“Z kryzysu nie wychodzi się takim samym”. Nowa książka papieża Franciszka

Książka powstawała wiosną i latem, gdy świat się zamknął i wszyscy stanęliśmy w obliczu niepewności. I chyba z tego powodu rozmowa Austena Ivereigha z Franciszkiem przekształciła się w swoiste rekolekcje. O nowej książce Franciszka pisze Paulina Guzik, tłumaczka na język polski

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

27 marca 2020 roku. Całkiem pusty, ciemny i zalany deszczem plac Świętego Piotra. Pandemiczne Urbi et Orbi. I Franciszek, który „niczym pilot w czasie burzy” jak pisze jego biograf, Austen Ivereigh, „dał jasno do zrozumienia, że świat stanął w obliczu punktu zwrotnego, czasu próby, z którego albo możemy wyjść lepszymi, albo gwałtownie się cofnąć”.

W tym momencie zaczyna się tworzenie książki „Powróćmy do marzeń. Droga ku lepszej przyszłości.” To wielkie rekolekcje Papieża Franciszka i próba odpowiedzi na pytanie – jaki świat zbudujemy po pandemii? Co wyniknie dla nas z tego kryzysu? Bo przecież „podstawową cechą kryzysu jest to”, pisze Franciszek, „że nie wychodzi się z niego takim samym”.

 „Jeśli przez niego przebrniesz” pisze Papież, „wyjdziesz z niego lepszy lub gorszy, ale nigdy taki sam”.

Książka powstawała w czasie zamknięcia, w czasie niepewności pandemicznej wiosny i lata 2020 roku. Austen Ivereigh – papieski biograf i brytyjski dziennikarz –pytał, Papież Franciszek – odpowiadał. Efektem są trzyczęściowe rozważania – globalne ignacjańskie rekolekcje na czas Covidu.

 


 

 

Czy istnieje stopień pośredni pomiędzy biskupami a papieżem?

 

 

 


Czas, by wybrać

 „Kiedy znajdziesz się w kryzysie, masz wybór”, pisze Papież, „a dokonując wyboru, odsłaniasz w pełni swoje serce”. Franciszek mówi tu nie tylko o osobistych wyborach pomiędzy życiem dla siebie i dla innych, ale wyborach, które na naszych oczach podejmują rządzący czy pracownicy służby zdrowia.

„Co jest ważniejsze” – pyta Papież – „troska o  ludzi czy utrzymanie systemu finansowego? Dbamy o ludzi, czy też poświęcamy ich dla notowań giełdowych?”

Pracowników medycznych nazywa „przeciwciałami wobec wirusa obojętności”, pisze że ich wybór  – także tych, którzy odeszli, zarażeni wirusem, „świadczył o przekonaniu, że lepiej żyć krócej w służbie innym niż dłużej, stawiając opór temu wezwaniu”.

Franciszek jest blisko wszystkich, którzy tych trudnych wyborów, często wyborów na śmierć i życie, dokonują: „Czasem, kiedy myślę o  wyzwaniach, które są przed nami, czuję się przygnieciony” – pisze – „ale nigdy nie czuję beznadziei”, dodaje, bo czas pandemii to dla Franciszka czas biblijnego przesiewania, w którym „nie jesteśmy sami”. „Przyjęcie krzyża” – pisze Papież – „przekonanie, że to, co nadejdzie, to nowe życie, dodaje nam odwagi, by przestać lamentować, by wyjść i służyć innym”.

Papież, jezuicką metodą, nie daje prostych odpowiedzi. Wskazuje co powinniśmy wybrać, aby post-pandemiczny świat nie wpadł w pułapki przeszłości. W świat rządzony spekulacjami finansowymi, świat rujnujący naturę – dobro stworzenia.

Podpowiada natomiast jak dokonać dobrego wyboru. Zmusza do myślenia, odkrywając przed czytelnikiem wiele tajemnic swojego życia. Jak na przykład swoje trzy osobiste „covidy”, które przeżył i które są dla wszystkich jego „parafian” – wiernych katolików całego świata – cenną lekcją.

Media na całym świecie opisywały w dniu światowej premiery książki „Powróćmy do marzeń” pierwszy z tych „covidów” – covid choroby, gdy 20 letni Jorge jako młodziutki seminarzysta pytał mamy w szpitalu, niepewny i wystraszony, czy umrze. Jednak inny „covid” Papieża jest jeszcze bardziej szokujący. Ten, gdy po okresie rządów Bergoglio – surowego prowincjała jezuitów i rektora domu formacyjnego w Buenos Aires, przełożeni wysyłają go na „ławkę rezerwowych”, do górskiej peryferyjnej Kordoby. Tam, gdzie, jak pisze Papież „wystawili mi rachunek”. Czas przestoju, niepewności i załamania – taki jak my wszyscy przeżywamy dzisiaj – staje się dla Papieża czasem wzrostu i dojrzałości, zrozumienia błędów przeszłości.

„Tym, czego się nauczyłem, jest to, że gdy wiele cierpiąc, pozwoli się, by nas to zmieniło, wychodzi się z tego lepszym, lecz jeśli się okopie w tym cierpieniu, wyjdzie się gorszym.”

 


 

 

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


 

Dla wszystkich jest miejsce przy stole

W książce „Powróćmy do marzeń” każdy odnajdzie siebie. Od przywódców, których Papież prosi o powrót do polityki „przez duże P”, rozumianej jako „służbę dobru wspólnemu”, po ubogich cartoneros, którzy na ulicach Argentyny zbierają po nocach kartony. Odnajdą się w niej kobiety z ruchu MeToo i protestujący po śmierci George’a Floyda. Ale książka ta jest też dowodem, że choć Papież zawsze będzie blisko ludzi, szczególnie tych zranionych, szczególnie dotkniętych niesprawiedliwością, to wyraźnie nie przyzwala na chęć wymazywania przeszłości podczas manifestacji i rozruchów.

„Niektórzy chcieli narzucić na przeszłość swoją wizję historii, taką, jakiej pragnęliby teraz” pisze Papież. Jednak aby historia była prawdziwa, podkreśla Franciszek „potrzeba pamięci wymagającej uznania ścieżek, które już przeszliśmy, nawet jeśli są one pełne wstydu.”

W tych słowach odnajdą się młodzi, dla których jedyną szansą „zakorzenienia”, według Papieża, jest kontakt ze starszymi. Papież podkreśla zresztą, że rodzina otrzymuje dzisiaj „największy cios”. „Niszczenie rodziny” pisze Papież „to śmiertelne osłabienie więzi przynależności, od których wszyscy zależymy”.

W odbudowie lepszego świata Franciszek szczególnie docenia rolę kobiet, pokazując ich wielozadaniowe miejsce w świecie i Kościele. Z imienia i nazwiska wymieniając dwie światowej sławy ekonomistki – Kate Raworth i Marianę Mazzucato, Papież chwali ich mądrość, podkreślając, że „promują bardziej ‘macierzyńską’ gospodarkę nastawioną nie tylko na wzrost i zyski” ale i pomoc ludziom.

„Są znacznie lepszymi administratorami niż mężczyźni” pisze o kobietach w „Powróćmy do marzeń” przywódca Kościoła Katolickiego, bo „lepiej rozumieją procesy, wiedzą, jak popchnąć projekty do przodu” – nie tylko posiadają wiedzę, „ale wniosły także swoje osobiste doświadczenie w organizowaniu życia codziennego na wiele sposobów, jako matki i ‘gospodynie domowe’”.

W książce odnajdą się w centrum papieskiej uwagi miliony ludzi „okradanych z nadziei”, ofiary systemu w którym „niewiele więcej niż jeden procent światowej populacji posiada połowę jej bogactwa”.

Papież mocno staje też przy nienarodzonych: „nie mogę milczeć o  ponad 30- 40 milionach nienarodzonych istnień odrzucanych każdego roku przez aborcję”, pisze, karcąc zachodnie społeczeństwa za dokonywanie jej z wygody: „życie ludzkie nigdy nie jest ciężarem. Wymaga, abyśmy zrobili dla niego miejsce, a nie odrzucali je”. Papież podkreśla, że „aborcja to sroga niesprawiedliwość”, która „ nigdy nie może być uzasadnionym wyrazem autonomii i władzy” bo „Jeśli nasza autonomia wymaga śmierci kogoś innego, nie jest niczym innym niż żelazną klatką”.

„Jeżeli mamy wyjść lepsi z  tego kryzysu” pisze Franciszek, „musimy odzyskać świadomość, że jako ludzie mamy wspólny cel. Pandemia przypomniała nam, że nikt sam się nie uratuje.”

 


 

 

Czy papież Franciszek zmienia naukę Kościoła o osobach LGBT? Sprawdzamy.

 

 

 


Kryzys ujawnia, co jest w naszych sercach

Głęboka reforma, o której pisze Papież w „Powróćmy do marzeń” nie jest utopijną diagnozą kreśloną zza watykańskich murów. Jest bardzo trzeźwym spojrzeniem na świat, który po pandemii nie może wyglądać tak samo. „Nie możemy dopuścić do tego, aby ta oczyszczająca ulewa przeszła obok nas”, pisze Franciszek, przywracając wiarę w regionalne i lokalne rozwiązywanie kryzysów w narodowych społecznościach.

„Kryzys pokazał, że nasze narody nie podlegają ślepym siłom, ale w  nieszczęściu są zdolne do działania”.

„Powróćmy do marzeń” to książka Papieża, który od początku swojego pontyfikatu, w przywództwie przez przykład pokazuje, że to co mamy w sercu może mieć odzwierciedlenie w sposobie zarządzania. Daje narzędzia – szczególnie duchowe, do rozeznania, ostatecznie pomagając podejmować ważne decyzje. Ta książka to podróż przez odbudowę świata po pandemii.

I jak przy budowie Wieży Babel Papież pyta wprost: co ważniejsze, cegła, czy robotnik?

Książka „Powróćmy do marzeń. Droga ku lepszej przyszłości” ukaże się w Polsce 15.12 nakładem wydawnictwa Rafael. W ciągu kilku dni od premiery znalazła się wśród bestsellerów Amazon. Została wydana jednocześnie w grudniu 2020 roku w językach angielskim, hiszpańskim, portugalskim, francuskim, niemieckim, włoskim i polskim. Autorka artykułu jest polskim tłumaczem „Powróćmy do marzeń. Droga ku lepszej przyszłości”.

Paulina Guzik

Paulina Guzik

Dziennikarka telewizyjna, prowadząca program Między Ziemią a Niebem TVP1, o życiu Kościoła pisze m.in. dla wydawanego w Watykanie serwisu Crux. Doktor nauk o mediach, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Podczas ŚDM 2016 w Krakowie była szefową Biura Mediów Zagranicznych. Autorka (wraz z Cecilią O’Reilly) książki “WYD 2016 – the Largest European Event of the 21st Century”. Prywatnie żona Bartka, mama Jaśka i Helenki.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Kardynałowie – biskupi

Niezauważona reforma papieża Franciszka. Grono kardynałów-biskupów jeszcze nigdy nie było tak duże.

Polub nas na Facebooku!

Najmniejszą i najważniejszą grupę w kolegium kardynalskim stanowią kardynałowie-biskupi. Kiedyś było ich siedmiu, bo siedem było siedzib biskupich wokół Rzymu. Ostatnio to się zmieniło. Piszemy o niezauważonej reformie papieża Franciszka

Każdy z kardynałów-biskupów od starożytności był jednocześnie biskupem jednej z siedmiu diecezji suburbikarnych (podmiejskich): Albano, Ostia, Porto-Santa Rufina, Sabina, Velletri-Segni, Frascati i Palestrina. 

Aż do połowy XX wieku kardynałowie-biskupi rzeczywiście administrowali tymi diecezjami, nawet jeśli równocześnie sprawowali inne funkcje, czasem nawet w odległych zakątkach świata. Jednak z biegiem wieków pogodzenie tych dwóch urzędów było coraz bardziej wymagające. Decyzją Jana XXIII kardynałowie-biskupi są tylko symbolicznie związani z tymi kościołami. Od jego reformy, oprócz nich, biskupów tytularnych, diecezje te posiadają swoich ordynariuszy, faktycznie nimi kierujących.

 

Kilka lat później Paweł VI wprowadził inną zmianę dotyczącą kardynałów-biskupów – do ich grona należą od lat 70. patriarchowie kościołów wschodnich: koptyjskiego, maronickiego i chaldejskiego, choć oczywiście bez przydzielenia im kościołów tytularnych w diecezjach podrzymskich. Grono kardynałów-biskupów wzrosło.

 

Pierwszy z kardynałów

Wróćmy jeszcze do czasów starożytnych. Szczególną rolę pełnił zawsze biskup podrzymskiej Ostii. To on, po wyborze nowego papieża, udzielał mu święceń biskupich. Tradycyjnie kierował też kolegium kardynałów po śmierci papieża. Tak ukształtowała się funkcja najważniejszego w gronie kardynałów – najpierw priora, czasem prymasa, potem dziekana kolegium. Stąd dziekanowi kolegium kardynalskiego po dziś dzień zawsze przysługuje tytuł kardynała biskupa Ostii.

Biskupem Ostii zostawał najstarszy spośród kardynałów-biskupów. “Najstarszego” określał jednak nie wiek, ale czas bycia kardynałem-biskupem. Wraz ze śmiercią poprzedniego biskupa Ostii, diecezję automatycznie obejmował najstarszy kardynał-biskup, stając się jednocześnie dziekanem kolegium kardynalskiego i przenosząc jednocześnie z dotychczasowej diecezji suburbikarnej do Ostii.

W 1914 papież zmodyfikował tę zasadę. Jeśli dany kardynał-biskup stawał się dziekanem kolegium, zachowywał władzę w dotychczasowej diecezji sububikarnej, obejmując dodatkowo diecezję w Ostii. To tłumaczy, dlaczego na przykład w życiorysie obecnego dziekana kolegium, kard. Giovanni Battisty Re, znajdziemy informację, że jest on kardynałem-biskupem Ostii oraz Sabiny-Mirteto. Inna konsekwencja tej zmiany to ta, że odtąd grono kardynałów-biskupów, co logiczne, zmniejszyło się z siedmiu do sześciu – choć później wzrosło do dziewięciu, po wspomnianym już dołączeniu do grona kardynałów-biskupów – patriarchów kościołów wschodnich.

Paweł VI zmienił dotychczasową regułę określania dziekana kolegium kardynalskiego: regułę wieku zastąpiła reguła wyboru. Po śmierci lub ustąpieniu poprzednika, kardynałowie-biskupi wybierali spośród siebie nowego dziekana, a wybór akceptował papież. Franciszek dorzucił kolejną zasadę – wyboru dziekana kolegium dokonuje się nie dożywotnio (albo do ustąpienia), lecz na pięcioletnią kadencję z możliwością jej przedłużenia. 

Tak właśnie stało się w styczniu tego roku. Z powodu sędziwego wieku, rezygnację z funkcji złożył dotychczasowy dziekan, kard. Angelo Sodano (ukończył 93 lata), a kardynałowie-biskupi po raz pierwszy w historii wybrali w styczniu spośród siebie jego następcę. Wybrany nowy dziekan, kard. Giovanni Battista Re, po raz pierwszy w historii pełni funkcję kadencyjnie. Kiedy upłynie kadencja, jedna albo dwie, przestanie więc być dziekanem i biskupem Ostii, pozostając tylko biskupem Sabiny-Mirteto.

Ale to nie ta reforma Franciszka jest ciekawa. W międzyczasie nastąpiła jeszcze inna.

 


 

ZOBACZ TEŻ:
Na najbliższy weekend papież zwołuje do Rzymu tych, którzy w przyszłości będą wybierali jego następcę. Trzynastu nominatom papież przydzieli w sobotę rzymskie kościoły, włączając ich do grona duchownych diecezji rzymskiej. Ma to swoją ważną przyczynę.

 

 


Co zmienił Paweł VI

Dziekanowi kolegium kardynalskiego tradycja wyznaczyła trzy główne zadania: przewodniczy on pogrzebowi zmarłego papieża, odprawia Mszę św. rozpoczynającą konklawe, podczas której wygłasza słynną homilię “De eligendo papa” i przewodniczy obradom konklawe. To on również w imieniu całego Kolegium kardynalskiego, gdy wyłoni się w końcu większość dwóch trzecich, prosi elekta o wyrażenie zgody: “Czy przyjmujesz twój kanoniczny wybór na Biskupa Rzymskiego?” A potem pyta: “Jakie imię przyjmujesz?” Dawniej – o czym było już wspomniane – dziekan kolegium i biskup Ostii miał jeszcze jedną kluczową funkcję – udzielał święceń biskupich nowo wybranemu papieżowi, jeśli nie był on jeszcze biskupem. Będzie tak znowu, gdy zdarzy się jeszcze kiedykolwiek w historii, że papieżem zostanie wybrany duchowny bez święceń biskupich, a teoretycznie jest to przecież możliwe.

Reforma Pawła VI odebrała dziekanom wiele z wymienionych tradycyjnych zadań. Pozwoliła bowiem na udział w konklawe tylko tym kardynałom, którzy nie ukończyli 80 lat.  

Od wprowadzenia reformy tylko raz zdarzyło się, by dziekan kolegium i biskup Ostii przewodniczył konklawe. Bowiem tylko raz od tamtej pory zdarzyło się, by dziekan kolegium w ogóle mógł wziąć w nim udział. Było to w 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II. Dziekanem kolegium był wówczas kard. Joseph Ratzinger i to on, z racji swej funkcji, przewodniczył Mszy św. pogrzebowej Jana Pawła II, to on wygłosił homilię “De eligendo pontefice” na rozpoczęcie konklawe i przewodniczył później obradom w Kaplicy Sykstyńskiej. Jednak już nie on, lecz najstarszy spośród obecnych kardynałów-biskupów musiał podjąć się kolejnego zadania, czyli zwrócił się do elekta z pytaniem “Czy przyjmujesz wybór”, bo tym elektem, nowo wybranym papieżem, był właśnie on, Joseph Ratzinger. 

Natomiast podczas obu konklawe w 1978 oraz w 2013 roku dziekani kolegium byli wykluczeni z wyborów papieża. Przykład z ostatniego konklawe w 2013 roku: pracom przewodził wspomniany już kardynał Giovanni Battista Re, najstarszy wówczas spośród kardynałów-biskupów z prawem elekcji, ale Mszę św. rozpoczynającą konklawe odprawiał i homilię o wyborze papieża wygłosił dziekan, kard. Angelo Sodano.

 


 

ZOBACZ TEŻ:
Ten szczegół pozostaje na ogół nieznany: podczas konsystorza każdy nowo kreowany kardynał staje się kardynałem-diakonem albo kardynałem-prezbiterem. Kolegium kardynalskie dzieli się bowiem na grupy zwane stopniami, “ordini”: diakonów, prezbiterów oraz biskupów.

 


 

Niechciane skutki reformy

Dopiero teraz, po 50 latach, reforma Pawła VI ujawnia swoje pełne i czasem niezamierzone konsekwencje. Przede wszystkim spowodowała, że kolegium kardynalskie dzieli się na kardynałów elektorów i nieelektorów, a z biegiem lat, o dziwo, liczba kardynałów po obu stronach limitu 80 lat wyrównuje się. Dziś jest 128 kardynałów elektorów i aż 102 pozbawionych prawa wyboru papieża. 

Kluczowa dla naszego tematu jest inna konsekwencja. Każdy kardynał-biskup, choć przekracza 80 roku życia i traci prawo udziału w konklawe, zachowuje swój kościół suburbikarny. “Blokuje” tym samym możliwość powołania młodszych kardynałów-biskupów, mogących wziąć udział w konklawe. W efekcie, reforma Pawła VI zmniejszyła liczbę kardynałów-biskupów w konklawe. Przedtem mogli w nim uczestniczyć – i przeważnie uczestniczyli, jeśli nie wykluczyła ich np. choroba – wszyscy, czyli 7 (a od 1914 roku 6) kardynałów-biskupów. 

Popatrzmy, jak to wygląda od chwili, gdy obowiązuje limit wieku 80 lat. W obu wyborach papieża w 1978 uczestniczyło ich pięciu, w 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II – pięciu, a w 2013 – zaledwie 4 kardynałów-biskupów, włączając w to przecież patriarchów. Reforma założyła, że dziekan kolegium nie musi przewodzić konklawe, dlatego konstytucje używają od tej pory nazewnictwa “najstarszy spośród obecnych na konklawe kardynałów-biskupów”. Ale nie przewidziała jednego: teoretycznie, na mocy obecnych przepisów, mogłoby się zdarzyć, że do Kaplicy Sykstyńskiej nie wszedłby żaden z kardynałów-biskupów. 

Jak rozwiązać ten problem? Okazało się, że został on rozwiązany dwa lata temu. 

Możliwości nie było wiele: należy poszerzyć grono kardynałów-biskupów. Ale jakie kościoły suburbikarne im przydzielić, skoro kardynałowie-biskupi, choć bez prawa elekcji, nadal żyją i zajmują te dotychczasowe? Pozostały dwa sposoby: albo poszerzyć listę kościołów przynależnych biskupom, dodając do tradycyjnych suburbikarnych sześciu diecezji inne, albo awansowanym kardynałom zachować obecne kościoły tytularne, trochę na zasadzie “opcji”.

Tak właśnie się stało. Ten przełom nastąpił 26 czerwca 2018, dokładnie wtedy, gdy kardynałem został Polak, kard. Konrad Krajewski. Byliśmy być może tak zainteresowani nominacją kolejnego kardynała z Polski, że umknęła nam wiadomość, że grono kardynałów-biskupów powiększyło się o cztery osoby. Tym bardziej nie dostrzegliśmy historycznej ciekawostki.

 


 

 

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


 

Pierwszy włączony do elitarnej grupy to kard. Leonadro Sandri, prefekt Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Najpierw był kardynałem-diakonem, z kościołem tytularnym świętych Biagio e Carlo ai Catinari, a na początku 2018 skorzystał z prawa opcji – stając się kardynałem prezbiterem z tym samym kościołem tytularnym. Ale na krótko, bo kilka miesięcy później Franciszek przeniósł go do elitarnej grupy kardynałów-biskupów – zachowując jego dotychczasowy kościół tytularny. Tego samego dnia i w ten sam sposób kardynałem-biskupem zostali kard. Marc Ouellet kard. Pietro Parolin, i obaj zachowali te kościoły tytularne, które otrzymali wtedy, gdy zostawali kardynałami prezbiterami. Czwarty to kard. Fernando Filoni, wcześniej diakon, który zachował z kolei diakonię Nostra Signora di Coromoto in San Giovanni di Dio. Po raz pierwszy w historii żaden z nowo mianowanych kardynałów-biskupów nie objął – jak to było dotąd w tradycji – jednego z kościołów suburbikarnych. Bo wszystkie były zajęte.

To jedyny sposób zasilenia grona kardynałów-biskupów tak, by mniej więcej sześciu-siedmiu było obecnych na konklawe i by uniknąć ryzyka, że żaden biskup nie wchodzi do Kaplicy Sykstyńskiej, bo wszyscy przekroczyli 80 rok życia. Dzięki temu, gdyby konklawe odbywało się dziś, uczestniczyłoby w nim 7 spośród 14 kardynałów-biskupów. Chociaż znów obrad nie poprowadziłby dziekan kolegium.

 

 

Czy przyjmujesz?

Wróćmy do informacji z 1 maja, do nominacji dwóch kardynałów-biskupów. Pierwszy z nich, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa Beniamino Stella, został biskupem tytularnym starożytnej diecezji Porto-Santa Rufina. To oczekiwane uzupełnienie wakatu po śmierci francuskiego kardynała Rogera Etchegaray’a we wrześniu ubiegłego roku, który od 1998 roku był kardynałem-biskupem przypisanym tytularnie właśnie diecezji Porto-Santa Rufina. Drugi z awansowanych, filipiński kardynał Luis Tagle, nie objął żadnej z diecezji suburbikarnych, wszystkie były “zajęte”. Franciszek powtórzył zatem zasadę, którą wprowadził dwa lata wcześniej. Zachował dla nowo mianowanego kardynała-biskupa tytulaturę kościoła św. Feliksa z Kantalicjo, tę samą, który jako kardynał-prezbiter Tagle objął w listopadzie 2012, w ostatnim konsystorzu zwołanym przez Benedykta XVI przed swoją abdykacją.

Jest jeszcze jeden wniosek płynący z dogłębnej analizy grona kardynałów-biskupów. Możemy się spodziewać, że już nieczęsto dziekan kolegium będzie przewodniczył wyborom papieża. Życząc wszystkim kardynałom przynajmniej tylu lat życia, na ile wskazuje obecna statystyka (średnia kardynałów nie-elektorów to niemal 90 lat!!!), a także biorąc pod uwagę bardzo wczesny wiek kard. Louisa Tagle, który w chwili awansu miał zaledwie 63 lata, podobnie zresztą jak kard. Pietro Parolin dwa lata wcześniej, można oszacować, że to oni mają największe szanse zostać w przyszłości “najstarszymi spośród kardynałów-biskupów”. Czyli de facto prowadzić konklawe i zwrócić się do właśnie wybranego z zapytaniem: “Czy przyjmujesz?”. 


REDAKCJA CATOLICO

Copyright © 2020 Catolico.pl. Wykorzystanie, kopiowanie i powielanie materiału wyłącznie za zgodą Redakcji.

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap