Nasze projekty

Z filmem “Kler” mierzy się Weronika Kostrzewa

„Kościół Smarzowskiego” mógłby istnieć w świecie bez Boga

Reklama

„Przerażające, jak to wszystko wygląda” – takich komentarzy wśród bliższych i dalszych znajomych, a także wśród wpisów na portalach społecznościowych, nie brakuje. I to jest to, co w filmie „Kler”, a może dokładniej w jego odbiorze, tak bardzo niepokoi.

Sala, na której oglądałam film, była tą największą w kinie i zapewne dlatego nie pękała w szwach. Liczby mówią jasno: weekend otwarcia to wielki sukces produkcji Wojciecha Smarzowskiego. Czy te tłumy widzów przyciągnęła doborowa obsada? Taką bez wątpienia może się „Kler” poszczycić Może nazwisko reżysera, okrzykniętego niemal narodowym skarbem po produkcji „Wołynia”, działa jak magnes? Oczywiście odpowiedź tkwi w tytule filmu, czyli w jego bohaterach.

Księża Smarzowskiego to mieszanka pijaństwa, pazerności na pieniądze, cudzołóstwa, bezwzględności, pedofilii i braku wiary. Świetnie zagrani i dlatego odrażający. Problem jednak nie w tym, co pokazał reżyser, a w tym co my w tym filmie zobaczyliśmy.

Reklama
Reklama

„Kler”, zanim jeszcze pojawił się w repertuarze, stał się filmem o Kościele Katolickim. Kolejni oglądający go publicyści, celebryci i influencerzy, wychodząc z projekcji, mówili o tym, jakiej przemiany potrzebuje Kościół, ile i co jest do naprawienia. Rozumiem, gdyby takie komentarze pojawiły się po przeczytaniu raportu Najwyższej Izby Kontroli. Ciężko mi sobie wyobrazić autorytety – wszelkiej maści – które jadą do Sandomierza, z nadzieją, że – tak jak każdego dnia w „Ojcu Mateuszu” – będzie tam mała strzelanina albo detektywistyczna zagadka do rozwiązania.

Oczywiście sytuacje pokazane w filmie, mogły się zdarzyć lub nawet się zdarzyły, a że ich skala nie jest wielka – lub taka sama jak w reszcie społeczeństwa – to ich zupełnie nie umniejsza. Jeden czyn pedofilski w Kościele to o 100% za dużo, to samo dotyczy choćby jednej osoby, która kryła jakiegokolwiek zwyrodnialca. Z pijaństwem, cudzołóstwem, pazernością i brakiem wiary, mój Kościół – w postaci duchownych i świeckich – także musi walczyć. Smarzowski jednak zohydza sutannę, a chór komentatorów traktujących ten film jako „cała prawda o Kościele”, utwierdza widzów w przekonaniu, że w końcu zobaczyli prawdziwe oblicze „czarnej mafii”. Na tej wręcz śmiesznej narracji stracą najbardziej ludzie będący w Kościele tylko jedną nogą. Katolicy, którym dotychczas nie udało się dołączyć do żadnej wspólnoty, nie mający wśród swoich znajomych duchownych. Oni – uwierzą, że w tej ciemnej kinowej sali, zobaczyli prawdę. To im chór wykonujący kawałek „to prawdziwe oblicze Kościoła” zrobi największą krzywdę. Przesadzam? Przecież ludzie wiedzą, że mają do czynienia z fabułą? Jeśli tak, to jak wytłumaczyć proces, który trwa od lat, który doprowadził do tego, że mimo iż procent pedofilów wśród innych „grup zawodowych” jest podobny, to w społeczeństwie nie funkcjonuje językowy zlepek „trener-pedofil”, czy „nauczyciel-pedofil” albo „dyrygent-pedofil”, ale „ksiądz-pedofil” brzmi jak związek frazeologiczny.

Reklama
Reklama

Kościół potrzebuje oczyszczenia, ten proces już trwa i to nie od dnia premiery filmu Wojciecha Smarzowskiego i za tym oczyszczeniem stoją ludzie w sutannach. Wbrew temu, co chciałoby wielu – a liczba ekspertów rośnie z seansu na seans – Kościół to nie jest zwykła instytucja i, choć podlega prawu kanonicznemu i państwowemu, to Bóg działa w nim niezależne od ludzkich słabości.

Na koniec tylko w głowie kołacze pytanie, jak to możliwe że w tak katolickim kraju, z taką liczbą zadeklarowanych ludzi Kościoła, film który ma antyklerykalną wymowę powstaje z takim rozmachem i z takimi nazwiskami w obsadzie. Podczas gdy znaczną część filmów o Kościele ciężko obejrzeć do końca, bo budżet pozwala tylko na zatrudnienie aktorów-amatorów i zdjęcia na tle greenboxa.

Reklama

Może zatem to coś z nami jest nie tak? Może świecka część tej wspólnoty zawodzi? Przysłuchując się całej tej burzy wokół “Kleru” mam wrażenie że nadszedł czas, by ludzie świeccy stali się większym wsparciem dla swoich duszpasterzy. Nie mam na myśli tu poklepywania po ramieniu, a modlitwę, towarzyszenie i wymaganie. A jeśli spotykamy księdza, zakonnicę, biskupa – którego życie jest zaprzeczeniem Ewangelii, reagujmy. Także dla dobra tego bliźniego.

Z filmem “Kler” mierzy się Krzysztof Skórzyński

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę