7 kroków do akceptacji siebie

Hasło: przykazanie miłości. Odzew: kochaj Boga i bliźniego. Chwila, chwila... Czy to już aby wszyscy, których mam kochać? Przecież Jezus mówi wyraźnie: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie da się kochać innych, nie akceptując siebie. Tylko jak to zrobić?

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Zobacz, co mówi o tobie Bóg

W swoim Słowie Bóg nieustannie kieruje do Ciebie wyznania miłości, choćby takie: „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość.” (Jr 31,3). I jeszcze wiele, wiele innych – Oz 11,4; Iz 49, 5; Iz 54, 10; Mt 10, 31… Skoro Bóg kocha cię tak bardzo, że dla ciebie poszedł na krzyż, to znaczy, że zasługujesz na miłość. Także na swoją własną miłość!


2. Stań przed lustrem

Spójrz sobie w oczy, uśmiechnij się do siebie. A potem pomódl się słowami psalmu 139: „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła.”. Jeśli te słowa nie chcą ci przejść przez gardło, próbuj każdego ranka… aż wreszcie uda Ci się to powiedzieć całkiem szczerze.


3. Zadbaj o swoje potrzeby

Kiedy ostatnio się wyspałaś? Kiedy pozwoliłaś sobie na wolny wieczór, w wyciągniętym swetrze, z kubkiem kakao i dobrą książką? A może twoje ciało krzyczy, że potrzebuje ruchu albo sałatki zamiast zupki chińskiej na obiad? Pamiętaj, że kochać kogoś to troszczyć się o niego. Czy chciałabyś, aby twoi przyjaciele traktowali cię tak, jak ty traktujesz samą siebie?


4. Poszukaj tego, co w sobie lubisz i podkreśl to

Może masz ładne włosy? Znajdź dobrego fryzjera, aby mogły ukazać całe swoje piękno. Świetnie rysujesz? Narysuj coś, opraw i powieś na ścianie. Potrafisz gotować? Zaproś przyjaciół na wykwintną kolację. Uciesz się swoimi mocnymi stronami i pokaż je innym!


5. Śmiej się z własnych błędów

Ks. Jan Twardowski mawiał: „Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieć ubaw do końca życia.” Spróbuj podejść na luzie do swoich wpadek czy pomyłek – to naprawdę nie jest koniec świata! Nie unikniesz popełniania błędów, ale odrobina dystansu do samej siebie uchroni cię od katowania się rozpamiętywaniem tego, co zrobiłaś źle.


6. Przestań się porównywać z innymi

Nie szukaj ludzi lepszych ani gorszych od siebie! W swojej książce „Jesteś cudem” Regina Brett pisze: „Jeśli próbujesz być kimś innym, poniesiesz porażkę. Świat ma już taką osobę. Teraz potrzebuje ciebie.” Pamiętaj, że klonowanie ludzi jest zabronione!


7. Naucz się przyjmować komplementy

Nie daj sobie wmówić, że właściwą postawą katolika jest: przepraszam, że żyję – to się już więcej nie powtórzy. Kiedy ktoś cię chwali, jednocześnie wychwala twojego Stwórcę, od Którego pochodzi wszelkie dobro w twoim życiu! Dlatego gdy ktoś mówi ci dobre słowo, po prostu podziękuj mu z uśmiechem, a w sercu szepnij Bogu, jak bardzo jesteś wdzięczna za piękno lub talent, który ci dał.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

4 największe dolegliwości. Jak im zaradzić?

Brak akceptacji i zrozumienia, ciągłe ocenianie, egocentryzm... Jak uleczyć to, co nas najbardziej boli?

Agnieszka
Kozak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Brak akceptacji

Jak bardzo nasze serca tęsknią za byciem przyjętym! Acceptatio z łaciny to dosłownie przyjmowanie. Oznacza więc zgadzanie się na to, „co jest”, zamiast ciągłego żądania „by było inaczej”. Jako rodzice oczekujemy od dzieci najczęściej jednego, czyli posłuszeństwa – dziecko ma być posłuszne, czyli robić to, „co jest słuszne”, czyli po naszemu, bo tylko nasze jest ważne, prawdziwe, mądre, dobre i słuszne…

W praktyce oznacza to sytuację, w której nasze zawsze jest słuszne w tu i teraz, a jeśli druga osoba postępuje inaczej to, jest: niegrzeczna, egoistyczna, roszczeniowa, arogancka – można by mnożyć etykiety wynikające z bezradności bez końca. Wygląda na to, że akceptacja kończy się tam, gdzie zaczyna się inność – w zachowaniu, przeżywaniu, rozumieniu, czy chociażby funkcjonowaniu w relacjach. Bardzo trudno jest nam zaakceptować wolność drugiej osoby, czyli to, że ona w danym momencie wybiera coś innego, bo coś innego jest dla niej ważne niż aktualnie jest ważne dla nas. Nie akceptujemy zachowań odbiegających od normy społecznej.

Deklarujemy bezinteresowną i akceptującą miłość, ale ciągle chcemy, by inni robili to, co w danym momencie zaspokaja nasze potrzeby i tylko w sposób, który mamy aktualnie w głowie. Dziecko ma posprzątać w pokoju teraz, córka powinna być wdzięczna matce, mąż powinien rozmawiać o uczuciach i pytać żonę jak się czuje, rodzicami należy się opiekować – jeśli ktoś robi inaczej niż głosi przekonanie tkwiące w naszej głowie, będziemy starali się go zmienić. Zaczyna się wtedy rzeźbienie drugiego człowieka na nasz obraz, a brakuje przyjęcia tego, jaki obraz złożył w nim Bóg.

Od czego zacząć pracę nad akceptacją drugiego człowieka?

Pierwszy krok to dostrzeżenie, że jest odrębnym, wyjątkowym i pięknym człowiekiem i że ma inne niż my potrzeby i sposoby ich realizacji. W odmienności zachowań warto dostrzec fakt, że ma on w sobie siłę i odwagę do tego, by w wolności realizować swój własny scenariusz na bycie szczęśliwym.

 

2. Oceny i osądy moralne

Patrząc na drugiego człowieka i widząc jego zachowanie bardzo szybko wystawiamy mu ocenę. Patrząc na człowieka już po kilku minutach jesteśmy w stanie powiedzieć, czy jest: mądry, głupi, pracowity, leniwy, niepewny, słaby itd… Co gorsza wypowiadamy te oceny wobec innych w pewien sposób programując ich sposób widzenia danej osoby. Jeśli jest to zachowanie niezgodne z naszym oczekiwaniem nadajemy negatywną etykietę. Ocena jest zwykle porównaniem z jakąś normą, która aktualnie jest dostępna i zwykle niedościgniona dla danej osoby. Uderza więc w jej poczucie własnej wartości i rodzi przekonanie o tym, że wszystko podlega ocenie i że na pozytywną ocenę trzeba zasłużyć.

Patrzymy, oceniamy i nie podejmujemy trudu sprawdzenia, czy nasza ocena jest słuszna. Zupełnie nie jesteśmy zainteresowani historią, która doprowadziła do danego zachowania, nie ma w nas zaciekawienia tym, dlaczego ktoś robi to, co aktualnie obserwujemy. Zupełnie nie interesuje nas jaka za tym stoi historia.

Wydajemy osąd będąc jednocześnie prokuratorem i sędzią, przy czym osądzony nie dostaje prawa do adwokata ani nie ma szans na przedstawienie swojej perspektywy. Ponieważ sami oceniamy zaczynamy bać się oceny innych i rośnie w nas lęk przed odrzuceniem. Błędne koło zaczyna toczyć się coraz szybciej. Lęk, który w nas rośnie popycha nas do negatywnej oceny innych, by wypaść choć trochę lepiej na jej tle. Nie robimy tego oczywiście specjalnie, jest to mechanizm, z którego nie zdajemy sobie najczęściej sprawy.

Jak można wyjść z pułapki oceniania?

Zacznijmy zadawać pytania: dlaczego to robisz? Co jest w tym dla Ciebie ważne? Czego potrzebujesz?

 

 

3. Egocentryzm

Przestajemy widzieć ludzi dookoła nas i nie wyrażamy wobec nich wdzięczności, ponieważ uznajemy za oczywiste, że mają być, bo ich obecność nam się należy. Mało doceniamy, rzadko dziękujemy, prawie zupełnie nie wyrażamy wdzięczności. Jesteśmy skoncentrowani na sobie, własnych trudnościach i potrzebach i bardzo trudno przychodzi nam pozytywna informacja zwrotna do innych. Stajemy się przez to roszczeniowi i porzucamy potrzeby ważnych dla nas ludzi. W rozmowach z innymi nieustannie narzekamy, mówimy źle o innych, przez co oni faktycznie w naszych głowach stają się źli i nie można na nich liczyć.

Jak pozbyć się egocentryzmu?

Zacznijmy od zrobienia listy osób, którym możemy być za coś wdzięczni – rodzicom, nauczycielom, dzieciom, znajomym i przyjaciołom i każdego dnia wypowiedzmy komunikat wdzięczności.  

 

4. Brak zrozumienia

Mówimy, opowiadamy, wymieniamy opinie, ale rzadko zastanawiamy się, jakie potrzeby stoją za słowami, które wypowiadamy. Trudno jest nam zrozumieć drugiego człowieka, ponieważ mało rozumiemy siebie samych. Mamy głód w środku, ale nie wiemy co mogłoby go zaspokoić, więc uciekamy od tego, co ważne a biegniemy ku czemuś nieokreślonemu, gubiąc ludzi i relacje. Zabiegani, zmęczeni, przestajemy mieć czas na słuchanie, ponieważ ciągle coś trzeba załatwić, kupić, odebrać. Zamiast słuchać dajemy innym rady jak mają żyć i co powinni zrobić, ponieważ doskonale wiemy, co my zrobilibyśmy na ich miejscu, zapominamy jednak, że nie jesteśmy na ich miejscu. Ludzie kupują godziny w gabinecie terapeutycznym, ponieważ potrzebują, żeby ktoś ich wysłuchał i zrozumiał o co im chodzi, potrzebują uważności drugiego człowieka, bliskości i zrozumienia, czyli zatrzymania się nad tym co aktualnie jest dla nich ważne.

Od czego zacząć, by zrozumieć siebie i innych?

Najlepszym sposobem jest poznanie siebie i swoich motywów działania poprzez psychoterapię. Zrozumienie siebie stanowi punkt wyjścia do zrozumienia drugiego człowieka. Empatia dla innych zaczyna się od empatii dla siebie.

Agnieszka Kozak

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Agnieszka
Kozak
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap