video-jav.net

11 września 2001. Historia Krzyża z WTC

Ułożone w kształt krzyża dwie metalowe szyny - element konstrukcji jednej z zawalonych 11 września wież - stały się dla wielu znakiem Bożej obecności w środku śmierci i zniszczenia. Oto historia Krzyża z WTC.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Znaleźli go przeszukujący zawalone wieże strażacy. Zaledwie 3 dni po 11 września. Nie tyle nawet znaleźli, co natknęli się na dwa połączone ze sobą metalowe przęsła, które od razu przywiodły im na myśl krzyż Jezusa Chrystusa. Spostrzeżenie to było na tyle silne, że od razu – wierzący i niewierzący – zaczęli się przy tych belkach modlić. – Gdy znajdujesz krzyż pośrodku takiego chaosu, zniszczenia i beznadziei, natychmiast odbierasz to jako wiadomość: jest nadzieja – mówi John Picarello, nowojorski strażak, który brał udział w akcji ratunkowej na terenie zawalonych wież i jeden ze świadków “odnalezienia” krzyża. 

Gdy znaleźliśmy ten krzyż było to dla nas jak wiadomość od Boga: jestem tutaj, jestem przy was, we Mnie znajdziecie ukojenie

Praca w ruinach zawalonych 11 września 2001 nowojorskich wież dla wielu ratowników była albo śmiertelną pułapką, albo źródłem poważnej traumy na dalszą część życia. W dokumencie “Krzyż i Wieże”, poświęconym odnalezieniu “ukrzyżowanego” fragmentu jednej z wież, John Picarello opowiadał o swoim ocaleniu: centymetry dzieliły go od miejsca, na które waliła się wieża północna WTC. Cud odnalezienia symbolu zwycięstwa życia nad śmiercią pomógł mu przetrwać chwile zwątpienia w akcji ratowniczej oraz poczucie przytłoczenia ogromem zniszczeń i cierpienia. – Gdy znaleźliśmy ten krzyż było to dla nas jak wiadomość od Boga: jestem tutaj, jestem przy was, we Mnie znajdziecie ukojenie – opowiada John Picarello. Ta wiara pomogła mu później pokonać zespół stresu pourazowego, z którym się zmagał po wydarzeniach września 2001 r. 

To właśnie strażacy zadbali wkrótce o to, by owych symbolicznych szyn, szybko nazwanych “Krzyżem z WTC”, nie traktować jak zwykłego elementu rumowiska i usunąć wraz z resztą zwalonej konstrukcji. W ten sposób, mierzący ponad 5 metrów wysokości krzyż stanął na specjalnym postumencie na granicy Ground Zero, jako punkt modlitwy dla rodzin ofiar na zawsze pogrzebanych pod gruzami. – Gdy zobaczyliśmy ten krzyż poczuliśmy się jakby to on przejął cały nasz żal i poczucie straty. Nigdy wcześniej nie czułem mocniejszej obecności Jezusa, niż wtedy – mówił anonimowy członek rodziny jednej z ofiar, cytowany później przez amerykańską prasę.

 

 

Dość szybko krzyżem zaopiekował się o. Brian Jordan, franciszkanin pracujący w sąsiadującej z Ground Zero parafii św. Piotra. Dzięki jego staraniom Krzyż z WTC trafił właśnie do tego kościoła i tam zaczął przez lata gromadzić ludzi wspominających tragedię, jaka spotkała Nowy Jork. – Właśnie tutaj modlimy się o pokój; o to, by to co stało się 11 września nie powtórzyło się przenigdy więcej – mówił święcąc ukrzyżowane metalowe belki o. Brian.

W 2011 r. krzyż został przetransportowany do Muzeum – Narodowego Miejsca Pamięci 11 Września, jako jeden z artefaktów. Natychmiast też stało się to przedmiotem kontrowersji. Stowarzyszenie Ateistów Amerykańskich złożyło w sądzie pozew przeciw dyrekcji Muzeum, argumentując, że “wystawienie krzyża jako pamiątki po tragedii 11 Września jest łamaniem zapisanej w konstytucji zasady rozdziału Kościoła od państwa”. Sąd jednak nie podzielił tej argumentacji tłumacząc, że w tym kontekście krzyż nie jest symbolem konkretnej religii, ale uczuć i doświadczeń ratowników pracujących na ruinach WTC.

Krzyż z WTC ma kilka swoich replik. Jedna z nich znajduje się na grobie franciszkanina, o. Mychala Judge’a, kapelana nowojorskich strażaków, który ruszył do akcji ratunkowej 11 września 2001 razem z nimi i zginął w trakcie posługi w jednej z zawalonych wież.

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Proces beatyfikacyjny Chiary ruszy 21 września

Proces beatyfikacyjny służebnicy Bożej Chiary Corbelli-Petrillo zostanie uroczyście otwarty 21 września w rzymskiej Bazylice św. Jana na Lateranie. To dzień, w którym Chiara i jej mąż brali ślub.

Polub nas na Facebooku!

Uroczystości, która rozpocznie się w południe, będzie przewodniczył wikariusz generalny Rzymu kard. Angelo de Donatis. Wszyscy wierni mogą wziąć w niej udział.

Bazylika św. Jana na Lateranie – jedna z czterech rzymskich Bazylik Większych – została wybrana z powodu wciąż rosnącego zainteresowania drogą do świętości tej młodej Rzymianki. Tego samego dnia, o godz. 16.00 w bazylice św. Wawrzyńca zostanie odprawiona Msza św. w intencji wszystkich, którzy angażują się w ten proces beatyfikacyjny.

Chiara Corbella urodziła się w Rzymie 9 stycznia 1984 r. Od dzieciństwa była osobą wierzącą, w wieku 5 lat zaczęła wraz z mamą uczestniczyć w spotkaniach wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej. W wieku 18 lat, podczas wakacyjnego pobytu w Medziugorie, poznała swojego przyszłego męża, Enrico Petrillo. Po blisko sześcioletnim związku, naznaczonym także kryzysami i duchowym zwątpieniem, młodzi pobrali się w Asyżu 21 września 2008 r.

Wkrótce potem Chiara zaszła w ciążę, jednak u dziecka zdiagnozowano tzw. bezmózgowie. Młodzi rodzice nie zdecydowali się na aborcję. Maria Grazia Letizia urodziła się 10 czerwca 2009 r. i zmarła niespełna godzinę po przyjściu na świat. Zaraz po urodzeniu zmarło także drugie dziecko pary, Dawid Jan, który urodził się 24 czerwca 2010 r. z poważnymi wadami wrodzonymi, m.in. brakiem nóg.

Wkrótce po pogrzebie chłopca, okazało się, że Chiara i Enrico spodziewają się trzeciego dziecka. Zaledwie tydzień po potwierdzeniu ciąży, Chiara zaczęła zmagać się z pierwszymi objawami choroby, która, choć początkowo przypominała aftę na języku, okazała się nowotworem, który zajął w dodatku część narządów głowy oraz szyi.

Młoda kobieta, pomimo niemożliwości przyjęcia pełnego znieczulenia, poddała się pierwszej, niezwykle bolesnej, części zabiegu usunięcia zmian nowotworowych. Drugą, dla dobra dziecka, postanowiła odłożyć na czas po porodzie.

Chłopiec, nazwany jeszcze przed narodzinami imieniem Franciszek, urodził się zdrowy, 30 maja 2011 r., choć lekarze namawiali młodą matkę do wcześniejszego wywołania porodu. Cztery dni później Chiara przeszła kolejny, niezwykle ciężki zabieg, jednak wkrótce po zabiegu okazało się, że komórki nowotworowe rozsiane są po całym organizmie kobiety, dla której nie ma już medycznego ratunku.

Chiara Corbella Petrillo zmarła w opinii świętości 3 czerwca 2012 r. Jej pogrzeb, transmitowany w internecie oglądały tysiące osób na całym świecie, a uroczystość, która na prośbę zmarłej, była radosnym świętem życia koncelebrowało ponad 100 kapłanów, pod przewodnictwem kard. Agostino Valliniego. Do dziś grób Chiary na rzymskim cmentarzu Verano, modląc się o łaski za jej wstawiennictwem.

KAI/ad