video-jav.net

Kurs małżeński. Proste zasady

Napisano już setki poradników o tym, jak budować „szczęśliwe małżeństwo”. Ale czy Bóg rzeczywiście ustanowił małżeństwo przede wszystkim po to, by uczynić nasz szczęśliwymi, czy może raczej… świętymi? Czy w małżeństwie chodzi wyłącznie o naszą relację ze współmałżonkiem, czy może także ze Stwórcą?

Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pytania te są motywem przewodnim rozważań Gary’ego Thomasa w książce Święte małżeństwo – międzynarodowym bestsellerze, już dziś uznawanym przez wielu za klasykę literatury chrześcijańskiej, a zarazem jedną z najważniejszych książek o małżeństwie, jakie ukazały się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Czy w ogóle warto zawierać związek małżeński?

W XVII wieku bardzo ciekawą rzecz na temat sakramentu małżeństwa napisał św. Franciszek Salezy. Ten wybitny autor chrześcijański, który dał się poznać jako znakomity przewodnik duchowy, otrzymywał wiele listów z pytaniami dotyczącymi spraw duchowych. Napisała do niego kiedyś pewna głęboko zatroskana młoda kobieta, rozdarta pomiędzy swoim gorącym pragnieniem zamążpójścia a namowami przyjaciółki, która zachęcała ją do trwania w panieństwie, utrzymując, że bardziej „chwalebnie” będzie dla niej opiekować się ojcem, a po jego śmierci poświęcić się w czystości służbie Bogu.

Kurs małżeński. Proste zasady

Święty Franciszek uspokoił strapioną kobietę. Zapewnił ją, że małżeństwo nie oznacza wcale wyboru łatwiejszej drogi, a wręcz przeciwnie – w pewnym sensie może się okazać najtrudniejszą służbą, jaką mogłaby ona kiedykolwiek podjąć.

„Nie ma stanu, który bardziej niż stan małżeński wymagałby prawości i stałości – napisał. – Małżeństwo jest nieustanną szkołą umartwienia. (…) Z tej gałązki tymianku, choć gorzkie są jej soki, możesz czerpać i otrzymać miód świętego żywota”.

Zwróćmy uwagę, że św. Franciszek Salezy wspomniał o tym, że małżeńskie „soki” miewają „gorzki smak”. Aby wynieść duchowe korzyści z małżeństwa, musimy być wobec siebie szczerzy. Musimy przyjrzeć się swoim rozczarowaniom, przyznać się do swoich okropnych zachowań i skonfrontować się ze swoim egoizmem. Musimy również pozbyć się przekonania, że przezwyciężymy wszelkie małżeńskie trudności, jeśli tylko będziemy goręcej się modlić lub gdy opanujemy kilka prostych zasad.

Większość z nas zdążyła się już przekonać, że te „proste zasady” działają tylko pozornie. Dlaczego? Otóż dlatego, że zamiast zastanawiać się nad tym, co możemy zrobić, by „udoskonalić” nasze małżeństwo, musimy odpowiedzieć sobie na dużo głębsze pytanie: Co jeśli Bóg wcale nie chciał, by nasze małżeństwo było „prostsze”? Co jeśli Bóg miał w zamyśle coś, co wykracza poza nasze szczęście, naszą wygodę i nasze pragnienie trwania w zauroczeniu i szczęśliwości, jak gdyby świat był idealny? A może Bóg tak zaplanował małżeństwo, byśmy osiągali w nim raczej świętość niż szczęście?

Może, jak radzi św. Franciszek Salezy, mamy przyjąć te „gorzkie soki”, ponieważ to właśnie z nich możemy czerpać siły, których potrzeba nam do wytwarzania „miodu świętego żywota”?


Kurs małżeński. Proste zasady

Artykuł pochodzi z książki Garego Thomasa “Święte Małżeństwo”.

Patronem medialnym książki jest STACJA7.pl


Kurs małżeński. Proste zasady



Kurs małżeński. Po-święcenie



Kurs małżeński. Konflikt emocji


Gary Thomas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Gary
Thomas
zobacz artykuly tego autora >

Uczciwie przyznam

Podwójne życie. Brzmi nieźle, ale jedynie w tytule filmu Kieślowskiego i pod warunkiem, że dotyczy jakieś niesprecyzowanej Weroniki. W małżeństwie to równia pochyła. Nawet jeśli chodzi o drobnostki, szczegóły, duperele.

Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wieczorem mieliśmy trudną rozmowę. Chciałem być uczciwy. Zaryzykowałem, odsłoniłem się i opowiedziałem o najświeższych bolesnych zawirowaniach. Wiedziałem, że wyjawiając prawdę mogę zranić żonę, nadużyć jej zaufania. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że mogę zostać źle zrozumiany, a Dorota nie rzuci mi się na szyję z łkaniem i nieodłącznym: „Rozumiem, rozumiem”. Nie było łatwo. Bolało, ale było warto. A rano zadzwonili ze Stacji7.pl z propozycją tekściku o… małżeńskiej uczciwości. Doprawdy, trudno mi się było z tego wygumować.

Uczciwie przyznam

Zły przykład

Solidną lekcję nieuczciwości małżeńskiej otrzymałem jeszcze zanim usłyszałem „Marsz Mendelssohna” i przejęty wydukałem „…i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę…”.

Zaczęło się od mocnego uderzenia, zimnego prysznica. Poznałem życie rock’n’rollowe od podszewki. Zajrzałem za scenę, za kulisy, do hotelowych pokoi, jako dziennikarz. Głównym tematem rozmów nie były narkotyki czy alkohol, ale seks, „wyrywanie panien”. Artyści byli wierni. Niestety nie żonom, ale dewizie „sex&drugs&rock’n’roll”. Realizowali ją z niespotykaną wprost sumiennością. Najbardziej zdumiewało mnie to, że po powrocie do domów, ci sami faceci udawali przykładnych kochających tatusiów i mężów. Przebierali się w domowe fartuszki, pomagali żonom przygotowywać kolację, zawozili dzieci na baseny. Podskórnie czułem, że niebawem się to wszystko rozsypie. Nie musiałem długo czekać.

Ponieważ jestem mistrzem świata w nakładaniu masek, wiedziałem, że sam za wszelką cenę muszę zrezygnować z każdej formy nieuczciwości w małżeństwie. Czułem, że bezkompromisowe słowa Jezusa: Poznasz prawdę, a prawda cię wyzwoli, oraz obietnica, że „Duch doprowadzi mnie do całej prawdy”, sprawią, iż nie jeden raz będę płakał rozłożony na łopatkach albo przerażony sobą krzyczał przyciśnięty do ściany. A jednak zdecydowałem się na uczciwość. Bo niewiele rzeczy budzi we mnie taki niesmak, jak podwójne życie.

Drobnostka…

„Niech inni prowadzą wojny, a ty szczęśliwa Austrio wstępuj w związki małżeńskie”. Nam w małżeństwie nie poszło tak sielankowo. Zdecydowanie, zbyt długo zastanawialiśmy się, czy wstąpić w związek. Bóg uszanował naszą decyzję. Wszedł w tę rzeczywistość błogosławiąc ją i zamieniając w sakrament.

Po latach widzę, jak toksyczne dla małżeństwa są nawet najmniejsze, najbardziej niepozorne formy nieuczciwości. Lekceważymy szczeliny, drobnostki, duperele. Nie zdajemy sobie sprawy, że to one sprawiają, iż potężne mury rozsypują się w proch.

Symbolem zła jest wąż. Dlaczego? Może dlatego, że potrafi wślizgnąć się w najmniejsze szczelinki? Bóg zapowiadał prorokowi Amosowi: W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada i zamuruję jego szczeliny.

Potężne zagrożenie stanowią nie tylko spektakularne manifestacje, głośne protesty, ostentacyjne tupanie nogami, trzaskanie drzwiami, cała ta małżeńska pokazówa i demonstracja siły. Równie groźne są maleńkie gesty, drobne nieuczciwości, sekreciki, niepozorne ukłucia. Nie mają siły rażenia pneumatycznego młota, nie miażdżą, ale boleśnie zatruwają życie. Widziałem to wielokrotnie.

Nawet drobne nieuczciwości powodują, że rodzi się w nas podejrzliwość, a rodziny rozsadzają niedopowiedzenia, domysły, półprawdy.

Skutecznie rozwaliły kilka znajomych małżeństw. Naprawdę nie zaczynało się to od zdrady, czy hitchockowego trzęsienia ziemi, ale od niewielkich nieuczciwości. Obserwuję ten mechanizm od lat. Sprawdza się w praniu nie tylko na płaszczyźnie małżeństw. W historiach znajomych zakonników – charyzmatycznych, poczytnych, rozchwytywanych (i tak dalej, i tak dalej), którzy z hukiem opuścili swe zgromadzenia, znalazłem pewien wspólny mianownik. Wszyscy oni zaczynali od tego, że byli nieuczciwi w drobnostkach. Przestali przychodzić na modlitwy z braćmi, zatajali coś przed wspólnotą. Opuszczali liturgię godzin. Ot, drobniutkie nieposłuszeństwa. Błahostka, na którą zdecydowali się, zanim zabrnęli w grząskie bagno. Pozornie niewinne decyzje były szczeliną, która rozsadziła skałę.

Uczciwie przyznam

Niezły kaliber

Czy należy mówić wszystko? Bezceremonialnie wywalać prawdę w oczy? Nie!

Nadrzędna jest miłość, dobro związku. Nie trzeba za wszelką cenę wkładać kija w mrowisko.

Znam przypadki, gdy spowiednicy nie zachęcali (czy nawet wprost zabraniali) opowiadania o grzechach przeszłości. Bo mogły wprowadzić one w życie małżonków niepotrzebne zamieszanie i skutecznie oddaliłyby ich od siebie.

Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię. Tak to działa. Jestem nieuczciwy w drobnostkach? Jeżeli o mnie chodzi, to wiem, że polegnę przy większym kalibrze – znam swoją kondycję. Dlatego zdecydowaliśmy się z żoną na szczere rozmowy. I, przyznam uczciwie, nie żałujemy.

Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, od ponad dwudziestu lat modli się we wspólnocie Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >