Nasze projekty
Alina Petrowa-Wasilewicz

Słaba płeć

Gdyby ktoś kiedyś opracował antologię kobiecej bezradności, powstałby opasły tom

Reklama

I kogo by tam nie było! Zwyczajne kobiety, ale też Doktorki Kościoła – obie Teresy, Katarzyna i Edyta, siostra drugiego chóru Faustyna, która prawdopodobnie do ich grona dołączy, Bernadeta, dziewczynka z podpirenejskiej wioski.

Ileż fragmentów można zacytować o niewieściej słabości, o tym, że ja, słaba kobieta i marne narzędzie. I nie tylko słabość fizyczną miały na myśli owe kobiety, choć była ona ważna zwłaszcza w epoce produkcji ręcznej, ale o realne stereotypy, o tę całą wątpliwą mądrość obiegową, uznaną za pewnik, że kobieta jest hmm… mniej udaną wersją człowieka, wybrakowanym mężczyzną.

Reklama
Reklama

Top. Święte pańskie

Reklama
Reklama

Gdyby zestawić ich słowa z ich dokonaniami, można się zdziwić. O swojej słabości mówiła wielka reformatorka Zakonu Karmelitów, ale pośrednio – całego Kościoła; gigantki duchowości, które bez studiów teologicznych, nieraz po kilku klasach, stworzyły szkoły duchowości, wywracające do góry nogami wyczerpujące traktaty; uparte do granic roztropności głosicielki komunikatów Pana Boga, których słowa docierają da najszczelniej zabitych dechami afrykańskich wiosek. Jak one to robiły?

Ale te z grupy świętych i rozpoznawalnych są z innej półki. Zaczynam więc schodzić do kręgu własnych doświadczeń, bo to wiedza najbliższa, która podstawowo kształtuje obraz świata i widzę moją babcię Stasię, która straciła małą i dużą Ojczyznę, i całe mienie w czasie okupacji, ale nie straciła dwóch córek i nieraz mówiła, że nie wie, czy przeżyłaby śmierć swoich dzieci. Los wojenny rzucił ją na całkowicie dla niej niezrozumiałe Bałkany i tu zaczęła od nowa, pomagała córkom w wychowaniu piątki wnuków, gotowała, prała, sprzątała, przerabiała rzeczy stare na nowe, bo było tak biednie, że choć wszyscy pracowali, kupno nowych ubrań było poważnym zagrożeniem dla budżetu rodzinnego. Pamiętam, jak z tobołkami krążyła między domem jednej i drugiej córki i jak w trakcie gotowania obiadu opowiada o bombardowaniu Warszawy i że jadły w te dni pierniki i słoninę, bo tylko takie produkty były w domu. Śpiewała rzewną powojenną piosenkę o Warszawie, która dziś jest nie taka, bo krwawe przeżyła już dni, bo żal ją i ból ją przygniata, że trzeba nad nią zapłakać.

Reklama

patrol_powstanie
Oddział sanitariuszek podczas Powstania Warszawskiego

Ale babcia nie płakała. Swoje wnuki, w ścisłej współpracy z córkami, nauczyła dobrej polszczyzny, obchodzenia świąt, czemu towarzyszyły lektury, uczenie piosenek i wierszyków, zasad dobrego wychowania, snuła opowieści, cytowania powiedzonka i anegdoty.

Losy babci i tak były niezwykle łagodne jak na jej pokolenie. Syn i córka jej najbliższej przyjaciółki zginęli w Auschwitz, pięciu synów cioci Olesi w Powstaniu Warszawskim, a mąż z zięciem w rzezi na Woli, w czasie tego samego Powstania. Wygnana z dzielnicy i oszczędzona, bo Niemcy nie mieli dostatecznej ilości amunicji, trafiła do Pruszkowa z córkami. Starsza była w ciąży i urodziła w obozie, a poród odbierał wermachtowiec.

I co zrobiły te kobiety? Gdy tylko można było wracać, wróciły i zaczęły kolejny rozdział, złożony z bezdomności, biedy i braku podstawowych produktów, które na dziesięciolecia stały się symbolem luksusu. Więc one pracowały, kombinowały, jak połączyć oba końce miesiąca, brały dodatkowe prace. I robiły wszystko, żeby dzieci wyszły „na ludzi”.

Czy ktoś mówił coś o słabej płci? – Jak ja to wszystko przeżyłam? – zastanawiała się babcia, która szybko przypominała sobie te najstraszniejsze tragedie z najbliższego kręgu rodziny i przyjaciółek i czuła się zawstydzona. – Nie wiem, czy przeżyłabym śmierć dzieci. A potem zaczynała o codziennych bojach. O tym, jak sobie radziła, jak gotowała bieda zupy. W mojej pamięci utkwiła szczególnie jedna historia. Działo się to niedługo po wojnie i babci udało się kupić dwa litry, aż dwa litry mleka! Uradowana niosła to mleko w garnku aluminiowym, ale jak to ze starymi garnkami bywa, właśnie wtedy zrobiła się w nim dziurka. Zrozpaczona babcia zatkała ją palcem i zastanawiała się, co zrobić. Na szczęście była siarczysta zima, babcia wstawiła garnek z mlekiem w śnieg, bezcenne mleko dla wnuków zamarzło i w postaci zamarzniętej bryły doniesione zostało do domu niemal w całości.

kobiety_oddział
Kobiety walczące w trakcie Powstania Warszawskiego

Słucham opowieści dzisiejszych matek, rozmawiam ze znajomymi, zbieram materiały do reportaży. Nie ma porównania z niegdysiejszym koszmarem, ale duch walki nie zaginął, nie dlatego, że tak lubimy się zmagać, a dlatego, że nadal jest bardzo trudno, mieszkanie trzeba spłacić, matki i babki zostały daleko w wioskach i małych miasteczkach, a one są same w wielkim, obojętnym, nieraz nieprzyjaznym mieście, bez oparć, za to niepewne i osamotnione. – Jak one dają sobie radę? – dopada je często pytanie. Jedno łączy te wszystkie i te znane i te znikające na zawsze, niewiele lat po pogrzebie, słabe kobiety.

Żeby najlepiej zobrazować, skąd im się to bierze warto udać się do Gidli, do sanktuarium, w którym od setek lat czczona jest dziewięciocentymetrowa kamienna figurka Matki Bożej. Wykopał ją w XVI wieku z ziemi tutejszy rolnik Jan Czeczek i po wielu perypetiach została obudowana wspaniałym sanktuarium, prawdziwym dziełem sztuki. Gdy podchodzi się do kapiącego od złota ołtarza, trudno dostrzec figurkę – dzieło domorosłego artysty. Sam ołtarz jest tak zaaranżowany, że wierny widzi najpierw ustawione w perspektywie kolumny, stwarzające wrażenie podążania w głąb, aż do celu – centrum, w którym jest Ona, maleńka. Wspaniałe, błyskawiczne jak rzut oka kazanie – wygłosił nam wybitny artysta: żeby otrzymać moc łaski Bożej trzeba stać się maleńką.

Widzę jeszcze moją babcię Stasię na balkonie, odmawiającą Różaniec w ciepły, letni zmierzch. Przypominam sobie wszystkie kobiety – niegdysiejsze i obecne. One wszystkie o tym wiedziały i godziły się ze słabością, po czym zyskiwały moc. Czasem pada pytanie, jak dałam sobie radę?

T169086Polecamy książkę Aliny Petrowej-Wasilewicz:
„Kapłanki czy kury? Historie kobiet, które z macierzyństwa uczyniły prawdziwą sztukę”

Siedem niesamowitych historii o siedmiu niezwykłych kobietach – znakomicie wykształconych, o nietypowych zainteresowaniach, z perspektywą wielkiej kariery zawodowej, które zdecydowały postawić wszystko na Boga i rodzinę. Kochające żony, zwariowane matki potrafiące zadbać o dzieci i swój osobisty rozwój. Same nazywają siebie „kapłankami domowego ogniska” i oburzają się, gdy inni nazywają je „domowymi kurami”.

>>> Kup teraz <<<

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite