Nowotwór. Jak pozbierać świat rozbity na milion kawałków?

Pojawia się pytanie jak odnaleźć w mroku światełko, które pomoże spojrzeć na chorobę onkologiczną jako etap życia, bo taka jest prawda – to etap, który minie.

Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nowotwór. Jak pozbierać świat rozbity na milion kawałków?
Pojawia się pytanie jak odnaleźć w mroku światełko, które pomoże spojrzeć na chorobę onkologiczną jako etap życia, bo taka jest prawda – to etap, który minie.

Zawsze przychodzi niespodziewanie, zawsze nie w porę. Nie czeka się na nią, a wręcz przeciwnie – ucieka się. Każdą myśl krążącą wokół tego tematu odgania się do odległej galaktyki. Wszystko po to, by nie musieć się z nią mierzyć, by nie cierpieć. Niestety nie ma się na to wpływu. Nikt nie wie czy ta tematyka nie będzie go dotyczyła bądź kogoś z najbliższego otoczenia. To taki nieproszony gość, który wraz ze swoim pojawieniem się zmienia wszystko, wywracając cały świat do góry nogami. Właśnie tak można opisać chorobę nowotworową. Zakrada się do naszego życia, sprawiając, że wszystko co do tej pory udało się zbudować w jednym momencie ulega zniszczeniu. Zarówno chory jak i jego cały świat w ułamku sekundy rozpada się na milion kawałków. Pierwsze myśli, które pojawiają się po diagnozie krążą wokół śmierci, całe życie przelatuje przed oczami i wydaje się, że to co jeszcze przed nami to tylko pasmo nieszczęść, bólu i cierpienia. Pojawia się pytanie jak sobie z tym poradzić, jak odnaleźć w mroku światełko, które pomoże spojrzeć na chorobę onkologiczną jako etap życia, bo taka jest prawda – to etap, który minie.

 

Nie musisz być „superbohaterem”

Kiedy diagnoza pojawi się w twoim życiu daj sobie czas na to by oswoić się w nowej sytuacji. Pozwól sobie na tę gonitwę myśli, na niezrozumienie, na łzy oraz bunt – to są bardzo naturalne reakcje, które się pojawią, lecz u każdego z inną intensywnością. Jeżeli czujesz taką potrzebę i wiesz, że dzięki temu poczujesz się lepiej to wykrzycz złość. Emocje, które są w tobie nie dzielą się na złe i dobre. Przeżywasz w tym momencie coś bardzo trudnego, masz prawo do tych wszystkich uczuć. Mam jedną prośbę/zastrzeżenie – postaraj się na miarę swoich sił, żeby ten stan nie trwał za długo, żeby nie ciągnęło cię to do projektowania czarnych scenariuszy. Pozwól by emocje, które w sobie nosisz uleciały, stwórz miejsce na nowe, na takie, które sprawią, że zaczniesz dostrzegać iskierki nadziei, wyłaniające się z mroków tej sytuacji.  Nie musisz być superbohaterem, który na wszystkie okoliczności w mgnieniu oka znajdzie rozwiązanie; masz prawo nie mieć sił, masz prawo mieć gorszy dzień. Postaraj się być dla siebie wyrozumiałym, daj sobie przestrzeń i pozwolenie na akceptację swojej choroby.

 

Nie zamiataj tematu pod dywan

Akceptacja nie jest tożsama z poddaniem się, z gotowością na śmierci. Akceptacja stanowi proces, którego trwanie jest kwestią bardzo indywidualną. Akceptacja to spojrzenie na własną chorobę jako etap życia oraz postanowienie, że na miarę własnych sił i możliwości się z nią zmierzy. W oswojeniu się pomaga również podjęcie rozmów na nurtujące „około chorobowe” zagadnienia, które często są „zamiatane” pod przysłowiowy dywan. Niepodejmowanie dialogu nie sprawi, że te problemy znikną – może stać się wręcz przeciwnie. Będą się nawarstwiały i „przybierały” na sile. Bardzo istotny element w „oswajaniu” choroby onkologicznej to mówienie o swoich potrzebach, o lękach i obawach; to szczerość w relacjach, która buduje poczucie bezpieczeństwa.

 

Nie bój się prosić o pomoc

Doświadczyłam na przykładzie mojej choroby onkologicznej, że największą krzywdę wyrządzałam samej sobie porównując się do innych pacjentów. Dziwnym trafem w utworzonej przeze mnie „hierarchii” zawsze byłam na samym końcu, co odbierało mi resztki sił, które jeszcze posiadałam. Była to droga donikąd, pełna smutku. Znosiłam leczenie inaczej, ale to nie oznaczało, że byłam przez to gorsza. Inaczej oznaczało tyle co „po mojemu”. Dopiero akceptacja tego stanu uświadomiła mnie, że mam prawo przechodzić przez proces leczenia dokładnie tak jak przechodziłam, a nie tak jak przechodzili inni. Każdy organizm jest inny, więc powinno być oczywiste, że reakcje na leczenie też będą odmienne. Dzięki temu spojrzeniu nauczyłam się cieszyć z własnych, małych sukcesów. Każda samodzielnie wykonana czynność była powodem do dumy, a nie do porównywania się.

Niestety w większości nadal jesteśmy zakotwiczeni w mylnym przekonaniu, że korzystanie z pomocy psychologa to coś wstydliwego, coś o czym nie należy nikomu mówić. Nic bardziej mylnego. Decyzja o terapii nie jest równoznaczna z bezradnością. Dla mnie to przejaw odwagi, to świadoma walka o siebie, o jakość życia. Psycholog jest osobą, która pomaga przejść przez życiowe zawirowania. Jest niczym drogowskaz, który kieruje na właściwe drogi i pomaga odnaleźć się w nieznanej dotąd sytuacji, wskazując przy okazji możliwe ewentualności. Terapia uwalnia z ciężaru, który nosimy na swoich barkach i uświadamia, że niejednokrotnie dźwigamy na nich nie swoje problemy.

Choroba onkologiczna jest trudnym doświadczeniem, ale nie pozostajemy w niej sami. Wystarczy się rozejrzeć, otworzyć serce na drugiego człowieka i dać sobie pomóc. To czas, w którym siły dobrze jest przeznaczyć na proces leczenia i zdrowienia, a nie udowadnianie sobie oraz otoczeniu, że jesteśmy w stanie „góry przenosić”.

 


WSPOMÓŻ BUDOWĘ HOSPICJUM PROROKA ELIASZA

W Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci i psycholog dojeżdżają tam, gdzie „nikt inny nie dojeżdża”. Działają w ramach Hospicjum Domowego. Od samego początku marzą o zbudowaniu pierwszego na terenach wiejskich Podlasia hospicjum stacjonarnego, świadczącego całodobową opiekę.

Hospicjum Proroka Eliasza będzie zapewniało całodobową opiekę nieuleczalnie chorym u kresu życia. Będzie także przestrzeń edukacyjna, gdzie odbywać się będą szkolenia i warsztaty dla dzieci, młodzieży, osób dorosłych a także dla profesjonalistów.

Więcej o idei hospicjum oraz zbiórce można przeczytać TUTAJ.

Nr konta: 52 8060 0004 0551 0139 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Białymstoku, Oddział w Michałowie


 

Dziadek Franek
dr Paweł Grabowski

Antek ma 7 lat. Mieszka w bloku z rodzicami i siostrą. Ma też ukochanego dziadka, Frania, który mieszka za miastem w drewnianym domu. Któregoś dnia okazuje się, że dziadek jest chory i musi przejść operację. Rodzina krok po kroku towarzyszy mu w chorobie i odchodzeniu z tego świata. Historia dziadka Franka to ciepła, mądra i refleksyjna opowieść o relacjach rodzinnych, o potrzebie szczerej rozmowy nawet na najtrudniejsze tematy, o tym, jak wspólnie z dziećmi dzielić radości życia i jego smutki. Pokazuje, że przemijanie i spotkanie ze śmiercią są wpisane w ludzkie życie, że to nie temat tabu, przed którym należałoby chronić dzieci. Do przeczytania zarówno przez dzieci, jak i dorosłych, będzie szczególnie pomocna rodzinom z małymi dziećmi, doświadczającym bólu rozstania z bliską osobą.

KSIĄŻKA DOSTĘPNA NA DOBROCI.PL>>>
ORAZ W SKLEPIE WYDAWNICTWA EDYCJI ŚW. PAWŁA>>>

Dochód z książki przeznaczony jest na budowę Hospicjum Proroka Eliasza.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Katarzyna Linard

Katarzyna Linard

Katarzyna Linard, żona Sebastiana, razem z chorobą onkologiczną otrzymała drugie życie, po brzegi wypełnione wdzięcznością i radością. Organizatorka warsztatów dla osób w trakcie oraz po leczeniu, Autorka e-booka "Jak stałam się RAKietą. Onkomisja" www.rakietakasia.pl/sklep/onkomisja

Zobacz inne artykuły tego autora >
Katarzyna Linard
Katarzyna
Linard
zobacz artykuly tego autora >

Dzięki Bogu, mam kryzys!

Nie lubimy tego słowa. Co chwilę słyszymy o kryzysie finansowym czy ekonomicznym, gospodarczym, rodzinnym, małżeńskim. Zastanawiamy się nad jego przyczynami. Wszelkie impasy, niezależnie od tego, czy mają charakter gospodarczy, czy rodzinny, wynikają z podobnych, niezmiennych przesłanek i mają stały przebieg. Gdy da się je ogarnąć, przez kryzys przechodzimy o wiele spokojniej, widząc cały proces jednocześnie.

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dzięki Bogu, mam kryzys!
Nie lubimy tego słowa. Co chwilę słyszymy o kryzysie finansowym czy ekonomicznym, gospodarczym, rodzinnym, małżeńskim. Zastanawiamy się nad jego przyczynami. Wszelkie impasy, niezależnie od tego, czy mają charakter gospodarczy, czy rodzinny, wynikają z podobnych, niezmiennych przesłanek i mają stały przebieg. Gdy da się je ogarnąć, przez kryzys przechodzimy o wiele spokojniej, widząc cały proces jednocześnie.

Jednak jak dobrze, że jest w naszym życiu kryzys. Dzięki niemu nie stoimy w miejscu, nieustannie się rozwijamy, nawet za cenę straty, ale te są nieodłączne dla naszego człowieczeństwa.

Ten złowieszczo brzmiący termin pochodzi od starogreckiego greckiego słowa κρίσις (krisis) i oznacza wybór, decydowanie, zmaganie się, walkę, w której konieczne jest działanie.  Kryzys oznacza znalezienie się w momencie decydującym, wymagającym starannego rozeznania sytuacji i podjęcia stosownych decyzji lub osądzenia sprawy.

Gdy zerkniemy do słownika chińskiego zobaczymy że słowo „kryzys” (weiji) składa się z dwóch znaków; pierwszy z nich odznacza niebezpieczeństwo lub zagrożenie, drugi natomiast to początek nowej drogi lub szansa. Chodzi zatem o okres przełomu, po którym następuje zmiana. Załamanie się dotychczasowego stanu rzeczy może prowadzić ku wyłonieniu się nowej jakości. 

Dla mnie najtrafniejszym, biblijnym obrazem kryzysu są słowa Jezusa: „zburzcie tę Świątynię, a ja postawię ją na nowo” (J 2,19) To czas zburzenia, tego co stare, słabe i kiepskiej jakości. Bóg w kryzysie nie przychodzi jako konserwator zabytków, lecz ten który chce budować nowe, po swojemu, na gruzach starego. Pozwól wiec Bogu zburzyć, trzymaj się mocno i przygotuj na kryzys, ale także na powstanie czegoś kompletnie nowego. Lepszego.

 

Czy da się tak wejść w kryzys, by nas oczyścił, uzdrowił a nie zabił? Parę podpowiedzi z mojej strony: 

1. Przestań się oszukiwać

„Wszystko będzie dobrze”, „Zobaczysz, wszytko się dobrze ułoży” – sterta takich pocieszeń jest zawsze pod ręką. Dzięki nim czarujemy rzeczywistość, nie dopuszczamy do siebie świadomości, że wszystko wkoło jest bardzo kruche: relacje, majątek, status społeczny itp. Kiedy widzimy nadchodzący kryzys oszukujemy siebie, że zawsze w naszym życiu będzie się działo wszystko po naszej myśli. A kryzys nam to myślenie rozwala, często z hukiem i bólem. Panicznie boimy się zmian, straty, przemijalności. Cierpimy wtedy jeszcze bardziej. A przecież wszystko dokoła nas jest w procesie niszczenia i wzrostu, obumierania i ponownego wzrostu. Coraz rzadziej obcujemy z przyrodą i jej prawami, ale patrząc na jej cykle wiele możemy się nauczyć o naszym życiu. 

 

2. Przestań już ściemniać

Nic mi nie jest” – wyparcie, negacja problemu przed sobą oraz innymi sprawia, że kryzys boli jeszcze bardziej. Stawiamy mu tamę, tracąc do obrony bardzo dużo życiowej siły. Dopuść do głosu prawdę, czasem trudną, wstydliwą i okrutną.  

Nazwij rzeczy po imieniu, zaryzykuj zaufanie i zacznij rozmawiać. Nie bądź jednak emocjonalnym ekshibicjonistą, nie mów wszystkiego wszystkim, szanuj swoją prywatność i intymność. 

Myśl rozsądnie, a nie tylko pozytywnie – nazwij błąd, oceń na co masz wpływ i za co ponosisz odpowiedzialność. 

 

3. Nie zamadlaj problemu

Niedojrzale przeżywana religijność, może być źródłem jeszcze większego cierpienia podczas trwającego kryzysu. Nie szukasz przyczyn stanu w jakim jesteś, lecz nabożnie i pokornie powtarzasz litanię: „Bóg tak chciał”. Po drugie nie podejmujesz żadnych decyzji, często przestraszony ryzykiem porażki, ale z dumą powtarzasz: „Jezu, Ty się tym zajmij”.  

Kryzys ma ogromną siłę pokazywania nam prawdy, nie tylko tej negatywnej ale również tej, która nauczy nas odpowiedzialności za nasze życie. Bóg z nami współpracuje dla naszego dobra (por. Rz, 8, 28), ale nie odwala za nas roboty. Proś zatem w modlitwie, by Bóg uzdolnił cię swoją łaską do działania, by mądrze przejść przez czas kryzysu. Bezradność i zrzucanie odpowiedzialności na innych wydłuża trwający kryzys. 

 

4. Pogoń „Zosię samosię”

„Muszę sobie z tym samemu poradzić” – jedynym z najtrudniejszych, ale też wydaje się, że bardzo strategicznym z momentów w przeżywanym kryzysie jest odkrycie, że potrzebuję pomocy innych. Moje siły, pomysły i ambitne samozaparcie przestały już dawno działać. 

W kryzysie trzeba znaleźć miejsce by być samemu, ale nie wolno nam tego pomylić z osamotnieniem. Oczywiście, im bardziej graliśmy przed innymi tych silnych, zaradnych i niemających żadnych  problemów, tym jest trudniej poprosić o pomoc. 

Potrzebujemy w kryzysie innych, bo niezwykle ważne jest, by na stan w jakim jesteśmy spojrzał ktoś bardziej obiektywnie, z dystansu. Oczywiście musimy mieć zaufanie, że ktoś drugi da nam prawdę, której bardzo potrzebujemy, a nie tylko tanie recepty i głaskanie nas po głowie. Uważaj jednak, że taka rozmowa może się skończyć usłyszeniem czegoś, czego boisz się usłyszeć i przyjąć. Prawda ma ogromną moc przeprowadzenia cię przez kryzys, ku lepszej jakości życia. 

 

5. Omijaj wyszukiwarki, fast foody i zamki błyskawiczne

Gdy już wiesz, że to, co dzieje się w życiu to stan kryzysu, otwierasz internet przeszukując multum historii z „życia wziętych” i poradników „kryzys w weekend” i sprawdzonych sposobów na kryzys – tak, by – jak to z przeziębieniem – trwało szybko, bezboleśnie  i zbyt wiele nie kosztowało. Kultura natychmiastowości będzie naciskać, byś poradził sobie z kryzysem równie szybko jak zamówieniem jedzenia na mieście: tanio, szybko ale jednocześnie mega niezdrowo. Zaufaj ludowej mądrości „co nagle, to po diable” i daj sobie czasu i cierpliwości na bycie w kryzysie. Nie daj się poganiać, nie słuchaj „ludzi katalizatorów” popychających cię do szybkiego wyjścia z kryzysu. Wszak ciągnąc szczypiorek, nie przyspieszasz jego wzrostu, lecz tylko go wyrywasz. Kryzys jest procesem, nie jest mądrością. Myśl nie jak szybko z niego wyjść, lecz jak go mądrze i efektywnie przeżyć. 

Pamiętaj także, że to co sprawdziło się u innych ludzi, niekoniecznie musi działać u ciebie. Może taki kryzys, to idealny moment na poznanie siebie, swojej życiowej dynamiki, ale też prawdy u innych. Czyż to nie wspaniałe, że tak się wszyscy różnimy? 

 

Ta „piątka Szymczaka” to kilka intuicji, nie tyle jak szybko wyjść z kryzysu, lecz jak mądrze go przeżyć. Nie da się go uniknąć w naszym życiu. Jest konieczną falą umierania i wzrostu. Urealnia i pokazuje jak się rzeczy naprawdę mają. Dzięki niemu uczymy się podejmowania decyzji, które zmieniają nasze życie. Mądrze i spokojnie przeżyty kryzys – rodzinny, finansowy lub emocjonalny, pokaże nam naszą wartość i dojrzałość. Nie bój się kryzysów, dzięki nim wiesz, że prawdziwie żyjesz. I co najważniejsze – w każdej jego chwili jest z tobą obecny Bóg.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >