кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Jak odpocząć w niedzielę, żeby być wypoczętym cały tydzień

Niedziela. Dla pesymistów - koniec weekendu, dla optymistów – początek nowego tygodnia. Dla chrześcijan - dzień święty z trzeciego przykazania, który mamy oddać Bogu. Dzień, w którym Pan Bóg odpoczął po trudach stworzenia świata, biorąc pierwszy udokumentowany na piśmie urlop wypoczynkowy.

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziś, gdy na każdym kroku próbujemy być potężniejsi od Pana Boga, wielu ludzi twierdzi, że nie potrzebuje odpoczynku. Ten, kto ma szczęście robić zawodowo to, co kocha, uważa, że wypoczywa w pracy. Ale to nie jest prawda. Nie da się w nieskończoność biec jak chomik w kołowrotku. Pan Bóg wie to najlepiej, dlatego dał nam niedzielę, dzień wytchnienia.

 

Odpoczynek z Jezusem

Dla katolika centralnym punktem niedzieli jest Msza Święta, spotkanie z Chrystusem w Słowie i Chlebie. To On jest źródłem naszego życia, to z Niego mamy czerpać siły do codziennego wysiłku, do codziennej przemiany na lepsze. W Jego słowach zawarte są odpowiedzi na dręczące nas wszystkich pytanie, jak żyć. W czasie Eucharystii dostajemy więcej, niż możemy otrzymać od kogokolwiek z ludzi. Rezygnując z tej wyjątkowej godziny, odcinamy się od źródła zasilania.

 

Odpoczynek z rodziną i przyjaciółmi

Niedziela to w polskiej tradycji czas spotkań z rodziną i przyjaciółmi. To bardzo cenne chwile, bo w  szalonym pędzie życia od poniedziałku do soboty rozmijamy się z najbliższymi i zupełnie nie mamy czasu dla siebie nawzajem. Czas to pieniądz, mawiamy, zapominając, że rodziny ani przyjaciół nie kupimy za żadne pieniądze. Niedziela nie jest dla zarabiania pieniędzy, ale dla podtrzymywania relacji. Wraz z zapachem rosołu na rodzinnym obiedzie chłoniemy poczucie wspólnoty, radość z bycia razem, jednoczymy się mocniej. Wspomnienia rodzinnych posiłków są po latach ciepłym, ogrzewającym serce obrazem. Dziś, gdy z radia rozlega się hejnał z Wieży Mariackiej, czuję zapach rosołu z kury, wody kolońskiej Dziadka i dotyk jego szorstkiego, choć przecież ogolonego na niedzielę, policzka. Ile anegdot wiąże się z tymi okolicznościami! Np. taka o Dorotce, której nie chciało się podnosić łyżki i Ciocia Lusia po cichu wywoływała ją do kuchni, żeby tam potajemnie nakarmić, czy o tej samej Dorotce, która ze złości ugryzła szklankę z kompotem.

Stół jest miejscem spotkania, wymiany poglądów, snucia wspomnień i planów. Celebrujmy niedzielne obiadki. Mają moc.

 

 

Odpoczynek na łonie przyrody

Zimą mamy na to mniejszą ochotę, ale wiosną, latem i jesienią chyba nikogo nie trzeba namawiać na wyjście z domu i obcowanie z cudami natury. Majestatyczne góry, bezkresne morze, a choćby i pobliska łąka – to wszystko miejsca, w których wszystko zostało zaprojektowane w boski sposób. Piękno kwiatów i misterność wykonania każdego płatka, błękit nieba i zieleń traw, jakie próbują oddać farbami najwięksi malarze, oszałamiające zapachy, które próbują odtworzyć i zamknąć w szklanych flakonikach mistrzowie perfumiarstwa, śpiew ptaków i brzęczenie owadów, które pojawiają się w utworach wielkich kompozytorów – to wszystko jest dostępne naszym zmysłom. Pozwólmy się oczarować. Natura, niewyczerpany skarbiec zachwytów i uniesień, to kolejne źródło energii, z którego możemy czerpać siły na wytężone dni pracy i nauki.

 

Życzę Ci, żebyś tej niedzieli dobrze odpoczął.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Nie umiem się modlić

Maj to miesiąc, kiedy wiele dzieci przyjmuje pierwszy raz Jezusa w Komunii Świętej. Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym miałam swoją Pierwszą Komunię. W tym roku minęło osiemnaście lat od tego wydarzenia, więc jako „pełnoletnia” mogę chyba coś wyznać... Nie umiem się modlić.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z różnych przyczyn i dzięki szczęśliwym okolicznościom, które prawdopodobnie tylko zanudziłyby czytelników, więc tego oszczędzę, miałam możliwość pierwszy raz w pełni uczestniczyć w Eucharystii podczas mszy świętej w kaplicy na Jasnej Górze. Nie było wtedy co prawda białej sukienki, gości, koleżanek, kolegów ani prezentów. Był natomiast Jezus w Chlebie i w Winie – w Ciele i we Krwi. Były też czułe spojrzenia Jego Mamy, które na dziewięcioletniej dziewczynce robiły nieopisane wrażenie (tak naprawdę do dziś robią).

 

Szóstka z religii, mierny z modlitwy

Kolejne rocznice I Komunii świętuję z namaszczeniem. Nie odbyła się ona w maju, ale w marcu, w dodatku w jubileuszowym roku 2000. Do tego dnia przygotowałam się wraz z innymi uczniami, na lekcjach religii, w domu, podczas specjalnych spotkań w kościele. Zdawałam „modlitwy”, „prawdy wiary” i inne katechizmowe podstawy. Z religii miałam ocenę celującą, także zaliczanie poszczególnych teoretycznych etapów, pozwalających przystąpić do sakramentów nie było dla mnie wyzwaniem. Problem polegał jednak na tym, że nie da się „wyuczyć” modlitwy. Nie da się „wyćwiczyć” sposobów na Boga i na rozmowę z Nim. To nie znaczy, że nie da się poznawać metod modlitwy albo że nie da się pogłębiać duchowości i dzięki temu modlić się pełniej. Chodzi bardziej o to, że wyklepane modlitwy i powtórzone ustami frazy nie są modlitwą. Zatem, kiedy przychodziło mi uwielbiać Jezusa w Eucharystii i klęczeć po komunii… byłam zakłopotana. Ten stan trwał wiele lat. Przyglądałam się ludziom, próbując zgadnąć, co mówią, jak się modlą, czy dziękują, czy proszą, czy czują coś szczególnego? Zastanawiałam się, czy odczuwają fizyczną obecność Jezusa? Rozglądałam się w poszukiwaniu inspiracji czy wsparcia, wyobrażałam sobie, że moje serce staje się monstrancją. Jednak roztargnione myśli nie były w stanie ułożyć nic, co byłoby „godne” tak wielkiego sakramentu. Czasem nie mówiłam nic, uznając że może lepiej po prostu pomilczeć. Czasem zmagałam się ze sobą, by jednak oddać Bogu chwałę. Innym razem wsłuchiwałam się w pieśni,  licząc na to, że może w ten sposób się pomodlę. Niemal zawsze pozostawał we mnie niedosyt i poczucie, że może i wiedzę o Bogu mam na dobrym poziomie, ale z modlitwy to jestem noga.

 

Duch Święty

Zwykle pocieszałam się tym, że skoro nawet Jezus uczył apostołów modlitwy, to znaczy, że to nie jest prosta sprawa. Ponadto z Biblii wiemy, że kiedy nie umiemy się modlić jak trzeba, sam Duch się modli, co sugeruje, że w tej materii potrzebne jest wsparcie z zewnątrz, choć od wewnątrz. Po osiemnastu latach przyjmowania Jezusa w Eucharystii nie sądzę, bym umiała modlić się lepiej. Dojrzałam jednak do tego, by zrozumieć, pojąć i poznać, że w modlitwie nie chodzi ani o lepiej ani o gorzej. W modlitwie nie chodzi o słowa, czy o wiedzę. Wystarczy tylko i aż szczerość, otwartość, wytrwałość i obecność. Zatem nie modlę się lepiej, modlę się inaczej, zostawiając przestrzeń na spotkanie. Mam też świadomość, że moja droga nie jest jedyna ani moje doświadczenie nie dotyczy wszystkich. To z kolei wzbudza we mnie radość, że w Kościele jest miejsce dla każdego, z jego własną historią i relacją do Boga. Może to właśnie robi dla Kościoła Duch Święty? Łączy to, co wydaje się nie mieć punktów wspólnych. Jednoczy to, co odległe. Pozwala przyjąć, że Żywy Bóg staje się dotykalny i jest Ten Sam, choć codziennie Inny.

 

Teraz czasem tak się modlę:

Przyjęłam Cię dziś w Eucharystii. Nie jako nagrodę za moje zasługi, dobro czy doskonałość. Przyjęłam Cię jako Pomoc w moich słabościach;

Pocieszenie w smutkach;

Ulgę w bólu;

Radość w samotności.
Jestem Ci wdzięczna, że przychodzisz Żywy, by dawać życie w mojej śmierci.
Przychodzisz Dobry, by wyprowadzać dobro z moich złych czynów.
Przychodzisz Łagodny, by obdarzać łaską moją zatwardziałość.
Przychodzisz Miłością, by kochać to, czego nienawidzę.
Przychodzisz Pokorny i zawstydzasz moją pychę.

Przychodzisz Uśmiechnięty, bym mogła się cieszyć.
Przychodzisz z Pokojem na moje burze, wojny, kłótnie.
Przychodzisz Bezbronny, by uczyć mnie wyrozumiałości.
Przychodzisz Otwarty, bym przestała być zamknięta.
Przychodzisz Światłością, by ciemność ze mnie zniknęła.

Przychodzisz Cichy, bym mogła Cię usłyszeć.
Przychodzisz Cierpliwy, by nauczyć mnie zrozumienia.
Przychodzisz Niepojęty, bym zauważała nieprzeciętność.
Przychodzisz z Wolnością, by wyzwalać ze schematów.
Przychodzisz Nowy, bym poznała, że byłeś w starym.
Przychodzisz Niezmienny, by pokazać mi stałość.

Jesteś, w tym Chlebie i w Winie.
Przychodzisz do mnie zawsze,
gdy tylko podejdę,
gdy tylko wyciągnę ręce.
Dziękuję.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >