Nasze projekty

Kard. Krajewski: ludzie nie mają nawet na czym spać, bo woda zniszczyła im wszystko

"Zagrożenie ciągle jest, ale oni z tym żyją. Są całkiem spokojni, można powiedzieć prawie nie reagują na syreny, tylko żyją, a my próbujemy razem z nimi iść naprzód" - mówi kard. Konrad Krajewski, który przebywa na Ukrainie.

fot. Archidiecezja Krakowska/Flickr

Kard. Konrad Krajewski odwiedza dziś małe wspólnoty leżące między Chersoniem a Winnicą. Poranną mszę odprawił w Basztance, w kościele, który został zniszczony przez stacjonujących w nim przez wiele miesięcy Rosjan. W imieniu papieża Franciszka proboszczowi przekazał fundusze na odbudowę świątyni. Papieski jałmużnik podkreśla, że w czasie swej szóstej już misji na Ukrainie spotyka niezwykle dzielnych ludzi, którzy przetrwali okupację, a teraz walczą ze skutkami powodzi, by móc szybko wrócić do swoich domów.

Papieski jałmużnik w Chersoniu spędził dwa dni. Radiu Watykańskiemu mówi o ogromie zniszczeń, a co za tym idzie ogromie pomocy humanitarnej, jaka jest tam pilnie potrzebna. Ci ludzie nie mają nawet na czym spać, bo woda zniszczyła im wszystko – mówi kard. Krajewski, który mieszkańcom zalanych terenów dostarczył leki, żywność oraz pomagał wolontariuszom rozładowywać samochody z tak bardzo potrzebnymi łóżkami.

PRZECZYTAJ: Kard. Nycz: nie ma Kościoła polskiego czy angielskiego, jest jeden Kościół, ten sam, Chrystusowy

Reklama

Zagrożenie ciągle jest. My się do tego nie przyzwyczailiśmy przez tych kilka dni, ale oni z tym żyją. Są całkiem spokojni, można powiedzieć prawie nie reagują na syreny, tylko żyją, a my próbujemy razem z nimi iść naprzód – podkreśla jałmużnik papieski.

Pojechaliśmy bardzo daleko w stronę tamy, gdzie całe miejscowości były zalane. Droga była karkołomna, jechaliśmy polami, ponieważ drogi też tam są zrujnowane. I zawieźliśmy takie podstawowe produkty, jak i łóżka, ponieważ wszystkie miejscowości były zalane i ludzie nie mają po prostu na czym spać. Wcale nie było tam łatwo wjechać, bo co parę kilometrów było wojsko, które sprawdzało wszystkie dokumenty, bo boją się różnych działających tam grup rosyjskich, ponieważ to jest w bezpośrednim miejscu, gdzie nadal trwają walki.

Nie mamy samochodów terenowych, więc bardzo musieliśmy uważać, żebyśmy sami gdzieś nie utknęli, bo nadal wody jest bardzo dużo. Jechaliśmy przez takie tereny, gdzie właściwie do połowy samochód się zanurzał w wodzie, też mostami pontonowymi, bo dawne mosty są zniszczone. Spotkaliśmy grupę mieszkańców, którzy na nasz widok można powiedzieć, że oszaleli z radości, że ktoś o nich pamięta, że ktoś z nimi jest. Jak zwykle rozdałem wszystkim różańce Ojca Świętego, natychmiast je ucałowali i założyli na szyję, by ich chroniły. Tam spędziliśmy trochę czasu i późnym wieczorem, już pod osłoną nocy, wróciliśmy do Chersonia, gdzie w nocy znowu było cały czas bombardowanie – opowiada kard. Krajewski.

Reklama

Papieski jałmużnik wskazuje, że w wioskach na zalanych terenach, które odwiedził, panuje totalny brak bezpieczeństwa. Tam nikt nie zna dnia ani godziny, ponieważ Rosjanie strzelają z drugiej strony Dniepru – mówi kard. Krajewski. Z tego powodu niebezpieczne jest już nawet przemieszczanie się w kolumnie trzech samochodów, które łatwo namierzyć. By nie narażać miejscowych ludzi i nie ściągać na nich ognia przemieszczaliśmy się szybko i w żadnym miejscu nie zostawaliśmy dłużej – dodaje hierarcha.

Oni się przyzwyczaili do tego zagrożenie, bo żyją tak od tylu miesięcy, bo przecież tutaj była okupacja Rosjan, tutaj przez parę miesięcy byli Rosjanie, więc troszkę opowiadali nam o tym, jak to wyglądało. Opowiadali nam, jak przeżyli ten okres. Sołtys tej miejscowości, do której dojechaliśmy, opowiadał mi, że na wieść o wojnie od razu poszedł jako ochotnik na wojnę. Walczył pod Kijowem, tam został ranny, stracił oko, był postrzelony także w biodro. I potem przywieźli go do jego miejscowości już ze szpitala. I tam wtedy weszli Rosjanie i on przez osiem miesięcy ukrywał się w trzcinach i w lesie, żeby go nie znaleźli, ponieważ żołnierz, który walczył przeciw Rosjanom, jest od razu do eliminacji. Jak wyszli Rosjanie, to on się ujawnił i cała miejscowa ludność od razu wybrała go na sołtysa. I to właśnie on skontaktował się z niosącymi pomoc w Chersoniu dominikanami. Powiedział, że są w ogromnej potrzebie. Zapewnił mnie, że wszystka pomoc zostanie rozdzielona sprawiedliwie, bo jak mówił: «ja tylko dlatego żyję, że mi Pan Bóg to życie darował. I teraz zrobię wszystko, żeby tu na miejscu zapanowała sprawiedliwość i to sprawiedliwość Boża, a nie sprawiedliwość światowa». To była taka niesamowita opowieść tego człowieka – mówi kard. Krajewski.

Ofiary na działalność charytatywną Ojca Świętego za pośrednictwem Urzędu Dobroczynności Apostolskiej można przekazać: https://www.elemosineria.va/charitable-activities/?lang=pl.

Reklama

ZOBACZ TEŻ: Abp Galbas otrzymał paliusz z rąk papieża. „Przejmująca uroczystość”

KAI, kh/Stacja7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę