Fot. Archiwum Aleksandry Szuby

“W życiu trzeba zaryzykować!”, czyli jak odkryć swoje powołanie

“Moja historia życia, to, co się działo po drodze, konsekwentnie doprowadziło mnie do tego wyboru. Dzięki poszczególnym wydarzeniom, spotkanym ludziom zrozumiałam do czego powołuje mnie Pan Bóg”. O tym jak rozpoznać powołanie poprzez codzienne wydarzenia, rozmawiamy z Aleksandrą Szubą, postulantką w Instytucie Królowej Apostołów dla Powołań (Siostry Apostolinki).

Reklama

Zofia Świerczyńska: Skończyłaś szkołę, studia, rozpoczęłaś pracę… Zawsze aktywna, wśród ludzi, można powiedzieć “wszędzie Cię pełno”. Co spowodowało, że podjęłaś decyzję o wstąpieniu do zakonu? Jak to było z Twoim powołaniem?

Aleksandra Szuba: Każdy jest inny więc i ta droga przebiega inaczej. U mnie moja historia życia, to, co się działo po drodze, konsekwentnie doprowadziło mnie do tego wyboru. Dzięki poszczególnym wydarzeniom, spotkanym ludziom zrozumiałam do czego powołuje mnie Pan Bóg. W pewnym momencie człowiek wie, że to jest to, ma takie pragnienie w sobie w środku – na początku jest niewyraźne, zamazane i poprzez różne historie życia, spotykanych ludzi, zaczyna się widzieć coraz wyraźniej.

Jaki element był najważniejszy w tym “wyostrzaniu” obrazu powołania?

Myślę, że w tym wyborze bardzo mi pomogła formacja we wspólnocie. W moim przypadku to byli Skauci Europy. Uczestniczyłam w tej formacji od liceum i to właśnie tam nauczyłam się życia modlitwą, regularnego czytania Słowa Bożego. Ważne były też wspólne wyjazdy – wędrowanie z ciężkim plecakiem, niejednokrotnie w deszczu, konieczność ugotowania obiadu w warunkach biwakowych czy choćby spanie pod namiotem – to też sprawia, że w takich sytuacjach dużo “wychodzi” z człowieka i dzięki temu lepiej poznaje się samego siebie, ale także siebie w relacji do drugiego człowieka. Ważną rolę odegrała także służba młodszym, która jest znacząca u Skautów – pomaga się dzieciom odkrywać ich tożsamość, wartości, stawia się pytania o to, co chcą w życiu robić. To były takie elementy, które poskładały się w całość.

Był jakiś kluczowy moment, który ostatecznie zadecydował, że zakon to Twoje powołanie, Twoje miejsce?

Reklama
Reklama

W formacji Skautów przychodzi czas na tzw. obrzęd zobowiązania przewodniczki “Fiat”, to jest publiczna deklaracja, że chcę szukać woli Bożej w swoim życiu. Tam padają takie mocne słowa: “Wybierać wolę Bożą w swoim życiu, postępować najlepiej jak potrafię, dawać siebie w służbie Bogu i bliźnim – nie jeden raz, ale każdego dnia. To jest moje fiat, które dzisiaj składam”. Te pytania bardzo często się we mnie pojawiały – pytania o to, czego chcę w swoim życiu, jak dawać siebie w służbie Bogu i bliźnim, jak dawać świadectwo konkretnej miłości.

Fot. Archiwum Aleksandry Szuby

Skąd miałaś pewność, że tej miłości nie możesz realizować np. w małżeństwie?

Reklama
Reklama

To bardzo trudno wytłumaczyć słowami! Wiele osób zadawało mi pytanie: dlaczego zakon? I przychodzi mi taki obraz – kiedy chłopak i dziewczyna zakochują się w sobie, nie potrafią tak do końca wytłumaczyć dlaczego. Pojawiają się jakieś elementy, które można opisać, jak cechy charakteru, wspólne wartości, ale przecież takich cech i wartości ma wiele osób na całym świecie! Ciężko określić dlaczego właściwie to ten czy ta jest “tym jedynym” czy “tą jedyną”. W tym wyborze drogi życia zakonnego, konsekrowanego jest podobnie – trudno jest wytłumaczyć dlaczego tak jest. To się po prostu czuje!

Z taką decyzją też wiąże się duże ryzyko?

Bardzo lubię twórczość Tolkiena, główny bohater “Hobbita” – Bilbo, ma w sobie chęć do przygody. Przychodzi do niego Gandalf i mówi wprost: “Wyrusz ze mną na przygodę”, ale on nie chce. Później jako zwiastun nadchodzącej przygody krasnoludowie przychodzą do niego, co go irytuje, bo nie wie co się dzieje. Wydarzenia w jego domu, opowieść o dalekich krajach sprawia, że on czuje, że to jest to, że chce wyruszyć, chociaż bardzo się boi. W końcu rusza po tą przygodę, nie wie jak ona się skończy, co się tam wydarzy i czy w ogóle wróci z niej żywy. Po drodze pomagają mu różne spotkane osoby. I to jest obraz idealny, to właśnie tak wygląda, tak było też u mnie – wszystkie osoby, które spotkałam, w skautingu czy później w pracy – pomogły mi odkryć to, do czego Pan mnie wzywa i jak mam tę miłość realizować.

Reklama

A jak na tę decyzję zareagowała Twoja rodzina, znajomi?

Byli zaskoczeni – znają mnie i wiedzą, że mam dość ekspresyjną osobowość. I w takim zestawieniu mojej osoby z tym, jak postrzega się w życie w zakonie (błędnie postrzega!) dziwiło ich, że dobrowolnie chcę żyć w zamknięciu czy odosobnieniu. Takie stereotypy o życiu zakonnym nie mają przełożenia na rzeczywistość. Ja sama będąc w postulacie już od prawie dwóch lat, nie odczuwam jakiegoś „zamknięcia” czy ograniczenia. Wiadomo, że są różne obowiązki formacji i życia we wspólnocie, to naturalne, ale też w małżeństwie, rodzinie, są pewne obowiązki. Wśród moich bliskich byli też tacy, którzy się domyślali, że podejmę taką decyzję, mówili, że gdzieś to było widać, ale większość była raczej zaskoczona. 

Fot. Archiwum Aleksandry Szuby

Dlaczego wybrałaś akurat siostry Apostolinki?

To też jest ciekawa historia! Kiedy już wiedziałam, że to jest to, że chcę pójść do zakonu, pojawił się problem – kompletnie nie wiedziałam gdzie (śmiech). Znałam dużo sióstr, zgromadzeń czy to dzięki pracy w Centrum Jana Pawła II w Krakowie czy ze skautingu, ale kompletnie nie wiedziałam jak “zabrać się” za ten wybór. I wtedy znajomy ksiądz podpowiedział mi właśnie siostry Apostolinki, których misją jest pomoc młodym ludziom znaleźć sens życia, odkryć powołanie, towarzyszą też powołanym poprzez różne spotkania, warsztaty czy rekolekcje. I ksiądz zaproponował, abym porozmawiała z siostrami, że na pewno mi pomogą. Dostałam kontakt do jednej z sióstr, spotkałyśmy się i porozmawiałyśmy. 

Siostra też przekazała mi modlitwę, którą Apostolinki modlą się codziennie – to modlitwa za tych, którzy są powołani, ale też za tych, którzy te powołania zdradzają, czy też za rodziny, aby wspierały swoje dzieci w rozeznawaniu powołania. W tej modlitwie jest 10 wezwań i modląc się nią odkryłam, że to jest właśnie to, co chciałabym robić! Ten charyzmat był mi bliski przez skauting, swoją pracę i dotychczasowy sposób życia, bycie z młodymi i towarzyszenie im.

Rozpoczynając postulat nie odczułaś bariery wieku, różnicy pokoleniowej w postrzeganiu świata ze strony innych sióstr?

Właściwie nie odczuwam żadnej bariery. Znowu się odwołam do formacji Skautów, która myślę, że też w tym aspekcie nieco mi pomogła – formacja była tam prowadzona oddzielnie dla chłopców, oddzielnie dla dziewczyn i dzięki temu już bardzo wcześnie nauczyłam się funkcjonować w tym różnorodnym, kobiecym świecie. To było przygotowanie do życia z samymi kobietami w tych różnych trudach, bo to nie jest też wcale takie proste! I faktycznie, jest między nami wiele różnic, ale mimo to jest ogromna otwartość. 

Myślę, że ta otwartość ma też związek z podejściem założyciela zgromadzenia sióstr Apostolinek, bł. ks. Jakuba Alberione i w ogóle charyzmatem całej rodziny św. Pawła, dla której ważna jest ewangelizacja masowymi środkami przekazu. Korzystając z nich na pewno jest łatwiej zrozumieć świat młodych, poznać to co ich interesuje. Niewątpliwie pomaga to w kontakcie z młodzieżą. Jesteśmy ciekawe ludzi, dużo czasu spędzamy z młodymi i też wiele od nich “chłoniemy”, uczymy się otwartości na nowe.

Fot. Archiwum Aleksandry Szuby

Siostry Apostolinki łamią stereotypy i mogą nas zawstydzić znajomością mediów społecznościowych?

Wszyscy korzystamy z mediów społecznościowych i już nie jest to nic zaskakującego, że siostry zakonne też z nich korzystają – bardziej zaskakuje nas, jeśli ktoś nie korzysta i nie jest obecny w sieci. Jest to wyzwanie i sztuka dla każdego – zarówno młodzieży jak i dorosłych, nie tylko dla sióstr, aby podjąć wysiłek formacji do tego, żeby z tych mediów mądrze korzystać, zwracać uwagę na to, co przeglądamy. 

Jakie jest zainteresowanie Waszymi treściami w sieci?

Organizując spotkania o powołaniu – czy to na żywo, czy online – widzimy, że dużo ludzi pyta o powołanie, szuka swojej drogi. Dlatego media społecznościowe są środkiem, który można dobrze wykorzystać, by pomóc odnaleźć sens życia i powołania. Co ciekawe, nie jest też wcale trudno zainteresować ludzi tematem powołania – jest bardzo wielu chętnych. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy zakonem żeńskim to faktycznie więcej dziewczyn korzysta z tych spotkań, ale mamy otwartą przestrzeń dla wszystkich młodych ludzi.

Korzystając z tego doświadczenia towarzyszenia młodym w odkrywaniu powołania – czy jest jakaś recepta na to, jak odkryć swoje powołanie? Co radziłabyś osobom, które mają trudność z podjęciem decyzji?

Jest taka dobra recepta, którą ks. Jakub Alberione zostawił siostrom Apostolinkom – sama żałuję, że poznałam ją tak późno! Powiedział takie słowa: „Życie jest darem Boga. Jak chcesz je przeżyć? Jeśli dobrze, otrzymasz drugie życie: wieczne szczęście. Pomyśl, pomódl się, wybierz dobrze”.

Tak więc te elementy – uświadomienie sobie, że życie jest darem, że każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny i ma jakąś misję do spełnienia oraz odpowiedź na pytanie: jak ja chcę to życie przeżyć? Czy siedząc na kanapie, w ciepłej norce, nie wychylając nosa? Czy jednak mam tę odwagę wyjść poza próg domu i dać się porwać przygodzie. Trzeba o tym pomyśleć, pomodlić się, poprosić Boga, żeby dał światło w tym wyborze i także poradzić się kogoś, kto nas zna, z kim można skonfrontować nasze wyobrażenia, by dowiedzieć się o życiu od kogoś, kto jest na tej konkretnej drodze powołania. I na końcu podjąć decyzję. Droga do świętości jest przygodą, ona czeka na każdego! 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę