Nasze projekty

Pobłogosławieni

To nie my jesteśmy błogosławieństwem Bożym dla naszych synów, ale oni są błogosławieństwem dla nas! - mówią Dorota i Krzysztof z Wrocławia, rodzice adopcyjni, którzy najpierw przyjęli do siebie małego Jasia, a potem również małego Tymka.

Reklama

Dorota i Krzysztof Wojnarowie zawsze chcieli przyjąć adoptowane dziecko, ale na początku zakładali nieco inną kolejność: najpierw będą rodzicami naturalnymi, potem – adopcyjnymi. Jednak jak sami zauważają życie potoczyło się nieco inaczej.

Po kilku latach małżeństwa i spokojnych starań o potomstwo udało się wreszcie zajść w upragnioną ciążę. – Było wielkie świętowanie, radość, celebracja „cudu”, jak wtedy myśleliśmy. Niestety dość szybko to dziecko straciłam. Tylko modlitwa i bliskość Pana Boga uchroniły nas od destrukcyjnych pytań „dlaczego?” – wspomina Dorota.

Oboje pracowali wówczas w warszawskich korporacjach, z czego najwięcej czasu poza domem spędzał Krzysztof. Bardzo szybko po tym wydarzeniu poczuli jednak, że przez taki tryb funkcjonowania tracą coś bardzo ważnego, że nie chcą takiego życia uciekającego im na cudzych sprawach, nieistotnych z ich perspektywy.

Reklama
Reklama

Po pracy w korporacji Krzysztof grał czasem koncerty z jedną z kapel chrześcijańskich pochodzących z Wrocławia. Z nimi i z ich wspólnotą wyjeżdżali już wspólnie z Dorotą na letnie obozy. Po jednym z nich zdecydowali się na przeprowadzkę do Wrocławia . Warszawskie mieszkanie wynajęli, porzucili tutejsze korporacje, znaleźli nowe prace na Dolnym Śląsku, a pod Wrocławiem zaczęli budować dom. Od razu większy, choć przecież byli we dwoje. – Kierowała chyba nami tylko wiara – uważa dziś Dorota.

Oboje zapuścili też korzenie we wrocławskiej wspólnocie ewangelicznej Wrocław dla Jezusa. A tam pełno było młodych małżeństw, co chwilę zachodzących w kolejne ciąże.
– Nie miałam żalu do Pana Boga, błogosławiłam moim koleżankom spodziewającym się dzieci, w głębi jednak czułam się jakby pomijana przez Niego, zapomniana. Nie rozumiałam, czemu moje – przecież dobre – pragnienie zostania mamą nie znajduje spełnienia – wspomina Dorota.

Jednocześnie właśnie wtedy poznała we wspólnocie Magdę, mamę adoptowanych córek. Rozmowy z nią przypomniały im, że zawsze planowali adoptować dziecko. Zaczęli się modlić i pytać Boga, czy to ten moment.

Reklama
Reklama

– Pewnego dnia Magda postawiła nas przed faktem dokonanym: powiedziała, że skoro jesteśmy zainteresowani, to umówiła nas na rozmowę z panią z „jej” ośrodka adopcyjnego. Tak zaczęła się ta przygoda: rozmowy i spotkania, potem kurs i kwalifikacja na rodziców adopcyjnych – opowiada Dorota.

Kurs skończyli w maju 2014 r. i nastawili się na dłuższy okres oczekiwania na pierwsze telefony z informacją o czekającym na nich dziecku. Słyszeli przecież od znajomych o kolejkach. Wielkie było więc ich zdziwienie, gdy ów telefon zadzwonił już po niespełna 3 miesiącach – pod koniec lipca! Opowiedziano im o 6-miesięcznym chłopcu przebywającym wtedy w rodzinnym domu dziecka. Zapragnęli go poznać.
– To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale ta miłość przyszła bardzo szybko – wspomina Dorota. – Wiedzieliśmy, że to jest nasz ukochany syn, dar od Boga. Spędziliśmy razem półtorej godziny i już wtedy podjęliśmy decyzję: składamy do sądu dokumenty o jego przysposobienie.

Z dnia na dzień życie stanęło na głowie, np. odwołali długo planowane wakacje, ale wszystko to robili z ekscytacją i poczuciem spełnienia.

Reklama

Na pojawienie się Jasia w ich domu nie musieli czekać długo. Mieli więc niewiele czasu na przygotowanie domu i skompletowanie wszystkich akcesoriów niezbędnych do pielęgnacji niemowlęcia. Tu jednak o wszystko zatroszczyli się ich przyjaciele ze wspólnoty: okazało się, że już od pewnego czasu organizowali niezbędną wyprawkę, aby pomóc Dorocie i Krzysiowi. Dzięki nim w ciągu ledwie dwóch godzin mieli wszystko: od ubranek, przez pościel, łóżeczko, wózek po fotelik samochodowy.
Jasio okazał się chłopcem bezproblemowym, o żywym temperamencie i duszy lidera. „Człowiek-wiatr” – mówi o nim Dorota.

Po 2 latach od jego adopcji zgłosili w ośrodku chęć przyjęcia kolejnego dziecka. Tak po 9 miesiącach trafił do nich kilkumiesięczny Tymuś, którego Jaś przyjął zupełnie normalnie, bez zazdrości, z dumą, że ma młodsze rodzeństwo. Jedynie trochę rozczarowany, że nie jest to siostra. Nie było też problemu z wyjaśnieniem mu pochodzenia rodzeństwa: od zawsze mówili mu o dzieciach z brzuszka lub z serduszka oraz o tym, że jest wyjątkowy, ponieważ długo go z tatą szukali, a teraz znaleźli dla niego też podobnie wyjątkowego brata.

Z perspektywy kilku lat rodzicielstwa adopcyjnego Dorota przede wszystkim widzi, jak bardzo są przez Pana Boga obdarowani właśnie ich dziećmi. – Nie tylko dlatego, że są zdrowi, bezproblemowi, bo nie mieli za sobą szczególnych traum i w odpowiednim czasie mieli szczęście trafiać do właściwych miejsc i ludzi, co nieczęsto zdarza się dzieciom przeznaczonym do adopcji. Czujemy się przede wszystkim nimi pobłogosławieni! Czujemy, że bardziej niż my jesteśmy darem dla nich, oni są nim dla nas! – mówi Dorota.

Nie lubi też, gdy znajomi i nieznajomi dowiadując się o adopcyjnym pochodzeniu ich dzieci podkreślają, jacy są „bohaterscy i odważni”. – Wcale nie jesteśmy! Jesteśmy normalnymi rodzicami, mamy chwile trudniejsze i chwile piękne, i chcemy być traktowani zwyczajnie. Wiemy też, że kluczem dla dobrostanu naszej rodziny będzie właśnie normalność.

Zapadło jej za to w pamięć to, co o ich historii powiedziała im kiedyś pastorowa z ich wspólnoty: wasze czekanie i modlitwa za tych chłopców, jeszcze nim się o nich dowiedzieliście, była waszą duchową ciążą i dała im duchową opiekę jeszcze zanim się narodzili.

– Teraz modlimy się o to, byśmy ich mądrze wychowali, poprowadzili przez ich temperamenty nie tłumiąc tego, co wyjątkowe. Żebyśmy pomogli im posklejać się w dobrych i szczęśliwych ludzi – podsumowuje Dorota.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę