Nasze projekty
Fot. Davide Banzato/Facebook

„Wszystko, tylko nie ksiądz!” Niezwykła historia buntu, miłości i powołania ks. Davide Banzato

Był typem rozrabiaki. "Doprowadzałem do rozpaczy nasze święte katechetki" - pisze w swojej książce. W końcu wstąpił do seminarium, z którego... często uciekał tocząc wewnętrzną walkę. Dziś jest kapłanem, misjonarzem we wspólnocie "Nowe Horyzonty". Jak odkrył swoje powołanie? Poznaj jego historię!

Reklama

„Wszystko, tylko nie ksiądz!” – to zdanie, które Davide często powtarzał, kiedy szukał swojej drogi. W swojej książce o takim tytule, odnosi się do swojego dzieciństwa, mówi o relacji z Bogiem, religią, a także z rodzicami, rodzeństwem i dalszą rodziną. Niełatwy czas w seminarium skłania autora do poszukiwania swojego powołania i rozeznania. „Wszystko, tylko nie ksiądz” jest jak pocztówka, z której możemy dowiedzieć się, jak rozeznać własną drogę życia oraz jak Bóg kieruje nami, byśmy wypełnili to, co dla nas przygotował.

Poszczególne epizody z życia, o których opowiada Banzato, są niezwykłymi przykładami obecności Boga w jego życiu. Na tym tle warto poszukać w swoich wspomnieniach chwil czy zdarzeń, które poruszyły nasze serca, sprawiły, że poczuliśmy bliskość, otulenie przez Najwyższego. Znak Jego obecności. Warto szukać Go każdego dnia. Poniżej prezentujemy fragment książki Davide Banzato.

Byłem niezłym rozrabiaką i autorem licznych psikusów

Można by pomyśleć, że podążałem zawsze wysoce uduchowionymi drogami. Nic podobnego. Grałem w kule, oszukując, byle tylko wygrać. Budowałem zamki z piasku cały w nerwach, że inni budują lepsze. Nosiłem w kieszeni grzebyk, by mieć zawsze uczesanie w stylu „Fonzie”. Przede wszystkim spędzałem całe godziny na ulicy, jak wszystkie dzieci w tamtych latach. Wracałem do domu często późną porą i zabłocony, starając się przedtem psychologicznie przygotować mamę przy pomocy legendarnego żetonu, dzięki któremu mogłem zadzwonić z kabiny telefonicznej i uprzedzić, że wrócę później, i w jakim stanie. Byłem niezłym rozrabiaką i autorem licznych psikusów.

Reklama

Podczas pewnych wakacji ukradłem modele samochodzików, które bardzo chciałem mieć. Uszkodziłem je, by wyglądały na używane, i zakopałem w piasku pod swoim parasolem. Następnego ranka udawałem, że cudownie je znalazłem niczym dar Bożej opatrzności. Tamtym razem nakryła mnie babcia, nakazując przyznać się do wszystkiego mamie.

CZYTAJ: “W życiu trzeba zaryzykować!”, czyli jak odkryć swoje powołanie

Davide Banzato i papież Franciszek w odcinku specjalnym „Podróże serca z papieżem Franciszkiem” | Fot. mediasetinfinity.mediaset.it/Wikipedia

Chciałem być… egiptologiem!

Na klasyczne pytanie: „Kim chciałbyś być, jak będziesz duży?”, odpowiadałem: „Egiptologiem!”. Ciekawiły mnie szczególnie nauki ścisłe i historia, zwłaszcza archeologia.

Reklama

Wiara zostawiła głęboki ślad, przede wszystkim za sprawą rodziców, ich powagi i spokoju. Ogólnie powiedziałbym, że też za sprawą otaczających mnie ludzi. Pamiętam, jak mój drogi wujek Luciano powtarzał mi, kiedy jeszcze byłem mały: „Davide, jak dorośniesz, będziesz lekarzem albo księdzem misjonarzem. Pamiętaj, żebyś wybrał jedną z tych dwóch rzeczy. W każdej z nich możesz poświęcić się innym i uratować niejedno życie!”. Abstrahując od słów, to spójność życia rodzinnego mnie ukształtowała. Sam wuj Luciano z ciocią Grazią wspomagali biednych, misje i parafię. Sarkastyczne debaty i starcia pomiędzy krewnymi, wierzącymi bądź nie, o różnych poglądach politycznych, stanowiły prawdziwy bodziec do powstania krytycznej i wolnej świadomości, pragnącej autentyzmu i lojalności, bez uchybiania komukolwiek szacunku. Przysłuchiwałem się rozmowom i debatom na przeróżne tematy, prowadzonych z typowym weneckim humorem, lecz w poszanowaniu najgłębszych wartości wszystkich interlokutorów.

ZOBACZ: Powołanie do bycia singlem. Czy jest coś takiego?

„Poczułem” efekt sakramentu bierzmowania!

W rzeczywistości w latach 1993–1994 byłem gorszy niż zazwyczaj i przygotowując się do dnia bierzmowania, wyróżniałem się w sposób negatywny pośród tych, którzy na lekcjach religii wprowadzali zamieszanie. Doprowadzałem do rozpaczy nasze święte katechetki, żartując sobie, bawiąc się, a czasem wybuchając głupio śmiechem. Był to też okres dwuznacznych odzywek i odkrycia pism, które niezdarnie ukrywaliśmy. Byłem jednym z tych, którzy najbardziej rozrabiali w klasie. Aż nadszedł dzień bierzmowania i byłem trochę zawiedziony i rozczarowany, że to nie sam biskup będzie celebrował mszą. Przysłano wikariusza biskupiego, a to moim zdaniem wszystko umniejszało.

Reklama

Pośród zabawnych stron mojego pamiętnika z tamtych lat znajduję tekst: „Kiedy «wice» biskup namaścił mnie świętym olejem, poczułem gorąco w sobie i zacząłem płakać! Jestem pewien, że otrzymałem Ducha Świętego, ale teraz to ja muszę wybrać, czy przyjąć, czy nie, ten wielki dar! Tę wielką Osobę, która jest we mnie i obok mnie”. Naprawdę wydarzyło się coś, co mnie przerosło. Miałem to szczęście, że „poczułem” efekt sakramentu bierzmowania. Coś głębokiego i szczególnego. Tę bliskość Ducha Świętego pamiętam jeszcze dziś.

Ten epizod z całą pewnością przygotował mnie do dokonania wkrótce takiego wyboru, do jakiego jeszcze niedawno nie byłbym zdolny, a który spowodował zerwanie z rodziną i sprawił, że prędzej wydoroślałem.

Fragmenty książki „Wszystko, tylko nie ksiądz” Davide Banzato

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę