video-jav.net
PIELGRZYMKI

Niesamowita historia miasta z Kalwarią w nazwie [INFOGRAFIKA]

W XVII w. pod Warszawą powstała replika Jerozolimy. Dzięki temu każdy mógł wyobrazić sobie miasto, w którym umarł Jezus Chrystus. Poznajcie niesamowitą historię Góry Kalwarii.

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Lot z Warszawy do Tel-Awiwu trwa jakieś cztery i pół godziny. Trzeba jeszcze dotrzeć z lotniska do Jerozolimy (godzina drogi, może półtorej) i dodać czas dojazdu i odprawy przed wylotem. Innymi słowy, w ciągu ośmiu-dziewięciu godzin jesteśmy w stanie znaleźć się w Bazylice Grobu Pańskiego i przemierzać Drogę Krzyżową śladami Chrystusa.

Ale teraz wyobraźmy sobie sytuację przeciętnego mieszkańca Polski trzysta, czterysta lat temu. Nie istniały nawet porządne drogi, nie wspominając o samolotach, pociągach czy samochodach. Podróż do innego miasta była tym, czym dziś wyprawa za granicę. Powszechnym “środkiem transportu” była po prostu wędrówka pieszo. Dla przytłaczającej większości chrześcijan ujrzenie na własne oczy miasta, w którym umarł i zmartwychwstał Jezus, było więc całkowicie poza zasięgiem.

Mimo to mieszkaniec Warszawy, która była już wówczas stolicą, siedzibą króla i centralnych urzędów, miał szansę przeżyć misterium męki i śmierci Jezusa i przejść Drogą Krzyżową. I to w bardzo zbliżonym kształcie do tego, jak wyglądało ono w pierwszym wieku. Wystarczyło jedynie osiem godzin wędrówki, by dojść do miasta zbudowanego na wzór Jerozolimy.

 

Unikat wśród Kalwarii

Na pomysł wpadł biskup Szczepan Wierzbowski. Był rok 1666. Warszawa, choć stolica, nie była jeszcze siedzibą biskupów. Nie istniała jeszcze archidiecezja ani nawet diecezja warszawska. Warszawa należała do diecezji poznańskiej. I to tłumaczy, dlaczego ideę wybudowania niedaleko Warszawy Nowej Jerozolimy realizował biskup pomocniczy diecezji poznańskiej.

Pomysł nie wydawał się oryginalny. Istniało już w Polsce wiele kalwarii, choćby ta najbardziej znana – Kalwaria Zebrzydowska – które były odtworzeniem na jakimś terenie planu Jerozolimy, gdzie kapliczkami i stacjami oznaczano stacje – najważniejsze momenty Drogi Krzyżowej Jezusa.

A jednak, pod Warszawą powstało miejsce unikatowe. Bo odtworzono Jerozolimę nie jako park z kaplicami-stacjami Drogi Krzyżowej. Między poszczególnymi stacjami męki Jezusa stały normalne domy, chaty, urzędy i kramy, po ulicach wraz pielgrzymami chodzili mieszkańcy. Nowa Jerozolima była nie tylko miejscem kultu dla przybyszów, ale rzeczywistym miastem, gdzie na co dzień toczyło się zwykłe życie jego mieszkańców. Jak pisze s. Małgorzata Borkowska, biskup Wierzbowski chciał stworzyć nie tylko sanktuarium dla przybyszów, miejsce ich krótkiej modlitwy, ale święte miasto, ludzką siedzibę, rządzącą się sprawiedliwymi prawami i przestrzegającą tych praw.

 

 

Biskup Wierzbowski w samej nazwie “Góra” dostrzegł wskazówkę Opatrzności. Jerozolima też jest Górą Świętą

Jak Centralny Port Komunikacyjny

Pomysł zrealizowano bardzo racjonalnie. Sam wybór miejsca przypominał jako żywo szukanie optymalnej lokalizacji dla Centralnego Portu Lotniczego, na przecięciu najważniejszych szlaków komunikacyjnych. Wtedy kluczowa była bliskość Wisły, która pozostawała podstawowym szlakiem komunikacyjnym, ale też miejsca, gdzie krzyżują się najbardziej uczęszczane drogi. Między innymi dukt łączący dwa najważniejsze miasta tej części Mazowsza, Warszawę i Czersk, siedzibę archidiakoni warszawskiej, i dalej biegnący na południe. Druga z nich – biegnąca od wschodu na zachód – musiała przekraczać Wisłę, miejsce powinno być zatem w pobliżu przeprawy. Konieczny był też Cedron – a więc przepływający pośrodku niewielki strumyk.

Najbardziej dogodne miejsca – Warszawę i Czersk – odrzucono, bo przecież chodziło o stworzenie nowego miasta na planie Jerozolimy. Ale udało się znaleźć idealny teren. W okolicach Czerska istniała wieś Góra, gdzie przecinały się szlaki komunikacyjne, a niedaleko znajdowała się ważna przeprawa przez Wisłę. To tam, we wsi Góra, założono Nową Jerozolimę.

I już wiemy, skąd pierwszy człon dzisiejszej nazwy “Góra Kalwaria”. Jeśli chodzi o drugi – “kalwaria”, to po prostu łaciński odpowiednik hebrajskiej “Golgoty”, czyli “miejsca czaszki”. Tak określano w Jerozolimie miejsce, gdzie został ukrzyżowany Jezus. A biskup Wierzbowski w samej nazwie “Góra” dostrzegł wskazówkę Opatrzności. Wszakże Jerozolima w Piśmie Świętym jest nazwana Górą Świętą.

 

 

 

Na planie krzyża

Do Nowej Jerozolimy pielgrzymowano o każdej porze roku, ale swój szczególny czas  miasto co rok przeżywało w Wielki Czwartek i Piątek. Ten pasyjny charakter widać i dziś. Wystarczy znaleźć plan Góry Kalwarii w Google Maps, by dostrzec, że ulice w centrum miasta tworzą formę krzyża. Sercem miasta, usytuowanym u końca najdłuższej jego belki (tam, gdzie dziś jest cmentarz parafialny) było sanktuarium Męki Pańskiej. To tam zdążali pielgrzymi, tam znajdował się największy, górujący nad panoramą całego miasta kościół kalwaryjski. Był odpowiednikiem Bazyliki Grobu Pańskiego. Choć dziś nie ma po nim śladu, to chodząc alejkami cmentarza w Górze Kalwarii z łatwością zlokalizujemy pokaźne wzgórze, na którym się znajdował.

Do kościoła na Kalwarii prowadził szlak pasyjny. Znaczony był kaplicami-stacjami kolejnych wydarzeń z Wielkiego Czwartku i Piątku. Pielgrzymkę dodatkowo wzbogacały misteria i nabożeństwa pasyjne, przygotowywane przez gospodarzy poszczególnych miejsc – zakonników.

 

 

Według XVII-wiecznej pobożności właśnie w Domu Maryi rozpoczęła się droga męki Jezusa

“Trasa Pojmania”

Początek pielgrzymki to Syjon. “Prawdziwy” Syjon to położona w południowej części Jerozolimy faktyczna kolebka miasta: to tam tętniło życie w czasach Dawida i Salomona, zanim została wybudowana Świątynia Jerozolimska. To tam znajduje się grób Dawida, a także Wieczernik, gdzie Jezus spożył z uczniami Ostatnią Wieczerzę w Wielki Czwartek.

W Górze Kalwarii Syjon znajdziemy również na południu: wjeżdżając do miasta od strony Grójca miniemy dawny Syjon po lewej stronie. I to tam pielgrzymi rozpoczynali swój szlak, choć nie w Wieczerniku, lecz… w Domu Maryi.

Tak, to miejsce nieodnotowane ani wśród stacji Drogi Krzyżowej, ani nawet w relacjach ewangelistów. Ale według XVII-wiecznej pobożności właśnie w Domu Maryi rozpoczęła się droga męki Jezusa. Wstąpił tam, by pożegnać się ze swoją Matką. Miejscem opiekowały się siostry dominikanki, jedyny żeński zakon w Nowej Jerozolimie. Dopiero potem w wieczór w Wielki Czwartek, po scenie pożegnania Chrystusa z Matką, pątnicy przechodzili zaledwie kilka kroków do Wieczernika.

 

Wieczernik to jedyna stacja Nowej Jerozolimy, która przetrwała

Wieczernik to jedyna stacja Nowej Jerozolimy, która przetrwała. Biskup Wierzbowski zaprosił do opieki nad kościołem nowo powstały zakon ojców marianów i ich charyzmatycznego założyciela, św. O. Stanisława Papczyńskiego. W ich kościele pątnicy oglądali “przedstawienie” Wieczerzy Pańskiej. Jak ono wyglądało – czy bardziej przypominało to misterium, czy była  to liturgia – nie wiemy. Potem, w zgodzie z relacją ewangelii – idąc dzisiejszą ulicą Polną – pielgrzymi przechodzili do Ogrójca. Była to tzw. Wielkoczwartkowa Trasa Pojmania.

Ogrójec znajdował się między drogą nr 50 prowadzącą na most na Wiśle a ulicą Dominikańską. Bo to właśnie dominikanie, w klasztorze znajdującym się tuż obok Ogrójca, sprawowali nad nim pieczę. Do klasztoru dominikanów przylegał kolejny kościół. Po obu miejscach nie ma dziś śladu. Budynki klasztorne kompletnie zniknęły z powierzchni ziemi podczas budowy w XIX wieku wojskowych koszar.

Co ciekawe, znajdujemy tu chyba największą nieścisłość wobec pierwowzoru z Jerozolimy: otóż Ogród Getsemani w Jerozolimie znajduje się za potokiem Cedron. W Górze Kalwarii Ogrójec znajdował się przed nim, po tej samej stronie, co i całe miasto.

W Ogrójcu szlak pielgrzymi znaczyły kaplice odtwarzające wydarzenia z Getsemani: kaplica Modlitwy Jezusa, kaplica Śpiących Apostołów, oznaczone kolumną miejsce walki Piotra z Malchusem, kaplica Pojmania… potem Dom Annasza, dokąd w czwartkowy wieczór Jezus, zaraz po aresztowaniu, był prowadzony tuż nad potokiem Cedron. To wtedy, według apokryfów, miał być zepchnięty do potoku. Dlatego kolejną kaplicą był dokumentujący to wydarzenie “Cedron”. Kolejne dwie stacje-kaplice to Dom Kajfasza oraz Więzienie.

W czasach budowy Góry Kalwarii liczba stacji Drogi Krzyżowej nie była jeszcze kanonicznie określona

Droga Krzyżowa

Potem pielgrzymi odtwarzali szlak Wielkiego Piątku, znaną nam i dziś Drogę Krzyżową, choć liczba stacji jest większa niż czternaście – nic dziwnego, skoro w czasach budowy Góry Kalwarii ta liczba nie była jeszcze kanonicznie określona.

Rozpoczynali ją przy Ratuszu Piłata, który znajdował się tam, gdzie dziś jest tzw. kościół na Górce. Podążali potem ulicą Kalwaryjską na zachód, w stronę Kalwarii (dziś – cmentarza), zatrzymując się i odprawiając nabożeństwa przy kolejnych kaplicach usytuowanych po obu stronach ulicy.

 

Świątynia jerozolimska, Betlejem, Tabor

Plan Góry Kalwarii – Nowej Jerozolimy obejmował nie tylko miejsca związane z męką i śmiercią Jezusa. Dzisiejszy kościół parafialny czyli położony tuż nad skarpą wiślaną dawny zespół klasztorny bernardynów, pełnił rolę Świątyni Jerozolimskiej. Nie znaczył nic w nabożeństwach pasyjnych, ale to z tego powodu kościół pierwotnie nosił wezwanie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, bo przecież ofiarowanie Maryi nastąpiło w Świątyni Jerozolimskiej.

W północnej części miasta znajdowało się kolegium pijarów. W logice Świętego Miasta było to Betlejem. I tu mamy do czynienia z zamierzoną nieścisłością, bo Betlejem, miejsce narodzin Jezusa, położone jest jednak o 10 kilometrów od Świątyni Jerozolimskiej i to w kierunku południowym. I choć “Betlejem” również nie odgrywało roli podczas nabożeństw pasyjnych (dzięki temu pijarzy, nie tak bardzo zaangażowani w obsługę pielgrzymów, mogli prowadzić dzieła związane z edukacją), to przecież stamtąd prowadziła procesja w Niedzielę Palmową i tam podążano w Święto Trzech Króli.

Były też kaplice Przemienienia, Rozmnożenia chleba, Płaczącego Pana (Dominus flevit), Brama wjazdu do miasta, Emaus i kaplica Wniebowstąpienia, Grób Matki Boskiej, kaplica Wniebowzięcia, a nawet kaplica bądź nawet kościół Marii Magdaleny. Istniało także miejsce przestrogi – nie kaplica! – “obwieszenia się Judaszowego”. W sumie sześć kościołów, pięć klasztorów i 41 stacji modlitewnych – głównie kaplic, z których siedem znajdowało się wewnątrz największego kościoła kalwaryjskiego

 

 

W tamtych czasach ważne było aby przejść tyle kroków, ile On przeszedł

Tyle samo kroków

Wszystkie miejsca w Górze Kalwarii zostały zlokalizowane według planu Świętego Miasta. Podobieństwo odnajdziemy porównując usytuowanie poszczególnych miejsc nie z dzisiejszym planem Jerozolimy, lecz raczej z ówczesnym jego wyobrażeniem, odnotowanym w dziele Adriana Cruysa. Ten popularny wówczas autor opublikował jedyny dostępny wówczas plan Świętego Miasta z wyliczonymi krokami z miejsca na miejsce.

Bo o ile dziś, dla współczesnego chrześcijanina, wartością i czasem marzeniem jest być w Ziemi Świętej, być tam, gdzie był Jezus, to w tamtych czasach ważne było coś innego: przejść tyle kroków, ile On przeszedł. Bo przecież nawet i to co my, dzięki możliwościom współczesnej komunikacji, jesteśmy w stanie tak szybko zobaczyć w Jerozolimie i tak nie będzie tym, co widział Jezus chodząc ulicami Świętego Miasta. Dzisiejsza Jerozolima to zupełnie inne miasto niż Jerozolima z pierwszego wieku. Tak było i w momencie powstawania Góry Kalwarii. To, co było istotne w budowie Nowej Jerozolimy, to właśnie odległości pomiędzy poszczególnymi stacjami: pielgrzym przechodził dokładnie tyle kroków, ile przemierzał Jezus, dźwigając krzyż.

Pomimo niedokładności planów Cruysa, na których wzorowano Górę Kalwarię, podobieństwo ulokowania poszczególnych miejsc i obiektów zadziwia jednak nawet i dziś. Również odległości: trasa z Wieczernika do Ogrójca liczy około półtora kilometra, dokładnie tyle samo, ile przejście z Wieczernika do ogrodu Getsemani w Jerozolimie. Trasa Drogi Krzyżowej, z Ratusza Piłata na Golgotę, wynosi w Górze Kalwarii niemal półtora kilometra. W Jerozolimie to nieco ponad kilometr.

Istotne było bowiem, aby każdy pielgrzym miał wyobrażenie czasu i przestrzeni, w których rozegrały się opisane w Ewangelii najważniejsze wydarzenia Historii Zbawienia. A dzięki ich unaocznieniu poprzez nabożeństwa i misteria, mógł w nich uczestniczyć wręcz jako żywy ich świadek.

 

 

Nie ma już w Górze Kalwarii dominikanów, dominikanek, oratorianów, bernardynów, pijarów, bartoszków, przetrwali tylko marianie

Upadek sanktuarium

Dlaczego Nowa Jerozolima nie przetrwała do dziś? Pierwszy kryzys przyszedł wraz ze śmiercią jej budowniczego, biskupa Wierzbowskiego. Potem miasto spustoszyła dżuma, potem wojny, które odebrały witalność niemal wszystkim miastom Rzeczpospolitej. W końcu rozbiory, choć już przed ich nadejściem przeniesiono parafię z kościoła na Kalwarii do położonego w centrum miasta kościoła bernardynów, niwecząc w ten sposób możliwość urzeczywistnienia Drogi Krzyżowej. Wprowadzenie pruskich rządów zaś to konfiskata klasztorów i całkowite odebranie Górze Kalwarii jej pierwotnego, sanktuaryjnego charakteru.

Nie ma już w Górze Kalwarii dominikanów, dominikanek, oratorianów, bernardynów, pijarów, bartoszków, przetrwali tylko marianie, którzy prowadzą duszpasterstwo w całym mieście. Zostało niewiele: plan krzyża łacińskiego w układzie ulic, z kościołów: Wieczernik, z kaplic: Kaplica Zwiastowania i Ratusz Piłata (choć przebudowany w innym stylu). To dzisiejszy kościół “na Górce”. W jego podziemiach znajduje się grób biskupa Wierzbowskiego. W Wieczerniku – grób założyciela marianów, o. Stanisława Papczyńskiego.

Dzięki niemu, kanonizowanemu niedawno świętemu, Wieczernik w dzielnicy “Marianki” odradza się, a sanktuaryjna tożsamość Góry Kalwarii chyba ożywa. Powstaje tu nowe sanktuarium, znów zaczynają przybywać pielgrzymi.

 

Korzystałem przede wszystkim z książki “Dzieje Góry Kalwarii” s. Małgorzaty Borkowskiej. Ten tekst niech w równym stopniu będzie zaproszeniem do przyjazdu do Góry Kalwarii, jak i do lektury tego wspaniałego dzieła.

jak-sie-modlic-pismem-sw
ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
PIELGRZYMKI

Bp Ryś: Kościół na pielgrzymce jest bliżej siebie samego

"Kościół na pielgrzymce jest bliżej siebie samego. Bliżej tego, że jest wspólnotą sióstr i braci, gdzie podstawowa godność wszystkich jest równa" - powiedział w krótkiej rozmowie z KAI biskup Grzegorz Ryś, który już po raz 24. przewodzi na Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej grupie 6 wspólnoty śródmiejskiej.

Polub nas na Facebooku!

Zapytany o realizację powołania kapłańskiego podczas pielgrzymowania bp Ryś wskazał, że realizuje się ono wtedy w pełni. “Na pielgrzymce są ludzie, którzy czegoś szukają, schodzą się, by być Kościołem i bardzo potrzebują kapłana, który przepowiada im Słowo, chce ich słuchać i spowiadać w niesztampowy sposób” – stwierdził.

 

Hierarcha wskazał, że pątnicy nieraz potrafią czekać kilka dni, by skorzystać z sakramentu pokuty i widać, że bardzo poważnie i bez pośpiechu przeżywają Eucharystię. “Kapłani powinni zobaczyć, że pielgrzymka to piękne doświadczenie Kościoła. Nieraz powtarzam braciom kapłanom, że zamiast mówić, że w kościołach nie ma ludzi powinni zobaczyć, że są takie miejsca, gdzie oni czekają na księdza – i wystarczy przyjść i im służyć” – powiedział.

 

Dodał, że kapłana w wielu miejscach mogą zastąpić inni – przy głoszeniu słowa diakoni, przy prowadzeniu modlitwy siostry zakonne. “Ale w rozgrzeszeniu i konsekracji chleba na ołtarzu nikt księdza nie zastąpi” – mówił.

 

Jak ocenił bp Ryś, pielgrzymka to przestrzeń, gdzie Kościół jest bliżej siebie samego i gdzie podstawowa godność wszystkich jest równa. “Nogi obcierają wszystkich, a kręgosłupy bolą każdego. Nie ma tu miejsca na dystans i koturnowe noszenie się, o które łatwo jest w parafiach. Tam łatwo odgrodzić się od ludzi systemem alarmowym i bramką z napisem ‘zły pies’. Tu jesteśmy ciągle razem i nie ma momentu na dystans” – wskazał.

 

Fot. Archiwum Bp Grzegorza Rysia | biskup-rys.pl

 

Przekonywał także, że pielgrzymka uczy wiary poprzez Słowo Chrystusa, który jest najważniejszym przewodnikiem tych rekolekcji w drodze. “Uczy też prostoty życia i relacji między ludźmi, które się objawiają na przykład w tym, że ktoś drugiemu ustąpi miejsca przy umywalce. To wszystko jednak musi być zawieszone na doświadczeniu Pana Jezusa i wtedy nie jest tylko moralizowaniem, ale jest prawdziwe” – zaznaczył.

 

Biskup przyznał, że dla niego pielgrzymowanie jest niezwykłym odkrywaniem Kościoła. “Grupa, której przewodzę nie ma charakteru stanowego. Są tutaj wszyscy – począwszy od młodszych i starszych. Są ludzie z całej Polski. Bardzo buduje dostrzeganie na tej kilkudniowej trasie jak ludzie, którzy się nie znają, przekształcają się we wspólnotę i docierają się między sobą ze swoją wrażliwością np. na modlitwie. To wyjątkowe piękne doświadczenie Kościoła w mikroskali” – powiedział na zakończenie rozmowy.

 

Dla społeczności pielgrzymkowej Biuro Prasowe KEP utworzyło facebookowy fanpage i twitterowy hashtag #PolskaPielgrzymuje. Zamieszczać na nich można pielgrzymkowe filmy, zdjęcia, relacje i intencje. Najnowsze informacje z pielgrzymiego szlaku dostępne są również w serwisie specjalnym KAI https://ekai.pl/pielgrzymki


(KAI) luk / Kraków

jak-sie-modlic-pismem-sw