video-jav.net

Zacznijmy od Ducha

Rozmowa z Marią Miduch, doktorem judaistyki i hermeneutyki biblijnej, autorką cyklu książek „Biografia Ducha Świętego”, „Biografia Boga Ojca” oraz „Biografia Syna”

Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

Skąd wziął się tak „karkołomny” pomysł, żeby napisać biografię Trójcy Świętej?

Moja odpowiedź być może nieco rozczaruje, ale pomysł wyszedł od wydawnictwa WAM, które zaproponowało mi napisanie biografii Ducha Świętego. Temat ten żył we mnie, nosiłam go, ale jakoś nie wpadłam sama na pomysł spisania czegoś takiego. Wydawnictwo pomogło mi go sprecyzować zgłaszając takie zapotrzebowanie.

 

Czemu zaczęliście od Trzeciej Osoby Trójcy, nie – po Bożemu – od Boga Ojca?

Ponieważ właśnie Duch jest najbardziej tajemniczą Osobą w Trójcy Świętej, najtrudniej o Nim mówić. Moje zadanie polegało więc na tym, by Jego postać przybliżyć, zwracając szczególną uwagę na to co nieznane. Biografie Boga Ojca i Syna powstały w następnej kolejności.

 

Co jest kluczem tej Biografii? Z jakiego punktu widzenia przybliża ona Osobę Ducha św.?

Chciałam spisać choć punktowo wszystko, co jest najważniejsze z cech Ducha, choć moja „Biografia” nie wyczerpuje tej tematyki. Skupiałam się również na języku, chciałam z nim dotrzeć do każdego. W trakcie swoich studiów teologicznych czytałam masę książek o Duchu i Trójcy Świętej, ale wszystkie były pisane językiem naukowym, miałam wręcz wrażenie, że starają się proste rzeczy tym językiem skomplikować, zamykając swoje grono odbiorców do bardzo wąskiej grupy. Ja starałam się to odwrócić: nie uciekając od głębokich zagadnień teologicznych napisać o Trójcy Świętej językiem zrozumiałym dla każdego.

 

Dużo tu również odniesień do naszego codziennego życia…

Tak, to oprócz języka drugi mój pomysł na podejście do trudnego tematu Osób Boskich. Starałam się język teologii przełożyć na język życia codziennego. Ponieważ zaś jestem bardzo związana z Izraelem, nauką tam uprawianą, miejscami i osobami, najwięcej historii nawiązuje do zdarzeń, które tam zaobserwowałam lub które mi tam opowiedziano.

 

Na przykład?

Na przykład historia z Biografii Boga Ojca. Przytaczam tu rodzinną scenkę, której byłam świadkiem, a za pomocą której staram się czytelnikom pomóc w wyobrażeniu tego, jaki jest Bóg Ojciec. Ulica w ortodoksyjnej dzielnicy. Zakupy z samochodu wyładowuje rodzina: jest tam między innymi tata i 2 chłopców. tych dwoje dzieci bardzo chce mieć udział w pomocy dorosłym. Chwytają za worek z cebulą. Ale dochodzi do “katastrofy”– czy źle chwycili, czy byli za słabi – worek się rozrywa, a cebule rozsypują się po ulicy. Co robi ojciec? Wbrew temu, jak postąpiłoby wielu z nas, nie krzyczy na synów, że są nieudacznikami i tylko spowalniają pracę. On razem z nimi i innymi członkami rodziny zaczyna zbierać rozsypana cebulę z całej ulicy.Ta cudowna scenka pokazuje, jaki jest Bóg Ojciec wobec nas.

 

Jaki?

Często staramy się po swojemu za coś zabrać. Ale gdy nam się to nie udaje, nie zostawia nas samych z bałaganem karząc za nieudolność czy zbytnią samodzielność. Wkracza do akcji sprzątania po naszych błędach.

Reklama

 

Z którą z Biografii jest Pani najbardziej związana osobiście? Przy której najlepiej się pracowało?

Na pewno z tą pierwszą, Biografią Ducha Św. Choć, jak wspominałam, nie planowałam jej pisania, już w trakcie pracy zorientowałam się, jak ona głęboko we mnie siedziała. Zanim jakiekolwiek zdanie zostało napisane – ta książka już we mnie była. Odbieram to też jako dowód na to, że moje studia teologiczne nie poszły na marne.

 

A która z cech Ducha Świętego jest Pani najbliższa?

Choć cały Duch Święty jest dla mnie zachwycający, to najbliższe jest mi Jego imię: Paraklet. W starożytności „paraklet” to była funkcja w sądzie związana z obroną oskarżonego, która polegała na tym, że Paraklet nic nie mówił, a tylko stał obok i swoim autorytetem oraz swoją sprawiedliwością ręczył za oskarżonego, przykrywając jego winę. To powodowało, że oskarżony, posiadający Parakleta nie był uznawany za winnego i skazywany. Duch Święty jest nam posłany przez Boga jako ktoś taki! Staje obok mnie, zakrywa sobą moją winę i sprawia, że unikam kary.

 

Rozmawiała Anna Druś

 

biografia-ducha-sw-d1

Reklama
Maria Miduch

Maria Miduch

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maria Miduch
Maria
Miduch
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego Polacy noszą obrączki na prawej ręce?

– Jeszcze w średniowieczu ślubny pierścień nakładał wyłącznie mężczyzna swojej współmałżonce na znak wzięcia opieki nad nią. Ręka lewa lub prawa do kwestia tradycji rzymskiej lub egipskiej – wyjaśnia ks. dr hab. Dominik Ostrowski, liturgista, wykładowca akademicki i konsultor Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski.

ks. Dominik Ostrowski
ks. Dominik
Ostrowski
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dlaczego tylko Polacy, w przeciwieństwie do innych narodowości, np. Francuzów czy Włochów, noszą obrączki ślubne na prawej dłoni?
Przede wszystkim nie tylko Polacy tak robią. Na prawej ręce obrączki na ile mi wiadomo noszą również Rosjanie, Niemcy, Hiszpanie i Grecy. Przekonanie, że to nasza cecha narodowa jest jednym z mitów, w które obrosła ta tradycja. Takim mitem może być również wyjaśnienie jej za pomocą historii powstania styczniowego.

 

Powstania styczniowego?
Według tej teorii Polki do wybuchu powstania w 1861 r. nosiły obrączki na lewej dłoni, podobnie jak Angielki czy Francuzki przekładając je na prawą po śmierci współmałżonka. Po upadku powstania owo przekładanie miało się stać niemal masowym zjawiskiem, ponieważ wiele pań straciło mężów właśnie wskutek zaangażowania w walkę o wolną Polskę. Te, których mężowie przeżyli miały zacząć również przekładać obrączki na prawą rękę na znak solidarności oraz ogólnej żałoby narodowej. Według tej interpretacji zwyczaj miał po prostu pozostać i przetrwać do naszych czasów.

 

Brzmi przekonująco, czemu więc to mit?
Bo zwyczaj noszenia obrączki na prawej dłoni to stara rzymska tradycja, upowszechniona w całej Europie. Początkowo zresztą zupełnie niezwiązana z liturgią sakramentu małżeństwa. Przypomnę tu, że śluby pierwotnie zawierano głównie w domach. Na dziedzińce kościołów zaczęto je przenosić we wczesnym średniowieczu aby zapobiec praktykom zmuszania kobiet do małżeństwa poprzez „sprzedaż” praw do nich przez rodziców. Liczono wtedy, że zarówno bliskość świątyni jak i publiczny charakter uroczystości zapewni pannie młodej bezpieczeństwo, gdyby okazała się zmuszona do zamążpójścia. W niektórych świątyniach budowano nawet specjalne drzwi ślubne, przy których odbywał się rytuał małżeński.

 

Czyli śluby nie odbywały się w kościołach?!
Na początku nie, ponieważ małżeństwo było ściśle świeckim obrzędem, jak zresztą zwyczaj nakładania pierścienia jako znaku przynależności, bycia dziedzicem, bycia kimś ważnym i objętym opieką. Pamiętajmy, że przez wiele wieków to nie były obrączki we współczesnym rozumieniu, ale właśnie pierścienie. I nie wymieniano ich wzajemnie, a jedynie mąż nakładał żonie. Mężczyźni zresztą i tak nosili je na palcach niezależnie od stanu cywilnego bo sygnety czy pierścienie oznaczały pozycję społeczną. Nakładanie obrączki żonie – znak wzięcia jej pod opiekę – nie był elementem liturgii, ale świeckim zwyczajem, któremu Kościół się po prostu nie sprzeciwiał. Liturgicznym elementem ślubu było początkowo tylko nakrycie głowy welonem.

 

Chodziło o znak ukrycia małżonki przed innymi mężczyznami i światem?
Nie, chodziło o obłok.

 

Obłok?!
Nakrywanie głowy już w obrzędowości żydowskiej oznaczało pozostawanie pod „obłokiem Bożym” – obłokiem symbolizującym Bożą opiekę i opatrzność. Obrzęd ten wprowadzony do liturgii ślubnej oznaczał bycie dwojga pod jednym obłokiem Bożej obecności i opieki. Echo tego znaczenia widzimy nawet we włoskim słowie „małżeństwo” – connubio, którego źródłosłów to con nubi – „razem pod jednym obłokiem, pod jednym namiotem”.

 

Wróćmy do prawej i lewej dłoni jako miejsca noszenia obrączki. Powiedział ksiądz, że stara rzymska tradycja, dominująca od średniowiecza w Europie kazała nakładać ją na prawą rękę….
Dokładnie, prawa ręka miała tam szczególne znaczenie: władzy, wolności, decyzyjności…

 

Czemu więc kraje romańskie, takie jak Francja czy Włochy, nakładają dziś obrączki na lewą rękę, a na prawą – dopiero na znak wdowieństwa?
Źródła podają, że to rozróżnienie zwyczajów pojawiło się najpierw we Francji w XIV w., a potem od XVII w. zaczęło się upowszechniać w innych krajach: Anglii, Irlandii, Włoszech, Szwecji, Czechach, na Słowacji, jeszcze później w USA, Kanadzie, Meksyku. Nie wiemy na pewno z czego wynikło, ale znaczenie mogły mieć starożytne zwyczaje egipskie, odkryte ponownie w epoce renesansu. Już 6 tys. lat przed Chrystusem Egipcjanie nosili pierścienie na czwartym palcu lewej dłoni bo według nich to tam biegła tzw. vena amoris – żyła miłości, bezpośrednio połączona z sercem.

 

Reklama
ks. Dominik Ostrowski

ks. Dominik Ostrowski

liturgista, wykładowca akademicki i konsultor Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Dominik Ostrowski
ks. Dominik
Ostrowski
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Share via