Nasze projekty
Reklama
Fot. Adrian Tync/Wikipedia

Filip Łobodziński: Nie modlę się „o coś”, dziękuję i ufam Bogu

Filip Łobodziński, choć wychowywał się bez Boga, po latach odnalazł do Niego drogę. Pomimo bolesnej śmierci swojej 21-letniej córki i wielu trudności - nie poddaje się i mówi: "wiara ma sens".

Filip Łobodziński to muzyk Zespołu Reprezentacyjnego, aktor, dziennikarz i tłumacz. Nie miał łatwej drogi do wiary, a mimo to odnalazł ją – sam!

CZYTAJ: 10 polskich gwiazd, które nie wstydzą się swojej wiary. Co mówią o Bogu?

„Wychowano mnie bez religii”

Został wychowany bez Boga, ponieważ jego ojciec przeżył traumę i przestał wierzyć, nie był w stanie zrozumieć, dlaczego spotkały go w życiu takie okropności. Właśnie dlatego – jego syn Filip, nie poznał prawdziwej wiary, wspólnoty Kościoła. „Mój tata gwałtownie pożegnał się z wiarą, gdy przeżył ciężką tragedię, której nie potrafił zrozumieć. I mnie wychowano bez religii” – powiedział Łobodziński w wywiadzie dla Rzeczpospolitej..

Reklama

Mimo to, Filip przez całe życie lgnął do Kościoła. Coś go w tamtą stronę ciągnęło. Jeden jego kolega raz nawet powiedział, że Filip, choć niewierzący, to jest katolikiem. I tak powoli wiara kiełkowała w jego sercu, choć – jak sam mówił – wartości chrześcijańskie zawsze były mu bliskie. „Potem przyszedł stan wojenny i już było jasne, że komuna to wróg, a Kościół daje schronienie” – dodał.

ZOBACZ: Marcin Kwaśny: Byłem antykatolikiem i antyklerykałem. Bóg dał mi łaskę wiary

„Do Kościoła szedłem powoli”

Filip Łobodziński doświadczył w swoim życiu spotkań z księżmi, którzy pokazali mu, jak powinien wyglądać kościół. Mimo, że wiedzieli, że jest niewierzący, to bardzo chętnie z nim rozmawiali i dali mu dużo życzliwości. Wówczas zaczęły się w nim pojawiać pierwsze myśli, by przyjąć chrzest święty, jednak decyzja jeszcze wtedy nie zapadła. Jak sam powiedział – „do Kościoła szedłem powoli”.

Reklama

Filip Łobodziński ostatecznie podjął decyzję o chrzcie świętym na początku nowego wieku. „Ostateczną decyzję podjąłem, oświadczając się mojej obecnej żonie. Maja jest osobą głęboko wierzącą, ale nie stawiała mi żadnych warunków” – mówił. Pod wpływem żony przyjął chrzest, ale także wziął ślub kościelny. (Filip Łobodziński był wcześniej w dwóch cywilnych związkach małżeńskich).

CZYTAJ: Mel Gibson o „Pasji”: To historia największej miłości, jaką można otrzymać

„Nie jestem z niczym pogodzony”

Największą tragedią, jaka spotkała Filipa Łobodzińskiego była choroba nowotworowa jego młodszej córki Marii. Zmarła w wieku 21 lat. Bardzo ciężko to przeżył – musiał odbyć farmakoterapię i psychoterapię, nie mógł, a nawet – jak sam mówi – nie może pogodzić się ze śmiercią dziecka. „Nie jestem z niczym pogodzony. Wciąż tkwi we mnie bunt, głównie jeśli chodzi o Marysię. Mój psychoterapeuta powiedział: Pan właściwie nie wie, czemu zaufać w swojej przeszłości”.

Reklama

Jak mówi dziś o swojej córce? „Ja cały czas jestem blisko niej. Chciałbym tylko nauczyć się myśleć o Marysi wyłącznie z uśmiechem, bo ona naprawdę była zjawiskowa. Jej ogromne zdjęcie wisi u nas w przedpokoju i nawet moja żona, która przecież nie była matką Marysi, jest w nim zakochana. Patrząc na nie, płacze. To zdjęcie zrobione na ślubie mojej starszej córki na rok przed śmiercią Marysi. Ma tam krótkie włosy, które jej odrastają po chemii. W telefonie mam też zdjęcie Marysi, ma 15 lat, gdzie pozuje jako Pola Negri”.

ZOBACZ: „Usłyszałem, że Bóg mnie kocha, walczy i mnie chce”. Poznaj historię Bartka Krakowiaka

„Wiem, że potrafisz, ufam, że to zrobisz”

Filip Łobodziński próbował znaleźć sens w ten całej sytuacji. Stwierdził jednak, że śmierć córki nie zachwiała jego wiarą, że nie ma w nim także buntu. Jak sobie radzi z myślą, że nie potrafi zrozumieć, dlaczego umierają dzieci? „Nigdy nie modlę się o coś, bo wierzę, że dla Boga nie ma czegoś takiego jak historia. On ogarnia całą wieczność i jest w stanie zobaczyć, poczuć ją w tym samym momencie, że wie, jak to się wszystko skończy” – powiedział.

Dziennikarz Rzeczpospolitej w wywiadzie z Filipem Łobodzińskim dopytywał, czy takie spojrzenie na wiarę nie jest myśleniem, że nic nie trzeba robić, bo przecież wszystko jest przesądzone. „Wiara ma sens, ale nie polega na targowaniu się. Może jest tak, że Bóg wie, iż zacznę się o coś modlić, i już wie, że to będzie zmienione? Taka jest moja uboga i naiwna koncepcja teologiczna, ale ja nie jestem ani filozofem, ani teologiem… W każdym razie mały Filipek Łobodziński nie modli się o coś, co najwyżej dziękuje oraz mówi Bogu: „Wiem, że potrafisz, ufam, że to zrobisz” – powiedział.

Źródła: rzeczpospolita.pl, viva.pl,

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę