video-jav.net

Z filmem “Kler” mierzy się Krzysztof Skórzyński

Film Smarzowskiego, to przede wszystkim film o złych ludziach. A że ci ludzie noszą koloratki, jest to film o złych księżach. Poznałem wielu księży ale przeważająca, przytłaczająca większość mojego Kleru, to są i byli wspaniali księża!!!

Krzysztof Skórzyński
Krzysztof
Skórzyński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Film “Kler” jest tak wielowymiarowy, że podzielę tę “recenzję” na kilka części.

 

PO PIERWSZE – Wymiar artystyczny

Aktorsko są to wyżyny polskiego kina. Janusz Gajos grający biskupa o “szatańskim” nazwisku Mordowicz, jest tak sugestywny, że – jak to powiedział mój kolega – można odnieść wrażenie, że urodził się po to by zagrać tę rolę. Gra i rola Arkadiusza Jakubika “przeszywa” widza na wylot. On księdza Kukuły nie zagrał, on nim był. Roberta Więckiewicza Bóg obdarował taką aparycją, że idealnie gra księdza pijaka. No i Jacek Braciak – w odróżnieniu od większości moich znajomych, w tym kwartecie, uważam go za najsłabszego.

 

Fabuła. Widz dostaje “syfem” prosto w twarz. Od pierwszej sceny (nie “spojleruję”, bo ta scena jest w trailerze) pijackiej libacji na plebanii, po scenę ostatnią (nie będę “spojlerował”) ma się poczucie obcowania z materialnym złem. Ale (przypomnę – piszę tu o warstwie artystycznej) czy nie takie właśnie portrety kawałka rzeczywistości tworzy Smarzowski? Takie. Takie było “Wesele”, taki był “Dom zły” i – w mniejszym stopniu, bo temat nie był “aktualny” – był “Wołyń”.

Smarzowski chce i tworzy obrazy brutalne, tak jak (wybaczcie uproszczone porównanie) Tarantino chce i tworzy kino ociekające krwią. Taka poetyka, taki reżyser, takie kino, zatem brutalność “Kleru” mnie nie zaskoczyła.

 

PO DRUGIE – “Co autor miał na myśli?”

Pierwsze pytanie na które chciałem znać odpowiedź idąc na “Kler” brzmiało – “czy jest to film antyklerykalny?”. Odpowiedź jest prosta: TAK, jest to film antyklerykalny! Bez dwóch zdań.

Drugie pytanie – “czy Smarzowski sportretował w “Klerze” polski kościół? NIE, ale… 

 

Jest to bez wątpienia portret największych grzechów, wynaturzeń, patologii i brudu, który w polskim (i nie tylko polskim) kościele JEST! To co napiszę poniżej jest dla mnie najtrudniejszą, bo bardzo osobistą refleksją po obejrzeniu “Kleru”. Powodem dla którego przez całą noc gapiłem się w sufit i nie zmrużyłem oka na minutę. “Wracał” do mnie ten film scena po scenie. Wątek po wątku. Dlaczego? Bo ja każdą z opisanych tam historii ZNAM! Każdą jedną!  

 

Smarzowski – co nie jest tajemnicą – miał świetny research. Każda z jego postaci jest “zlepkiem” autentycznych historii, autentycznych wydarzeń, “zlepkiem” prawdziwych księży:

– Ksiądz-pijak, z wiejskiej parafii, który stacza się i kapłańsko i moralnie. Mógłbym “na poczekaniu” wymienić trzy nazwiska takich księży.

– Ksiądz-wierzący (najbardziej niejednoznaczna rola, Jakubika). Historia “wypisz, wymaluj” mojego serdecznego kolegi.

– Ksiądz-pedofil, który dzięki koneksjom i znajomościom z biskupem staje się bezkarny. W swojej pracy dziennikarskiej, gdy zajmowałem się tematem pedofilii w Kościele, zetknąłem się z tuzinem takich przypadków. Wypierania, krycia, odsyłania z parafii na parafię, a na końcu… do domu dla księży emerytów. Coś Wam mówi ta historia? Ja ją niestety opisywałem w swoich materiałach.

– Biskup. By odczytać, kto był inspiracją dla stworzenia tej postaci, nie trzeba wiele się “głowić”.

Wreszcie wątek tego, jak “czyści” się niewygodne tematy, zamiata je pod dywan, wypiera i manipuluje nimi. Jak część hierarchów do końca chroni zło, dopóki się da, a ofiarom wmawia się winę. To wszystko w kościele, piszę to z ogromnym smutkiem, jest. Tak, jest! 

 

PO TRZECIE – Refleksje “po”

Zebranie tego brudu w 133 minutach filmu jest bardzo bolesne. Boli człowieka wierzącego. Dlaczego? Dlatego, że ja bym chciał Kościoła nieskazitelnego. Kościoła wolnego od najgorszych zaraz tego świata. Czyli… chciałbym Kościoła idealnego. Chciałbym czegoś, co nie istnieje i nigdy nie zaistnieje!  

 

Film Smarzowskiego, to przede wszystkim film o złych ludziach. A że ci ludzie noszą koloratki, jest to film o złych księżach. Poznałem ich wielu. Ale – jako że dosłownie wyrastałem w Kościele – przeważająca, przytłaczająca większość mojego Kleru, to są i byli wspaniali księża!!!

Z kilkoma się blisko kumpluję, dwóch mógłbym wręcz nazwać Przyjaciółmi. I to też, a może PRZEDE WSZYSTKIM, jest prawda o polskim kościele. Tyle, że Smarzowski nie zrobił filmu dokumentalnego!!! On chciał zrobić i zrobił film FA BU LAR NY! Momentami przerysowany (przyklejone na siłę do scenariusza dwie sceny), ale film fabularny o wycinku rzeczywistości. Także o samotności kapłana (cytat za jednym z bohaterów, znany chyba każdemu księdzu: “Niby kościół to wspólnota, a jak przychodzi co do czego, to nie ma do kogo gęby otworzyć”).

 

 

Jedno czego się bałem, a co już się dzieje (a nawet więcej – zaczęło się dziać zanim film do kin wszedł), to alergiczna reakcja części ludzi Kościoła nań! Te krucjaty przed kinami, księża deklarujący z ambon, że “w życiu nie pójdą na film, bo szatan chce w ten sposób zniszczyć Kościół Chrystusowy”. Nie tędy droga! Nie tędy moje Siostry i Bracia w Wierze! Z tym filmem Kościół MUSI się zmierzyć. Po prostu musi! I, co napawa mnie autentyczną radością i wzmacnia moją wiarę w Kościół, widzę że gdzieś tam zaczyna się mierzyć. Otóż…

Arkadiusz Jakubik po premierze filmu powiedział, że dedykuje go koledze-ministrantowi, który ponad 20 lat temu był molestowany przez księdza. KILKA GODZIN po tych słowach, opolska kuria wszczęła postępowanie kanoniczne, skierowała sprawę do prokuratury i skontaktowała się z bliskimi tego mężczyzny, by wyjaśnić sprawę !!! 

 

MORAŁ:

Czy to co opisałem w ostatnim akapicie wydarzyłoby się bez “Kleru”? Czy reakcja kurii byłaby tak szybka i zdecydowana? Odpowiem parafrazując ulubione zdanie jednego z polityków: nie mam takiego poczucia.

 

Krzysztof Skórzyński

Krzysztof Skórzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Skórzyński
Krzysztof
Skórzyński
zobacz artykuly tego autora >

Z filmem “Kler” mierzy się Weronika Kostrzewa

„Kościół Smarzowskiego” mógłby istnieć w świecie bez Boga

Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Przerażające, jak to wszystko wygląda” – takich komentarzy wśród bliższych i dalszych znajomych, a także wśród wpisów na portalach społecznościowych, nie brakuje. I to jest to, co w filmie „Kler”, a może dokładniej w jego odbiorze, tak bardzo niepokoi.

Sala, na której oglądałam film, była tą największą w kinie i zapewne dlatego nie pękała w szwach. Liczby mówią jasno: weekend otwarcia to wielki sukces produkcji Wojciecha Smarzowskiego. Czy te tłumy widzów przyciągnęła doborowa obsada? Taką bez wątpienia może się „Kler” poszczycić Może nazwisko reżysera, okrzykniętego niemal narodowym skarbem po produkcji „Wołynia”, działa jak magnes? Oczywiście odpowiedź tkwi w tytule filmu, czyli w jego bohaterach.

 

Księża Smarzowskiego to mieszanka pijaństwa, pazerności na pieniądze, cudzołóstwa, bezwzględności, pedofilii i braku wiary. Świetnie zagrani i dlatego odrażający. Problem jednak nie w tym, co pokazał reżyser, a w tym co my w tym filmie zobaczyliśmy.

„Kler”, zanim jeszcze pojawił się w repertuarze, stał się filmem o Kościele Katolickim. Kolejni oglądający go publicyści, celebryci i influencerzy, wychodząc z projekcji, mówili o tym, jakiej przemiany potrzebuje Kościół, ile i co jest do naprawienia. Rozumiem, gdyby takie komentarze pojawiły się po przeczytaniu raportu Najwyższej Izby Kontroli. Ciężko mi sobie wyobrazić autorytety – wszelkiej maści – które jadą do Sandomierza, z nadzieją, że – tak jak każdego dnia w „Ojcu Mateuszu” – będzie tam mała strzelanina albo detektywistyczna zagadka do rozwiązania.

Oczywiście sytuacje pokazane w filmie, mogły się zdarzyć lub nawet się zdarzyły, a że ich skala nie jest wielka – lub taka sama jak w reszcie społeczeństwa – to ich zupełnie nie umniejsza. Jeden czyn pedofilski w Kościele to o 100% za dużo, to samo dotyczy choćby jednej osoby, która kryła jakiegokolwiek zwyrodnialca. Z pijaństwem, cudzołóstwem, pazernością i brakiem wiary, mój Kościół – w postaci duchownych i świeckich – także musi walczyć. Smarzowski jednak zohydza sutannę, a chór komentatorów traktujących ten film jako „cała prawda o Kościele”, utwierdza widzów w przekonaniu, że w końcu zobaczyli prawdziwe oblicze „czarnej mafii”. Na tej wręcz śmiesznej narracji stracą najbardziej ludzie będący w Kościele tylko jedną nogą. Katolicy, którym dotychczas nie udało się dołączyć do żadnej wspólnoty, nie mający wśród swoich znajomych duchownych. Oni – uwierzą, że w tej ciemnej kinowej sali, zobaczyli prawdę. To im chór wykonujący kawałek „to prawdziwe oblicze Kościoła” zrobi największą krzywdę. Przesadzam? Przecież ludzie wiedzą, że mają do czynienia z fabułą? Jeśli tak, to jak wytłumaczyć proces, który trwa od lat, który doprowadził do tego, że mimo iż procent pedofilów wśród innych „grup zawodowych” jest podobny, to w społeczeństwie nie funkcjonuje językowy zlepek „trener-pedofil”, czy „nauczyciel-pedofil” albo „dyrygent-pedofil”, ale „ksiądz-pedofil” brzmi jak związek frazeologiczny.

 

 

Kościół potrzebuje oczyszczenia, ten proces już trwa i to nie od dnia premiery filmu Wojciecha Smarzowskiego i za tym oczyszczeniem stoją ludzie w sutannach. Wbrew temu, co chciałoby wielu – a liczba ekspertów rośnie z seansu na seans – Kościół to nie jest zwykła instytucja i, choć podlega prawu kanonicznemu i państwowemu, to Bóg działa w nim niezależne od ludzkich słabości.

Na koniec tylko w głowie kołacze pytanie, jak to możliwe że w tak katolickim kraju, z taką liczbą zadeklarowanych ludzi Kościoła, film który ma antyklerykalną wymowę powstaje z takim rozmachem i z takimi nazwiskami w obsadzie. Podczas gdy znaczną część filmów o Kościele ciężko obejrzeć do końca, bo budżet pozwala tylko na zatrudnienie aktorów-amatorów i zdjęcia na tle greenboxa.

Może zatem to coś z nami jest nie tak? Może świecka część tej wspólnoty zawodzi? Przysłuchując się całej tej burzy wokół “Kleru” mam wrażenie że nadszedł czas, by ludzie świeccy stali się większym wsparciem dla swoich duszpasterzy. Nie mam na myśli tu poklepywania po ramieniu, a modlitwę, towarzyszenie i wymaganie. A jeśli spotykamy księdza, zakonnicę, biskupa – którego życie jest zaprzeczeniem Ewangelii, reagujmy. Także dla dobra tego bliźniego.

 

Weronika Kostrzewa

Weronika Kostrzewa

Zobacz inne artykuły tego autora >
Weronika Kostrzewa
Weronika
Kostrzewa
zobacz artykuly tego autora >