Nasze projekty
Fot. Stacja7

Anna Hazuka o rodzicielstwie: to był moment, gdy wsiadłam do najwłaściwszego pociągu życia

"Stwierdziłam, że to jest być może ten moment, kiedy po raz pierwszy mam zejść z tronu mojego życia i mam wybrać tego małego człowieka. I stwierdzić: okej, teraz będzie twój czas" - mówiła Anna Hazuka, autorka książki "Druga" podczas sympozjum o wychowaniu dzieci w wierze.

Reklama

W połowie czerwca w auli seminarium duchownego diecezji warszawsko-praskiej odbyło się sympozjum naukowe pt. „Co zrobić, by zostali? O wychowaniu dzieci w wierze”, które prowadziła Weronika Kostrzewa.

W panelu na temat „Czas to miłość. Czy zaangażowane rodzicielstwo to rezygnacja z siebie?” wzięli udział Anna Hazuka, autorka książki „Druga”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Stacja7 oraz mama pięciorga dzieci, a także Tomasz Lechowicz, tata trójki dzieci, ze wspólnoty Radość Miłości.

Na początku Weronika Kostrzewa zapytała swoich gości o moment w rodzicielstwie, gdy pomyśleli, że po po przyjściu dziecka na świat wszystko będzie zupełnie inaczej niż się wydawało, co oznacza brak samorealizacji, stracenie czegoś, brak awansu, wielkiej kariery, oraz jak wyszli z tego momentu.

Reklama

To zderzenie, że jest jednak inaczej u mnie przyszło dość szybko. Mój pierwszy zawód to prawnik i w ciąży pracowałam praktycznie do ostatniej chwili w kancelarii. Nawet gdy wylądowałam na patologii ciąży to kończyłam projekt, ponieważ jestem z tych, którzy kończą, co zaczęli. I zostały mi dwa mejle do wysłania. Później był poród i ten czas po powrocie do domu – mówiła Anna Hazuka.

Czytaj także >>> Jak odmawiać różaniec? Modlitwa różańcowa krok po kroku

„Wzięłam małą na ręce i się bardzo rozpłakałam”

I był taki dzień, w którym mówię: dziś idą te mejle, żeby kancelaria mogła nadal kontynuować projekt i od tego dnia minęło prawie 14 lat a ja go wciąż dobrze pamiętam. Ten dzień wyglądał tak: okej, dziś idą te mejle… ale maleństwo bardziej na rękach niż nie na rękach. Chyba wszystkie mamy wiedzą, że istnieją takie bobasy, które są po prostu nieodkładalne i to był ten dzień, kiedy miałam się przekonać, że moje bobo jest nieodkładalne, czyli siadam, piszę, mam wcisnąć ostatni enter, ale bobo krzyczy. Bierzemy je na ręce, karmimy, usypiamy, jest idealnie… Odkładamy, wracamy do komputera, trzy zdania, bobo krzyczy i tak mniej więcej dwa, trzy razy i ja w końcu wzięłam małą na ręce i się bardzo rozpłakałam.

Reklama

Pamiętam to jak dziś, stałam na środku małej kawalerki, w której wtedy mieszkaliśmy, trzymałam ją na rękach – na rękach momentalnie się uspokajała – i dopadło mnie wtedy duże przerażenie, że moje życie przestaje do mnie należeć. I to była pierwsza taka sytuacja w życiu. Mam wtedy 27 lat i po raz pierwszy nie mam kontroli nad czasem, nie mam kontroli nad tym co chcę robić.

„Mam zejść z tronu mojego życia i wybrać tego małego człowieka”

Miałam wtedy rzeczywiście takie poczucie, że życie mnie wysadza na jakimś bocznym torze, że stoję na jakimś peronie i odjeżdżają ode mnie pociągi. Odjeżdża ode mnie pociąg kariery, bo nagle zdałam sobie sprawę z tego, że tego nie połączę. Odjeżdża ode mnie pociąg spełnienia zawodowego, pewnie też tej kasy, której nie zarobię przy okazji. I miałam takie poczucie: okej, a ja tu stoję na peronie… I myślę że wtedy po raz pierwszy tak bardzo zapukała do mojego serca ewangelia.

Miałam wrażenie, że wszystkie lata przed szykowały mnie na ten moment. Wtedy przypomniałam sobie słowa Pana Jezusa: szukajcie najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane. I stwierdziłam, że to jest być może ten moment, kiedy po raz pierwszy mam zejść z tronu mojego życia i mam wybrać tego małego człowieka. I stwierdzić: okej, teraz będzie twój czas.

Reklama

Popatrzyłam na moją małą córeczkę, spojrzałam w jej piękne niebieskie oczka i powiedziałam: wybieram ciebie. A po latach odkryłam, że wcale nie zostałam wysadzona na żadnym peronie, ale to był moment, w którym wsiadłam do najwłaściwszego pociągu życia.

Czytaj także >>> Święta nakazane. Kiedy trzeba iść do kościoła?

„Nie mogę ich wykluczyć z każdej pojedynczej decyzji”

Tomasz Lechowicz opowiedział, jak to wygląda z perspektywy mężczyzny, który po porodzie – inaczej niż kobieta – nie zostaje z dzieckiem w domu. Jeśli pytasz, czy był taki moment, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że: okej, to jest ten czas, kiedy muszę wybrać, powiem szczerze, że nie, bo ten moment ciągle bywa i tak naprawdę bywa od dwunastu lat i co chwilę muszę się łapać na tym, że to nie jest jeden pociąg, ale trzy różne i w dodatku jeżdżą w trzy różne strony – mówił.

Jestem człowiekiem, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, pracę zmieniam co dwa lata i każda moja zmiana pracy miała w perspektywie: jak moja rodzina na tym wyjdzie, czego moja rodzina teraz potrzebuje, oczywiście ciągle myśląc o tym, czego ja też potrzebuję, biorąc to pod uwagę w ogólnym rozrachunku. Nie mogę ich wykluczyć z każdej pojedynczej decyzji, z tego jak spędzę wolny czas, czy jest w tym miejsce dla moich dzieci, czy moje zainteresowania mogą pociągnąć do mnie jedną z moich córek czy mojego syna, czy nie, czy kompletnie je wykluczają. I znowu jest wtedy decyzja, czy chcę iść w to co mnie oddziela od nich, czy są jakieś inne, alternatywne sposoby na to, aby spędzić czas wolny, ale nie odłączając się całkowicie od dzieci.

Te decyzje są podejmowane codziennie, co tydzień, bez przerwy. Widzę, jak to wpływa na relację z moimi dziećmi, czy potrafię się dostosować do nich, czy one też widzą, że jestem dla nich, że chcę z nimi być, czy widzą to w moich decyzjach, w mojej codzienności. Jeśli to widzą, to ta relacja jest inna.

Poniżej zamieszczamy link do całej rozmowy:

kh/Stacja7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę