Nasze projekty
Reklama
Fot. Freepik

„Nie lubią siebie, czują się samotni w szkole… i w domu”. Izolacja i samotność dzieci [REPORTAŻ]

Samotność dzieci i młodzieży przybiera na sile. Co gorsza, poczucie izolacji coraz częściej towarzyszy im nie tylko w szkole, wśród rówieśników, ale też we własnym domu. Czy możemy jakoś temu zaradzić?

Wyniki badań fundacji Unaweza ujawniają dramatycznie niski poziom samooceny dzieci i młodzieży w Polsce. Wielu ankietowanych uczniów wprost deklaruje, że chciałoby mieć więcej szacunku do samego siebie. Mówią też, że nie lubią siebie, czują się bezużyteczni i mniej wartościowi od innych. Wszechobecne „ekrany” i ilość spędzanego w wirtualnym świecie czasu zdają się tylko potęgować ich problemy. Nie da się przecież ukryć, że przy takiej ilości „onlajnowej” aktywności, kompetencje społeczne ulegają mocnemu nadwyrężeniu. To z kolei przyczynia się do gwałtownego wzrostu samotności wśród młodych, a coraz częściej – również dzieci, które uczucia izolacji doświadczają już nie tylko w klasie czy w grupie rówieśników, ale i… we własnym domu.

CZYTAJ: Rekord prób samobójczych dzieci i młodzieży. Skrajnie niska samoocena i samotność

Wykluczamy cię, bo jesteś inny

Nieśmiałość, otyłość, brak markowych ciuchów, a nawet… dobre wyniki w nauce – powodów do zepchnięcia kogoś na margines grupy może być bardzo wiele. Niezależnie od zewnętrznej przyczyny odrzucenia, chodzi tak naprawdę o jedno: o to, że ktoś jest po prostu inny – inaczej się zachowuje, czym innym się interesuje, wyznaje inne od naszych wartości – mówi Agnieszka Kozak, psychoterapeutka i współautorka książki „Nastolatek potrzebuje wsparcia. Zrozum swoje dziecko i bądź po jego stronie”

Reklama

U młodego człowieka tożsamość i przynależność dopiero są kształtowane, ponieważ to czas wielu intensywnych zmian. Stąd już samo myślenie o samotności i odrzuceniu uruchamia w nim ogromne pokłady lęku. To wszystko powoduje, że za cenę przynależności do grupy nastolatek jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Przynależność oznacza dla niego być albo nie być, weryfikuje czy jest ok, czy zasługuje na to, by z nim być – tłumaczy specjalistka.

Jak pewnie nieraz zaobserwowaliśmy, zabieganie o sympatię rówieśników zaczyna się znacznie wcześniej, bo już na etapie przedszkola czy pierwszych klas podstawówki. Najczęściej niestety dopiero w dorosłości człowiek orientuje się, że nie musi być jak zupa pomidorowa – lubiany przez wszystkich – komentuje Magdalena Keler, pedagog i twórczyni bajek dla dzieci. I dodaje: Między innymi z tego powodu od samego początku staram się zachęcać maluchy (również kilkulatki) do wyrażania własnego zdania. To bardzo ważne, żeby mały człowiek potrafił jasno komunikować swoje potrzeby. „Przestań rysować po mojej książce”, „Nie chcę żebyś ciągnął mnie za włosy, to mnie boli!” – rodzice rzadko uczą dzieci takich asertywnych reakcji, a przecież wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jak bardzo te umiejętności przydają się również w dorosłym życiu.

Rodzice rzadko uczą dzieci asertywnych reakcji, a przecież wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jak bardzo te umiejętności przydają się również w dorosłym życiu.

Reklama

Podobnie zresztą jak wiara w siebie, którą też można zaszczepiać dziecku praktycznie od samego początku. Zachęcając przedszkolaka do samodzielnego zakładania butów, a 7-latka do robienia kanapek do szkoły pokazujemy, że wierzymy w ich umiejętności. Te z kolei wyposażają dziecko w pozytywne myślenie o sobie i świadomość mocy sprawczej. Dlatego warto czujnie obserwować w czym dziecko jest dobre i motywować je do rozwoju w tym właśnie kierunku. Świadomość swoich mocnych stron pomaga nam spojrzeć na siebie życzliwszym okiem, a w konsekwencji: zmniejsza ryzyko poczucia niższości i izolacji w przyszłości.

ZOBACZ: Masz złamane serce z powodu życiowych wyborów swojego dziecka? Weź przykład ze św. Moniki!

Online czy offline?

Pierwotnie należenie do grupy gwarantowało dostęp do jedzenia i ciepła, czyli dawało możliwość przetrwania – mówi Agnieszka Kozak. I dodaje: W pniu naszego mózgu nadal istnieje zapis mówiący o tym, że jak będziemy poza grupą, to nie przeżyjemy. Między innymi dlatego tak bardzo boimy się odrzucenia. Psychoterapeutka wyjaśnia, że poprzednim pokoleniom społeczność była dawana niejako z automatu – łatwiej było o akceptację, gdy znajdowało się w podobnej sytuacji życiowej. Dzieci i nastolatki spotykały się na podwórkowym trzepaku, grały razem w piłkę, były aktywne na parafiach, w harcerstwach czy w oazach. Dziś duża część ich życia rozgrywa się w trybie „online”. Młodzi nie tylko czują się samotni, ale też nie mają pomysłu, gdzie – poza Internetem – mogliby tych relacji szukać. Poczucie izolacji nasilają social media, w których wszyscy wydają się być szczęśliwi i uśmiechnięci. „Inni sobie radzą, mają dobre relacje, a ja nie. Coś jest ze mną nie tak…” – myślą sobie, scrollując kolejne posty na Instagramie.

Reklama

Młodzi nie tylko czują się samotni, ale też nie mają pomysłu, gdzie – poza Internetem – mogliby tych relacji szukać. Poczucie izolacji nasilają social media, w których wszyscy wydają się być szczęśliwi i uśmiechnięci.

Agnieszka Kozak podkreśla, że wirtualny świat potrafi nie tylko wpędzić młodych w kompleksy, ale przede wszystkim: pozbawia ich umiejętności społecznych oraz możliwości budowania głębokich relacji. Rozmawiając z kimś w trybie online nie sposób ocenić jego nastroju, mimiki czy mowy ciała. To powoduje, że bardzo trudno jest nam odczytać emocje drugiej osoby. Pamiętajmy jednak – mówi psychoterapeutka – że wielogodzinne przesiadywanie w sieci to tak naprawdę ucieczka przed nie dość atrakcyjnym światem offline. Internetowe aktywności, w tym lajki i powiadomienia są ekspresowymi dostarczycielami dopaminy. Nie chodzi więc o to, żeby siłą odrywać dziecko od komputera i prowadzić na trening piłki nożnej. Najpierw należałoby zdefiniować, jaką niezaspokojoną w realnym życiu potrzebę, próbuje ono zaspokoić przed ekranem komputera. I czy nie jest przypadkiem tak, że idzie do sieci, bo w domu zamiast akceptacji dostaje nieustającą krytykę, która wzmaga w nim przeświadczenie, że jest niewystarczający, bo czego by nie zrobił, rodzic i tak nie będzie zadowolony. 

Specjalistka podkreśla, że funkcjonowania w grupie dziecko uczy się już od najwcześniejszych lat. W idealnym świecie robi to w domu, przy obecnych i uważnych rodzicach, którzy mają czas i przestrzeń na rozmowę. Jeśli przestaliśmy jadać razem posiłki, a kontakt ze sobą podtrzymujemy głównie smsowo, to nie dziwmy się, że nasze dzieci nie będą umiały komunikować się z innymi – mówi psychoterapeutka.  

Ważne, by dziecko miało też coś poza „ekranami”. Kolonie, wycieczki, wyjścia do kina, teatru czy na lodowisko to są rzeczy, które pokazują, że funkcjonowanie w „offlajnie” też może być bardzo ciekawe – mówi Magdalena Keler. Jednocześnie to są świetne okazje do treningu umiejętności społecznych. Coś trzeba załatwić, z kimś się dogadać, rozwiązać jakiś konflikt czy chociażby cierpliwie poczekać na swoją kolej – dodaje.

CZYTAJ: Dziecko i depresja. Jak ją rozpoznać?

Sygnały ostrzegawcze

Jak poznać, że nasze dziecko wpadło w sidła hejtu, samotności lub izolacji? Odpływanie myślami, problemy z pamięcią i koncentracją czy brak zainteresowania relacjami z rówieśnikami powinny skłonić nas do uważniejszego pochylenia się nad zachowaniem latorośli – mówi Magda Keler. I dodaje: Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jedno dziecko zwierzy się nam niemal od razu, a do drugiego trzeba będzie regularnie i wytrwale „pukać”. 

Pedagog przestrzega jednak, by nie skupiać się przesadnie na tym, że coś przeoczyliśmy, tylko całą swoją uwagę przekierować na szukanie najlepszego rozwiązania. W jednym przypadku pomoże terapia, w innym wystarczy obecność i wsparcie rodzica. Bez względu jednak na to, co dziecko aktualnie przeżywa, warto dać mu do zrozumienia, że nie jest jedyną osobą na świecie, która to czuje. W podobnych sytuacjach bardzo pomaga, jak dorosły też zwierzy się dziecku z jakiejś swojej bolączki lub porażki. Takie historie otwierają oczy na to, że inni też zmagają się z różnymi problemami. 

Agnieszka Kozak zwraca uwagę na objawy somatyczne: przygarbione ramiona, zapadniętą klatkę piersiową i lekko spuszczoną głowę. Warto zaobserwować – mówi psychoterapeutka – jak zachowuje się dziecko np. przed pójściem do szkoły. Być może boli go brzuch albo wraca z niej w podłym nastroju. Znam przypadek dziewczyny, która ilekroć miała jechać na zawody sportowe, dostawała zapalenia ścięgna Achillesa. Okazało się potem, że przyczyną dolegliwości był hejt i agresja kierowane w jej stronę przez dziewczynę z drużyny. Po tym jak mama zauważyła co się dzieje, okazała córce wsparcie i zaoferowała pomoc w rozwiązaniu problemu, objawy zapalenia przestały się powtarzać.

Specjalistka podkreśla, że dziecko, które ma zdrową i bezpieczną więź z rodzicami, samo opowie im o swoim problemie. Rodzice nastolatków często narzekają, że ich dorastające dzieci nie chcą z nimi rozmawiać. Jedna z moich pacjentek – piękna i rezolutna 17-latka na pytanie dlaczego przyszła na terapię, a nie do swoich rodziców odpowiedziała: „Ich nie interesuje moje zdanie. Próba opowiedzenia im o swoim problemach, kończy się zawsze tak samo: koncentracją na moich błędach i pouczaniem, w jaki sposób mam je naprawić”. 

17-latka na pytanie dlaczego przyszła na terapię, a nie do swoich rodziców odpowiedziała: „Ich nie interesuje moje zdanie”

ZOBACZ: Najtrudniejszy okres w życiu człowieka czyli jak sobie radzić z nastolatkiem?

Odrzuca, żeby samemu nie zostać odrzuconym

I kolejna rzecz: pamiętajmy, że hejterzy też mają swoją historię i nie biorą się znikąd. Doświadczenia z dzieciństwa mogą wzmagać lęk przed odrzuceniem, ten z kolei może przeradzać się w agresję. Osoba, która panicznie boi się odepchnięcia i braku akceptacji, może chcieć uprzedzić taką okoliczność, dokładając wszelkich starań, by odrzucony został ktoś inny. I odwrotnie: ktoś, kto wzrastał w bezpiecznej więzi, czuje się ważny i kochany, nie będzie miał powodów, by w jakikolwiek sposób niszczyć drugiego człowieka – tłumaczy Agnieszka Kozak. 

Ogromne znaczenie ma również to, jak my, dorośli mówimy przy dzieciach o rodzinie, znajomych, sąsiadach czy też kierowcy, który nieopatrznie zajechał nam drogę. Przecież to dom rodzinny modeluje pierwotne wzorce naszych zachowań. I to właśnie rodzice pozwalają lub nie dają przyzwolenia na konkretne postawy.

Nie sposób nie zauważyć, że zarówno na wychowywanie jak i na dostrzeżenie niepokojących objawów czy tworzenie przestrzeni, w której dziecko może przyjść do nas z każdym problemem, potrzebne jest coś, co większość określa dziś towarem deficytowym, czyli czas. Kiedy mamy ze sobą rozmawiać, jeśli dzieci są w szkole, a potem na świetlicy od wczesnego ranka do późnego popołudnia? Jak dać im okazję do zwierzeń, gdy rzucamy się w wir pracy i obowiązków, żyjąc w poczuciu ciągłego zabiegania? Przecież w takich warunkach ciężko nawet zorientować się, że z naszym dzieckiem może dziać się coś niepokojącego. Czy to nie właśnie czas i umiejętność zatrzymania się przy drugim człowieku powinny być dla nas, rodziców i nauczycieli wskazówką i drogowskazem na drodze zapobiegania, diagnozowania, ale I pomocy w wyjściu z izolacji i samotności naszych dzieci?

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę