video-jav.net

Depresja zabierze ci wszystko

Co robić kiedy depresja po cichu wedrze się do twojego życia? Odpowiadają psycholog i ksiądz

ks. Marek
Dziewiecki
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Stania-Skalska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Poznajcie Magdalenę…

Gdyby ktoś dwa lata temu zapytał mnie, czym jest depresja, nie umiałabym odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z tą chorobą. Tak mi się wydawało… Kiedy sama zaczęłam odczuwać, czym jest depresja, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że chorowała na nią moja mama. Gdy zaczął ją przygniatać ciężar alkoholizmu męża, agresja starszego syna i choroba młodszego, powoli zamykała się w sobie. Nie miała znikąd pomocy. Stawała się obojętna na wszystko, co dookoła niej się działo, zaniedbała dom i dzieci. Żyła jakby w swoim świecie. Przez wszystkie te lata miałam żal do niej, że nie zajmowała się nami: mną i moimi braćmi. Nie wiedziałam, że jest chora.

Gdy wyszłam za mąż i urodziłam pierwsze dziecko, cały swój czas poświęcałam rodzinie. Wszystko się układało. Po jakimś czasie na świat przyszła druga córka. Z biegiem lat, żyjąc po prostu z dnia na dzień, zaczęłam odczuwać ogromną pustkę. Czułam się coraz gorzej, ciągle byłam osłabiona i śpiąca. Miałam problemy z jedzeniem, a wykonywanie najprostszych czynności domowych sprawiało mi trudność. W domu najlepiej, żeby nikogo nie było. Miała być cisza i spokój. Żadnych pretensji dzieci, że nie ma obiadu, że niewyprane i niewyprasowane rzeczy. Miałam, podobnie jak moja mama, swój świat. Niepokoił mnie ten stan. Później zrozumiałam, że depresja przychodzi „po cichu” i to jest w niej najgroźniejsze.

Mój kierownik duchowy, który towarzyszył mi od jakiegoś czasu w mojej drodze wiary, zasugerował mi zrobienie rutynowych badań. Nie chciałam. Któregoś razu jednak zasnęłam za kierownicą. Wtedy postanowiłam posłuchać jego rady. Okazało się, że wszystko w porządku. Badania wyszły nadzwyczaj dobrze. Jednak nadal czułam się źle. Izolowałam się od rodziny i znajomych. Wolałam samotność. Wszystko zaczęło tak bardzo mnie przygniatać, że chciałam sama już to zakończyć. Depresja zabrała mi wszystko, chciała zabrać także mnie. Nie mogłam znieść nawarstwiających się problemów małżeńskich, wychowawczych, borykałam się z moją niską samooceną.

I cóż mi pozostało? Żyć z chorobą, której tak naprawdę nie widać na zewnątrz. Gdy mam lepsze dni, a takie bywają, załatwiam resztkami sił wszystkie moje codzienne sprawy. Postanowiłam jednak szukać pomocy. Wspomniany kierownik duchowy polecił mi, abym znalazła psychologa. Twierdził, iż pomoże mi on nie tylko zrzucić ciężar życia, który noszę, lecz także przepracuje ze mną wszystkie zranienia, problemy i trudności. Wiele z nich nosiłam ukryte, nieświadomie, nie wiedząc o tym. Po pierwszej wizycie miałam mieszane uczucia. Nie byłam pewna, czy zaufam pani psycholog. Ponieważ jednak myśli o odebraniu sobie życia nasilały się, postanowiłam szczegółowiej wyjaśnić jej, co mnie dręczy. Ku mojemu zdziwieniu młoda terapeutka postąpiła rutynowo. Skierowała mnie do szpitala na obserwację.

Byłam w szoku. Pierwsza myśl: zgadzam się, jadę. Nawet zadzwoniłam do mojego pracodawcy, że jakiś czas mnie nie będzie. Szef zapytał o powód. A ja, jak gdyby nigdy nic, opowiedziałam mu o depresji. On zdecydowanym tonem zabronił mi iść do szpitala. Zaczął opowiadać o swojej walce z depresją, z której wyszedł zwycięsko. Zaproponował mi opłacenie sanatorium. Miejsca, w którym odpocznę psychicznie, zmienię otoczenie. Nie spodziewałam się takiej jego reakcji. Osoba, która jest dla mnie obca, wyciąga do mnie pomocną dłoń. Życie lubi jednak zaskakiwać. Za parę dni przy kawie opowiedziałam szefowi dokładnie całą sytuację mojego życia. Obiecał pomóc.

Pamiętam, gdy składałam córce życzenia na osiemnaste urodziny, prosiłam ją, aby tak przeszła przez życie, by oglądając się za siebie, niczego nie żałowała. Dziś, jak patrzę wstecz, sama chciałabym tak powiedzieć. Moje życie z depresją toczy się dalej. Przede mną jeszcze dużo do zrobienia. Szukanie nowego terapeuty, próba poradzenia sobie z życiem, poukładanie wszystkiego. Nadal walczę. Każdego dnia mówię sobie, że się nie poddam i z Bożą pomocą zwyciężę.

Imię autorki zostało zmienione

 

ufomxgheugk-todd-diemer

 


Więź z Bogiem a depresja

Rolą spowiednika jest wyjaśnianie, że osoby dotknięte depresją, doświadczają lęków i poczucia bezradności także wtedy, gdy żyją w przyjaźni z Bogiem i gdy pokładają w Nim nadzieję. Oprócz korzystania z sakramentów takie osoby potrzebują pomocy psychologów, a czasem terapii i odpowiednich leków. Depresja jest zwykle efektem bolesnych doświadczeń z przeszłości. Może też wiązać się z trudną sytuacją w małżeństwie i rodzinie tu i teraz czy
z wrodzonymi predyspozycjami. Człowiek ufający Bogu nie pozostaje sam ze swoimi trudnościami psychicznymi. Z tym, co bolesne, biegnie do Boga – jak dziecko biegnie do kochających rodziców, gdy się czegoś boi albo gdy sobie z czymś nie radzi. Bóg pomaga nam skupiać się na Jego mądrości i miłości, nie zaś na naszych lękach. Kto ufa Bogu, ten wie, że jest ważniejszy od swoich przeżyć i nastrojów, które przemijają. Zaufanie do Boga nie zapewnia emocjonalnego nieba na ziemi, ale chroni przed uleganiem lękom, przesadnym koncentrowaniem się na własnych przeżyciach i popadaniem w rozpacz: „Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły” (Iz 40,31).

ksiądz Marek Dziewiecki


Depresja to zaburzenie psychiczne, które charakteryzuje się obniżeniem nastroju, przejawiającym się w postaciach smutku, przygnębienia i odrętwienia. Często współwystępuje z nimi cierpienie, niepokój i lęk. Osoby z depresją tracą zdolność do czerpania radości, przyjemności i zadowolenia z życia. Sytuacje, osoby, rzeczy, zainteresowania, które dotąd były źródłem odczuwania pozytywnych emocji, w tym radości i spełnienia, stają się teraz obojętne, a nawet przygnębiające, co wpływa dysfunkcjonalnie także na relacje społeczne chorego. Osoby z depresją unikają kontaktów z ludźmi. Nawet członkowie rodziny męczą i drażnią chorego, stają się dla niego uciążliwi, przeszkadzają mu. Depresja powoduje, że człowiek staje się bierny, wycofuje się z różnych działalności. Osoby, które obserwują u siebie objawy, mogące świadczyć o przeżywaniu depresji, powinny jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – psychologa, psychoterapeuty lub lekarza psychiatry.

Psycholog, który podczas rozmowy z pacjentem otrzymuje od niego informację o występowaniu myśli i tendencji samobójczych, zobowiązany jest do niezwłocznego przekierowania pacjenta na konsultację psychiatryczną, gdyż istnieje ryzyko zagrożenia stanu zdrowia i życia pacjenta. Diagnozę – rozpoznanie medyczne (np. dotyczące depresji) – stawia jedynie lekarz psychiatra. Warto zaznaczyć, że depresja jest coraz częściej diagnozowanym zaburzeniem psychicznym, którego rokowania, co do poprawy stanu zdrowia pacjenta, są w znacznej mierze pomyślne. Podstawową i skuteczną formą leczenia depresji jest psychoterapia, jednak w wielu przypadkach niezbędnym staje się także wdrożenie leczenia farmakologicznego, o czym decyduje lekarz specjalista – psychiatra.

Anna Stania-Skalska, psycholog


Artykuł pochodzi z miesięcznika “Rycerz Niepokalanej”, nr 01/2016

rycerzniepokalanej_baner

ks. Marek Dziewiecki

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Stania-Skalska

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marek
Dziewiecki
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Stania-Skalska
zobacz artykuly tego autora >

Niezwykły Ojciec

W niepokalanowskim archiwum można odnaleźć mnóstwo świadectw o wstawiennictwie św. Maksymiliana. Warto do nich wrócić i pokazać, jak Założyciel Rycerstwa Niepokalanej opiekuje się ludźmi. Może te świadectwa zachęcą tych, którzy dzisiaj doświadczają cudów za wstawiennictwem Świętego, do podzielenia się na łamach pisma

o. Robert M.
Stachowiak OFMConv
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nieprzewidziane zdarzenie

W maju albo w czerwcu 1956 r. w sklepie w Zawadach kupiłam ciastka i w domu dałam je do zjedzenia córeczce Wiesi. Po tych ciastkach, mniej więcej po godzinie, dałam jej zimnego rosołu. Po upływie godziny (była to już pora wieczorowa) dziecko zaczęło wymiotować i dostało rozwolnienia. Zrobiło się bardzo sine i zaczęło się niespokojnie rzucać. Wiesia patrzyła na mnie, ale nie była w stanie wymówić jakiegokolwiek słowa.

Około godz. 2 rano nastąpił najsilniejszy i już czwarty atak. Pod wpływem silnych boleści Wiesia zaczęła się bardzo rzucać i odwróciła oczy bielmem na wierzch. Mąż, widząc, jak dziecko się wije w boleści na wszystkie strony, wziął je na ręce, ale to nie przyniosło żadnej zmiany czy ulgi. Nie wiedząc, w jaki sposób przyjść córce z pomocą, postanowiliśmy z nastaniem dnia zawieźć ją do lekarza.

Już w czasie zaprzęgania konia do wozu, szukając ostatniej deski ratunku, postanowiłam błagać o pomoc nieba. Od 1938 r. posiadam różaniec poświęcony przez Ojca Maksymiliana Kolbego. Różaniec ten w wielu przypadkach był narzędziem uzyskania łask Bożych. I teraz wzięłam ten różaniec i zawiesiłam na szyi Wiesi z przekonaniem, że Ojciec Maksymilian, do którego mam tak duże zaufanie, uprosi mi pomoc u Matki Najświętszej. Nie pamiętam, czy ustami wzywałam jego imienia, ale w sercu był to ostatni i ufny wysiłek, wołanie matki o zdrowie dla swego ukochanego dziecka.

 

7vpzxf-whko-freestocks-org

 

Wysłuchana

W nadziei swej nie zostałam zawiedziona. Z chwilą zawieszenia różańca na szyję Wiesi, dziecko zaraz poczęło wracać do normalnego stanu. Przestało się rzucać, stało się spokojne, oczy przybrały normalny wygląd. Nie wiedzieliśmy, co właściwie robić. Przed chwilą dziecko było wprost konające, teraz wszystko naraz minęło. Dopiero po paru minutach na słowa Wiesi: „Mamo, daj mi chleba!” przypomnieliśmy sobie o zamiarze wyjazdu do lekarza. Wiesia o własnych siłach podniosła się z łóżka i bez jakichkolwiek objawów boleści pomagała się ubrać.

W drodze do lekarza zachowywała się spokojnie, rozmawiała normalnie, chociaż była jakby trochę zmęczona. Na moje parokrotne zapytanie, jak się czuje, odpowiadała: „Dobrze mi jest”.

Po przybyciu do lekarza Wiesia zachowywała się spokojnie. Lekarz dokładnie ją zbadał, wypytał o wszystko i w końcu powiedział: „To jakieś szczęście i nadzwyczajne, że to jakoś przeszło…”. Powiedziałam lekarzowi, że po przyłożeniu różańca poświęconego przez Ojca Maksymiliana dziecko ozdrowiało. Lekarz odpowiedział: „To macie szczęście od Boga, bo to dziecko miało skręt kiszek”. Polecił następnie, ażeby przez pewien czas nie dawać żadnego cięższego pokarmu, ale tylko herbatę rumiankową. Poza tym żadnych leków nie przepisał.

 

Ufność

Po powrocie do domu aż do dnia dzisiejszego Wiesia nie przechodziła żadnych objawów powtórzenia się tej choroby ani jakiegokolwiek niedomagania. Tak nagły powrót Wiesi do zdrowia przypisuję łasce Bożej, otrzymanej za przyczyną Ojca Kolbego. Do ufności w pomoc tego sługi Bożego skłaniała mnie myśl, że on, który życie swe oddał za bliźniego, może pomóc i mojemu dziecku. Ufność moja była tym większa, że przecież byłam w posiadaniu różańca, który poświęcił i trzymał w swych rękach ten świątobliwy człowiek. Kiedykolwiek modlę się na tym różańcu, zawsze przychodzi mi myśl połączona z wewnętrznym przekonaniem, że prosząc Ojca Maksymiliana o łaskę, zawsze będę wysłuchana.

Pasikonie, 7 lipca 1957 r., I. S.


Artykuł pochodzi z miesięcznika “Rycerz Niepokalanej”, nr 01/2016

rycerzniepokalanej_baner

o. Robert M. Stachowiak OFMConv

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Robert M.
Stachowiak OFMConv
zobacz artykuly tego autora >