Nasze projekty
fot. Episkopat/ Flickr

Na drodze świętości kard. Stefana Wyszyńskiego

Co ważne - nie świętość Stefana Wyszyńskiego, ale droga do świętości. Świętość nigdy nie jest czymś, co już osiągnęliśmy. Zbliżamy się do niej, dzięki pomocy tych, którzy są najbliżej nas. Czasami osoby, których nie znamy, ale przez swoje rady i modlitwę, przez to, co mówią do nas - mają trwały wpływ na nasze życie. Tak było w przypadku ks. Prymasa.

Reklama

W życiu nie ma przypadków, są tylko znaki. Przyszedłem tu głosić świadectwo o kardynale Stefanie Wyszyńskim, aby spłacić dług, który wobec niego zaciągnęłam. Tytuł refleksji, którą podejmuję brzmi: “Na drodze świętości Stefana Kardynała Wyszyńskiego”. Co ważne – nie świętość Stefana Wyszyńskiego, ale droga do świętości. Świętość nigdy nie jest czymś, co już osiągnęliśmy. 

Czym jest świętość?

Zanim przejdziemy do samej osoby kard. Stefana Wyszyńskiego, musimy sobie przypomnieć, czym jest świętość, bo wokół niej krąży wiele stereotypów. Mylimy ją z łagodnością, z cnotliwością, niewinnością, z bezgrzesznością. Gdyby w tych kategoriach patrzeć na świętość, to z pewnością liczba świętych i błogosławionych w Kościele byłaby znacznie mniejsza. Świętość według Biblii jest określona pojęciem “Kadosz”. Znaczy “inny, odmienny, inny od świata”. Święty, czyli żyjący w świecie, ale także obok świata. Prawdziwie święty i jedynie świętym jest Bóg.

Wobec tego świętość człowieka to pragnienie udziału w świętości Boga. Można powiedzieć, że istnieją dwie drogi świętości. Jedna to droga niewinności. Są tacy, którzy są urodzeni w dobrej rodzinie, mają spokojną młodość – nie mają wielkich życiowych zawirowań i osiągają świętość na drodze niewinności. Sądzę, że takich osób nie jest wiele. Udziałem większości chrześcijan jest świętość, która przychodzi na drodze nawrócenia, nieustannego nawracania się. Te drogi świętości są widoczne na drodze św. Pawła, św. Jana Chryzostoma i wielu świętych aż po nasze czasy. Ta droga też była bliższa bł. kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu. 

Reklama
Reklama

Początki drogi świętości

Jego droga do świętości rozpoczęła się bardzo wcześnie, bo już w dzieciństwie, w jego rodzinie. Kard. Stefan Wyszyński jako dorosły człowiek, miał wówczas 64 lata powiedział : „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy. Razem potem schodzili się w nadbużańskiej wiosce, gdzie się urodziłem i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek. Ja, mały brzdąc, podsłuchiwałem, co stamtąd przywozili. A przywozili bardzo dużo, bo oboje odznaczali się głęboką czcią i miłością do Matki Najświętszej i jeżeli co na ten temat ich różniło, to wieczny dialog, która Matka jest skuteczniejsza, czy Ta, co w Ostrej świeci Bramie, czy ta, co Jasnej broni Częstochowy?. 

Zuzela, w której urodził się Prymas Tysiąclecia leży w połowie drogi pomiędzy Wilnem a Częstochową. Nieopodal był dworzec kolejowy, gdzie rozłąkę mieli rodzice Stefana Wyszyńskiego. Kiedy wracali, rozmawiali o tym, która Matka Boża jest skuteczniejsza.

Za wychowanie dzieci odpowiedzialni są rodzice

Kiedy Wyszyński miał 70 lat odbył podróż do krainy swojego dzieciństwa: do Zuzeli, Andrzejewa, Łomży i tam właśnie snuł swoje wspomnienia. Co mi pozostało w pamięci z tego okresu? Pozostał 6 mi obraz Matki Bożej Częstochowskiej. […] Przed tym obrazem modlił się mój ojciec i matka, która zmarła 31 października 1910 roku, zaledwie w kilka miesięcy po przeniesieniu się ojca z Zuzeli, i pochowana jest w Andrzejewie.Wiele razy znajdowałem mojego ojca – którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy – właśnie tutaj, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Tu spędzał chwile wolne od różnych prac przy budowie kościoła. Nie zrozumiałem wtedy, dlaczego ojciec tyle czasu klęczy przed tym obrazem. Dziś to rozumiem. Był wierny darowi modlitwy do ostatnich swoich dni. Dziś rozumiem jego modlitwy i służbę, którą traktował nie jako zawód, ale jako powołanie sługi ku chwale Bożej, grając i śpiewając w dawnej, zabytkowej, drewnianej świątyni – powiedział wówczas Prymas. 

Reklama
Reklama

To świadectwo jest podobne do świadectwa Jana Pawła II. Karol Wojtyła wspominał, że gdy wracał do domu, zastawał ojca na kolanach modlącego się. Dwaj ojcowie po dwóch stronach Polski – w Krakowie i w Zuzeli, Andrzejewie. To są początki tej drogi świętości. Niezwykle ważną sprawą jest ewangelizacja dorosłych, rodziców. Za wychowanie dzieci odpowiedzialni są przede wszystkim rodzice. I to oni muszą mieć żywą świadomości odpowiedzialności przed Bogiem i właśnie w rodzinie rodzi się to, co najważniejsze. 

Nocą mój ojciec zabierał mnie nieraz w odległe lasy. Jechało z nim zawsze kilku miejscowych zaufanych gospodarzy. Stawiali krzyże na drogach i różnych kopcach. […] Wracaliśmy w zupełnym milczeniu, nigdy nie wolno było o tym mówić ani słowa. W takich okolicznościach formowała się odwaga duchowa, która w dorosłym życiu stała się fundamentem niezłomnego trwania przy Krzyżu. Nawiązujemy tutaj do powstania styczniowego, które miało miejsce około 40 lat przed opisywanymi tutaj wydarzeniami. W tamtej nadbużańskiej okolicy było mnóstwo mogił powstańców, rozsianych po lasach – trzeba było ich upamiętnić. Mały Stefan był zabierany tam przez ojca i tak rodziła się pamięć – rodzinna i ojczysta.

Bezpieczeństwo osiągał pod krzyżem

Właśnie tam rodziło się to, co znajdowało w jego biskupiej i kapłańskiej posłudze. Kiedyś wspominał : Jako mały chłopiec wędrowałem ciemną drogą ze swoim ojcem. Od stacji kolejowej do wioski rodzinnej mojego dziadka. Lękałem się bardzo, a ojciec mój pytał: czego ty się boisz? Balem sie, ze ojciec w lesie zgubił drogę. Ale on ją dobrze znał. Zatrzymaliśmy się w lesie przy krzyżu i tam odpoczywaliśmy. Czułem się bezpieczny 

Reklama

To jest jeden z kluczy do zrozumienia osoby, dokonań, dzieła i świętości bł. Stefana Wyszyńskiego. Osiągał bezpieczeństwo pod krzyżem od dziecka. Dlatego przez całe życie pozostał wierny krzyżowi, a pod koniec życia wyznał: “całe moje życie było jednym, Wielkim Piątkiem”. Wzgląd na tę miłość do krzyża nakazuje nam wierność. 

“Jeżeli będziesz złym księdzem to mi się na oczy nie pokazuj”

Gdy miał 63 lata wspominał to, co wydarzyło się 40 lat wcześniej, kiedy był już w seminarium. Gdy zbliżały się święcenia kapłańskie, wspominał: Ostatni raz byłem tam [w Gaci – przyp. red.] w 1923 r., na kilka miesięcy przed swoimi święceniami kapłańskimi. Żyła jeszcze moja babunia, staruszka. Prosiłem ją o błogosławieństwo na drogę kapłańską. Ta prosta kobieta, żegnając mnie, powiedziała: „Pamiętaj, jeżeli będziesz złym księdzem, to mi się nie pokazuj”. (…) To, co powiedziała w przedziwnej mądrości człowieka prostego, ale wierzącego, zapadło mi w duszę. Do dziś dobrze to pamiętam i nie zapomnę. A może te proste, ale zdecydowane słowa kobiety chrześcijańskiej miały wielkie znaczenie dla mojego osobistego życia?. 

Tę świętość osiągamy, dzięki pomocy tych, którzy są najbliżej nas. Czasami osoby, których nie znamy, ale przez swoje rady i modlitwę, przez to, co mówią do nas – mają trwały wpływ na nasze życie. Aktualne są te słowa w każdym pokoleniu: “Jeżeli będziesz złym księdzem to mi się na oczy nie pokazuj”.

Źródło: fragment wystąpienia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego podczas konferencji pt. „Soli Deo. Dziękczynienie za beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego i Matki Róży Czackiej

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę