Nasze projekty
Fot. Hello Beck/Freepik

„Szymek, czy będziesz mi towarzyszył w chorobie, która mnie spotkała?”. Poruszające rozważanie Drogi Krzyżowej

"Mój przyjaciel Kamil powiedział mi o swojej śmiertelnej chorobie. Zadał pytanie: Szymek, czy będziesz mi towarzyszył w chorobie, która mnie spotkała?!" – w rozważaniu Drogi Krzyżowej pisze Szymon, żołnierz i przyjaciel śmiertelnie chorego żołnierza – kolegi, który odszedł do wieczności w ubiegłym roku, w wieku 25 lat.

Reklama

Rozważanie Drogi Krzyżowej „Podnieś się”, przygotowanej przez oficerów wojsk lądowych i powietrznych, kapelanów i weteranów wojskowych, uczestników misji zagranicznych, funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji.

„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21, 15). Jezus pochylony pod zbyt dużym i za ciężkim krzyżem. Kilka osób wokół Niego, wśród których szuka błagalnym wzrokiem kogoś, kto mógłby Mu pomóc. Patrząc w stronę Szymona z Cyreny, wydaje się powtarzać pytanie skierowane niegdyś do Szymona z Galilei: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?

Nie przypuszczałem, że tak bardzo wyraźnie usłyszę to pytanie

Nigdy nie przypuszczałem, że tak bardzo wyraźnie usłyszę to pytanie, które Jezus zadał kiedyś Piotrowi. Wiele razy słyszałem je w Ewangelii w kościele. Jednak najgłośniej zabrzmiało, kiedy mój przyjaciel Kamil powiedział mi o swojej śmiertelnej chorobie. Było to pytanie: Szymek, czy będziesz mi towarzyszył w chorobie, która mnie spotkała?!

Reklama

Wysportowany Kamil nagle stanął przede mną, jakby w za wielkich dla siebie i dla mnie butach. Kolejne wyniki badań lekarskich wskazywały na nieuchronny koniec… który wówczas bałem się nazywać śmiercią. Poczułem się jak Szymon z Cyreny, który spotkał Jezusa na drodze prowadzącej na miejsce straceń. Śmierć kolegi, a zarazem rówieśnika, łamie schematy ludzkiego myślenia. Wszyscy myślimy, że umiera się w starości, tymczasem…

Sam doświadczyłem „szymonowej pomocy”

Drogi Kamilu, dziś zastanawiam się czy bardziej ja pomogłem Tobie czy Ty Mnie? Wydawało mi się, że dziękowałeś mi za każdym razem swoim uśmiechem, kiedy do Ciebie przychodziłem. Również i mnie przynosiło to radość, dumę i spełnienie. Kiedy żyłeś, bardzo chciałem podźwignąć Cię w chorobie Twojego ciała, tymczasem dopiero dziś rozumiem, że to Ty „dźwigałeś” mojego ducha. W głowie mi się nie mieści, że będąc Szymonem dla Ciebie – sam doświadczyłem „szymonowej pomocy”. Gdybym dziś miał możliwość jeszcze raz Ci pomóc – nie zrobiłbym tego… tak samo! Chciałbym zrobić to lepiej i jeszcze bardziej!!!

Panie Jezu, uświadomiłem sobie, że największe dary na tym świecie to życie i zdrowie. Dziękuję Ci za jedno i drugie, ale też proszę Cię spraw, abym widząc ludzką krzywdę, biedę, chorobę i niedołęstwo, łzy czy smutną twarz – potrafił słowem i czynem odmieniać napotkany los, abym nigdy nie przechodził obojętnie obok osoby w potrzebie. Niech ludzie dotknięci cierpieniem i przykrością przez wrażliwość zdrowych i silnych osób zostaną napełnieni otuchą, nadzieją i radością.

Reklama

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę