Fot. Tyler Callahan/Unsplash

Niemiecki kościół i modlitwa “Ojcze nasz” z kartki?

Koleżanka wchodzi do kościoła w Niemczech i na „dzień dobry” dostaje karteczkę z modlitwą “Ojcze nasz”. Proboszcz twierdzi, że nie każdy zna, to lepiej rozdać. No, ale "Ojcze nasz"…? Zerka zafrasowana kobieta…

Reklama

Szwajcaria. Zurych. Marzec 2015 r. Kościół Katolicki, niedzielna Msza święta. Przed ołtarzem staje ksiądz i mówi: „Guten Morgen” – myślałam, że się przesłyszałam, ale nie, starszy kapłan tak się z nami przywitał. Przez moją głowę przeleciała myśl, czy doczekam się znaku krzyża. Doczekałam się. Ok. Nie wychodzę. Kolejna niespodzianka: do czytania Ewangelii wychodzi Pani w średnim wieku, z krótkimi włosami ubrana w albę. No, mocne zdziwienie. Jeszcze większe, gdy widzę, że ta Pani zaczyna głosić kazanie.

Epizod drugi. Koleżanka wyszła za Niemca. Po ślubie pojawia się dziecko. Wszystko “po Bożemu”. Chce je ochrzcić. W parafii pracuje polski ksiądz. Przyjeżdża rodzina z Polski. Wchodzi do kościoła i na „dzień dobry” dostaje karteczkę z modlitwą “Ojcze nasz”. Proboszcz twierdzi, że nie każdy zna, to lepiej rozdać. No, ale „Ojcze nasz”…? Zerka zafrasowana kobieta… Moment Komunii św. – przystępuje cały Kościół – jak jeden mąż. Rodzina pyta, czy ci Niemcy tacy pobożni. Tego nie wiadomo, tutaj do spowiedzi nikt nie chodzi.

CZYTAJ: „Ojcze Nasz”. Modlitwa, której nauczył nas Jezus

Reklama
Reklama

Epizod trzeci. Ostatni. Niemcy. Bawaria. Katolicka kaplica w szpitalu. Gottesdienst czyli Msza św. odprawiana przez… kobietę w łączności z całym Kościołem.

W obliczu tych epizodów, w sumie nie dziwi, że Kościół niemiecki domaga się dopuszczenia osób rozwiedzionych do Komunii świętej, skoro sam już dawno to praktykuje. Podobnie sprawa ma się z wolnymi związkami, które na Zachodzie nie są piętnowane przez duchownych. Tłumaczone jest to, między innymi, odwróconym „prawem stosowalności”, czyli „stosowalnością prawa”, najkrócej mówiąc: nie jesteś gotowy, dojrzały do małżeństwa, poczekaj do pięćdziesiątki, może sześćdziesiątki, a może tuż przed śmiercią będzie odpowiedni moment. Hallo, to raczej nie jest Ewangelia! To raczej całkowite niezrozumienie sakramentu małżeństwa. 

Jeżeli to mamy nazywać postępem i nowoczesnością, to ja na wieki wieków chcę pozostać zacofana i nieoświecona. Chyba, że może problem nie leży w prawie czy nauczaniu Kościoła, ale … w „zatwardziałości serca”?

Reklama
Reklama

I to nie tylko niemieckiego.  


Reklama
Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę