Nasze projekty
fot. Archiwum DPS w Kietrzu

Kopciuszek – musical, jakiego nie widzieliście. „Cały czas robimy jakieś szalone rzeczy”

"My, tzw. pełnosprawni, wszystko, co czujemy, potrafimy ukryć, upchnąć na dno serca, a nasze dziewczyny niczego nie chowają, niepełnosprawność pozwala pokazać rzeczy dużo prościej."

Reklama

DPS Kietrz prowadzony jest przez siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi od 1975 roku. Obecnie w placówce przebywa 50 podopiecznych – dziewczynek i kobiet w różnym wieku.

To właśnie tu powstał niezwykły musical. 10 utalentowanych wychowanek Domu, prowadzonych pewną ręką przez s. Małgorzatę Korniluk Franciszkankę Misjonarkę Maryi, stworzyło imponujące rozmachem, iskrzące się humorem, a przede wszystkim pełne pięknych piosenek muzyczne przedstawienie. Początkowo planowane na scenę, z powodu pandemii zostało nakręcone, zmontowane i udostępnione na kanale YT.

Prace nad projektem zajęły kilka miesięcy. Podopieczne s. Małgorzaty musiały opanować imponującą ilość materiału muzycznego, nauczyć się na pamięć piosenek, przećwiczyć każdą ze scen, wybrać kostiumy. Koniecznie zobaczcie efekt końcowy!

Reklama
Reklama

O produkcji musicalu, który bawi do łez, o niepełnosprawności, która pomaga widzieć prościej, i o talentach, które wybuchają w nas, gdy są wprzęgnięte w służbę innym opowiada s. Małgorzata Korniluk, Franciszkanka Misjonarką Maryi z Domu Pomocy Społecznej w Kietrzu.


Anna Hazuka: Czy to jest pierwsza tak szalona produkcja w DPS Kietrz?

S. Małorzata Korniluk: Ależ skąd! Cały czas robimy jakieś szalone rzeczy i zasadniczo staramy się nie poprzestawać w tych szaleństwach. Dziewczyny się rozwijają, a my z nimi. Ich rozwój nas stymuluje do szukania co rusz nowych rozwiązań.

Reklama
Reklama

Rozumiem, że Kopciuszek to nie jest Wasze pierwsze przedsięwzięcie?

Moja działka w naszym Domu to terapia kulturalno-oświatowa. To jest moja stała forma pracy z dziewczynami. Mamy wieloletnią tradycję tworzenia teatru. Co roku wystawiamy jasełka i dwa przedstawienia, wiosenne i jesienne. Organizujemy też teatr wyjazdowy. Dziewczyny mają średnio ok. 10 występów każdej naszej produkcji. Przed Kopciuszkiem planowałyśmy pójść w konwencję spektaklu ulicznego, ale zaskoczyła nas pandemia i tak narodził się pomysł na mini musical z przeznaczeniem na YouTube.

Ile trwała realizacja całości?

Reklama

Najtrudniejsze i najbardziej czasochłonne było opanowanie tekstów piosenek. Już na początku maja dałam chętnym dziewczynom piosenki i poprosiłam o to, żeby codziennie wieczorem przesłuchiwały je w pokoju. Nasze podopieczne w większości nie potrafią czytać, więc ta nauka u nas przebiega inaczej. Oprócz tej pracy osobistej, również codziennie spotykałyśmy się na próbach śpiewu. Stopniowo podnosiłam im wymagania, tak żeby ich śpiew maksymalnie zbliżyć do oryginału. Dziewczyny stać na wiele i to słychać na nagraniach.

Jak wam się pracowało już na etapie kręcenia zdjęć?

Nasze dziewczyny to prawdziwe wyjadaczki sceniczne, doświadczone aktorki – one znają się na dobrych ujęciach (śmiech). Podczas zdjęć są oczywiście różne momenty. Czasem nagrywamy coś z przyjemnością i wszystkie świetnie się bawimy, a czasem bywa trudno. Wszystkie jesteśmy w końcu kobietami, czasem emocje biorą górę.

Do tego jeszcze trzeba dodać różne stopnie niepełnosprawności podopiecznych….

Tak, chociaż myślę, że w pewnych sferach nie ma niepełnosprawności. Tak jest na przykład z emocjami. My, tzw. pełnosprawni, wszystko, co czujemy, potrafimy ukryć, upchnąć na dno serca, a nasze dziewczyny niczego nie chowają, niepełnosprawność pozwala pokazać rzeczy dużo prościej. U nich emocje po prostu widać. Ale ich profesjonalizm przejawia się m.in. też w tym, że potrafią nad tym zapanować, wziąć się do pracy i zrobić to, co trzeba. Generalnie, one bardzo lubią przygotowywać spektakle, potrafią ciężko pracować. Bo musimy sobie zdać sprawę, że one przy Kopciuszku wykonały gigantyczną, tytaniczną wręcz pracę.

fot. Archiwum DPS w Kietrzu

To, co mnie całkowicie zauroczyło w waszym musicalu to dobór piosenek! Anna Maria Jopek, Ewa Bem, Grażyna Łobaszewska…

Kiedy przyszłam do naszego Domu i usłyszałam ile dziewczyny słuchają discopolo, postanowiłam to zmienić. Chociaż, od razu zaznaczę, że sama również poszerzyłam własne horyzonty i dzisiaj potrafię też śpiewać razem z dziewczynami piosenki Zenka Martyniuka. Cała Polska się przy nim bawi, tylko nikt się nie przyznaje (śmiech).

Ale tak poważnie, już parę przedstawień temu zorientowałam się, że gdzieś po cichu niektóre z nich lubią inne piosenki, np. Marka Grechutę albo Eleni. To było dla mnie odkrycie, ja się tego nie spodziewałam! Dlatego odważyłam się wprowadzać dziewczyny w świat pięknych, polskich piosenek. Sama bardzo lubię Annę Marię Jopek, Ewę Bem, Grażynę Łobaszewską, Hannę Banaszak, ale pewnie gdyby nie ten Grechuta nigdy nie zaproponowałabym dziewczynom takiego repertuaru. A dzisiaj już wiem, że one potrafią się w tym rozsmakować. 

Dzięki tym piosenkom Wasz Kopciuszek jest po prostu piękny…

Pamiętam takie wydarzenie sprzed lat, kiedy po raz pierwszy pojechałyśmy z dziewczynami na Górę św. Anny na Ewangeliczne Rozliczenie (to taki sylwestrowy franciszkański zlot młodzieży). Podczas tego wydarzenia odbywał się bal. To były inne czasy, dziewczyny z DPS-u wyglądały … jak dziewczyny z DPS-u. I wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, że my je musimy pięknie ubrać, wystroić.

To była dla nas wszystkich niesamowita lekcja. Najpierw dla dziewczyn, bo one zobaczyły, że mogą być piękne, a my – ich opiekunowie zrozumieliśmy, że naszym obowiązkiem jest otaczać je pięknem. Dla mnie wtedy otworzyły się zupełnie nowe perspektywy. Jakbym je wszystkie na nowo odkryła. Zrozumiałam, że w naszej pracy z niepełnosprawnymi jest możliwe wyjście ponad przeciętność i że drogą ku temu jest m.in. piękno.

Jest też chyba humor. Od niego w Kopciuszku aż kipi!

Dla mnie humor jest idealnym sposobem na to, żeby uciec od wzbudzania w odbiorcach litości. To byłoby bardzo proste, ale jestem głęboko przekonana, że nie byłoby potrzebne tak naprawdę nikomu. Na pewno nie naszym dziewczynom! One są bardzo dumne, silne i pełne godności. Je stać na świetny humor.


DPS Kietrz prowadzi zbiórkę na nową windę dla podopiecznych. SZCZEGÓŁY >>>


Czas na słowo o montażu. Ujęcia, zbliżenia, całe sekwencje są wyreżyserowane i zmontowane po mistrzowsku. Czy naprawdę Siostra to wszystko zrobiła sama?

Ja uwielbiam takie rzeczy. Mam lekko zakręcone poczucie humoru. Tak trochę podejrzewam, że jak mnie Pan Bóg stwarzał, to akurat musiał Mu się włączyć humor abstrakcyjny, jakiś taki przekorny miał chyba wtedy nastrój. No i ja z tego humoru jestem. Ale tak mówiąc poważnie, mnie się bardzo chce robić takie rzeczy, bo ja jestem zachwycona naszymi dziewczynami, to one prowokują mnie – w najlepszym tego słowa znaczeniu – do uruchamiania w sobie wszystkich możliwych talentów, żeby im służyć. Pan Bóg to jakoś tak już wymyślił, że jestem takim Jego wariatem, który nie dosypia, montuje po nocy, dłubie w efektach i jeszcze się z tego cieszy.

fot. Archiwum DPS w Kietrzu

Siostro, a tak po ludzku, jak to jest oddać wszystko w służbie innym?

(Długa cisza). Kiedyś uświadomiłam sobie dzięki dziewczynom pewną prawdę o aniołach. My w stosunku do naszych aniołów stróżów jesteśmy jak dziewczyny w stosunku do swoich opiekunów. Te role są paralelne. Radością i chwałą naszego anioła stróża jest to, że on daje całe swoje anielskie możliwości w służbie nam po to, aby nas doprowadzić do zbawienia.

Gdyby dane nam było zobaczyć naszego anioła w akcji – gdybyśmy mogli usłyszeć jego śpiew, zobaczyć jak walczy w naszej obronie, albo jak jaśnieje, kiedy wpatruje się w oblicze Boga – to jestem przekonana, że byłoby to wstrząsające, potężne przeżycie. A on to wszystko składa w ofierze po to, aby nam służyć. On tego niesamowitego arsenału swoich możliwości używa po to, aby tę małą osobę, która przecież, z jego punktu widzenia, zachowuje się kompletnie irracjonalnie, nie pojmuje większości rzeczy, która uczy się bardzo wolno i właściwie od razu zapomina – jednym słowem jest taka niepełnosprawna w anielskich oczach – doprowadzić do nieba. I kiedyś przełożyłam sobie tę relację, jaka łączy każdego z nas z aniołem stróżem, na moją obecność wśród dziewczyn.

Anioł stróż nauczył mnie, żeby być artystą w służbie. Bo ja, jak każdy artysta, nosiłam od dzieciństwa w sobie takie pragnienie wyrażenia się, pokazania się światu, upiększenia świata swoim pięknem. A tutaj, w DPS, całe moje zdolności artystyczne, wszystkie moje środki wyrazu zostały wyniesione na zupełnie inny poziom, bo zostały wprzęgnięte w służbę, w to bycie dla nich, dla dziewczyn. Chcę na moich skrzydłach unieść je jak najwyżej. Chcę pokazać je światu, pokazać całe ukryte w nich piękno. Nasze dziewczyny potrafią samym swoim byciem wydobyć z nas szlachetność i wdzięczność. I to jest ich największy sekret. Myślę, że właśnie po to są nam dane.

OBEJRZYJ MUSICAL „KOPCIUSZEK”

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę