Nasze projekty
Redakcja portalu

Rodzina na szczycie męskiej hierarchii

Dobry ojciec stawia na szczycie hierarchii wartości swoją rodzinę. Wszystko inne musi jej ustąpić, nawet praca – dzieło jego życia.

Reklama

Mężczyzna – każdy mężczyzna, dba o swoją pracę z kilku powodów. Po pierwsze, zarabia na siebie i własne potrzeby, a przy tym gromadzi majątek. Po drugie, cieszy go twórcze działanie i rozwiązywanie pojawiających się problemów – buduje to jego poczucie własnej wartości i szacunek w oczach współpracowników.

Mężczyzna ceni pracę jako zdrowy sposób realizacji jego męskich ambicji, twórczego potencjału oraz pragnienia, aby coś po sobie pozostawić i zmienić świat na lepsze. Wszystkie te przyczyny są dobre – nie ma co do tego wątpliwości – i wspólne praktycznie wszystkim pracującym mężczyznom.

Rodzina na szczycie męskiej hierarchii

Nigdy jednak nie możesz zapomnieć, że niezależnie od tego, jak wielkie sukcesy będziesz odnosił w pracy, niezależnie od sławy, zgromadzonego majątku i poczucia osobistego spełnienia, twoja rodzina zawsze musi być na szczycie hierarchii wartości. Mądry ojciec jest oddany swojej pracy, ale ostatecznie dedykuje ją rodzinie. Głównym celem pracy musi być dobro jego żony i dzieci.

Reklama
Reklama

Pozwól, że opowiem ci historię mojego przyjaciela, Johna – odważnego człowieka, czterdziestokilkuletniego prawnika z Nowego Jorku. Mieszka on z żoną Karen i z czwórką ich dzieci na przedmieściach New Jersey. John ożenił się, mając dwadzieścia cztery lata, zaraz po ukończeniu studiów prawniczych. Zaczął też wówczas pracować w nowojorskiej kancelarii adwokackiej. Wkrótce urodził im się syn, a niedługo potem – córka. Oboje wychowywali się w dużych rodzinach i sami również chcieli taką założyć.

Klasyczny pracoholizm

W międzyczasie John, jak wielu innych młodych prawników w trudnym środowisku kancelarii, pracował siedemdziesiąt do osiemdziesięciu godzin tygodniowo. (Powiedział mi potem, że tak naprawdę przez cały ten czas pracował na dwa etaty). Szybko został partnerem w kancelarii i jego roczny dochód podskoczył do sześciu cyfr.

Ale John był klasycznym pracoholikiem. Wyrobił w sobie nawyk – i żywił go w sobie nie do końca jasnymi motywacjami – pracy po dwanaście do czternastu godzin na dobę. Wyjeżdżał z domu bladym świtem i wracał – skrajnie wyczerpany – pomiędzy dwudziestą a dwudziestą drugą. Soboty też spędzał w biurze. Taki układ trwał latami.

Reklama
Reklama

Obcy Ojciec

W międzyczasie urodziła im się jeszcze dwójka dzieci, a jego żona była coraz bardziej zmęczona, zrozpaczona i poirytowana. Starsze dzieci Johna poszły do szkoły, grały w lokalnych drużynach sportowych i oto wkrótce stanęły już na progu gimnazjum. Najstarszy syn – wtedy jedenastoletni – zrobił się przekorny i kłótliwy, jak większość
nastolatków w jego wieku. John jednak w ogóle tego nie zauważył – nie miał możliwości. Kiedy wychodził z domu rano, dzieci jeszcze spały. Kiedy wracał późnym wieczorem, były już w łóżkach. Ojciec i dzieci byli dla siebie praktycznie obcymi osobami.

Wolny termin w kalendarzu

Na szczęście jednak w pewnym momencie John to dostrzegł. Któregoś wieczoru, po kolejnym późnym powrocie Johna do domu, żona – bardzo smutna i wręcz bliska płaczu – powiedziała mu, że ich najstarszy syn David bardzo opuścił się w nauce. Jego wychowawczyni zadzwoniła do niej i poprosiła o spotkanie po lekcjach w przyszłym tygodniu, mówiąc, że David zrobił się w szkole ponury, apatyczny i rozdrażniony i że chciałaby dowiedzieć się, jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy. John odmówił pójścia na spotkanie, ale obiecał porozmawiać z Davidem w niedzielę rano (był to jeden z nielicznych terminów, kiedy – że tak powiem – obaj mieli wolny termin
w kalendarzu).

Żyjesz swoim życiem

John powiedział mi potem, że usiedli z Davidem razem po niedzielnym śniadaniu. Chłopiec był wycofany, ponury i aż kipiał z niewypowiedzianej urazy. Ojciec zasypał syna pytaniami, ale on wzruszał tylko ramionami i patrzył gdzieś za okno. John jest z natury człowiekiem niecierpliwym, nieprzyzwyczajonym do tego, że ktoś krzyżuje jego plany. W końcu, czując narastający gniew, zapytał ostro:
– O co ci chodzi? Czemu nie chcesz odpowiadać? Nie widzisz, że przejmuję się tymi twoimi problemami?
To, co miało miejsce potem, zdziwiło, a nawet zszokowało, Johna. Syn
odwrócił się i spojrzał na niego z gniewem, mając łzy w oczach. W końcu
eksplodował:
– Nie, nie widzę, żebyś się przejmował. Wcale cię nie obchodzi, co się ze
mną dzieje! Ty żyjesz swoim życiem, a ja swoim!

Reklama

Tylko z mamą

David, próbując opanować płacz, wyrzucił wtedy z siebie – ku kompletnemu oszołomieniu swojego ojca – długą litanię krzywd: mecze, podczas których ojca nie było na widowni; szkolne nagrody, które oglądała tylko mama; obietnice – łamane, bo „coś mi wypadło”; to, że ojciec i syn najczęściej komunikowali się ze sobą za pomocą karteczek na lodówce; problemy w szkole, o których mógł porozmawiać tylko z mamą; rozmowy – tylko z mamą; wszystko – tylko z mamą.

John był wstrząśnięty tym żalem i gniewem, które wylał na niego syn. Wstał, zostawiając Davida samego, i odszedł, żeby przemyśleć wszystko, co usłyszał. Wszedł do łazienki i spojrzał na siebie w lustrze. Zobaczył trzydziestosiedmiolatka, który wyglądał na dziesięć lat więcej… Odniósł co prawda sukces finansowy, ale był wyczerpany – a jego prawie już dorastający syn właśnie go skarcił, a co gorsza – miał słuszność. John zaczął zadawać sobie istotne pytania: – Co ja właściwie robię ze swoim życiem? Co się stanie z moimi dziećmi?

Miał rację

Mój przyjaciel pojechał wtedy na to spotkanie do szkoły i w jego trakcie zrozumiał, że jego syn miał rację. Siedział koło Karen, a wychowawczyni zadawała im kolejne pytania dotyczące Davida. John nie był w stanie odpowiedzieć na żadne z nich. Siedział, milcząc bezradnie, praktycznie jak ktoś obcy. Jego żona rozmawiała z nauczycielką ich syna, a on nie miał bladego pojęcia, o czym mówią.

Happy End

Na szczęście mogę powiedzieć, że ta akurat historia miała pomyślny koniec. John zdał sobie w końcu sprawę, że wybierając lukratywną karierę, przegrywa jako ojciec swoich dzieci. I – jak sam to ujął – że kariera w żadnym razie nie była tego warta, a słowa Davida dręczyły jego sumienie tygodniami. W końcu zdecydował się podjąć konkretne działania.

Zrezygnował ze swojej posady w kancelarii i zatrudnił się jako prawnik w innej firmie, pracując tylko pięćdziesiąt godzin tygodniowo. Schował dumę do kieszeni i przełknął obniżkę dochodów, ale za to na dobre zdobył serca swojej rodziny. A David? Spędza czas, rozmawiając z tatą – siedzą lub spacerują razem. Po cichu uważa ojca za bohatera – człowieka, który potrafi przemieniać miłość w konkretne, wymierne czynności. Gdy dorośnie, chciałby zostać prawnikiem

Fragment pochodzi z książki pt. „Ojciec – strażnik rodziny”. Śródtytuły zostały nadane przez redakcję. 


James Stenson
Ojciec. Strażnik Rodziny

W książce „Ojciec – strażnik rodziny” James Stenson przekonuje nas o tym, jak potężny i wyjątkowy jest wkład ojców w życie rodziny. Swoje doświadczenie autor czerpie z ponad dwudziestu lat pracy z rodzinami w szkołach dla chłopców, które pomagał założyć. Jako dyrektor miał on okazję blisko poznać setki rodzin – śledził ich życie rodzinne, obserwował, jak dzieci rozwijają się i dorastają, jak bardzo często – choć nie zawsze – odnoszą sukcesy.

KUP KSIĄŻKĘ

>>>W sklepie Wydawnictwa Wardakowie

>>>W sklepie Dobroci.pl

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite