video-jav.net

Słaba płeć

Gdyby ktoś kiedyś opracował antologię kobiecej bezradności, powstałby opasły tom

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

I kogo by tam nie było! Zwyczajne kobiety, ale też Doktorki Kościoła – obie Teresy, Katarzyna i Edyta, siostra drugiego chóru Faustyna, która prawdopodobnie do ich grona dołączy, Bernadeta, dziewczynka z podpirenejskiej wioski.

 

Ileż fragmentów można zacytować o niewieściej słabości, o tym, że ja, słaba kobieta i marne narzędzie. I nie tylko słabość fizyczną miały na myśli owe kobiety, choć była ona ważna zwłaszcza w epoce produkcji ręcznej, ale o realne stereotypy, o tę całą wątpliwą mądrość obiegową, uznaną za pewnik, że kobieta jest hmm… mniej udaną wersją człowieka, wybrakowanym mężczyzną.

 

Top. Święte pańskie

 

Gdyby zestawić ich słowa z ich dokonaniami, można się zdziwić. O swojej słabości mówiła wielka reformatorka Zakonu Karmelitów, ale pośrednio – całego Kościoła; gigantki duchowości, które bez studiów teologicznych, nieraz po kilku klasach, stworzyły szkoły duchowości, wywracające do góry nogami wyczerpujące traktaty; uparte do granic roztropności głosicielki komunikatów Pana Boga, których słowa docierają da najszczelniej zabitych dechami afrykańskich wiosek. Jak one to robiły?

 

Ale te z grupy świętych i rozpoznawalnych są z innej półki. Zaczynam więc schodzić do kręgu własnych doświadczeń, bo to wiedza najbliższa, która podstawowo kształtuje obraz świata i widzę moją babcię Stasię, która straciła małą i dużą Ojczyznę, i całe mienie w czasie okupacji, ale nie straciła dwóch córek i nieraz mówiła, że nie wie, czy przeżyłaby śmierć swoich dzieci. Los wojenny rzucił ją na całkowicie dla niej niezrozumiałe Bałkany i tu zaczęła od nowa, pomagała córkom w wychowaniu piątki wnuków, gotowała, prała, sprzątała, przerabiała rzeczy stare na nowe, bo było tak biednie, że choć wszyscy pracowali, kupno nowych ubrań było poważnym zagrożeniem dla budżetu rodzinnego. Pamiętam, jak z tobołkami krążyła między domem jednej i drugiej córki i jak w trakcie gotowania obiadu opowiada o bombardowaniu Warszawy i że jadły w te dni pierniki i słoninę, bo tylko takie produkty były w domu. Śpiewała rzewną powojenną piosenkę o Warszawie, która dziś jest nie taka, bo krwawe przeżyła już dni, bo żal ją i ból ją przygniata, że trzeba nad nią zapłakać.

 

patrol_powstanie

Oddział sanitariuszek podczas Powstania Warszawskiego

 

Ale babcia nie płakała. Swoje wnuki, w ścisłej współpracy z córkami, nauczyła dobrej polszczyzny, obchodzenia świąt, czemu towarzyszyły lektury, uczenie piosenek i wierszyków, zasad dobrego wychowania, snuła opowieści, cytowania powiedzonka i anegdoty.

 

Losy babci i tak były niezwykle łagodne jak na jej pokolenie. Syn i córka jej najbliższej przyjaciółki zginęli w Auschwitz, pięciu synów cioci Olesi w Powstaniu Warszawskim, a mąż z zięciem w rzezi na Woli, w czasie tego samego Powstania. Wygnana z dzielnicy i oszczędzona, bo Niemcy nie mieli dostatecznej ilości amunicji, trafiła do Pruszkowa z córkami. Starsza była w ciąży i urodziła w obozie, a poród odbierał wermachtowiec.

 

I co zrobiły te kobiety? Gdy tylko można było wracać, wróciły i zaczęły kolejny rozdział, złożony z bezdomności, biedy i braku podstawowych produktów, które na dziesięciolecia stały się symbolem luksusu. Więc one pracowały, kombinowały, jak połączyć oba końce miesiąca, brały dodatkowe prace. I robiły wszystko, żeby dzieci wyszły „na ludzi”.

 

Czy ktoś mówił coś o słabej płci? – Jak ja to wszystko przeżyłam? – zastanawiała się babcia, która szybko przypominała sobie te najstraszniejsze tragedie z najbliższego kręgu rodziny i przyjaciółek i czuła się zawstydzona. – Nie wiem, czy przeżyłabym śmierć dzieci. A potem zaczynała o codziennych bojach. O tym, jak sobie radziła, jak gotowała bieda zupy. W mojej pamięci utkwiła szczególnie jedna historia. Działo się to niedługo po wojnie i babci udało się kupić dwa litry, aż dwa litry mleka! Uradowana niosła to mleko w garnku aluminiowym, ale jak to ze starymi garnkami bywa, właśnie wtedy zrobiła się w nim dziurka. Zrozpaczona babcia zatkała ją palcem i zastanawiała się, co zrobić. Na szczęście była siarczysta zima, babcia wstawiła garnek z mlekiem w śnieg, bezcenne mleko dla wnuków zamarzło i w postaci zamarzniętej bryły doniesione zostało do domu niemal w całości.

 

kobiety_oddział

Kobiety walczące w trakcie Powstania Warszawskiego

 

Słucham opowieści dzisiejszych matek, rozmawiam ze znajomymi, zbieram materiały do reportaży. Nie ma porównania z niegdysiejszym koszmarem, ale duch walki nie zaginął, nie dlatego, że tak lubimy się zmagać, a dlatego, że nadal jest bardzo trudno, mieszkanie trzeba spłacić, matki i babki zostały daleko w wioskach i małych miasteczkach, a one są same w wielkim, obojętnym, nieraz nieprzyjaznym mieście, bez oparć, za to niepewne i osamotnione. – Jak one dają sobie radę? – dopada je często pytanie. Jedno łączy te wszystkie i te znane i te znikające na zawsze, niewiele lat po pogrzebie, słabe kobiety.

 

Żeby najlepiej zobrazować, skąd im się to bierze warto udać się do Gidli, do sanktuarium, w którym od setek lat czczona jest dziewięciocentymetrowa kamienna figurka Matki Bożej. Wykopał ją w XVI wieku z ziemi tutejszy rolnik Jan Czeczek i po wielu perypetiach została obudowana wspaniałym sanktuarium, prawdziwym dziełem sztuki. Gdy podchodzi się do kapiącego od złota ołtarza, trudno dostrzec figurkę – dzieło domorosłego artysty. Sam ołtarz jest tak zaaranżowany, że wierny widzi najpierw ustawione w perspektywie kolumny, stwarzające wrażenie podążania w głąb, aż do celu – centrum, w którym jest Ona, maleńka. Wspaniałe, błyskawiczne jak rzut oka kazanie – wygłosił nam wybitny artysta: żeby otrzymać moc łaski Bożej trzeba stać się maleńką.

 

Widzę jeszcze moją babcię Stasię na balkonie, odmawiającą Różaniec w ciepły, letni zmierzch. Przypominam sobie wszystkie kobiety – niegdysiejsze i obecne. One wszystkie o tym wiedziały i godziły się ze słabością, po czym zyskiwały moc. Czasem pada pytanie, jak dałam sobie radę?

 

T169086Polecamy książkę Aliny Petrowej-Wasilewicz:
“Kapłanki czy kury? Historie kobiet, które z macierzyństwa uczyniły prawdziwą sztukę”

Siedem niesamowitych historii o siedmiu niezwykłych kobietach – znakomicie wykształconych, o nietypowych zainteresowaniach, z perspektywą wielkiej kariery zawodowej, które zdecydowały postawić wszystko na Boga i rodzinę. Kochające żony, zwariowane matki potrafiące zadbać o dzieci i swój osobisty rozwój. Same nazywają siebie „kapłankami domowego ogniska” i oburzają się, gdy inni nazywają je „domowymi kurami”.

>>> Kup teraz <<<

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Oficer w Watykanie. Kim jest Teresa Kettelkamp?

Kobieta bez ślubów zakonnych niezwiązana z żadnym turystycznym przedsięwzięciem, a mimo to śmiało przechadzająca się po Placu św. Piotra to widok niezwykły. A jednak, dzięki papieskiej nominacji, ten obraz powoli przestaje dziwić

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Teresa Kettelkamp – była pułkownik z policji stanowej w Illinois kojarzona z brakiem jakiejkolwiek tolerancji wobec łamania prawa, jeszcze na początku tego roku nie znająca języka włoskiego, realiów i specyfiki działań Stolicy Apostolskiej od trzech miesięcy pracuje dla Kongregacji Nauki Wiary. Historia tego transferu jest krótka, ale niezwykle ciekawa: Kettelkamp jeszcze w 2015 roku napisała do pracującego w Watykanie ks. Roberta Olivera, że pragnie służyć Kościołowi swoim doświadczeniem i radą. Po spotkaniach z urzędnikami watykańskimi zdecydowano się skorzystać z jej usług.

 

Przeprowadziła się do Rzymu w styczniu tego roku. Dzięki aprobacie papieża została mianowana ekspertem i konsultantem Papieskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich powstałej w 2014 roku. Sekretarzem tego ciała został wspomniany wyżej ks. Oliver, a przewodniczącym – kard. O’Malley, którego Kettelkamp zna z czasów pracy w Stanach Zjednoczonych, gdzie w latach 2005-2011 kierowała Amerykańskim Biskupim Biurem ds. Ochrony Dzieci. Nie jest tajemnicą, że Kościół w USA wyłożył na programy prewencyjne zapobiegające molestowaniu więcej niż jakakolwiek inna instytucja na świecie, a łączny koszt przedsięwzięcia szacuje się na 260 milionów dolarów. Kościelna kariera Kettelkamp jest z tą kampanią ściśle powiązana.

 

Kojarzona z sukcesów na polu współpracy przy amerykańskim Episkopacie została wyróżniona trudnym do przecenienia zadaniem. Jej rolą przy Stolicy Apostolskiej jest opracowanie systemu efektywnych wytycznych, modeli zachowań i procedur, które pomogą zapobiegać oraz szybciej reagować na zjawisko molestowania nieletnich w Kościele. Model ten – jeżeli uda się go przygotować – docelowo ma być wdrożony w całym Kościele ze szczególnym uwzględnieniem wspólnot afrykańskich i południowoamerykańskich, które nie stworzyły jeszcze własnych, skutecznych schematów działania.

 

Zadanie to jest o tyle trudne, że gotowy mechanizm ma być jednocześnie na tyle ogólny, by mógł być możliwy do zaaplikowania zarówno w Buenos Aires jak i w Kapsztadzie, a z drugiej – na tyle konkretny, by nie powielał dotychczasowych instrukcji, w większości opartych o rozsądek i decyzje poszczególnych Episkopatów. Już u początku swojej drogi Kettelkamp wraz z całą Komisją znajdują się więc w rozkroku pomiędzy delikatnością i wrażliwością na różnice kulturowe, a koniecznością stworzenia twardej, ściśle określonej polityki działania.

 

teresa_kettelkamp

Teresa Kettelkamp | fot. YouTube

 

Dużym ułatwieniem jest jednak papieskie błogosławieństwo, bo choć pomysł na zatrudnienie byłej oficer nie pochodzi bezpośrednio od Franciszka, Kettelkamp mówi, że po pierwszych doświadczeniach pracy w Stolicy Apostolskiej nie ma najmniejszego powodu, aby wątpić w życzliwość i osobiste zaangażowanie Franciszka w całą sprawę. Jak stwierdza w wywiadzie dla agencji Crux: “Nie byłoby mnie tutaj, gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości.”

 

Wzorem dla nowego systemu mają być dwa dobrze znane dokumenty. Pierwszym z nich jest “Karta Ochrony Dzieci i Młodych” podpisana w 2002 roku przez amerykańskich biskupów, drugim – list okólny Kongregacji Nauki Wiary rozesłany niemal dekadę później, który jest dziś podstawowym zbiorem wytycznych dla wszystkich lokalnych Episkopatów.

 

Zatrudnienie fachowca – człowieka o nieskazitelnych referencjach, świeckiego służbistę z doświadczeniem wykraczającym daleko poza karierę w komnatach Kurii Rzymskiej, od ponad dekady ubrudzonego po łokcie pracą nad poprawą jakości ochrony nieletnich przed wykorzystaniem seksualnym, to świetna wiadomość dla całego Kościoła, ale również dla tych, którzy – nie bez powodu – w nowej Komisji przy Kongregacji Nauki Wiary zaczęli się dopatrywać fasadowości, pozorów działania. Komisja pracuje bowiem bardzo powoli i nawet życzliwe oko nie jest w stanie póki co dostrzec żadnych wielkich sukcesów. Z jednej strony trudno ich oczekiwać w tak krótkim czasie, z drugiej powstaje pytanie: kiedy kończy się dla niej okres próbny?

Być może zatrudnienie Kettelkamp zwiastuje jego koniec.

 

Wiemy na pewno, że głównymi punktami opracowywanego systemu będą schematy postępowania wobec ofiar, przygotowywania odpowiedzi na oskarżenia, ale również kwestie prewencyjne, np. objaśnienia modeli współpracy z nauczycielami i wychowawcami świeckimi. Takie są założenia Komisji oraz zadania stawiane przed nią przez papieża Franciszka a wraz z nim przez cały Kościół.

 

Czy uda się im sprostać? Czas pokaże.

 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę "Miłosierdzie to imię Boga" - wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

Kup teraz!

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >