech i na co zdecydował się Jezus dla mnie i dla Ciebie. Ta myśl we mnie wyrabia wrażliwość, by widzieć więcej niż biedę. Tak, jak w tamtej scenie, chcę widzieć więcej niż „oto człowieka”.

Reklama

Więcej uczynisz poświęcając 15 minut na rozmowę z osobą, która Cię zaczepiła, niż dając jej 10 zł do ręki i gasząc w ten sposób swoje poczucie winy.

W jaki sposób okazywać pomoc najuboższym, by szanować ich godność i trudy dnia codziennego?

Dość często w orędziach na Światowy Dzień Ubogich papież Franciszek mówi o tym, żeby nie tworzyć w pomaganiu relacji: ja – pomagający z góry, ty – wspomagany z dołu. Fundamentem każdej pomocy jest świadomość, że to spotkanie równego z równym. Spotykam w ubogim takiego samego człowieka, jak ja. To stanowi dopiero punkt wyjścia. Bo ostatecznie najpierw ważne w jaki sposób buduję relację, a dużo później co konkretnie daję, czy czym się dzielę. Najpierw spotykam człowieka, którego bieda jest na zewnątrz, na której niestety łatwo się zatrzymać. Ale to nie jest tak, że ja nie mam jakieś biedy w sobie. Przeżywam swoje ograniczenia, porażki, trudności, wady… ale są przykryte garniturem, ładną koszulą czy eleganckimi spodniami i uśmiechem. Brudne ubranie, niemiły zapach czy dziwne zachowanie sprawiają, że bieda mojej siostry czy brata jest na zewnątrz… i ona czy on nic nie mogą z tym zrobić. Ale tak jak we mnie, tak w nich – bieda to nie jedyne, co posiadamy. Posiadamy o wiele, wiele więcej. I to mogę odkryć w takim spotkaniu.  

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę