video-jav.net

Wesprzyj budowę szkoły w Syrii

Ręcznie wykonane obrusy, serwety i podkładki, a także rysunki syryjskich dzieci można otrzymać w zamian za finansowe wsparcie akcji odbudowy zbombardowanej szkoły w jednej z syryjskich miejscowości. W zbiórkę prowadzoną przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie włączyła się „Mobilna parafia”, która darczyńcom przekazywać będzie pamiątkowe upominki.

Polub nas na Facebooku!

Organizacja, która na co dzień działa w świecie wirtualnym, wysyłając SMS z Ewangelią bądź promując książki i filmy w mediach społecznościowych, podejmując współpracę z PKWP otrzymała około 100 rysunków zrobionych przez syryjskie dzieci. Poświęcone one są dwóm tematom: pokojowi w Syrii i codziennemu życiu oczami dzieci.

– Aby pomóc kobietom z Aleppo, zakupiliśmy ich ręcznie wykonane, piękne prace: obrusy, serwety, podkładki. Wszystkie te rzeczy chcemy rozdać darczyńcom – wyjaśnia KAI Piotr Herman z „Mobilnej parafii”. Wskazuje zarazem, że aby otrzymać ręcznie wykonany upominek, wystarczy dokonać dowolnej wpłaty na konto stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, po czym przesłać na adres mailowy [email protected] danych do wysyłki. – Dla wpłat powyżej 100 złotych, dołączymy również koronkę z Aleppo – dodaje Herman.


Sprawdź, jak pomóc w budowie szkoły w Syrii – kliknij!


Na początku października ub.r. papieskie stowarzyszenie w kilku miastach Syrii, m.in. w Damaszku, Homs i Aleppo, zorganizowało “małe manifestacje pokojowe”. Ich celem było zintegrowanie dzieci różnych wyznań, które doświadczają na co dzień wojny oraz wspólna modlitwa o pokój. Najmłodsi wspólnie się bawili, tańczyli, modlili i śpiewali.

Dzieci narysowały także milion kartek, które dzięki PKWP mogły stać się cegiełkami na rzecz odbudowy zniszczonej od wojennych ostrzałów szkoły w Maluli w południowo-zachodniej części Syrii.

 

Od początku konfliktu zbrojnego w Syrii w 2011 r. prawie 12 tys. syryjskich dzieci zginęło na skutek działań wojennych, a ponad dwa miliony nie chodzi do szkoły. Dawne budynki szkolne albo zostały zniszczone podczas bombardowań, albo są okupowane przez siły zbrojne. W dzisiejszej ogarniętej wojną Syrii nie ma szans na edukację, której miejsce zajęła przemoc, nienawiść i żądza zemsty.

Według danych UNICEF wojna w Syrii dotknęła ponad 8 mln dzieci. Ponad milion z nich podpisało petycję skierowaną do Organizacji Narodów Zjednoczonych i Rady Unii Europejskiej, aby podjęły działania dążące do pokoju w ich kraju.


(KAI) mip / Warszawa

W Korei Północnej wciąż są chrześcijanie

W Korei Północnej nadal żyją chrześcijanie, ale ich sytuacja jest bardzo trudna, wszyscy żyją w katakumbach. Poinformował o tym francuski misjonarz ks. Philippe Blot, który na co dzień pomaga mieszkańcom tego komunistycznego kraju, którzy chcą uciec do Chin. Przyznał, że z roku na rok staje się to coraz trudniejsze. Wcześniej granicy pilnowali poborowi w 10-letniej służbie wojskowej, których dość łatwo można było przekupić, ale po dojściu do władzy Kim Dzong-una w 2011 kontrolę granic wzmocniono.

Polub nas na Facebooku!

Zdaniem misjonarza wciąż znajdą się przewodnicy, którzy są w stanie przeprowadzić uchodźców przez granicę, ale kosztuje to od 3 do 5 tys. euro od osoby.

Uciekinierzy z Korei Północnej pozostają zazwyczaj w Chinach – jest ich obecnie 200 tys. – i są tam nielegalnie. Ich rodziny pozostałe w kraju są traktowane jak zdrajcy. Wspólnota międzynarodowa powinna wywierać nacisk na reżim w Pekinie, aby nie odsyłał uchodźców do ich dawnej ojczyzny, gdyż jest to równoznaczne z ich śmiercią, i to po strasznych torturach, oraz aby uregulował ich sytuację prawną – oświadczył kapłan w długiej rozmowie z dziennikiem “Le Monde”.

Zapewnił, że dotarły do niego liczne świadectwa o istnieniu chrześcijan w Korei Północnej, zwłaszcza protestantów. Muszą oni jednak ukrywać swą wiarę. Zdekonspirowanych chrześcijan komunistyczny reżim zabija bądź zsyła na resztę życia do obozów koncentracyjnych. „Przed trzema laty pewna protestantka przyjęła chrzest w Chinach i wróciła do Korei Północnej z Bibliami w plecaku. Gdy schwytała ją policja, powieszono ją za nogi i publicznie zlinczowano” – powiedział kapłan.

W rozmowie z paryskim dziennikiem wyjaśnił, że należy do Zgromadzenia Misji Zagranicznych z Paryża, a święcenia kapłańskie przyjął w czerwcu 1990 z rąk Jana Pawła II, po czym w październiku następnego roku władze zakonne wysłały go do Korei Południowej. Trafił do diecezji Andong, gdzie współtworzył ośrodki dla młodych, biednych mieszkańców okolicznych wsi, później podobne placówki zakładał w diecezji Suwon dla ubogiej młodzieży z miast.

Któregoś dnia odprawił Mszę św. w zastępstwie pewnego dominikanina dla uchodźców północnokoreańskich w mieście Manawan i tak rozpoczęła się jego “wielka przygoda”, jak sam to określił, z tą grupą ludzi. Po liturgii opowiedzieli mu oni o swych losach, swym życiu na Północy, potem w Chinach i o przybyciu na Południe. Uchodźcy poprosili go o pomoc, zwłaszcza przy sprowadzeniu swych rodzin.

Według misjonarza w Korei Południowej mieszka obecnie ponad 30 tys. uchodźców z Północy, dzieląc ten sam los – samotność, gdyż “ich życie nie ma żadnego sensu bez ich rodzin”. Żyją oni w wolnym kraju i mają co jeść, ale ich celem jest bycie z rodzinami, które zostały na Północy lub w Chinach, a “ponieważ sami nie mogą wrócić w swe strony ojczyste, prosili mnie, aby odszukał ich krewnych” – wspominał ks. Blot.

W tej sytuacji w 2010 udał się on do Chin, korzystając na miejscu z pomocy tamtejszych księży pochodzenia koreańskiego. I dzięki jednemu z takich kapłanów pomógł najpierw jednej osobie, potem dwóm, trzem itd.; z biegiem lat liczba ta coraz bardziej rosła. Powstał silny zespół przewodników i wypracowano niezbędną logistykę przeprowadzania uchodźców do krajów trzecich i wyszukiwania rodzin gotowych ich przyjąć.

Kapłan podkreślił, że reżym w Pjongjangu uważa rodzinę uciekiniera za zdrajców i wysyła ją do obozu “reedukacyjnego”, zwykle na całe życie. Zaznaczył również, że początkowo najpierw sprawdzano, czy tak rzeczywiście się stało, a jeśli tak nie było, wówczas można było im pomóc przedostać się do Chin, a wszystko to wymagało dużych pieniędzy. Nie można było liczyć na systematyczną pomoc finansową, ale wyłącznie było to wsparcie ze strony darczyńców. Pochodzą oni głównie z Korei Południowej i od przyjaciół kapłana we Francji.

Według ks. Blota obecnie coraz więcej uchodźców z Północy to dzieci i dorastająca młodzież i “to jest dramat”, gdyż jeśli im się nie uda uciec, całą resztę swego życia spędzą w obozie pracy. ONZ ocenia, że w takich obozach przebywa obecnie od 80 do 120 tysięcy więźniów politycznych – dodał misjonarz. Podkreślił też wielką pomoc ze strony Kościoła katolickiego na Południu, dodając jednocześnie, że rząd w Seulu nie może oficjalnie im pomagać, gdyż stworzyłoby to duże problemy dyplomatyczne.


kg (KAI/RV/LeMonde) / Paryż