кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Nowa ja – po bożemu

Nowy Rok, postanowienia, pragnienie zmian, nowe nadzieje, nowe – stare marzenia i powracające pytanie – nowa ja, czyli kto?

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Człowiek jest istotą, która nieustannie się zmienia. Kiedy patrzymy na nasze życie sprzed lat i porównujemy, z obecnym, to widzimy różnice. Często są to zmiany nie tylko fizyczne (dorastanie, starzenie się, zmarszczki, zmiana figury), ale również psychiczno-duchowe (zmiana poglądów, uczenie się na własnych i cudzych błędach, większa wiedza, świadomość, dojrzałość).

 

Nadaktywność i obojętność

Człowiek wierzący trochę z zasady ma w sobie potrzebę rozwoju duchowego, nawracania się, utwierdzania w cnotach, odstępowania od wad i wyrzekania się grzechu. Przy każdej spowiedzi obiecujemy przecież, że mamy mocne postanowienie poprawy. Innymi słowy deklarujemy pracę nad sobą, współpracę z łaską i zmianę stylu życia na bardziej boży, zgodny z Jego wolą. Zdarza się, że stawiamy sobie poprzeczkę bardzo wysoko i wydaje nam się, że tylko wtedy, gdy udowodnimy Bogu, że jesteśmy czegoś warci, On będzie mógł nas kochać. Niekiedy jednak popadamy w duchową stagnację i obojętność, że skoro nieustannie wracamy do tych samych grzechów, to Bóg  jako miłosierny odpuści je jakby „z automatu” i wtedy nie zmieniamy nic. Obie te postawy nie są najszczęśliwsze dla naszej wiary i warto omówić je ze stałym spowiednikiem czy ojcem duchowym. Jak zatem odnaleźć się między odpuszczeniem a nadmierną aktywnością?

 

Inni są gorsi

Nie wiem, czy ktoś z nas jest wolny od porównywania się do innych. Od małego nasi rodzice, nieświadomi, że to niezbyt dobry pomysł, porównują nas do innych dzieci. Ile razy w naszych domach odbywał się dialog: „Mamo, dostałem trójkę ze sprawdzianu z matematyki. Ale były tylko dwie czwórki, a reszta dostała dwóje”. I to uspokaja zatroskanego rodzica, bo skoro inne dzieci były „gorsze”, to z moim dzieckiem nie jest tak źle. Ewentualnie może padnie zdanie: „To szkoda, że i ty nie miałeś czwórki”. Ile razy na podwórku można usłyszeć, że trzeba się bawić jak inne dziecko, bo ono jest grzeczne. To samo odbywa się w pracy, gdy porównuje się osiągnięcia, limity, procenty i projekty. Kto, ile zdobył, jakie są wskaźniki. Wszystko jest mierzalne, określone, możliwe do zbadania. Czasem tę mentalność przenosi się na życie duchowe i dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy czujemy się lepiej, jeśli odmówimy ileś litanii, pójdziemy na więcej nabożeństw. Tak jakbyśmy chcieli zdobyć niebiańskie punkty, które można rozrysować na precyzyjnym wykresie. Nawet niedawno zakończony adwent obfitował w liczenie, ile razy było się na roratach… Kto z nas tego nie zna?

Myślenie, że nie jestem jeszcze aż tak zły, bo Kowalski jest gorszy, może nas wprowadzić w pułapkę. Tymczasem prawda jest taka, że zawsze znajdziemy kogoś gorszego od nas i kogoś lepszego. A jedyną osobą, do której warto się porównywać jesteś „ty z wczoraj”. Innymi słowy nie ma sensu zastanawiać się, czy jacyś obcy ludzie są lepsi czy gorsi. Warto spytać siebie przy wieczornym rachunku sumienia, czy jestem choć trochę lepszy niż ja wczoraj, czy się rozwinąłem, pogłębiłem moje cnoty, utwierdziłem w dobru, czy bardziej kocham, czy przebaczyłem. Ja w mojej historii. Ja z moim charakterem. Ja z moją osobowością.

 

 

Inni są lepsi

O ile stosunkowo łatwo przychodzi nam odnajdywanie tych, którzy są gorsi, o tyle niechętnie porównujemy się do lepszych – zwłaszcza do świętych. Robimy z nich nadludzi, obdarzonych szczególnymi łaskami i możliwościami, stawiamy im pomniki i przedstawiamy ich tak, że są nieosiągalni, idealni, odlegli. Tak jakbyśmy bali się powiedzieć sobie, że to ja mam być święty. Tak jakbyśmy nie chcieli zauważyć, że świętość nie jest czymś niezwykłym, ale może być moją codziennością. Czasem jednak to pragnienie świętości zmienia się w styl życia, mający na celu „uświęcanie innych”, czyli pouczanie ich i pokazywanie, że robią źle.

Kiedyś mój znajomy spytał mnie, kiedy i w jaki sposób ma upominać tych, którzy grzeszą. Złapałam się za głowę, słysząc to pytanie, ponieważ momentalnie zapaliło mi się kilka lampek ostrzegawczych. Bardzo łatwo z upomnienia zrobić kazanie. Bardzo łatwo z powodu pychy napominać wszystkich dookoła, skupiając się na przepisach, zasadach. Bardzo łatwo w ten sposób „zabić” człowieka. Ale czy to znaczy, że nie wolno mi upominać?

 

 

Święty grzesznik

Uczynek miłosierdzia co do duszy (grzeszących upominać) łączy się z upomnieniem braterskim, o którym możemy przeczytać u św. Mateusza (Mt 18, 15-17). Co ciekawe tekst ten znajduje się pomiędzy słowami o zabłąkanej owcy a obowiązku przebaczania zawsze (nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy). To może podsunąć nam pewne światło, że po pierwsze w Kościele jest miejsce dla każdego, każdy może się zgubić i ten zagubiony człowiek jest cenniejszy niż dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, które się nie zgubiły. Po drugie miłosierdzie i przebaczenie są ważniejsze niż prawo. Nie znam nikogo, kto nawrócił się z powodu nakazów, zakazów albo słownych połajanek. Znam natomiast ludzi, którzy nawrócili się, bo doświadczyli miłości.

Musimy zatem uświadomić sobie, że nie jesteśmy lepsi niż ten grzesznik, którego chcemy upomnieć, ponieważ sami jesteśmy grzesznikami. Dlatego nie można się wywyższać (ustalmy w sumieniu sprawę drzazgi i belki w oku). Jeśli jednak ciągle jesteśmy przekonani, że mamy napomnieć grzesznika i jesteśmy pewni, że on naprawdę ten grzech popełnia, to trzeba zachować pewne zasady, aby było to faktycznie upomnienie braterskie, a nie coś zupełnie wypaczonego.

1. Musimy mieć wspólnotę z tym człowiekiem. Musi być między nami relacja.
2. Motywem działania ma być miłość. To co powiemy ma być wyrażone w duchu miłości, z miłości i dla miłości. Nie po to, by kogoś upokorzyć, nie po to, by pokazać że jesteśmy lepsi i bardziej doskonali.
3. Celem takiego upomnienia jest nawrócenie. Czyli naprawdę musi nam chodzić o zbawienie tego człowieka.

Już te warunki są trudne do spełnienia, a dochodzi jeszcze kolejny. Musimy być absolutnie czyści, absolutnie w porządku w sprawie, co do której kogoś upominamy. Nie może być tak, że sami robimy to samo, ale upomnimy brata. Należy również zachować wskazania z Ewangelii: Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!

 

 

Potrzeba wspólnoty

W Internecie krąży obrazek ze zdaniem: Praca nad sobą to jedyna pewna robota w życiu. Rozwój człowieka ma w sobie wszystkie elementy – ten fizyczny, psychiczny i duchowy. O ile bycie fit i eko przychodzi dzisiaj łatwo, ponieważ bardzo promuje się taki styl życia, o tyle z rozwojem duchowym jest trochę trudniej. Często jest to droga niemodna, niepopularna, nieoczywista. Jednak jeśli u progu Nowego Roku mamy postanowienie zmian, a często umowne granice (urodziny, okresy roku liturgicznego, nowy rok) dają nam motywację do decyzji o zmianach, to warto by była to zmiana po bożemu. Ze świadomością, że Bóg najbardziej cieszy się, gdy jesteśmy święci w tym, co jest naszym „dziś”. A człowiek, żeby wzrastać duchowo potrzebuje innych ludzi, w których może się przeglądać i widzieć swoje wady, słabości, niedociągnięcia, ale również po to, by modlić się za siebie nawzajem i pomagać sobie w drodze do nieba. Jako istoty społeczne potrzebujemy relacji z innymi ludźmi i nie jest prawdą, jak mówił Sartre, że drugi człowiek jest piekłem. Drugi człowiek może być dla mnie bratem i Chrystusem, jeśli tylko będę w nim widzieć to co dobre, a nie to co złe. Jeśli tylko wyjmę swoją belkę z oka, doświadczę Bożej miłości i z tą miłością wyjdę ku innym, nawet jeśli są wielkimi (jak ja) grzesznikami. Zatem może nowa ja – to ja święta, każdego dnia od nowa?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Prezenty świąteczne, na które nie wydasz ani złotówki

Czas świąt nierozłącznie wiąże się z obdarowywaniem. Nie potrzeba wiele, by sprawić komuś radość. Ty bądź prezentem!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

CZAS

Mamy wszyscy po równo – 24 godziny w ciągu doby do wykorzystania na przeróżne życiowe czynności. Jeśli kiedykolwiek powiedziałeś sobie lub komuś “nie mam czasu”, wiedz, że nie jesteś sam. Święta zachęcają, aby zwolnić tempo, zatrzymać się, cieszyć się rodzinną atmosferą. I to dobra okazja, by komuś, kto Tak jak Ty “nie ma czasu” dać trochę swojego czasu. Może wyręczysz kogoś w jego zadaniu, albo zrobicie je wspólnie, aby skrócić czas na nie przeznaczony. Masz czas, podziel się nim!

 

OBECNOŚĆ

Bardzo łatwo wpaść w tym przedświątecznym i świątecznym czasie w przekonanie, które można byłoby ująć wyrażeniem “a jeszcze coś”. Jeszcze bombki, jeszcze ciasto, jeszcze odkurzanie, jeszcze prezenty, jeszcze zapakować i jeszcze to i tamto. Kiedy święta są “już” my nadal trwamy w “jeszcze” – jeszcze poprawić, jeszcze czegoś brakuje na stole, jeszcze posprzątać… Zapominamy trochę o zwykłej obecności. Może w tym roku warto ją komuś podarować tak po prostu – nie biegać za wszystkimi niedokończonymi sprawami, a więcej być przy kimś, być razem. Tylko nie zapomnijcie wyłączyć piekarnika…

 

“KOCHAM CIĘ”

Kiedy ostatnio powiedziałeś rodzicom, że ich kochasz? Na pewno chcieliby to jeszcze kiedyś usłyszeć. Ten prezent kosztować Cię może odwagę, ale jeśli tylko będzie szczery, na pewno na długo zostanie zapamiętany. Jeśli takie wyznanie to dla Ciebie codzienność, niech Twoim prezentem będzie wdzięczność za miłość, której doświadczasz.

 

ZGODA

“A na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. To właśnie z pokojem Jezus przychodzi na świat. Tak bardzo nam go brakuje – i nie chodzi tu tylko o wielkie międzynarodowe konflikty. Pokój na świecie zaczyna się w naszych domach. Wielokrotnie przecież przygotowania świąteczne i sam czas świąt, wspólnych rozmów przy stole stają się polem do zaciekłych dyskusji niestety prowadząc do podziałów między nami. Tym razem odpuść. Nie wszczynaj niepotrzebnych dyskusji, uważaj na słowa, zachowaj pokój serca.

 

WYBACZENIE

To jeden z prezentów, który dostaje nie tylko obdarowany, ale i darujący. Pomyśl o osobach, które Cię skrzywdziły i niech się narodzi w Twoim sercu wybaczenie. Jego owoce dosięgną także i Ciebie – może to być początek uzdrowienia na wielu płaszczyznach: samoakceptacji, motywacji, relacji z innymi. Być może osoba, która czeka na Twoje wybaczenie do teraz zachodzi w głowę, jak może wynagrodzić Ci wyrządzone zło. Daj jej szansę, pozwól by Jezus uspokoił Wasze serca.

 

UŚMIECH

Ile razy w tym czasie usłyszysz i powiesz “Wesołych Świąt”? Niech te życzenia nie zostaną w nas bezowocne, dziel się radością! Szczery, niewymuszony uśmiech skraca dystans i jest zaraźliwy. Prawdziwa radość to najlepsza wizytówka chrześcijan. Mamy do niej powody – Bóg przychodzi, chce być blisko nas!

 

MODLITWA

Tego prezentu nie mogło zabraknąć. Każdy z nas może podarować modlitwę. Podczas mszy, w akcie pokuty, prosimy sami o taką modlitwę naszych braci i siostry. Może tym razem sam zaproponujesz, że pomodlisz się w czyjejś intencji? Taki prezent nie ma terminu ważności i przyda się w każdej sytuacji.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >