Nasze projekty
Fot. Vitalis Visus/ Wikipedia

Brandstaetter. Biblii i żony się nie pożycza

Jego saga o Jezusie doczekała się sześciu wydań w ciągu dziewięciu lat. Sprzedano dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Zachwyt i entuzjazm czytelników, przekłady na wiele języków. Został zgłoszony do literackiej nagrody Nobla… Nie doczekał, zmarł w Poznaniu w 1987 roku.

Reklama

Jego pobożny żydowski dziadek na łożu śmierci zaklinał go, żeby kochał Biblię bardziej niż ojca i matkę. Jego żydowska matka uczyła go czytania i pisania na przekładzie Pisma Świętego ks. Jakuba Wujka. Gdy miał jedenaście lat, polska służąca pokazała mu krucyfiks z cierpiącym Bogiem. 

W wieku dojrzałym odkrywał Go, wędrując po Ziemi Świętej. Gdy miał czterdzieści lat przyjął chrzest. Szedł z Biblią przez całe życie, od wczesnego dzieciństwa do śmierci. Żył Biblią, oddychał nią, myślał nią i o niej pisał, bo była to jego ojczyzna, jego świat, jedyny pewny, owocny i wieczny. Była jego losem – bolesnym i błogosławionym.

Pradziadek Abraham

Najwcześniejsze wspomnienia Romka, chłopca z rodziny producenta oleju lnianego w Tarnowie, to dziadek który bierze wnuka na kolana i opowiada mu o wydarzeniach z Pisma, a chłopiec musi później opowiedzieć własnymi słowami to, co usłyszał. Były to opowieści tak żywe, że stały się symbolem rodzinnego domu i chłopiec utożsamił swojego pradziadka Abrahama z biblijnym Abrahamem i upierał się, że to on jest autorem Księgi. „To mój pradziadek nauczył mnie zza grobu przeżywać Biblię jako zjawisko nieustannie obecne” – wspominał po latach.

Reklama

Biblia zawsze leżała na biurku jego dziadka, „na stołach moich praojców, nigdy w bibliotece”, bo to „saga rodzinna i dzieło Objawienia, natchnione od Boga”. Gdy w czasie wojny w Palestynie Melchior Wańkowicz prosił o pożyczenie jej, grzecznie odmówił wyjaśniając, że Biblii i żony się nie pożycza, bo każdy powinien mieć własny egzemplarz. (W końcu uległ i na krótko oddał ją koledze po piórze, bo ten pisał tekst, w którym chciał umieścić cytaty z Księgi).

Gdy miał sześć lat, matka uczyła go czytać i pisać po polsku na Biblii Wujka „Na początku było słowo” – czytał na głos i połączył piękno mowy polskiej ze stworzeniem świata. „…dlatego czytam ją z podwójnym uczuciem: z najgłębszą czcią dla Boskiej Mądrości, głoszącej Obietnicę, a zarazem z tym szczególnym wzruszeniem, z jakim Sienkiewiczowski latarnik czytał ‘Pana Tadeusza’”.

Mały chłopiec odczuwał wielkość, wspaniałość, niewyobrażalność Boga, o Którym opowiadał mu dziadek. W wierszu „Hymn do Biblii” pisał:

Reklama

I tam, gdzie wymiary

Okazały się niedostępne dla człowieka

Stworzył symbole

Reklama

Podobieństwa

Przypowieści

I obrazy

I uczynił je

Służebnicami ludzkiej nieporadności

Usiłującej wyrazić niewyobrażalne.

Ten wspaniały, niewypowiedziany obraz nieogarnionego Boga został niespodziewanie zakłócony, gdy miał lat jedenaście, a służąca rodziny, Marynia, zaprowadziła go do kościoła, bo chciała się pomodlić. Usłyszał wówczas, że ten umęczony Człowiek to Bóg, Jezus Chrystus. „Ten rozpięty na krzyżu Człowiek wypełniał mnie niepokojem” – pisał i wspomniał też, że jego rówieśnicy, z którymi bardzo się zakolegował, któregoś dnia przestali się z nim bawić, bo zabił Boga…

CZYTAJ: Czy w Twoim domu jest miejsce dla Boga? Zobacz, jak uświęcić przestrzeń, w której mieszkasz

To był przełom

Ukończył dwa fakultety – filologię i filozofię, obronił doktorat. Wojna przerwała wszystko, a umęczony Bóg znów się objawił, tym razem w Ziemi Świętej, do której zdążył wyjechać przed katastrofą. Pewnego dnia z polskiej gazety wypadła reprodukcja Pana Jezusa Ukrzyżowanego z kościoła San Damiano w Asyżu. Nigdy już się z nią nie rozstawał. Nigdy nie wyznał, co dokładnie wówczas przeżył, zachował to dla siebie, ale był to przełom. Przyjął chrzest w Rzymie.

„Otworzyłem Nowy Testament tak jak otwiera się drzwi do rodzinnego domu” – pisał. Z biegiem lektury i upartego wgłębiania się w tekst odkrywał, że Bogiem obu Testamentów jest Chrystus, a całe Pismo Święte jest życiorysem Boga, który napisał o Sobie powieść w dwóch nierozerwalnych częściach. Człowiek, który znakomicie poznał świat przodków, nie miał wątpliwości, że rabbi Joszua z Nazaretu jest uwieńczeniem drogi duchowej jego narodu, spełnioną Obietnicą Boga. „Nie byłem poganinem, bym się miał nawracać. Po prostu uznałem Nowy Testament za całkowite wypełnienie obietnicy Pańskiej, zawartej w Starym Testamencie. I na tym koniec. Cała reszta była tylko logiczną konsekwencją tego faktu” – podsumował.

„Biblia wciąż pisana niewidzialnym palcem Boga”

To była pasja i treść życia. Ubolewał, że Pismo w niejednym domu zbiera kurz na półkach, a powinno być stale czytane i kontemplowane. Bo przecież „Wciąż dzieją się zdarzenia o biblijnej treści, Biblia wciąż pisana niewidzialnym palcem Boga”. Pisał, że Biblia uczy wolności, jest szkołą wolności, bo pokazuje, jak człowiek powinien być wolny.

Ale przyznawał, że trzeba „wejść” w Pismo przez wydarzenia życia, tak jak jego przyjaciel po Powstaniu Warszawskim, który na ruinach miasta, gdy wygrzebał spod gruzów egzemplarz, utożsamił się z trenami Jeremiasza, z płaczącym nad Jerozolimą Jezusem. Sam był także Hiobem – jego rodzice zginęli w Treblince.

Po powrocie do Polski osiadł w Poznaniu, a właściwie został tam skierowany przez władze, które nie życzyły sobie, żeby zamieszkał w Warszawie, czy w Krakowie. Wszedł w środowisko poznańskich dominikanów, publikował w miesięczniku W Drodze, wydawnictwo wydawało jego utwory. Przyjaźnił się z naczelnym, o. Marcinem Babrajem OP i z duszpasterzem – pasjonatem, o. Janem Górą. Pocieszał przyjaciela, który tęsknił za Krakowem: Jasiu, kim bylibyśmy w Krakowie, zginęlibyśmy w tłumie znakomitości. A tu, w Poznaniu, jakoś się liczymy…

Suma jego życia

Pisał o Biblii, komentował ją, tłumaczył na polski. Wysławiał ją swoimi wierszami. To było logiczne, że opus magnum tego wybitnego pisarza, poety i kontemplatyka była czterotomowa opowieść o Jezusie z Nazaretu. Twierdził, że ta powieść to suma jego życia, owoc doświadczeń, a także sześcioletniego pobytu w Ziemi Świętej. Pisał ją dziewięć lat. Nie musiał podejmować dodatkowych studiów, świat judaizmu był przecież jego domem rodzinnym, więc lepiej i głębiej wnikał w tekst Ewangelii. Miał własne analizy i co oczywiste – spojrzenie na Jezusa. Sprzeciwiał się przesłodzonej wersji Zbawiciela, pokazał, że był On także groźny i wymagający. „Nie stylizujmy tekstu ewangelicznego dla celów naszego oportunistycznego wygodnictwa” – przestrzegał.

Przeprowadził własne analizy, z których wynikało, że Jezus nie był cieślą, a robotnikiem uprawiającym rolę, gdyż Jego przypowieści czerpią z życia trudzących się na polach i winnicach. Po mistrzowsku opisał czas milczenia Zbawiciela, wskazywania wody żywej, chleba i światła, pełnię czasu, gdy zasłona Przybytku rozdarła się na dwoje i Bóg się przybliżył…

Pismo Święte jest żywiołem bez dna i granic

Sześć wydań w ciągu dziewięciu lat, dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Zachwyt i entuzjazm czytelników, przekłady na wiele języków, zgłoszony do literackiej nagrody Nobla… Nie doczekał, zmarł w Poznaniu w 1987 roku.

Jego saga o Jezusie kończy się sceną, w której w dzień po zmartwychwstaniu Rabbiego z Nazaretu pewien faryzeusz obserwuje grupę naśladowców, którzy twierdzą, że On żyje. Faryzeusz w to niedowierza, to przypomina sobie, że Ukrzyżowany był przecież niewinny… I właśnie ten wahający się i niepewny syn Izraela to przodek autora, który po niemal dwóch tysiącleciach dotarł do pewności.

Pismo Święte jest żywiołem bez dna i granic – mawiał dziadek Romana Brandstaettera. A gdy nastąpił moment przejścia, wnuk zanurzył się w nieskończoność Boga.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę